Emma Corrin to wykapana księżna Diana. Co wiemy o młodej aktorce z serialu „The Crown”? 
Mat.prasowe

Emma Corrin to wykapana księżna Diana. Co wiemy o młodej aktorce z serialu „The Crown”? 

Życie Diany Spencer zmieniło się, gdy dołączyła do rodziny królewskiej. Podobnie jak Emmy Corrin po premierze czwartego sezonu serialu „The Crown”.
Sylwia Arlak
16.11.2020

Twórcy serialu Netfliksa „The Crown” nie chcieli, by aktorka, która zagra księżną Dianę, była kojarzona z innymi produkcjami. Postawili na 24-letnią Emmę Corrin. „The Crown” to trzecia produkcja w jej karierze, pierwsza, która przyniesie jej prawdziwą rozpoznawalność. Co o niej wiemy?

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Zawsze marzyła o aktorstwie

Emma Corrin urodziła się w 1995 roku w mieście Royal Tunbridge Wells w południowo-wschodniej Anglii. Jej rodzice nie mają nic wspólnego z aktorstwem. Mama jest terapeutką zajmującą się mową ciała, a ojciec biznesmenem. Ma też dwóch młodszych braci: 20-letniego Richarda i 17-letniego Charlesa. 

Podobnie jak Lady Di, Emma uczęszczała do szkoły z internatem dla dziewcząt. Następnie dostała się na prestiżowy Uniwersytet Cambridge, gdzie należała do Cambridge University Amateur Dramatic Club, najstarszej studenckiej trupy teatralnej w Wielkiej Brytanii. Wystąpiła m.in. w „Koriolanie” i „Straconych zachodach miłości” Szekspira.

Początki kariery

Jeszcze do niedawna Emma pracowała w jednym ze sklepów w Londynie, gdzie pakowała bieliznę. Jej pierwszą poważną rolą był występ w „Pennyworth”, serialu telewizyjnym o młodym Batmanie. Niedługo potem pojawiła się w filmie „Niepokorna miss” o grupie aktywistek, które w 1970 roku przerwały wybory miss. Teraz możemy oglądać ją w serialu „The Crown”. „Oglądam serial od pierwszego odcinka. To niesamowite, że dołączyłam do tej niezwykle utalentowanej rodziny aktorskiej. Wpływ księżnej Diany na świat jest ogromny” — cieszyła się, kiedy dostała rolę. W jednym z wywiadów wspominała, że czuła się tak „jakby ktoś mi się właśnie oświadczył”.

Diana zawsze była obecna w jej życiu

Podobieństwo między Emmą i Dianą jest niesamowite (Emma jest nawet tego samego wzrostu, mierzy 173 cm), chociaż sama aktorka nigdy w ten sposób o sobie nie myślała. „To mojej mamie mówiono, że wygląda jak Diana. Mnie porównywano raczej do młodej Jodie Foster” — przyznała Corrin w jednym z wywiadów, a w innym dodała: „Czuję się tak, jakbym znała ją jako przyjaciółkę. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale rozumiem ją. Uwielbiam odkrywać ludzi. To istota mojego zawodu”.

Największy problem sprawił jej taniec

Emma ujawniła, co sprawiło jej najwięcej trudności podczas pracy nad rolą Diany. Księżna uwielbiała balet, więc aktorka musiała się go nauczyć przynajmniej w podstawowym stopniu. „Myślę, że Diana w miłości do tańca wyrażała się emocjonalnie. A ja zdecydowanie nie potrafiłam tańczyć. W szkole mówili, że tańczyłam jak pająk, bo mam za długie kończyny. Trudno jest nauczyć się baletu, kiedy ma się 24 lata” — mówiła.

Musiała zrezygnować z kariery modelki…

…bo uznano ją za zbyt grubą. Podczas tygodnia mody w Londynie w 2016 roku, jako była biegaczka z umięśnionym ciałem, nie mogła wejść w parę bryczesów. „Projektant wyglądał na zaskoczonego i zakłopotanego. Powiedział: »Przepraszam, po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni do dziewcząt, które ćwiczą«. Zasugerował, że modelki, których oczekuje, powinny się głodzić, by zmieścić się w jego ubrania. Mogłam go spoliczkować” — mówiła.

Dzięki tym doświadczeniom łatwiej było jej wcielić się w księżną Dianę, która przez dziesięć lat walczyła z bulimią. „Choć nigdy nie doświadczyłam tego rodzaju samookaleczeń, wiem, jak to jest, kiedy podupadasz na zdrowiu psychicznym, kiedy wstępujesz na bardzo mroczną ścieżkę. Wiem, jak to jest czuć, że straciło się kontrolę nad własnym życiem. I walczyć każdego dnia, aby sobie z tym poradzić” — podkreślała w wywiadzie dla „The Sunday Times”.

