Jedna straszna godzina naznaczyła całe życie Fran Drescher. Ale jej historia stała się inspiracją dla tysięcy kobiet
AF Archive/Mary Evans Picture Library/East News

Jedna straszna godzina naznaczyła całe życie Fran Drescher. Ale jej historia stała się inspiracją dla tysięcy kobiet

Fran Drescher podbiła serca widzów dzięki roli Fran Fine w serialu „Pomoc domowa”. W latach 80. gwiazda przeżyła jednak tragedię, o której dziś nie boi się głośno mówić.
Kamila Geodecka
12.02.2021

W 1985 roku Fran Drescher nie była jeszcze gwiazdą filmową i telewizyjną, nikt jej nie rozpoznawał. Mieszkała ze swoim mężem, Peterem Jacobsonem w domu w Los Angeles. Przeprowadziła się z Nowego Jorku do Kalifornii, bo marzyła o karierze aktorskiej, chciała podbijać świat. Jednak jeszcze zanim stała się rozpoznawalna, przeżyła tragedię – została zgwałcona, we własnym domu, w obecności męża. Po wielu latach aktorka opowiedziała o traumie. Swoim przykładem pokazuje, że nawet po tak dramatycznych przeżyciach można się podnieść.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Jedna noc zmieniła życie Fran Drescher

Był styczeń 1985 roku. 27-letnia wówczas Fran Drescher i jej mąż Peter Jacobson zaprosili na kolację przyjaciółkę aktorki. Późnym wieczorem do domu Drescher i Jacobsona włamało się dwóch uzbrojonych mężczyzn: „To było surrealistyczne: siedzisz w domu na kanapie, nagle wpada ktoś i grozi ci bronią” – po wielu latach wspominał Jacobson. Bandyci związali go i zawiązali mu oczy. 

Gdy jeden z bandytów plądrował pokoje, drugi zgwałcił najpierw Drescher, a potem jej przyjaciółkę. Kiedy bandyci w końcu uciekli, Jacobsonowi udało się uwolnić z więzów. Zawiadomili policję. Tę noc spędzili u sąsiadów. Kolejną także. I kolejną. Do swojego domu byli w stanie wrócić dopiero po trzech miesiącach.

Fran Drescher ma pamięć fotograficzną, dlatego pracowała z policyjnym rysownikiem i robiła wszystko, by odnaleźć oprawcę. Udało się. Bandyci byli braćmi. Mężczyzna, który zgwałcił aktorkę, był wtedy na zwolnieniu warunkowym. Po napaści dostał podwójne dożywocie. „Mam pewność, że został zamknięty na zawsze i już nigdy nikogo nie zgwałci. Nie muszę się bać, że go spotkam” – mówiła Fran Drescher w rozmowie z Larrym Kingiem w CNN.

Czytaj także: Michaela Coel jest ofiarą gwałtu. Zrobiła o tym serial i podbiła świat

Rozbita na milion kawałków

Aktorka długo nie mówiła o swoim traumatycznym przeżyciu. Bała się powiedzieć o nim nawet rodzicom. Zwierzyła się siostrze, która była na tyle silna psychicznie, że pomogła jej uporać się z traumą. Po tak brutalnym doświadczeniu miała w sobie wiele lęków. Kilka razy dziennie sprawdzała, czy alarm w jej domu jest włączony, czy zamki są zamknięte. Zdarzyło się nawet, że zaczęła krzyczeć w restauracji.

Po tych doświadczeniach udała się z mężem na terapię. Oboje musieli przepracować wszystko to, co wydarzyło się tej tragicznej nocy. Powiedziała później, że napad na dom i gwałt trwał godzinę, ale te 3600 sekund wpłynęło na każdą kolejną sekundę jej życia. „Nie możesz być tą samą osobą po takim doświadczeniu. Odkryłam w sobie głębszą empatię dla ludzkiego bólu” – wyznała po latach w australijskim talk-show „Studio 10”.

