Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz: „Zdecydowaliśmy, że będziemy razem do końca życia, mając 21 lat”
MIECZYSLAW WLODARSKI/REPORTER

Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz: „Zdecydowaliśmy, że będziemy razem do końca życia, mając 21 lat”

Od ponad 50 lat uchodzą za małżeństwo doskonałe. Kiedy jedno z nich stawiało na karierę, drugie czekało wiernie w domu.
Sylwia Arlak
23.12.2020

Poznali się na studiach. Uczyli się w jednym budynku łódzkiej filmówki. Ona chodziła na zajęcia na parterze, na wydziale aktorskim, on — do konserwatorium na pierwszym piętrze. Na trzecim roku studiów Włodzimierz Korcz wziął udział w przesłuchaniu. Szukali pianisty do kabaretu. To tam pierwszy raz zobaczył Elżbietę Starostecką. „Poszedłem na próbę, popatrzyłem na Elżbietę i pomyślałem, że rzeczywiście ładna. Nie było rażenia piorunem” — wspominał po latach Korcz. „Miłość od pierwszego wejrzenia? Chyba nie. To, że jesteśmy dla siebie stworzeni, stało się oczywiste dopiero po paru dniach” — mówiła ona.

Czytaj też: Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń”

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Czekał godzinę pod jej drzwiami

Później znajomy Korcza założył kabaret piosenki przedwojennej. Elżbieta w nim śpiewała, Włodzimierz grał. Razem chodzili na próby, po których on po dżentelmeńsku odprowadzał ją do domu i nosił jej siatkę wypchaną ciężkimi książkami. „Potem przyznał się, że nylonowe żyłki wpijały mu się w palce do krwi, ale nie przekładał siatek do drugiej ręki, bo bał się, że nie wezmę go już pod ramię” — mówiła Starostecka w rozmowie z magazynem „Pani”. Nie potrafili się ze sobą rozstać.

„Staliśmy w małym korytarzyku pod schodami i o czwartej rano dziwiliśmy się, że coś tak jasno na dworze. A przecież dotarliśmy do domu koło północy. I te rozmowy spowodowały, że wiedzieliśmy, że będziemy ze sobą do końca życia” — wspominał Korcz w magazynie „Viva!”, dodając: „Rozmawialiśmy o wszystkim — o życiu, o sztuce, teatrze, muzyce, o naszych rodzinach, o sobie. Co kochamy, czego nienawidzimy. Wszystko chcieliśmy wiedzieć. Mówiliśmy do siebie bez przerwy, jakby chcąc zatkać lukę, kiedy się jeszcze nie znaliśmy”. Po latach wyznał, że w przyszłej żonie urzekły go jej charakter, klasa i inteligencja.

Wtedy jeszcze się nie spieszyli. Dopiero po kilku miesiącach znajomości Elżbieta zaprosiła go do siebie na kawę. Z bukietem narcyzów czekał przed drzwiami niemal godzinę. Elżbieta stwierdziła, że schody wiodące na jej poddasze są zbyt brudne, żeby można je było pokazać gościowi. Dopiero gdy porządnie je wyszorowała, otworzyła mu drzwi. „Byliśmy uskrzydleni, jakby kilka metrów nad ziemią. Zdecydowaliśmy, że będziemy razem do końca życia, mając 21 lat. Natychmiast chcieliśmy brać ślub. Ale wtedy tata Włodka powiedział: »Poczekajcie. Jeśli macie być razem, to za dwa lata też będziecie«” — mówiła Starostecka w „Vivie!”.

