Ewa Demarczyk, Jerzy Pilch, Wojciech Pszoniak – kogo pożegnaliśmy w 2020 roku? 
East News

Ewa Demarczyk, Jerzy Pilch, Wojciech Pszoniak – kogo pożegnaliśmy w 2020 roku? 

W 2020 roku pożegnaliśmy wielu wspaniałych ludzi kultury. Kto zmarł w 2020 roku?
Sylwia Niemczyk
01.11.2020

Wielcy twórcy polskiej kultury odchodzili po cichu, bez wielkich pożegnań i przedśmiertnych manifestów. Zresztą – nie były one potrzebne, bo ich manifestami były dzieła, które tworzyli przez całe życie. Wspaniałe piosenki Ewy Demarczyk. Wybitne dzieła Marii Janion. Książki Jerzego Pilcha, które będziemy czytać przez kolejne lata. Role Wojciecha Pszoniaka – niezapomnianego Korczaka w filmie Andrzeja Wajdy albo Morysa Welta w „Ziemi obiecanej”. W 2020 roku pożegnaliśmy wielkich artystów i ludzi nauki. 

Po długiej chorobie zmarł pod koniec lutego Paweł Królikowski, aktor filmowy, telewizyjny, teatralny i dubbingowy, prezes Związku Artystów Scen Polskich, którego Polacy kochali m.in. za rolę Kusego w serialu „Ranczo” i udział w programach telewizyjnych „Kocham cię, Polsko” oraz „Twoja twarz brzmi znajomo”.  Zmarł w wieku 58 lat.  Pośmiertnie został odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla kultury polskiej.

Paweł Królikowski
East News

Niespełna trzy tygodnie później dowiedzieliśmy się o śmierci Emila Karewicza, aktora, który grał m.in. w „Kanale” Andrzeja Wajdy oraz „Cieniu” Jerzego Kawalerowicza. Sławę przyniosła mu rola Hermanna Brunnera w „Stawce większej niż życie”. Aktor zmarł 18 marca w wieku 97 lat. Bezpośrednią przyczyną śmierci był udar. 

Pod koniec miesiąca, 29 marca odszedł Krzysztof Penderecki. Sławny kompozytor i dyrygent zmarł wśród najbliższych w swoim krakowskim domu. Miał 86 lat. Światową sławę zapewniły mu utwory z lat 60.,  „Tren Ofiarom Hiroszimy”, czy „Pasja według św. Łukasza”. Za swoje wybitne osiągnięcia dostawał najwyższe oznaczenia i nagrody w Polsce (m.in. był kawalerem najwyższego polskiego odznaczenia, Orderu Orła Białego) i na świecie. Jego utwory były wykorzystywane też przez twórców popkulturowych, znalazły się m.in. w takich filmach, takich jak „Lśnienie” Stanleya Kubricka, „Dzikość serca” Davida Lyncha, czy „Wyspa tajemnic” Martina Scorsese.

29 maja, w piątek  po południu zmarł Jerzy Pilch. Wybitny polski pisarz odszedł po długiej i ciężkiej chorobie. Do końca życia zachował dystans do świata i swój typowy pilchowski humor. W jednym z ostatnich wywiadów, kilka tygodni przed śmiercią w „Newsweeku” mówił: „Jest coś „zabawnego” w tym, że facet, który nie może wyjść z domu w Warszawie, opuszcza to miasto i trafia do Kielc. I tutaj się dowiaduje, że też nie wyjdzie z domu, bo epidemia. Ciekaw jestem, jaki będzie dalszy ciąg tej tajemniczej peregrynacji. Nie umiem mówić inaczej o tej sytuacji niż z nutą komizmu czy nawet szyderstwa”.

Był autorem takich książek jak „Spis cudzołożnic”, „Tysiąc spokojnych miast”, „Bezpowrotnie utracona leworęczność”, „Moje pierwsze samobójstwo”, „Tezy o głupocie, piciu i umieraniu”, „Zuza albo czas oddalenia”. Był siedmiokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike. Otrzymał ją w 2001 roku za powieść „Pod Mocnym Aniołem” – przejmującą opowieść o nałogu alkoholowym, samotności i miłości. Zmarł w wieku 67 lat.

