Elvis Presley i Priscilla Beaulieu: choć nazywała siebie „żywą lalką Elvisa”, on był miłością jej życia
East News

Elvis Presley i Priscilla Beaulieu: choć nazywała siebie „żywą lalką Elvisa”, on był miłością jej życia

Ona – młodziutka i naiwna, zrobiłaby wszystko, byleby go zadowolić. On – król rock and rolla, miał wszystko i chciał jeszcze więcej.
Sylwia Arlak
07.01.2021

Kiedy Elvis i Priscilla spotkali się po raz pierwszy, ona miała zaledwie 14 lat. On był dziesięć lat starszy. Nikt ani nic nie mogło powstrzymać jej przed byciem z królem rock and rolla. Nawet rodzice, którzy grzmieli, że powinna najpierw dorosnąć. Dla Elvisa różnica wieku nie stanowiła żadnego problemu. Kiedyś powiedział swojemu przyjacielowi: „Jest na tyle młoda, że mogę ją trenować w dowolny sposób”.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Śpiewał tylko dla niej

Poznali się w Niemczech w 1959 roku. Elvis odbywał tam służbę wojskową, Priscilla towarzyszyła swojemu przybranemu ojcu, oficerowi Sił Powietrznych USA (jej biologiczny ojciec był pilotem, zmarł w wypadku, gdy była dzieckiem). Dostała możliwość odwiedzenia Elvisa w jego domu (zaproponował jej to mężczyzna, którego poznała w jadłodajni dla dzieci wojskowych) i nie wahała się ani chwili. Zrobiła na nim wrażenie. Specjalnie dla niej zagrał kilka piosenek.

„Widziałam, jak Elvis próbował zwrócić moją uwagę. Zauważyłam, że im mniej na to reagowałam, tym częściej śpiewał tylko dla mnie. Nie mogłam uwierzyć, że sam Elvis Presley próbował mi zaimponować” — mówiła Beaulieu w jednym z wywiadów. „To najładniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek widziałem. Ma cudowne błękitne oczy i jest śliczną brunetką. W Niemczech spotykałem się z wieloma dziewczętami, zarówno Niemkami, jak i Amerykankami, ale Priscilla przewyższa je wszystkie” — zachwycał się Elvis.

Nie wierzyła, że jeszcze kiedykolwiek się spotkają. Ale pewnego dnia do niej oddzwonił. Po kilku dniach rozmów rodzice Priscilli chcieli poznać sympatię córki. Elvis przyszedł ubrany w mundur, czym zaimponował jej ojcu. Rodzice byli nim tak oczarowani, że pozwolili córce na dalsze randki. Elvis szybko uświadomił Priscillię, jaki jest jego ideał kobiety. „Opisywał swoją idealną kobietę i mówił mi, jak bardzo pasuję do tego obrazu. Lubił brunetki o miękkim głosie i niebieskich oczach. Mówił, że wierność jest dla niego bardzo ważna, zwłaszcza ze strony kobiety” — wspominała.

W 1960 roku Elvis wyleciał z powrotem do Stanów, a Beaulieu z rodzicami została w Niemczech. Czekała na jego rzadkie telefony i liczyła dni do następnego spotkania. Wymieniali się zdjęciami i romantycznymi listami. W międzyczasie dochodziło do niej wiele plotek o jego licznych romansach, w które miał wdawać się niemal ze wszystkimi: od dziewczyn z sąsiedztwa do celebrytek z pierwszych stron gazet. Po raz kolejny zobaczyli się wczesnym latem 1962 roku, gdy Presley zaprosił Priscillę na dwutygodniowe wakacje do USA. Jej rodzice wyrazili na to zgodę pod warunkiem, że nie będzie nocować w domu Elvisa przy Belagio Road w Los Angeles. Kilka miesięcy później — za zgodą rodziców — przyleciała do USA na stałe. Zamieszkała w rezydencji Presleya w Graceland w skrzydle zajmowanym przez jego rodziców. Vernon Presley miał opiekować się 17-letnią dziewczyną. W swojej książce „Elvis i ja” Priscilla pisała, że Elvis nie chciał uprawiać z nią seksu aż do czasu ślubu. Biografowie nie są jednak co do tego zgodni.

