Dla serialu „Hollywood” warto zarwać noc!
mat. prasowe

Dla serialu „Hollywood” warto zarwać noc!

Nowy serial Netfliksa opowiada nieznaną historię Fabryki Snów i pyta: a gdyby w Hollywood rządziły kobiety?
Anna Zaleska
28.04.2020

Nazwisko Ryan Murphy w świecie filmu stało się już prawdziwą marką. To on był twórcą fenomenu „Glee” (57 nagród, 144 nominacje), hitu „American Crime Story”, w którym opowiadał o najsłynniejszych morderstwach w historii Ameryki, i „American Horror Story” – genialnej mieszanki horroru, thrillera i dramatu. W nowym serialu „Hollywood”, wyprodukowanym dla Netfliksa, znów podróżuje w czasie, tym razem do złotej ery Hollywood.

Zamysł Ryana Murphy'ego jest tym ciekawszy, że mający niezwykle silną pozycję w Hollywood twórca zamierza pokazać Fabrykę Snów w sposób prowokacyjny. I to w czasach, gdy Hollywood ma problemy, jakich nie doświadczał, odkąd w 1912 w Los Angeles powstały pierwsze wytwórnie. Ostrożne szacunki wskazują, że amerykański przemysł filmowy z powodu koronawirusa straci 20 miliardów dolarów. Niektórzy wieszczą, że po tym kryzysie już nie wróci do dawnej świetności. Może więc to dobry czas, by zaproponować alternatywę?

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Rock Hudson i inne niezwykłe historie

Akcja serialu „Hollywood” rozgrywa się w latach 40. XX wieku. Do Tinseltown (tak w branżowym slangu nazywa się Hollywood) przybywa grupa młodych ambitnych aktorów i filmowców, zamierzających odnieść tu sukces bez względu na wszystko. Każda z postaci ma swoją historię i inne doświadczenia, które pozwalają zajrzeć za kulisy filmowego świata i pokazać, jak niesprawiedliwe reguły nim rządzą.

mat. prasowe

O tym, skąd taki pomysł na film, Ryan Murphy opowiadał w wywiadzie dla magazynu „Vanity Fair”. Dorastając w Indianie, był wychowywany przez babcię, która cztery, pięć razy w tygodniu zabierała go do kina. W jej domu była też kolekcja albumów o gwiazdach filmowych, które chłopak uwielbiał oglądać. Był zafascynowany tym światem, postaciami Vivien Leigh i Joan Crawford. Ale po latach trzy inne historie szczególnie mocno w nim rezonowały: Rocka Hudsona, który – jak się okazało – ukrywał przed światem, że jest gejem, i stał się jedną z pierwszych ofiar AIDS w 1985 roku; Hattie McDaniel, gwiazdy „Przeminęło z wiatrem”, która – choć jako pierwsza Afroamerykanka zdobyła Oscara – podczas rozdania statuetek w 1940 roku musiała siedzieć przy osobnym stole; i Anny May Wong, amerykańskiej aktorki chińskiego pochodzenia, uważanej za pierwszą azjatycką gwiazdę, która tak miała dosyć stereotypowych drugoplanowych ról, że uciekła z Hollywood do Europy.

Gwiazdy, agenci, stręczyciele

„Zawsze żałowałem, że nie dano tym ludziom szansy być tym, kim naprawdę byli, a co ważniejsze, kim chcieli być”, mówił Murphy w wywiadzie dla „Vanity Fair”. Wszystkie te trzy postaci pojawią się w serialu, ale będzie też wiele innych historii, mniej lub bardziej fikcyjnych, choć inspirowanych prawdziwą walką ze stereotypami i uprzedzeniami.  

mat.prasowe

Twórcy serialu dobrze się bawili, tworząc alternatywną historię Fabryki Snów. O czym na przykład rozmawialiby Vivien Leigh i Rock Hudson, gdyby spotkali się na przyjęciu? Co wielka dama, żona trzęsącego całym Hollywood producenta, miałaby do powiedzenia żonie prezydenta, działaczce na rzecz praw człowieka Eleanor Roosevelt? O czym myślał Henry Willson, filmowy agent m.in. Rocka Hudsona i Lany Turner, który słynął z tego, jak potwornie traktował swoich podopiecznych? (Świetnie zagrał go Jim Parsons, czyli Sheldon z „Teorii Wielkiego Podrywu”). I jak to było, gdy nawet wielkie gwiazdy korzystały z usług takich postaci, jak stręczyciel czekający na klientów na stacji benzynowej? On też miał odpowiednika w realu.

Fikcyjnymi bohaterami są natomiast aspirujący aktorzy (w tych rolach David Corenswet, Laura Harrier i Samara Weaving), początkujący scenarzysta (Jeremy Pope) i młody reżyser (Darren Criss). „Patrzymy po części na skazaną na zapomnienie historię Hollywood, a po części na historię, która nigdy się nie wydarzyła. I pytamy, co by było, gdyby ludzie mogli być tym, kim naprawdę byli, mogli pokazać swoją najlepszą stronę. Tworzymy alternatywny wszechświat”, opowiada Murphy.