Ewa Demarczyk, zmarła w piątek 14 sierpnia. Miała 79 lat. „Kilku pokoleniom prezentowała to, co w piosence najszlachetniejsze, najbardziej wartościowe. Nie zostawiła po sobie zbyt wielu nagrań, ale – same perły” – pisał na Facebooku dziennikarz i redaktor Wacław Krupiński, informując o śmierci artystki. Ze względu na ekspresję i talent porównywano ją do Édith Piaf, a za Lucjanem Kydryńskim nazywano ją Czarnym Aniołem polskiej piosenki – ze względu na jej kruczoczarne włosy i wyjątkową wrażliwość. Urodziła się w środku wojny, w 1941 roku. Była gwiazdą krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Śpiewała utwory Mirona Białoszewskiego, Juliana Tuwima czy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Zasłynęła m.in. takimi piosenkami jak „Karuzela z madonnami”, „Groszki i róże” czy „Grande Valse Brillante”. Ostatni raz wystąpiła w 1999 r., potem wycofała się zupełnie z życia artystycznego i publicznego. 

Ewa Demarczyk
East News

Pod koniec sierpnia miały miejsce dwie kolejne śmierci, jedna po drugiej: Józefy Hennelowej i dzień później Marii Janion, wybitnej krytyczki literackiej i znawczyni literatury, profesor nauk humanistycznych,  autorki kilkudziesięciu książek o polskiej tożsamości i polskich mitach, które narodzone w epoce romantyzmu, wciąż są żywe w społeczeństwie. „Odeszła tak jak chciała, w swoim domu, wśród książek. Zasnęła podczas lektury. Była niesamowitą osobą, w pełnym tego słowa znaczeniu. Szlachetną i etyczną. Do ostatniej chwili była świadoma, do ostatniej chwili dodawała nam otuchy” – mówiła po śmierci Marii Janion w rozmowie z OKO.press Kazimiera Szczuka, jej przyjaciółka i uczennica.

Jedną z ostatnich smutnych wiadomości była śmierć Wojciecha Pszoniaka, wybitnego aktora  filmowego i teatralnego, uznanego przez m.in. przez Gustawa Holoubka za jednego z największych polskich aktorów dramatycznych po 1965 roku. Zagrał w około stu filmach, stworzył niezapomniane role w filmach Andrzeja Wajdy: „Korczak”, „Ziemia obiecana”, „Danton”, występował na deskach teatrów Starego w Krakowie (1968-1972), Narodowego (1972-1974) i Powszechnego w Warszawie (1974-1980), także w teatrach francuskich i angielskich. 

Odl lat 80. mieszkał na stałe we Francji, ale zawsze podkreślał miłość do Polski. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” tłumaczył to: „Rodzice wychowali mnie  w przekonaniu, że Polska jest najlepszym i najpiękniejszym krajem. Dzięki podróżom po świecie zrozumiałem, że to nie do końca prawda, że są kraje piękniejsze i zasobniejsze. Ale miłość do ojczyzny jest jak miłość do matki. Kochać ją trzeba i szanować za to, że jest. Im bardziej biedna i umęczona, tym większej wymaga miłości”. 

Wojciech Pszoniak zmarł w wieku 78 lat. O jego śmierci powiedział poruszająco Jan Englert: „Wiemy wszyscy, że wszyscy prędzej czy później odchodzą, ale za każdym razem boli. Raz boli bardziej, raz boli mniej. W tym wypadku boli bardzo”.