Czytaj też: Agnieszka Osiecka i jej listy do Jeremiego Przybory. Nikt tak nie pisał o miłości!

Żywa lalka Elvisa

Oświadczył się jej w 1966 roku (wręczając pierścionek z trzykaratowym diamentem otoczonym przez 20 mniejszych kamieni). „Bardzo wiele osób sądziło, że nasz ślub był nagły i niezaplanowany. Jest to nieprawda. Elvis i ja rozmawialiśmy o nim wiele razy. Pewnego dnia Elvis pokazał mi pierścionek zaręczynowy i po prostu zapytał, czy wyjdę za niego” — mówiła w jednym z wywiadów Priscilla. Pobrali się rok później w Las Vegas. Krążyły plotki, że Elvis odczuwał ogromną presję i stanął przed ołtarzem, bo bał się skandalu. Nie udało mu się ukryć romansu z dużo młodszą partnerką. Dla obydwojga było to pierwsze małżeństwo. Co prawda Elvis i jego dziewczyna Magdalene Morgan podpisali papiery małżeńskie, ale oboje mieli wtedy po 13 lat i zrobili to ołówkiem. „Wtedy, kiedy trzymaliśmy się za ręce, było to bardzo na serio. A my dużo trzymaliśmy się za ręce” — wspominała po latach Morgan.

Ceremonia trwała tylko osiem minut, uczestniczyło w niej 14 gości. Sam tort miał sześć pięter i kosztował ponad trzy tysiące dolarów. Uroczystość odbywała się o 9 rano, więc przygotowano wystawne śniadanie dla weselników. Na stole pojawił się m.in. homar, ostrygi, pieczony prosiak i szampan. Całe menu kosztowało kolejne dziesięć tysięcy dolarów. Para tańczyła swój pierwszy taniec do piosenki Elvisa „Love me tender”. Miesiąc miodowy spędzili w wynajętym domu w Palm Springs, po czym wrócili do rezydencji Trousdale Estates (zakupionej przez Elvisa za około 400 tys. dol.) Kilka lat później odnowili swoją przysięgę małżeńską na Hawajach.

East News

Priscilla robiła, co mogła, aby sprostać wygórowanym oczekiwaniom Elvisa. Sama siebie nazwała lata później „żywą lalką Elvisa”. Wyprostowała zęby, przefarbowała włosy na czarno, a nawet nauczyła się chodzić z gracją. Kiedy już byli małżeństwem, nigdy nie pokazywała mu się bez makijażu. Nigdy też się przy nim nie ubierała. „Musiał widzieć efekt” — tłumaczyła później. Oglądali filmy, które on chciał zobaczyć, słuchali muzyki, którą lubił i chodzili do miejsc, które chciał odwiedzić. On obsypywał ją prezentami (najczęściej były to kolejne modele luksusowych samochodów) i dał masę wolnego czasu. Zatrudnił dwóch kucharzy, jeden gotował w dzień, a drugi w nocy. Przyrządzali dla nich proste, amerykańskie posiłki. 

Albo matka, albo kochanka

W 1968 roku, dokładnie dziewięć miesięcy po ślubie, Priscilla urodziła córkę: Lisę Marie. Elvis wydawał się zachwycony (później przez lata rozpieszczał córkę; zanim zaczęła chodzić, latał z nią prywatnymi odrzutowcami, tylko po to, żeby mogła zobaczyć śnieg), ale Priscilla tak bardzo bała się macierzyństwa, że myślała nawet o aborcji. Gdy została mamą, spełniły się jej najgorsze obawy. Mąż przestał się nią interesować, ich namiętne życie dobiegło końca. „Elvis wspominał, jeszcze przed ślubem, że nigdy nie był w stanie kochać się z kobietą, która miała dziecko” — pisała Priscilla w wydanej w 1985 roku książce. Od tej pory on regularnie spotykał się z innymi kobietami, a ona wciąż znajdowała adresowane do męża listy miłosne. „Zaczęłam kwestionować swoją atrakcyjność. Moje fizyczne i emocjonalne potrzeby były niespełnione” — wspominała.

