„Enola Holmes”, „Faworyta”, „Królowe zbrodni”. Co jeszcze obejrzymy w ten weekend na Netfliksie i HBO?
Mat.prasowe

„Enola Holmes”, „Faworyta”, „Królowe zbrodni”. Co jeszcze obejrzymy w ten weekend na Netfliksie i HBO?

Netflix to oczywiście nowość: „Enola Holmes” z Millie Bobby Brown w tytułowej roli. Z kolei HBO – wspaniała „Faworyta” z oscarową rolą Olivii Colman.
Sylwia Arlak
23.09.2020

Za nami premiera długo wyczekiwanej produkcji Netfliksa z Millie Bobby Brown („Stranger Things”) w roli głównej „Enola Holmes”. Ale to nie jedyna propozycja filmowa na weekend. Sprawdźcie, co jeszcze warto obejrzeć na Netfliksie i HBO w najbliższych dniach:

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

„Enola Holmes” w końcu na Netfliksie

Weekend zaczynamy na Netfliksie od długo wyczekiwanej premiery filmu „Enola Holmes” (produkcja pojawiła się na platformie w środę, 23 września). To historia dorastającej na angielskiej wsi w XIX wieku, młodszej siostry Mycrofta i Sherlocka Holmesów Enoli Holmes. W szesnaste urodziny, niespodziewanie znika matka dziewczyny. Od tej pory jej wychowaniem mają zajmować się starsi bracia. Kiedy postanawiają wysłać Enolę do szkoły z internatem, nastolatka ucieka do Londynu w poszukiwaniu matki.  W adaptacji znanego cyklu powieści autorstwa Nancy Springer udział wzięli Millie Bobby Brown, Helena Bonham Carter, Sam Claflin oraz Henry Cavill.

W piątek, 25 września obejrzymy serial dokumentalny o zabójstwie Detleva Rohweddera „Rohwedder: Jedność, zbrodnia i wolność ”. Zagadkowa śmierć polityka w 1991 roku do dzisiaj budzi wiele emocji. Zginął zabity przez snajpera, stojąc przy oknie swojego domu w Düsseldorfie. „Pytanie kto zyskał na jego śmierci” — słyszymy już w zwiastunie produkcji.

Czytaj też: Od „Nagiego instynktu” po „Lolitę”. 10 filmów ocenzurowanych z powodu seksu

„O psie, który wrócił do domu” to z kolei propozycja dla całej rodziny (film pojawi się na platformie Netflix także w piątek). Rezolutne zwierzę, Bella wybiera się w długą, niebezpieczną drogę, aby odnaleźć swojego ukochanego właściciela, Lucasa. Zanim jej się to uda, spotka m.in. mieszkające w górach lwiątko i bezdomnego weterana, którego podniesie na duchu i przypomni mu o sensie życia.

Filmowe hity od HBO

„World Trade Center” to propozycja od HBO dostępna już od czwartku, 24 września. Film w reżyserii Olivera Stone'a opowiada wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Nicolas Cage wciela się w rolę sierżanta Johna McLoughlina, który wraz z grupą policjantów-ochotników udaje się ratunek pokrzywdzonym. Produkcja to hołd oddany dwóm policjantom (John McLoughlin i William J. Jimeno), którzy po zamachu terrorystycznym na wieże World Trade Center ryzykowali własnym życiem, by pomóc uwięzionym ludziom.

W piątek obejrzymy dwuczęściowy dokument „Agenci chaosu” opowiadający o rosyjskiej ingerencji w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku. Produkcja nagrodzonego Oscarem Alexa Gibney'a ujawnia sensacyjne ustalenia potwierdzone w opublikowanym niedawno raporcie senackiej komisji ds.wywiadu.

Sobotę, 26 września spędzamy oczywiście z „Faworytą” Jorgosa Lantimosa. Nagrodzona za tę rolę Oscarem, Olivia Colman wciela się w postać toksycznej, schorowanej królowej Anny. O jej względy (a tym samym o wpływy na angielskim dworze) rywalizują dwie kobiety — nowa służąca Abigail (Emma Stone) i Lady Sarah (Rachel Weisz). .