Wojciech Pszoniak
East News

Niespełna dwa tygodnie temu media obiegła wiadomość o niespodziewanej śmierci Dariusza Gnatowskiego, aktora teatralnego (występowała na scenie Teatru STU) i serialowego, znanego m.in. z serialu „Świat według Kiepskich”, w którym wcielał się w rolę Arnolda Boczka. Aktor zmarł na zapalenie płuc i ciężką niewydolność oddechową, spowodowaną zachorowaniem na COVID-19. W chwili śmierci miał 59 lat.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Kora
East News

Kora – wielka artystka, która uczyła nas wolności, radości. Odeszła dwa lata temu

„Wyjątkowa kobieta, żona, matka, siostra, babcia, przyjaciółka. Ikona wolności. Zawsze bezkompromisowa w dążeniu do prawdy”, pisali o Korze przyjaciele. Mijają dwa lata od jej śmierci.
Anna Zaleska
27.07.2020

Ostatnie lata życia Kora spędzała w prywatnym raju, który dla siebie stworzyli z Kamilem Sipowiczem. Ich dom w Bliżowie na Roztoczu otaczał ogród pełen kwiatów: łubinu, żarnowca, jaśminów i budlei, które przyciągały do siebie stada motyli. Wokół rosły stare jabłonie, wiśnie, czereśnie i śliwy, z których Kora robiła konfitury. Dom, rodzina, przyjaciele – to było najważniejsze. Opowieść o swoim życiu, którą spisał Kamil Sipowicz, a ukazała się pod postacią książki „Kora, Kora… A planety szaleją”, arystka kończyła słowami: „Chwilo, trwaj, jesteś piękna”. Wreszcie odnalazła spokój i szczęście, chciała żyć. Wcześniej latami zmagała się z depresją i myślami samobójczymi. Kora do końca życia wspominała trudne dzieciństwo Pierwsze lata życia Olgi upływały w przerażającej biedzie. Siedmioosobowa rodzina gnieździła się w trzydziestometrowej suterenie bez prądu i wody. W wieku czterech lat, gdy jej mama zachorowała na gruźlicę, Olga trafiła do domu dziecka w Jordanowie. W jej wspomnieniach to miejsce przypomina reportaż Justyny Kopińskiej „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”. Zakonnice psychicznie i fizycznie znęcały się nad dziećmi. Mycie raz na tydzień, wszy, bicie, wykręcanie uszu, klęczenie na grochu, upokarzające kary za zmoczenie prześcieradła i zabrudzenie bielizny, straszenie duchami tak, że dzieci bały się w nocy chodzić do łazienki. Zamiast imion, numery. Olga była numerem osiem. Czteroletnia dziewczynka miała zakaz kontaktowania się ze starszą o siedem lat siostrą, która została przypisana do innej grupy. Wśród rówieśniczek Olga nie znalazła bratniej duszy. Jedyne szczęśliwe chwile z tamtych pięciu lat zawdzięczała książkom. Wielokrotnie przeczytała wtedy „O krasnoludkach i...

Czytaj dalej
Zbigniew Wodecki
Albert Zawada

Nikt tak nie kochał życia, jak Zbigniew Wodecki. „To był człowiek nieskazitelny…”

Zbigniew Wodecki – wielki artysta, pełen uroku mężczyzna, wspaniały przyjaciel. „Był to człowiek nieskazitelny. Był przyjacielem wszystkich”, mówił o nim Krzysztof Materna. 22 maja mija trzecia rocznica śmierci artysty.
Anna Zaleska
22.05.2020