Na ślub pojechali tramwajem

Posłuchali i poczekali dwa lata. Korcz przyznał później, że nie czuł się wtedy gotowy na tak poważny związek. „Czułem się kompletnie niedojrzały. Moja żona wyglądała na 16 lat. Ale byliśmy przekonani, że jesteśmy dla siebie stworzeni” — podkreślał. Na ślub pojechali… tramwajem. Kolejka do taksówek okazała się za długa, ale i w komunikacji miejskiej nie obyło się bez przygód. Tramwaj był tak zapchany, że ledwo dało się w nim zamknąć drzwi. „A gdybyśmy nie weszli, nie zdążylibyśmy na ślub. Dopchnąłem Elżbietę w tłum, sam trzymałem się poręczy. Na schodku znalazłem miejsce na jedną nogę. Druga elegancko wisiała w powietrzu” — wspominał Korcz. Starostecka dokładnie pamięta ten dzień, a nawet to, w co była ubrana. Miała na sobie „niebieską sukienkę z długimi rękawami i z nieprawdopodobną liczbą drobniutkich guziczków”.

Początki małżeństwa nie były łatwe. Jak przyznała Starostecka w rozmowie z „Vivą!” — wszystko mieli wspólne. „Kiedy zaczęliśmy pracować w kabareciku uczelnianym, mieliśmy wielkie nadzieje, że się obłowimy. I najpierw kupimy tapczan, bo na naszej wybrzuszonej kanapce trudno się spało. Niestety, okazało się, że organizator gdzieś się ulotnił i nie było żadnych pieniędzy”.

Pani Starostecka i Pan Starostecki

Kiedy Starostecka spędzała więcej czasu na planie filmowym niż w domu, mąż nie miał pretensji. Wspierał ją, jak mógł i często towarzyszył jej w pracy. „Jeżeli są w małżeństwie dwa zawody artystyczne, to podobno zawsze musi być jakaś konkurencyjność. Ja nigdy w życiu nie miałem problemu z tym, że przez wiele lat moja żona była jedną z najbardziej znanych aktorek w kraju, a o mnie nikt nie wiedział. Po prostu pracowałem po cichu i robiłem to, co trzeba, ale nie przynosiło to ani sławy, ani specjalnych pieniędzy. Wiele lat funkcjonowałem jako pan Starostecki” — tłumaczył w „Kulisach sławy”.

Poczuł się dziwnie, gdy bohaterka grana przez Elżbietę w sztuce „Rodeo” całowała czule mężczyznę w dłoń (jak tłumaczyła aktorka w magazynie „Pani”: „Ten gest wydał się mojemu mężowi zbyt intymny”), ale nigdy nie okazywał zazdrości. Kiedy odwoził ją na kolejne plany, a potem po nią przyjeżdżał, plotkowano, że jest zaborczy i ją ogranicza. A oni chcieli jedynie trochę ze sobą pobyć.

Później role się odwróciły. Ona czekała na niego w domu, a on wciąż był w trasie. Korcz stał się niezwykle popularny, a każdy jego utwór w wykonaniu Alicji Majewskiej był wielkim przebojem. Od ponad 30 lat tworzą „muzyczne małżeństwo”, a wielu fanów do dzisiaj myśli, że tworzą duet także i w życiu. W mediach pisano, że Starostecka musi bardzo ufać mężowi, skoro akceptuje tak silną więź z inną kobietą. Plotkowano, że odkąd w latach 80. Majewska została wdową, nigdy ponownie nie wyszła za mąż i nigdy nie widziano jej z innym mężczyznę poza Korczem. Ale Starostecka była spokojna. „Gdyby któreś z nas zakochało się w kimś innym, wtedy byłby między nami absolutny koniec. […] Nic już nie byłoby możliwe, straciłabym zaufanie” — mówiła w wywiadzie dla „Twojego Imperium”.

Małżeństwo doskonałe też czasem się kłóci

W tym roku obchodzili 53. rocznicę ślubu i wciąż są nierozłączni. „Nie wyobrażamy sobie spędzania oddzielnie wolnego czasu. Nigdy nie mieliśmy osobnych wakacji” — mówili we wspólnym wywiadzie. Tylko jedne święta spędzili osobno, do dzisiaj nie wspominają ich najlepiej. „To był 1982 rok, urodziła się nasza córka Anna. Dom wtedy nie był klimatyczny, ciepły. Na podłogach cement, nie mieliśmy mebli, rzeczy leżały w kartonach. Syn był w czwartej klasie. Dwumiesięczna Ania w wózeczku. Nasze psy. Wolne miejsce przy stole… Bardzo smutne święta” — mówiła Starostecka w mediach, a Korcz podkreślał:

„Nie musimy od siebie odpoczywać. Musimy wykombinować czas, żeby być razem. Raz w życiu mieliśmy osobne święta, kiedy pływałem na norweskim statku (grał, żeby zarobić na wykończenie ich wymarzonego domu, Starostecka sama musiała doglądać budowy i remontu — przyp. red.). Dopłynęliśmy do Kanału Panamskiego, był upał, a tu Boże Narodzenie. Samotne. Strasznie się wtedy czułem”. Miło wspominają z kolei pierwsze wspólne święta w wynajętym pokoju na facjatce. Aktorka wyszła ze szpitala po operacji wyrostka, a pod choinką czekał na nią wymarzony prezent: botki. Korcz nie mógł dłużej patrzeć, jak zimą chodziła w pantofelkach i marzła.

Najważniejsza jest dla nich rodzina. Syn Kamil z żoną i dziećmi mieszka w bliźniaku obok. Córka Anna Maria często ich odwiedza ze swoją rodziną. Piją wino w ogrodzie i podróżują. „Mam się czym cieszyć, zachwycać. Byliśmy na wycieczce po Nowej Zelandii i Australii, zakończyliśmy podróż w Seulu. Marzy nam się podróż po Europie. Chcemy bez pośpiechu oglądać te cuda, które, mam nadzieję, na nas czekają” — opowiadała Starostecka.

Zgodnie przyznają, że nie znają przepisu na małżeństwo idealne. W końcu każda para ma swoje lepsze i gorsze monety. „Mąż jest silną osobowością, ja też mam swój charakterek, czasem trudno nam zrezygnować ze swoich racji. Mamy artystyczne zawody i przeżywamy związane z tym frustracje, ale nauczyliśmy się sobie z tym radzić i nawzajem się wspierać” — wyznała Starostecka w wywiadzie dla „Twojego Stylu”, a Korcz przyznał kiedyś: „Niczego bym w życiu nie osiągnął, gdybym nie miał miejsca, do którego wracam i żony, która jest zawsze”. Małżeństwo doskonałe? „Nie wiem, czy takie istnieje. Ale jeśli przyjmiemy, że w to wchodzą i kłótnie, i spory i potem cudowne pogodzenia się, to nasze jest doskonałe” — tłumaczyła Starostecka.

Czytaj też: Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Keely Shaye Smith i Pierce Brosnan
East News

Pierce Brosnan i Keely Shaye Smith: „Moja żona to siła, bez której bym nie przetrwał”

W 1991 roku Pierce Brosnan stracił żonę. Trzy lata później poznał Keely Shaye Smith. „Wiem, co to znaczy być wdowcem i wiem, co to znaczy znaleźć nową miłość” – mówił aktor.
Sylwia Arlak
14.12.2020

Pierce Brosnan i Keely Shaye Smith poznali się na imprezie branżowej w Cabo San Lucas w Meksyku, trzy lata po tym, jak aktor pochował swoją pierwszą żonę, Cassandrę Harris. Dziennikarka przeprowadzała wywiad z aktorem Tedem Dansonem. Brosnan nie czuł się jeszcze gotowy na nową relację, ale kiedy natknął się na Smith, poczuł, że chce ją lepiej poznać. „Miał figlarny błysk w oczach. Był urzekający. Wysoki, ciemny i przystojny. Taki zestaw spodobałby się każdej kobiecie” – opowiadała Smith. Najpierw stracił żonę, potem córkę Kilka dni później poszli na pierwszą randkę. Patrzyli w gwiazdy, trzymali się za ręce i rozmawiali do trzeciej nad ranem. Od tamtej pory spotykali się regularnie. „Keely pomogła mi uporać się z żałobą po stracie Cassie. Zawsze była dla mnie miła i współczująca. Zachęcała, żebym dzielił się z nią tym, co czuję” – mówił aktor w jednym z wywiadów, a w innym wspominał: „Kiedy patrzysz, jak ktoś, kogo kochasz, z każdym dniem gaśnie coraz bardziej przez podstępną chorobę, już zawsze będziesz nosił w sobie smutek. Nie jestem optymistą. Mam w sobie wiele melancholii”. Z aktorką Cassandrą Harris, która zmarła na raka jajnika, spędził jedenaście lat. „Cassie uczyniła mnie mężczyzną, którym jestem, aktorem, którym jestem, ojcem, którym jestem” – mówił magazynowi „People” w 1992 roku. Razem wychowywali syna Seana, a także dzieci Cassandry z poprzedniego małżeństwa, które adoptował: Charlotte i Christophera. W 2013 roku Charlotte zmarła na tę samą chorobę, co matka. „Trzymałem  silną, piękną dłoń mojej pierwszej żony Cassie, gdy choroba za wcześnie odebrała jej życie. […] Trzymałem za rękę moją zabawną, cudowną córkę, zanim i ona ode mnie...