„Alice” to z kolei komedia obyczajowa o kobiecie, która prowadzi z pozoru idealne życie. Ma wspaniałego męża, dzieci i piękny dom w Paryżu. Życie bohaterki wywraca się do góry nogami, gdy jej wszystkie karty kredytowe zostają odrzucone podczas zakupów. Odkrywa, że jej mąż wydał cały majątek na wysokiej klasy prostytutki i chce ją porzucić. Kiedy dowiaduje się, że bank zajmie ich dom w ciągu kilku tygodni, postanawia walczyć.  

Tego samego dnia czeka na nas jeszcze głośna premiera filmu z 2019 roku „Królowe zbrodni”. Elisabeth Moss, Tiffany Haddish, Melissa McCarthy wcielają się w role żon gangsterów, którzy trafiają za kratki. Głodne zemsty biorą sprawy irlandzkiej mafii we własne ręce.  Dramat, kryminał i komedia w jednym. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG

„Netflix. To się nigdy nie uda”. Dlaczego się udało – zdradza Marc Randolph

„Co za bzdura!”, „To się nie uda”, słyszał Marc Randolph, gdy w 1997 roku wpadł na pomysł stworzenia internetowej wypożyczalni DVD. Jego autobiografia to połączenie success story, z elementami powieści przygodowej i… komedii.
Anna Zaleska
15.06.2020

Mit założycielski Netflixa, krążący po świecie jako anegdota, brzmi tak: Reed Hastings, na początku główny inwestor firmy, obecnie jej dyrektor generalny, wpadł na pomysł stworzenia pierwszej na świecie internetowej wypożyczalni filmów, gdy za przetrzymanie kasety z „Apollo 13” kazano mu zapłacić karę 40 dolarów. Marc Randolph twierdzi, że jest w tej historii trochę prawdy – była taka kaseta i była taka kara, ale nie było „pstryk”, powstaje Netflix. Założyciel firmy, jej pierwszy dyrektor generalny, opowiada to nieco inaczej. Barwniej. Będą w tej historii plażowe leżaki zamiast biurowych krzeseł, padające serwery, kacze jaja z Kambodży, ojciec zarabiający na życie chodzeniem po drabinie i żebranie o pieniądze na jedzenie. Personalizowany szampon i inne pomysły „W 1997 roku wiedziałem tylko tyle, że chcę założyć własną firmę i że chcę, by obejmowała sprzedaż w internecie. Tyle”, wyznaje Marc Randolph w wydanej właśnie autobiografii „Netflix. To się nigdy nie uda” (Wydawnictwo SQN). Zbliżający się do czterdziestki Marc wcześniej pracował w marketingu najróżniejszych firm – od dużych korporacji po start-upy – ale chciał założyć własną. Szukał pomysłów, wiedząc, że na tysiąc zwykle jeden jest dobry. Wszystko, co przyszło mu do głowy, zapisywał w małym notatniku, który zawsze nosił w kieszeni. Myślał między innymi o personalizowanych szamponach, personalizowanych deskach surfingowych, indywidualnie bilansowanej karmie dla psa. Do wszystkich tych idei próbował przekonać Reeda Hastingsa, przyjaciela i inwestora – bezskutecznie. Aż pewnego dnia… Była wiosna 1997 roku. We dwóch prowadzili może setną dyskusję, szukając pomysłu na biznes. Z grubsza ideał zdefiniowali tak: raz się coś wyprodukuje, a będzie to można sprzedawać...

Czytaj dalej
Serial Dark
mat.prasowe

Najlepsze europejskie seriale na Netflix i HBO: „Dark”, „Kalifat” i co jeszcze?

Trudno o lepszy klimat niż w niemieckim „Dark” czy we włoskiej „Genialnej przyjaciółce”. Szwedzi to mistrzowie mrocznych opowieści, co udowodnili w „Kalifacie”. Hiszpanie stworzyli hit na miarę Hollywood – mowa oczywiście o „Domu z papieru”. Zobacz najlepsze europejskie seriale na Netfliksie i HBO.
Sylwia Arlak
28.07.2020