East News

Elvis wciąż był albo w trasie, albo na jednym z planów filmowych. „Wracał z pracy do domu i nagle znowu musiał go opuścić. Stawało się to powoli rutyną. Chciałam mu towarzyszyć i razem z nim podróżować. Niestety nie pozwalał mi na to, nie mogłam tego zrozumieć” — opowiadała Priscilla, która pierwszy występ na żywo swojego męża zobaczyła dopiero po dziesięciu latach znajomości. Rzadko bywali sami. „Jeśli Elvis miał chwilę wolnego czasu, jeździliśmy razem na wycieczki, ale to zdarzało się bardzo rzadko. Nasz wyjazd na Hawaje nie przypominał zwykłych wakacji rodzinnych. Mieliśmy wtedy prywatny bungalow z widokiem na plażę. Ale czy w towarzystwie dwunastu innych ludzi (kilku członków zespołu Elvisa wraz z ich żonami) można żyć w prywatności? Przez pewien czas znosiłam to, ale bywały momenty, że nie mogłam już tego wytrzymać” — wspominała. Rzadko gdzieś wychodzili, bo Elvis nie mógł znieść wpatrzonych w niego spojrzeń. „Dosłownie żyliśmy w bańce” — tłumaczyła. 

Z biegiem czasu zdała sobie sprawę, że ma dość czekania na niego w domu. „Moje życie było jego życiem. Musiał być szczęśliwy. Moje problemy były drugorzędne. Chcę się rozwijać. Chcę robić różne rzeczy” — podkreślała w jednym z wywiadów. Była zdana tylko na siebie. „Ktoś kiedyś powiedział mi, że powinnam spotykać się z innymi mężczyznami na stopie przyjacielskiej. To miałoby pomóc mi przezwyciężyć samotność. Uważałam jednak, że jako mężatka nie powinnam tego robić” — mówiła Priscilla. Zaczęła uprawiać karate, balet i wciąż czuła się samotna. Nawiązała romans najpierw z trenerem tańca, później z trenerem karate i w końcu podjęła decyzję o rozstaniu z Elvisem. 

W styczniu 1972 roku, po sześciu latach małżeństwa, Presley wniósł pozew o rozwód. W sierpniu było po wszystkim. Niczego nie utrudniał. Wiedział, że zawiódł Priscillę jako mąż, dlatego pomimo obopólnych zdrad wziął winę na siebie. „Nie rozwiedliśmy się z powodu pojawienia się innego mężczyzny czy kobiety. Powodem było to, że ciągle mnie nie było, za dużo podróżowałem. […]  Możesz kogoś kochać, a zarazem krzywdzić tę osobę” — mówił.

Wolała być jego przyjaciółką, niż żoną

Priscilla przeprowadziła się do ich posiadłości w Holmby Hills i przejęła opiekę na ich jedyną córką. Lisa Marie spędzała dużo czasu z ojcem. Zabierał ją ze sobą w trasy, gdzie chodziła z nim na nocne bankiety, które zazwyczaj kończyły się nad ranem. Po rozwodzie Priscilii przypadły dwa samochody, motocykl Harley Davidson, połowa kwoty ze sprzedaży domu w Kalifornii i siedem milionów dolarów. Nie zrezygnowała z nazwiska męża. Wspierała go, gdy był chory albo miał kłopoty. „Cokolwiek znaczy małżeństwo, ono strasznie zmienia ludzi. To pewne zobowiązania, a przede wszystkim odpowiedzialność. Ludzie otrzymują pewną lekcję życia, czułości i wrażliwości. Później stają się sobą znudzeni, wydaje się, że im nie zależy. Dlatego wolę być raczej przyjaciółką niż żoną” — mówiła Priscilla w jednym z wywiadów, a w innym dodała: „Dzisiaj, czuję się o wiele lepszą osobą niż tą, którą byłam np. dziesięć lat temu. Teraz wiem o wiele więcej o życiu. Nie mogłam niczemu zapobiec, nic zmienić. Elvis ma swoją pracę i różne cele do zrealizowania, nie może tego tak po prostu rzucić”.