Czytaj dalej
ASSOCIATED PRESS/East News

Madonna i Guy Ritchie: „W małżeństwie nie mogłam być sobą”

Ona zarzucała mu, że nie może rozwijać się przy nim jako artystka. On uważał, że zależy jej tylko na karierze.
Sylwia Arlak
31.12.2020

Najpierw było głośne małżeństwo, a potem jeszcze głośniejszy rozwód. Guy Ritchie wspominał, że niemal przypłacił je depresją. Chciał zwykłego, normalnego życia, ale z królową pop było to niemożliwe. „Fani oddawali cześć przy ołtarzu Madonny. A ja chciałem jedynie, żebyśmy byli małżeństwem. Nie tylko ze względu na dzieci” — mówił w jednym z wywiadów i dodawał: „Ona ma obsesję na punkcie własnego wizerunku publicznego”. Miał dość presji związanej z byciem połową najsłynniejszego małżeństwa na świecie. „Nawet teraz cały świat ma do mnie pretensje. Nie mogę włączyć telewizji. Ktoś zawsze ma coś złego do powiedzenia” — tłumaczył. Rozwód źle wpłynął także na Madonnę. Zapytana przez Davida Lettermana, czy kiedykolwiek wyjdzie jeszcze za mąż, odpowiedziała: „Wolałabym, żeby przejechał mnie pociąg”. Małżeństwo ją rozczarowało. „Kiedy zaczynasz, wszystko jest wspaniałe i urocze, a osoba, którą poślubiłeś, jest bez skazy. Ty też jesteś bez skazy. Mija czas, dzielisz z nim życie, masz dzieci i pojawiają się pęknięcia. Już nie jest tak romantycznie, jak kiedyś” — przyznała. Pod koniec związku z Ritchiem myślała już tylko o jednym. „Ile jestem gotowa dla niego poświęcić?”. Byłego męża określiła jako „opóźnionego emocjonalnie”. W 2009 roku, rok po rozwodzie, on przyznał, że wciąż ją kocha. „Ale ona też jest opóźniona” — dodał. Przyznał, że choć nie żałuje, że spędził z nią tyle lat, w pewnym momencie ich życie stało się „nieznośną operą mydlaną”. Czytaj też:   Madonna: królowa, skandalistka, rekordzistka! Czego o niej nie wiecie? Pochodzili z dwóch różnych światów Madonna i Guy Ritchie poznali się w 1999...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski
PAWEL DABROWSKI/East News

Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Ona – z hitem „Małgośka” na koncie święciła triumfy na największych festiwalach muzycznych w Polsce. On – słynny Kmicic z ekranizacji „Potopu”, bohater, w którym kochały się wszystkie dziewczyny. W czasach PRL-u o burzliwym romansie Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego mówili wszyscy.
Sylwia Arlak
10.12.2020