Czytaj także: Portale randkowe, seksczaty, Tinder – coraz częściej „używamy” seksu, zamiast szukać prawdziwej bliskości

Książka, która dodaje odwagi

Po ponad 10 latach Fran Drescher postanowiła opowiedzieć wszystkim o tym, co ją spotkało. Napisała autobiografię – „Enter Whining” – w której cały rozdział poświęciła na opis tego, co się wydarzyło styczniowej nocy 1985 roku. Aktorka napisała też o późniejszych procesach, które w niej zachodziły – o terapii, o powracaniu do zdrowia i stabilizacji.

Okazało się, że książka, która miała być terapią dla niej samej, pomogła też wielu innym kobietom. Na spotkaniach autorskich podchodziły do Fran i prosiły ją o podpisanie tego jednego, konkretnego rozdziału poświęconego napaści seksualnej. Swoim przykładem dodawała siły i odwagi wszystkim tym osobom, które przeżyły gwałt, a które wciąż żyły w strachu i nie mogły ruszyć z miejsca.

„Da się iść dalej. Już nigdy nie będziesz tą samą osobą, ale przyj do przodu. Przekształć swój ból w cel – zawsze tak robiłam” – pisała w swojej książce.

 

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Woody Allen i Mia Farrow z córką Dylan /East News

Woody Allen i Mia Farrow. Miłość, zdrada i zemsta

Czy Woody Allen naprawdę jest niewinny, a wszystkie zarzuty to zemsta Mii Farrow za jego zdradę? Oskarżony o molestowanie seksualne adoptowanej córki reżyser w autobiografii „A propos niczego” przedstawia swoją wersję wydarzeń.
Anna Zaleska
09.12.2020

Od czasu, gdy Woody Allen został oskarżony przez Mię Farrow o molestowanie seksualne ich córki Dylan, minęło 28 lat. W swojej autobiografii „A propos niczego” (wyd. Rebis) reżyser zdecydował się opowiedzieć swoją wersję wydarzeń. Książka wzbudziła kontrowersje jeszcze zanim się ukazała – wydawnictwo Hachette, z którym podpisał umowę, ostatecznie odmówiło jej wydania. Allen przywykł do podobnych sytuacji. Aktorzy, którzy kiedyś z nim pracowali – między innymi Mira Sorvino, Greta Gerwig, Colin Firth, Timothée Chalamet i Rebecca Hall – publicznie za to przepraszają. Ci, którzy tego nie zrobili – Diane Keaton, Alec Baldwin, Alan Alda czy Scarlett Johansson – są za to potępiani. Allen dziękuje im za ich wsparcie, pisząc: „Zapewniam, że nie jest to coś, czego powinniście się wstydzić”. Czy autobiografia jest w stanie oczyścić jego imię z zarzutu molestowania seksualnego? Woody Allen i Mia Farrow – jak się poznali Po raz pierwszy spotkali się na małym przyjęciu w Hollywood w 1979 roku. Allen był ciekaw Mii Farrow, uważał ją za piękną i bardzo utalentowaną. Pamiętał też list, który kilka lat wcześniej od niej dostał. Z entuzjazmem pisała o jego filmach, a zakończyła zdaniem „Po prostu kocham pana”. Wtedy na przyjęciu pogawędzili uprzejmie, ale „ziemia nie zadrżała”. Zaczęli się spotykać kilka lat później. Był oczarowany Mią Farrow. Okazała się inteligentna, piękna, utalentowana i najmilsza na świecie. Fakt, że miała siedmioro dzieci – troje biologicznych i czworo adoptowanych – uznał za „niecodzienny, ale nie za złowieszczy”. Sam siebie pyta dzisiaj, czy powinien był już na początku zauważyć znaki ostrzegawcze? „Z perspektywy czasu widzę, że czerwone flagi powiewały co kilka stóp, ale...