Presley nie wziął ponownie ślubu (miał kilka romansów i był zaręczony z Ginger Alden), podobnie jak Priscilla (choć była w wieloletnim związku i urodziła syna, Navarone). Para do końca życia Presleya utrzymywała przyjacielskie stosunki. Kiedy Priscilla dowiedziała się o jego śmierci (Elvis prawdopodobnie zmarł na zawał serca, miał 42 lata), była zdruzgotana. Przyznała, że Presley był miłością jej życia. „Żyłam iluzją, chciałam stworzyć dom, mieć dzieci. Marzyłam o tym, że Elvis będzie mężem z prawdziwego zdarzenia, ale to nie mogło się udać. […] Nie sądzę, bym kiedykolwiek spotkała kogoś, kogo pokocham tak mocno, jak jego. Porównywanie kogokolwiek do niego jest bezcelowe. Tak, byłam z mężczyznami, na których mi zależało, ale Elvis zawsze pozostanie moją pierwszą miłością. I ostatnią” — podkreślała. „Jestem pewna, że Elvis nie był tak szczęśliwy z żadną inną kobietą”. 

Czytaj też: Nicole Kidman i Keith Urban: „Spotkanie jej i małżeństwo nie zmieniło mojego życia. Było jego początkiem”

Ochroniarz Presleya, Red West, w swojej książce „Elvis What Happened?” pisał:  „Nigdy nie miałem wątpliwości, że Elvis kochał Priscillę. Ale do dziś mam wątpliwości, czy chciał się z nią ożenić po tym, jak byli razem przez kilka lat. W końcu był wówczas na szczycie, był lwem dżungli. Niekoniecznie chciał ograniczyć się do jednej kobiety. Świat był dla niego pełen możliwości, a on chciał spróbować wszystkiego. Wszystko, czego kiedykolwiek chciał, było do wzięcia.  Domy, samochody, kobiety, przyjaciele, luksusowe przedmioty”.

Po śmierci Elvisa Priscilla otworzyła dom dla turystów w Graceland, słynnej posiadłości. Rezydencja stała się drugim, tuż po Białym Domu, najczęściej odwiedzanym mieszkaniem w USA.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Julia Roberts i Daniel Moder / East News

Julia Roberts i Daniel Moder są razem od 18 lat! Ale tę miłość musiała sobie wywalczyć 

„Moje spotkanie z Danielem można porównać do trzęsienia ziemi”, mówiła Julia Roberts. „Natychmiast zdałam sobie sprawę, że moje życie zmieni się na zawsze i wszystko będzie zupełnie inne”. I rzeczywiście – było.
Anna Zaleska
04.01.2021

Kiedy w 2001 r. poznała Daniela Modera, 34-letnia wówczas Julia Roberts miała już na koncie sporo nieudanych związków. Była zaręczona z Kieferem Sutherlandem, spotykała się Matthew Perrym i Liamem Neesonem. W 1993 roku wyszła za mąż za muzyka country Lyle'a Lovetta, ale rozwiedli się po zaledwie dwóch latach. Kolejny związek – z aktorem Benjaminem Brattem – wydawał się bardziej udany, ale zakończył się, gdy na planie filmu „Meksykanin” Julia Roberts zakochała się po raz kolejny. Tym razem nie w gwiazdorze, ale w operatorze filmowym. Hollywoodzki mezalians: wielka gwiazda i skromny operator Ich związek mógł wydawać się czymś w rodzaju hollywoodzkiego mezaliansu. Ona była gwiazdą, laureatką Oscara za „Erin Brokovic”, najlepiej opłacaną aktorką w historii kina. On pracował na planie jako operator kamery, jeden z wielu. Od trzech lat był mężem argentyńskiej makijażystki Verą Steimberg. O „pretty woman” nie śmiałby nigdy nawet marzyć. Ale dla obojga to spotkanie okazało się jak trzęsienie ziemi. W mediach krążyły pogłoski, że Julia Roberts wypłaciła porzuconej żonie 200 tysięcy dolarów swego rodzaju „odszkodowania”. Czy to prawda? Nie wiadomo, wiadomo za to, że Vera Steimberg przez dwa lata nie chciała zgodzić się na rozwód. Ale Julia Roberts nie zamierzała się poddać. Do dziś zagadką pozostaje T-shirt, w jakim pokazywała się publicznie w tamtym czasie, z ręcznie wyszytym napisem „A Low Vera”. Co znaczył ten kalambur? „Low” jest słowem wieloznacznym. Może odnosić się do niskich kosztów, może też znaczyć „podła”. Gdy Oprah Winfrey spytała o to aktorkę, ta odpowiedziała tylko: „To prywatna sprawa. Ale obstaję przy moim T-shircie”. W końcu zakochanym udało się poukładać sprawy. Ślub pary odbył się...