Czytaj teżKsiężna Diana była „zdruzgotana”. W przeddzień ślubu Karol złamał jej serce

Najlepsze wspomnienie z planu

Aby założyć suknię ślubną Diany, Emma potrzebowała pomocy dziesięciu osób. Efekt zachwycił wszystkich obecnych na planie. „Miałam mnóstwo przymiarek, prawdopodobnie cztery albo pięć, i za każdym razem to trwało kilka godzin. […] Pamiętam jak Amy, odpowiedzialna za kostiumy, powiedziała: »Myślę, że twoja mama powinna tu być. Bo to jedna z tych chwil«. Odpowiedziałam, że przecież nie wychodzę naprawdę za mąż, ale też dobrze wiedziałam, co ona ma na myśli. Chciałam, żeby moja mama to zobaczyła” — wspominała w wywiadzie.

Wymagająca rola

Jeden z dziennikarzy zapytał Emmę, czy to prawda, że przygotowując się do roli, rozmawiała z terapeutą Diany. „Nie. Ale rozmawiałam z jej prywatnym sekretarzem, Patrickiem Jephsonem. Mówił, że przez większość czasu była zabawna i radosna. Bardzo mi się to podobało” — przyznała.

Czytaj też: 4. sezon The Crown: Tak prezentuje się rodzina królewska na ekranie i w rzeczywistości

Aktorka opowiedziała też o najtrudniejszej scenie z całego serialu. Trafiła po niej do szpitala. „Musieliśmy sfilmować scenę w lodowatym basenie z dziećmi, które grały Williama i Harry’ego. To była naprawdę najtrudniejsza scena do sfilmowania. Stąpałam po lodowatej wodzie, a jednocześnie musiałam pilnować 5-letniego chłopca, który grał Harry’ego. Okazało się bowiem, że nie umie pływać” — mówiła dziennikarzom, dodając: „Lekarze wykonali mi test tlenowy i powiedzieli, że mam bardzo niski poziom tlenu i nie mogę opuścić szpitala”. Skończyło się ostrym przeziębieniem.

Czwarty sezon serialu Netfliksa „The Crown” jest dostępny od 15 października.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Serial Dark
mat.prasowe

Najlepsze europejskie seriale na Netflix i HBO: „Dark”, „Kalifat” i co jeszcze?

Trudno o lepszy klimat niż w niemieckim „Dark” czy we włoskiej „Genialnej przyjaciółce”. Szwedzi to mistrzowie mrocznych opowieści, co udowodnili w „Kalifacie”. Hiszpanie stworzyli hit na miarę Hollywood – mowa oczywiście o „Domu z papieru”. Zobacz najlepsze europejskie seriale na Netfliksie i HBO.
Sylwia Arlak
28.07.2020

Na popularnych portalach streamingowych: Netflix i HBO znajdziemy nie tylko amerykańskie produkcje (choć oczywiście tych jest w serwisach najwięcej). Polacy doczekali się dwóch seriali Netflixa — „1983” w reż. Agnieszki Holland i „W głębi lasu” z Agnieszką Grochowską i Grzegorzem Damięckim w rolach głównych. A czym mogą pochwalić się Niemcy, Szeedzi czy Francuzi? Oto najlepsze europejskie seriale Netfliksa i HBO. „Dark”, Netflix Trzy sezony pełne zagadek, niedomówień, filozofii,  religii i podróży w czasie. Mowa o niemieckim „Dark”. Przenosimy się do małego miasteczka Winden, gdzie wkrótce dochodzi do tragedii. Po tym, jak ginie dwójka małych dzieci, na jaw wychodzą mroczne tajemnice czterech rodzin: Nielsenów, Kahnwaldów, Tiedemannów i Dopplerów. W tej opowieści nic nie jest oczywiste. Nawet bardzo uważny widz będzie musiał bardzo się starać, żeby połączyć wszystkie wątki razem. Według wielu krytyków to jeden z lepszych seriali wyprodukowanych przez Nettflix w historii serwisu.   „Dom z papieru”, Netflix „Dom z papieru”, to kolejny wielki hit Netfliksa. Akcja zaczyna się, gdy grupa zamaskowanych przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Bohaterowie, którymi kieruje tajemniczy Profesor, to najbardziej poszukiwani ludzie świata. I najbardziej skuteczni. Choć w serialu nie brakuje dziur fabularnych, dłużyzn i powtórzeń, widzom na całym świecie nie przeszkadza to świetnie się bawić. O to właśnie chodzi w hiszpańskiej produkcji — o niezobowiązującą rozrywkę przy sprawnie nakręconym widowisku.   „Kalifat”, Netflix „Kalifat” trzyma w napięciu do ostatniej chwili. W serialu poznajemy uwięzioną przez...