Czytaj dalej
catherine deneuve
East News

Catherine Deneuve: „Zawsze mówiłam to, co myślę”. Wyklęto ją, gdy przyznała, że miała aborcję

Catherine Deneuve w latach 70. była na ustach wszystkich, gdy publicznie oświadczyła, że dokonała aborcji. Podobnie jak wiele lat później, gdy skrytykowała niektóre z założeń ruchu #MeToo.
Sylwia Arlak
30.10.2020

Jedni nazywali Catherine Deneuve feministką, inni „czarownicą” albo jeszcze dostatniej — dziwką. Dla jednych była rewolucjonistką, a dla innych zdrajczynią narodu. W 1972 roku Catherine Deneuve, wraz z innymi Francuzkami podpisała się pod słynnym „Manifestem 343”. Nie tylko pokazała swoje wsparcie dla złagodzenia ustawy antyaborcyjnej, ale sama oświadczyła, że dokonała zabiegu. „Aborcja jest nielegalna i wiele zabiegów przeprowadza się w warunkach niebezpiecznych dla zdrowia. Na temat tych milionów kobiet panuje zmowa milczenia. Oświadczam, że poddałam się aborcji – pisała. – Żądam prawa do niej […] Nie uważam tego za akt odwagi, dla mnie to kwestia uczciwości. Każdy powinien mieć prawo do swobodnego kierowania swoim życiem” — podkreślała. W tamtym czasie we Francji aborcję karano więzieniem. Manifest, którego tekst napisała pionierka feminizmu Simone de Beauvoir, zaczynał się od słów:  Każdego roku milion Francuzek poddaje się zabiegowi aborcji. Ryzykują zdrowie i życie, gdyż skazano je na dokonywanie aborcji w ukryciu, mimo iż sam zabieg przeprowadzony pod właściwą kontrolą lekarską należy do jednego z najprostszych. Francja milczy nad losem tych milionów kobiet. Oświadczam, że jestem jedną z nich. Oświadczam: Ja też usunęłam ciążę. Żądamy wolnego dostępu do środków antykoncepcyjnych. Żądamy prawa do aborcji. Manifest podpisało 343 znanych kobiet Francji. Konserwatyści ochrzcili ich wyznanie manifestem 343 suk lub nawet manifestem 343 dziwek.  Catherine Deneuve: 130 filmach u 60 reżyserów Catherine Deneuve zawsze była odważna. Chociaż jej rodzice byli aktorami, nie marzyła o błyskach fleszy. Na udział w jednym z castingów namówiła ją starsza siostra. Szybko okazało się, że jest stworzona do...

Czytaj dalej
Yves Montand i Simone Signoret na planie filmu „Wielki bękitny szlak
Fot. East News

Był zakochany w Marilyn Monroe, ale nigdy nie zostawił dla niej żony. O miłości Yvesa Montanda i Simone Signoret

„Któż oparłby się takiej pokusie”, miała powiedzieć Simone Signoret na wieść o romansie męża, francuskiego aktora Yves’a Montanda z Marilyn Monroe.
Dorota Szuszkiewicz
17.10.2020