Czytaj dalej
Mayte Garcia Prince
Mayte Garcia i Prince świeżo po ślubie w 1995 roku. Fot. East News

Prince i Mayte Garcia przeszli razem największe tragedie. „Byliśmy sobie przeznaczeni” – mówili

Przeszli razem wiele. Śmierć dziecka, poronienie, depresję. I chociaż ich związek trwał zaledwie kilka lat, nigdy nie znaleźli już później takiej miłości.
Magdalena Żakowska
11.01.2021

Nie ma chyba na świecie nikogo, kto nie potrafiłby zanucić chociaż jednej piosenki Prince'a. I nie ma na świecie drugiego mężczyzny, który nosiłby buty na obcasach, kobiece koronki, używał eyelinera, a jednocześnie był tak męski i seksowny jak Prince.  Twórca „When Doves Cry” był genialnym samoukiem. Jako dziecko sam opanował grę na fortepianie, gitarze i perkusji. Jego największym idolem, a jednocześnie źródłem kompleksów i braku pewności siebie był ojciec, muzyk jazzowy, autor tekstów piosenek i pianista. Ojciec porzucił rodzinę, kiedy Prince miał zaledwie 7 lat. Swoje trudne dzieciństwo, trudne relacje z matką, ojcem i ojczymem, a także wyboistą drogę do sławy Prince opisał później w książce „The Beautiful Ones. Niedokończona autobiografia” (wyd. Osnova), która ukazała się właśnie w Polsce. To wydana z imponującym rozmachem książka album, na którą składają się wspomnienia, zdjęcia, notatki, zapiski, teksty piosenek. Prince opisuje w niej dzieciństwo, dojrzewanie i czasy, kiedy stworzył swoje największe przeboje – stał się światową gwiazdą numer jeden i symbolem seksu. To wtedy zaczął otaczać się tłumem kobiet, zarówno w teledyskach, jak i w życiu osobistym. Jego partnerkami w tym czasie były m.in. Kristin Scott Thomas, Kim Basinger i Carmen Electra, ale do legendy przeszły trasy koncertowe, podczas których bus wiozący Prince'a z koncertu na koncert zatrzymywał się co kilka godzin na poboczu, aby wypuścić tłum towarzyszących mu tancerek i… wymienić je na kolejne. Niestety autobiografia muzyka kończy się, zanim poznał największą miłość swojego życia, Mayte Garcię. A ponieważ Prince należał do najbardziej tajemniczych gwiazd show-biznesu i w ciągu całej kariery udzielił zaledwie kilku wywiadów, ten najważniejszy w jego...

Czytaj dalej
Frances Mcdormand
EastNews

„Jestem olśniona! Wreszcie mogę kochać” – pisała Frances McDormand, gdy poznała Joela Coena

To była miłość od pierwszego ujęcia. Wielka amerykańska aktorka Frances McDormand i Joel Coen – jej mąż, przyjaciel i wybitny reżyser są razem od 36 lat.
Jakub Demiańczuk Agnieszka Dajbor
04.01.2021