Czytaj dalej

„Netflix. To się nigdy nie uda”. Dlaczego się udało – zdradza Marc Randolph

„Co za bzdura!”, „To się nie uda”, słyszał Marc Randolph, gdy w 1997 roku wpadł na pomysł stworzenia internetowej wypożyczalni DVD. Jego autobiografia to połączenie success story, z elementami powieści przygodowej i… komedii.
Anna Zaleska
15.06.2020

Mit założycielski Netflixa, krążący po świecie jako anegdota, brzmi tak: Reed Hastings, na początku główny inwestor firmy, obecnie jej dyrektor generalny, wpadł na pomysł stworzenia pierwszej na świecie internetowej wypożyczalni filmów, gdy za przetrzymanie kasety z „Apollo 13” kazano mu zapłacić karę 40 dolarów. Marc Randolph twierdzi, że jest w tej historii trochę prawdy – była taka kaseta i była taka kara, ale nie było „pstryk”, powstaje Netflix. Założyciel firmy, jej pierwszy dyrektor generalny, opowiada to nieco inaczej. Barwniej. Będą w tej historii plażowe leżaki zamiast biurowych krzeseł, padające serwery, kacze jaja z Kambodży, ojciec zarabiający na życie chodzeniem po drabinie i żebranie o pieniądze na jedzenie. Personalizowany szampon i inne pomysły „W 1997 roku wiedziałem tylko tyle, że chcę założyć własną firmę i że chcę, by obejmowała sprzedaż w internecie. Tyle”, wyznaje Marc Randolph w wydanej właśnie autobiografii „Netflix. To się nigdy nie uda” (Wydawnictwo SQN). Zbliżający się do czterdziestki Marc wcześniej pracował w marketingu najróżniejszych firm – od dużych korporacji po start-upy – ale chciał założyć własną. Szukał pomysłów, wiedząc, że na tysiąc zwykle jeden jest dobry. Wszystko, co przyszło mu do głowy, zapisywał w małym notatniku, który zawsze nosił w kieszeni. Myślał między innymi o personalizowanych szamponach, personalizowanych deskach surfingowych, indywidualnie bilansowanej karmie dla psa. Do wszystkich tych idei próbował przekonać Reeda Hastingsa, przyjaciela i inwestora – bezskutecznie. Aż pewnego dnia… Była wiosna 1997 roku. We dwóch prowadzili może setną dyskusję, szukając pomysłu na biznes. Z grubsza ideał zdefiniowali tak: raz się coś wyprodukuje, a będzie to można sprzedawać...

Czytaj dalej
The Crown Netflix
Księżna Diana (Emma Corrin). Fot. materiały prasowe

Księżna Diana, Margaret Thatcher i królowa Elżbieta. 4. sezon „The Crown” to starcie gigantek

Polityczny pojedynek Margaret Thatcher i królowej Elżbiety oraz nieszczęśliwe małżeństwo księżnej Diany z księciem Karolem – długo czekałyśmy na czwarty sezon „The Crown”. I było warto!
Magdalena Żakowska
14.11.2020

Trzeci sezon „The Crown” rozczarował chyba wszystkich. Serial przechodził coś w rodzaju kryzysu wieku średniego – oglądaliśmy pogrążoną w impasie Wielką Brytanię oczami bohaterów, którzy sami borykali się z emocjonalnym wyczerpaniem. Była fantastyczna kreacja Olivii Colman w roli królowej Elżbiety, ale brakowało tego, za co tak kochamy „The Crown” – wglądu w kulisy życia kolejnych legend XX-wiecznej historii Wielkiej Brytanii. Pod tym względem czwarty sezon jest najlepszy ze wszystkich. Już w pierwszym odcinku Margaret Thatcher (Gillian Anderson) zostaje pierwszą kobietą premier Wielkiej Brytanii , a książę Karol (Josh O'Connor) spotyka 16-letnią Dianę Spencer (Emma Corrin). A potem jest już jak w filmach Hitchcocka! Diana i Thatcher, czyli dwa w jednym Co prawda w rzeczywistości książę Karol i Diana spotkali się po raz pierwszy w 1977 roku, a Thatcher została premierem dopiero dwa lata później, ale twórcy serialu zdecydowali się na ten fałsz w słusznym celu. Chcieli, żebyśmy od początku oglądali te dwa najważniejsze wątki sezonu równolegle. Oto dwie postępujące katastrofy: krótkie zaloty i szybkie zaręczyny Karola i Diany przygotowały grunt pod burzliwe małżeństwo, które przebiega w cieniu twardych rządów Thatcher. Co prawda dziedzictwo pani premier poznajemy głównie w jej relacji z królową Elżbietą, ale postać Thatcher jest na tyle ważna, że w kilku odcinkach opuszczamy komnaty pałacowe, aby przyjrzeć się temu, co bezduszne plany oszczędnościowe Thatcher i jej kosztowna wojna z Argentyną o Falklandy wyrządziły krajowi. W efekcie powstał porywający sezon, w którym dostajemy dwa w jednym – wgląd w największy skandal na dworze królewskim i kulisy rządów chyba najbardziej kontrowersyjnego premiera tego kraju w minionym...

Czytaj dalej