Nigdy głośno nie przyznała, jak bardzo zranił ją romans męża. Była gotowa wiele wybaczyć i wiele poświęcić, żeby tylko z nim być. „Zdrada to nie wszystko” – tłumaczyła Simone Signoret znajomym. Ale ten romans nigdy nie dał jej spokoju. Yves Montand i Simone Signoret byli przez lata jedną z najbardziej uznawanych i lubianych par aktorskich Francji. Spotkali się pod koniec lat 40. w Prowansji, w La Colombe d’Or – ulubionej knajpce bohemy. Simone spędzała na Południu wakacje, Yves był w trasie koncertowej na Lazurowym Wybrzeżu. Nie miał zarezerwowanego hotelu, więc zaproponowała mu nocleg w swoim domu w Saint-Paul-de-Vence. Nawet gdyby miał rezerwację, to i tak zapewne tę noc spędziliby razem. Dla obojga to była miłość od pierwszego spojrzenia. I nieważne, że Simone miała już wtedy męża i małe dziecko. Simone wkrótce po ich spotkaniu w Prowansji zjawiła się w jego paryskim mieszkaniu z małą walizką. Montand postawił bowiem sprawę jasno: nie zamierza się dzielić z kimkolwiek. A i Simone nie chciała prowadzić podwójnego życia. Kilka miesięcy później dołączyła do nich jej córka, mała Catherine. Tuż przed Bożym Narodzeniem 1951 roku wzięli ślub – tam, gdzie ich miłość się zaczęła, w Saint-Paul-de-Vence – i stali się rodziną. Mieli po 30 lat. Kochanek Edith Piaf Pochodzili z różnych światów i wydawało się, że ten związek nie może się udać. Ona dorastała w burżuazyjnej rodzinie, on był Włochem wychowanym w Marsylii i dobrze wiedział, co to bieda. Wcześnie porzucił szkołę, by zarabiać na życie. Pracował jako robotnik portowy, kelner, pomocnik fryzjera, a wieczorami w tanich kawiarniach i barach próbował sił jako piosenkarz. Ona w tym czasie chodziła do renomowanego liceum, w którym filozofii uczył Jean-Paul Sartre, jeździła do Wielkiej Brytanii uczyć się...

Czytaj dalej
mat. prasowe

Ujawniła seksskandal w Komitecie Noblowskim – Matilda Voss Gustavsson o gwałtach z Noblem w tle

Sprawca przemocy seksualnej nie jest potworem. Wygląda, jak inni. Ma poczucie humoru, żonę, kocha operę, albo jest po prostu przeciętnym facetem – mówi dziennikarka Matilda Voss Gustavsson.
Magdalena Żakowska
27.08.2020

Matilda Voss Gustavsson miała 30 lat, kiedy największy szwedzki dziennik, „Dagens Nyheter”, opublikował jej reportaż na temat Jeana-Claude'a Arnaulta, 71-letniego męża wybitnej poetki Katariny Frostenson, członkini Akademii Szwedzkiej przyznającej Literacką Nagrodę Nobla. Ujawniła w nim , że Arnault przez ponad 20 lat wykorzystywał swoją pozycję w świecie kultury, by molestować i gwałcić kobiety. Udało jej się namówić kilkanaście z nich na rozmowę i publikację zeznań. Nie było to łatwe, bo Arnault latami zastraszał swoje ofiary, używał wpływów, aby zniszczyć im kariery. Ale był 2017 rok, światem wstrząsały kolejne fale ruchu #MeToo, relacje aktorek napastowanych przez Harveya Weinsteina doprowadziły do jego aresztowania, a kobiety na całym świecie coraz mniej bały się swoich oprawców.  Seksskandal z Noblem w tle Śledztwo Matildy Voss Gustavsson wykazało, że o niestosownych zachowaniach Arnaulta w stosunku do kobiet wiedziała niemal cała szwedzka elita kulturalna. W klubo-galerii Forum założonej przez Frostenson  i Arnaulta występowało dziewięciu spośród 18 członków Akademii Szwedzkiej, wielu z nich nazywało Arnaulta swoim przyjacielem. Kiedy w latach 90-tych jedna z molestowanych przez niego kobiet napisała w tej sprawie list do Akademii, została zignorowana. Reportaż Matildy Voss Gustavsson wstrząsnął nie tylko Szwecją – wywołał gigantyczny skandal w całym świecie kultury. W efekcie pogrążona w kryzysie Akademia Szwedzka, po raz pierwszy od 1949 roku, nie przyznała Literackiej Nagrody Nobla. Dopiero rok później, już w nowym, odświeżonym składzie, przyznała dwie nagrody, w tym za rok 2018 dla Olgi Tokarczuk.  W toku śledztwa, które uruchomił artykuł Matildy Voss Gustavsson okazało się, że Jean-Claude Arnault nie tylko molestował i gwałcił kobiety, ale...

Czytaj dalej