Możemy się założyć, że 2021 to będzie rok Frances McDormand! Zaczęła go zresztą fantastycznym zdjęciem na okładce amerykańskiego „Vogue'a”. Rzadko się zdarza, by trafiały na nią 63-letnie kobiety, co zresztą Frances odnotowała w rozmowie z magazynem. W  Hollywood uważana jest za jedną z faworytek do Oscara (jeśli oczywiście nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej zostaną w tym roku przyznane) za rolę w filmie. „Nomadland”. Gra w nim rolę 60-letniej kobiety, która po tym, jak  z powodu recesji straciła swój dobytek, wybiera wędrowne życie w kamperze. Film opowiadający o współczesnych nomadach, wybierających samodzielną drogę i poszukujących od nowa sensu życia, zdobył już wiele nagród. Do kin w Polsce ma wejść 29 stycznia (Czy tak będzie – zobaczymy). Ale Frances McDormand to nie tylko charyzmatyczna aktorka, laureatka dwóch Oscarów (za „Fargo” i „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”). Jest też żoną Joela Coena, i jak mówi mąż jest dla niej kochankiem, przyjacielem, inspiracją. Inteligentni, utalentowani, darzący się od lat niezmiennym uczuciem. Rodzina idealna. W filmach taki wstęp najczęściej zwiastowałby nadciągający kryzys. Ale nie w ich życiu: jeśli w małżeństwie Frances McDormand i Joela Coena zdarzały się kiedykolwiek burze, oboje ukrywali je przed prasą. Chociaż w ich przypadku unikanie rozgłosu i świateł rampy jest jednak dość trudne – oboje są za swoją pracę często nagradzani. Bywają zatem na czerwonych dywanach, rautach i środowiskowych przyjęciach. Kiedy tylko mogą, pojawiają się tam razem, dopingując się nawzajem. Często towarzyszy im syn, Pedro, którego adoptowali w połowie lat 90. Z dala od Hollywood Oboje nie przepadają za Hollywood. Co prawda mają dom w Kalifornii, ale wolą swoje mieszkanie w Nowym...

Czytaj dalej
Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko
East News

Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń”

„Byliśmy sobie oddani jak mało kto, bo przez całe życie każde z nas widziało w drugim nie tylko atrakcyjną kobietę czy mężczyznę, ale ukochanego człowieka” – mówiła o swoim nietypowym małżeństwie Agnieszka Fitkau-Perepeczko.
Kamila Geodecka
26.11.2020

Początek miłości Agnieszki Fitkau i Marka Perepeczki może przypominać klasyczną historię romantyczną. Są piękni i młodzi, poznają się przypadkiem w kolejce do dziekanatu szkoły teatralnej i zakochują się od pierwszego wejrzenia. Kupidyn strzela strzałą. Potem los rozdziela ich na chwilę, by następnie znów połączyć. Ale to tylko początek ich miłości, która przez kolejne 40 lat nie będzie miała nic wspólnego z klasyczną opowieścią o szczęśliwej parze.  Ich narzeczeństwo i małżeństwo pełne było rozstań i powrotów, zadziorności i kłótni, emigracji i tęsknoty, szczerości i zaufania, ale przede wszystkim oddania i miłości. „Myślę, że byłam mu najbliższa na świecie tak jak on mnie. Na pewno byłam kobietą jego życia i on mężczyzną mojego życia” – mówiła Agnieszka Fitkau-Perepeczko po śmierci męża. W tym szaleństwie musiała więc być metoda. Miłość wystać w kolejce Agnieszka Fitkau od dziecka marzyła o byciu aktorką. Marek Perepeczko początkowo chciał zostać architektem, ale ostatecznie postawił na sztuki teatralne. I pewnie tego wyboru nigdy nie żałował, bo dzięki niemu nie tylko stał się rozpoznawalnym aktorem, ale zyskał także miłość życia, którą spotkał w 1961 roku jako 19-latek. Oboje stali w kolejce, by złożyć dokumenty aplikacyjne na studia. Podobno Marek zapytał wtedy Agnieszki, czy może za nią stanąć. I właśnie wtedy zaczęła się magia. Zrobił na niej piorunujące wrażenie. Podczas krótkiej rozmowy ustalili, że koniecznie muszą się jeszcze kiedyś spotkać, ale zapomnieli ustalić konkretnego miejsca i czasu spotkania. Nie wymienili się też numerami telefonu czy adresami. Być może tutaj ich historia miłosna musiałaby mieć już swój koniec, gdyby młody Marek Perepeczko nie wziął spraw w swoje ręce. Później żartował, że numer...

Czytaj dalej