On narzekał, że ona nie ma dla niego czasu. Ona miała już dosyć jego przygód z alkoholem. W końcu powiedziała „dość” i pojechała na Mokotów do domu przyjaciela. Do Daniela od dawna dochodziły plotki o romansie ukochanej. Nie chciał im wierzyć, ale mówiono, że Maryla spodobała się Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi ówczesnego premiera. Zadzwonił do jego domu, a kiedy odebrała Maryla, oświadczył, że zaraz po nią przyjedzie. W ciągu dziesięciu minut miał pojawić się przed willą. Dotarł na miejsce, ale jego ukochanej nie było. Nie powiedziała: zostań, nie odchodź Kiedy wbiegł do domu i zobaczył, jak Maryla i jej adorator siedzą przy stole, popijając alkohol, przestał nad sobą panować. „Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób” — opowiadała w jednym z wywiadów artystka. Maryla kazała Danielowi natychmiast wyprowadzić się z jej wynajmowanego mieszkania przy alei Szucha. Zmieniła zdanie, gdy po powrocie nad ranem do domu zobaczyła ukochanego. „Żal jej było, że coś się kończy. Nie powiedziała: »Zostań! Nie odchodź!«. Nie, tylko trzymała jedną rączką za skarpetę, a jej palec po palcu odginałem i tak spakowałem się”, wspomina Olbrychski w książce „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Ich romans zaczął się trzy lata wcześniej. Na początku lat 70. oboje byli u szczytu sławy. Poznali się w 1973 roku na jednym z bankietów przygotowanych przez organizatorów koncertu Maryli. Jak wspominali członkowie jej zespołu, od razu wpadli sobie w oko. Olbrychski nie tylko zafascynował się jej urodą, ale też pasją do motoryzacji. Rodowicz kupiła sobie czerwone porsche 914, auto, o którym w czasach PRL-u większość osób mogła jedynie pomarzyć.   Nawet Olbrychski jeździł...

Czytaj dalej
East News

Catherine Zeta-Jones i Michael Douglas: razem mimo wszystko 

W Hollywood nie ma miejsca na prawdziwą miłość? Catherine Zeta-Jones i Michael Douglas, małżeństwo z 20-letnim stażem, udowadniają, że to bzdura.
Sylwia Arlak
02.11.2020

Gdy poznali się, w 1998 roku na festiwalu filmowym w Deauville, nic nie wskazywało na to, że staną się jedną z najgorętszych par z najdłuższym stażem w Hollywood. Catherine Zeta-Jones promowała swój pierwszy ważny amerykański film — „Maskę Zorro”. Michael Douglas wystąpił właśnie w „Morderstwie doskonałym”.  Z Oscarem i takimi filmowymi hitami na koncie, jak „Nagi instynkt” i „Fatalne zauroczenie” był już wtedy wielką gwiazdą. W środowisku miał opinię imprezowicza i amanta, który nie odpuści żadnej pięknej kobiecie. W wydanej w 2012 roku autobiografii Douglas przyznał, że przez długi czas zmagał się z uzależnieniem od seksu i alkoholu. Trudne początki hollywoodzkiej pary „Powiedziano mi, że Michael chce mnie poznać. Byłam zdenerwowana, bo nie miałam pojęcia, o co może mu chodzić” — wspominała Zeta-Jones u Larry’ego Kinga.  W programie „Jonathan Ross Show” Douglas przyznał, że dla niego była to miłość od pierwszego wejrzenia. Podczas pierwszej randki nie zaprezentował się jednak od najlepszej strony. Zaprosił Catherine do baru, a pół godziny później, kiedy sączyli pierwszego drinka, odparł: „Wiesz co? Będę ojcem twoich dzieci”. „Po prostu to schrzaniłem” — przyznał po latach. Reakcja aktorki nie była zbyt entuzjastyczna. „Wiesz co, słyszałam już o tobie to i owo. Myślę, że nadszedł czas, by powiedzieć sobie do widzenia” — cytował w późniejszych wywiadach jej odpowiedź. Jak wspominał, aktorka miała wylecieć z miasta następnego dnia. Ale on nie zamierzał się poddać. Przyniósł jej kwiaty i przeprosił za swoje zachowanie. Podziałało, ale daleko jeszcze było do happy endu. Przez dziewięć kolejnych miesięcy rozmawiali przez telefon i umawiali się na romantyczne randki....

Czytaj dalej