Na popularnych portalach streamingowych: Netflix i HBO znajdziemy nie tylko amerykańskie produkcje (choć oczywiście tych jest w serwisach najwięcej). Polacy doczekali się dwóch seriali Netflixa — „1983” w reż. Agnieszki Holland i „W głębi lasu” z Agnieszką Grochowską i Grzegorzem Damięckim w rolach głównych. A czym mogą pochwalić się Niemcy, Szeedzi czy Francuzi? Oto najlepsze europejskie seriale Netfliksa i HBO. „Dark”, Netflix Trzy sezony pełne zagadek, niedomówień, filozofii,  religii i podróży w czasie. Mowa o niemieckim „Dark”. Przenosimy się do małego miasteczka Winden, gdzie wkrótce dochodzi do tragedii. Po tym, jak ginie dwójka małych dzieci, na jaw wychodzą mroczne tajemnice czterech rodzin: Nielsenów, Kahnwaldów, Tiedemannów i Dopplerów. W tej opowieści nic nie jest oczywiste. Nawet bardzo uważny widz będzie musiał bardzo się starać, żeby połączyć wszystkie wątki razem. Według wielu krytyków to jeden z lepszych seriali wyprodukowanych przez Nettflix w historii serwisu.   „Dom z papieru”, Netflix „Dom z papieru”, to kolejny wielki hit Netfliksa. Akcja zaczyna się, gdy grupa zamaskowanych przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Bohaterowie, którymi kieruje tajemniczy Profesor, to najbardziej poszukiwani ludzie świata. I najbardziej skuteczni. Choć w serialu nie brakuje dziur fabularnych, dłużyzn i powtórzeń, widzom na całym świecie nie przeszkadza to świetnie się bawić. O to właśnie chodzi w hiszpańskiej produkcji — o niezobowiązującą rozrywkę przy sprawnie nakręconym widowisku.   „Kalifat”, Netflix „Kalifat” trzyma w napięciu do ostatniej chwili. W serialu poznajemy uwięzioną przez...

Czytaj dalej
Mat. prasowe Netflix

Serial Netflixa „Trzynaście powodów” dobiegł końca. Co poszło nie tak?

W czwartym i zarazem ostatnim sezonie „Trzynastu powodów” żegnamy się z licealistami z Liberty High. Czuję pewną ulgę i wiem, że nie jestem w tym osamotniona. Po tym, co dostaliśmy w ostatnich odcinkach, nie tylko ja nie chce wiedzieć, co twórcy mogliby nam jeszcze zaserwować. A miało być tak pięknie…
Sylwia Arlak
16.06.2020

To już koniec przygód Claya Jansena i jego paczki. Finał serialu Netflixa „Trzynaście powodów” był wyjątkowo długi i przyniósł nawet pewnego rodzaju satysfakcję, jednak tego, co wydarzyło się po drodze, fani tak łatwo twórcom nie wybaczą.  „Trzynaście powodów”, serial z misją Wróćmy do czasów, kiedy „Trzynaście powodów” był jeszcze serialem z misją. Jedną z lepszych propozycji z gatunku „Young adult”. Klasycznym dramatem (sezon pierwszy) dramatem sądowym (tu mowa o sezonie drugim) nie zaś kiepskim kryminałem, albo (co gorsza) produkcją z elementami grozy. Pierwszy sezon „Trzynastu powodów” opowiada o Hannah – nastolatce, która popełnia samobójstwo, a powody swojej decyzji nagrywa na trzynastu nagraniach magnetofonowych. Taśmy trafiają do kolegi Hannah, a następnie do wielu innych znajomych dziewczyny z liceum Liberty High. W pierwszym sezonie poznajemy nie tylko dramat dziewczyny, ale też widzimy, jak szkolny dramat wpłynął na pozostałych bohaterów.  Na tym etapie przesłanie twórców było oczywiste. Oczywiście, krytycy zarzucali, że jest w tej historii odrobinę za dużo patosu, ale możemy przymknąć na to oko. Niekwestionowaną zaletą „Trzynastu powodów” były jego wartości edukacyjne – twórcy  przekonywali, że samobójstwo nie rozwiązuje problemów, a tylko je potęguje. I że warto mieć oczy szeroko otwarte, bo ktoś obok nas może potrzebować pomocy.  Wydawało się, że twórcy nie boją się trudnych tematów (w serialu mowa jest też o innych tramach nastolatków: szkolnym nękaniu, przemocy psychicznej i fizycznej, gwałcie, używkach, w późniejszych odcinkach poruszana jest kwestia dostępu do broni i aborcji) do...

Czytaj dalej