Maj był zawsze jego ulubionym miesiącem. Cieszył się słońcem, spacerami, spotkaniami, jazdą z otwartym oknem w aucie. W maju najłatwiej kochać życie – a Zbigniew Wodecki na pewno je kochał i umiał je doceniać. W jednej ze swoich piosenek śpiewał: „Co było, przeszło, nie wróci/Wczorajszy smutek niech już nie smuci/Więc zostaw, zostaw wszystko…”. W wielu wywiadach powtarzał, że liczy się tylko to, co jest teraz, że warto chwytać dzień, nie oglądać się za siebie, nie żałować tego, co przeszło.  Do siebie miał dużo dystansu i traktował siebie z humorem. Na koncertach opowiadał nieraz dowcip o samym sobie: „Zbigniew Wodecki czołga się przez pustynię i jęczy: wody… W końcu spotyka karawanę i dostaje wodę – Wodecki nalewa odrobinę w dłonie i… poprawia włosy”. Żartował też, że kiedy umrze, to jego imponująca grzywa nie zmieści się w trumnie…  Jego piosenki, jego głos i jego lwią grzywę znał w Polsce każdy. Na ulicy zagadywali do niego i starsi ludzie, i małe dzieci. Prosili o autografy, a on żartował, że dzień bez autografu to dzień stracony. Każdy jednak miał w głowie trochę innego Zbigniewa Wodeckiego. Dla jednych był wykonawcą przebojów, które stały się klasyką polskiej piosenki: „Z tobą chcę oglądać świat”, „Lubię wracać tam, gdzie byłem”… Innym kojarzył się z hitami „Chałupy” i „Pszczółka Maja”. Przez lata cieszył się popularnością jako najsympatyczniejszy juror w „Tańcu z gwiazdami”. Wydawało się, że jest już skazany tylko na rolę szanowanego seniora, kiedy w 2013 roku wydarzyła się rzecz niezwykła. Do 63-letniego artysty przyszli muzycy z Mitch & Mitch z propozycją wspólnego nagrania jego debiutanckiego albumu „1976”. Dzięki...

Czytaj dalej
pilch
Mieszko Stanisławski/REPORTER

Jerzy Pilch: „Wszystko dalej potoczy się bez nas”. Pisarz zmarł w wieku 67 lat

Jeden z najważniejszych polskich pisarzy, Jerzy Pilch nie żyje. Gdy z nim rozmawialiśmy, był jeszcze pełen nadziei, choć już bardzo ciężko chory.
Marta Strzelecka
29.05.2020

Zmarł Jerzy Pilch. Jeden z największych współczesnych polskich pisarzy, autor takich książek, jak ‚Spis cudzołożnic”, „Pod Mocnym Aniołem”, „Moje pierwsze samobójstwo”, „Marsz Polonia”. W końcu 1999 roku, na przełomie  wieku w „Tygodniku Powszechnym" opublikował listę 10 słów „mojego życia, a raczej moich słów". Te najważniejsze słowa dla Jerzego Pilcha to: dom, nałóg, dotyk, pismo, dzwon, trawa, światło, matka, skrzydła, koniec.   Kilkanaście lat później w rozmowie z „Urodą Życia” mówił o relacjach i uczuciach: „Przekonanie, że dla miłości zrobiłoby się absolutnie wszystko, może być złudne, jednak warto dostać szansę, żeby to sprawdzić. Warto zaryzykować”. W ostatnich latach niechętnie udzielał wywiadów. Niechętnie nazywał swoją chorobę. Ale mówił i pisał o przebytej operacji mózgu, o tym, że pod obojczykiem ma wszczepioną baterię, że utracił na jakiś czas mowę, miał problemy z pisaniem i typowe objawy choroby Parkinsona. Podkreślał, że ta nazwa medyczna brzmi dla niego zbyt złowrogo. Bohater jego książki „Zuza albo czas oddalenia” (Wydawnictwo Literackie, 2015) choruje na Parkinsona, żyje sam i tęskni za miłością. Zakochuje się w młodej prostytutce, wspomina swoje poprzednie związki, ale dopiero ten wydaje mu się największą szansą na spełnienie i szczęście. Marta Strzelecka: Dlaczego w pana opowieści o zakochaniu jest tak dużo tęsknoty? Jerzy Pilch: Wydaje mi się, że za mało. Gdyby dopisywały mi siły i zdrowie, napisałbym nie sto, lecz kilkaset stron lodowatego monologu miłosnego pełnego tęsknoty. Niewystarczająco dużo jest tych emocji w zachwycie dojrzałego, chorego mężczyzny nad młodą, wolną, piękną kobietą? Aż nadto. Zastanawiam...

Czytaj dalej