List miłosny do Fabryki Snów

Ciekawą postacią stojącą za tym serialem jest też jego producentka Janet Mock. Za sprawą „Hollywood” i kontraktu z Netfliksem przejdzie do historii jako pierwsza kolorowa kobieta transseksualna, która podpisała umowę z dużą firmą z branży filmowej. Mock doskonale wie, o czym mówi, upominając się o prawa wszelkich mniejszości do zabierania głosu i wyrażania siebie. Sama w wielu osiemnastu lat przeszła operację, od lat działa na rzecz praw osób transpłciowych. W 2011 roku ujawniła się jako osoba transpłciowa w artykule dla magazynu „Marie Claire”. Z tą publikacją wiązał się zresztą skandal. Redakcja bez jej wiedzy nadała artykułowi tytuł „Urodziłam się jako chłopiec”. Mock była oburzona: „Operacja rekonstrukcji narządów płciowych nie uczyniła mnie dziewczyną. Ja zawsze byłam dziewczyną”, oświadczyła.

O serialu „Hollywood” Janet Mock opowiada: „Ponieważ teraźniejszość jest tak pełna napięć, a przyszłość niepewna, zwróciliśmy się w stronę przeszłości w poszukiwaniu wskazówek, odkrywamy zakopaną historię. Opowiadamy, co by było, gdyby grupa osób pozbawionych głosu miała szansę opowiedzieć własną historię? Gdyby osobą decydującą była kobietą? Scenarzystą – czarnoskóry człowiek? Główna bohaterka nie była biała? A aktor bożyszcze kobiet nie krył, że jest gejem? I gdyby ci wszyscy ludzie zostali zaproszeni do pokoju, w którym podejmowane są decyzje?”.

mat. prasowe

„Hollywood” stawia wiele istotnych pytań, ale poza wszystkim to świetnie zrealizowany, błyskotliwy, gwiazdorsko obsadzony i widowiskowy serial. Janet Mock mówi o nim, że to „list miłosny do naszego małego filmowego miasteczka, w którym mieszkają marzyciele, rodzą się gwiazdy, a magia wykracza poza rzeczywistość”. List warty napisania, nawet jeśli ta miłość bywa często wystawiana na próbę.

Siedmioodcinkowy serial „Hollywood” dostępny na platformie Netflix od 1 maja.

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Przeminęło z wiatrem
East News

„Przeminęło z wiatrem” czasowo wycofane z HBO Max. To początek wielkiej rewizji, też w naszym kanonie!

Ruch Black Lives Matter dotarł aż do kina. Oglądajmy filmy krytycznie, pamiętajmy o Hattie McDaniel i Clarku Gable!
Magdalena Żakowska
13.06.2020

Zabójstwo George'a Floyda przez policję w Minneapolis wywołało potężną reakcję społeczną i kulturową. Ameryką wstrząsają kolejne fale antyrasistowskich manifestacji, gwiazdy wspierają ruch Black Lives Matter za pośrednictwem social mediów, czytelnicy wykupują z księgarni internetowych najważniejsze książki na temat rasizmu. Wszyscy w przyspieszonym tempie uczymy się, co to znaczy wrażliwość społeczna i jaki był/jest nasz udział w utrwalaniu rasizmu na świecie. Kolonializm, niewolnictwo, pamięć historyczna – kto jeszcze miesiąc temu by pomyślał, że będziemy dziś używać tych pojęć częściej niż „kwarantanna”, czy „koronawirus”?!  W Wielkiej Brytanii trwa dyskusja na temat rasizmu Churchilla i jego roli w utrwalaniu postkolonialnej postawy całego kraju wobec Afryki i Azji. Belgowie burzą pomniki swojego króla Leopolda II, odpowiedzialnego za terror i ludobójstwo w Kongo, o czym opowiada wstrząsająca książka Adama Hochschilda . A my wszyscy, od Ameryki, przez Europę, aż po Azję, dyskutujemy na temat słuszności i niesłuszności filmu „Przeminęło z wiatrem”. Ale o ile łatwiej jest zburzyć pomnik Leopolda II niż pozbawić się dostępu do kanonu kinematografii… „Przeminęło z wiatrem” jak „Ziemia obiecana” Wszystko zaczęło się od listu otwartego Johna Ridleya, nagrodzonego Oscarem scenarzysty filmu „Zniewolony”, który zaapelował do szefów specjalizującej się w klasyce kina platformy HBO Max, aby wycofali ze swojej oferty film „Przeminęło z wiatrem” z 1939 roku z Vivien Leigh i Clarke'iem Gable. Nie na zawsze – wystarczy, aby film poprzedzała plansza wyjaśniająca kontekst historyczny i zwracająca uwagę widzów na przekłamania z niego wynikające. I wybuchła burza. Zakazać? Cenzurować? Opatrzyć...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Nie tylko „Duma i uprzedzenie”: te filmy kostiumowe olśniewają!

„Dumę i uprzedzenie”, „Przeminęło z wiatrem” czy „Wichrowe wzgórza” znamy na pamięć. Filmy kostiumowe to bajka na wielkim ekranie, którą uwielbiamy oglądać.
Sylwia Arlak
01.09.2020

Produkcje kostiumowe nie kończą się na „Dumie i uprzedzeniu” czy „Przeminęło z wiatrem”, choć kino nigdy o nich nie zapomni. Mniej znane „Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek” to wspaniała opowieść o klubie czytelniczym podczas niemieckiej okupacji. „Barry Lyndon”, świetna produkcja Stanleya Kubricka, opowiada o irlandzkim młodzieńcu, który dzięki sprytowi wkrada się w szeregi osiemnastowiecznej angielskiej arystokracji. Co jeszcze warto nadrobić? „Przeminęło z wiatrem” „Przeminęło z wiatrem” to niezapomniany duet Vivien Leigh i Clarka Gable'a. W ekranizacji powieści Margaret Mitchell poznajemy piękną i bogatą Scarlett O'Harę. Dni mijają jej beztrosko na przyjęciach i dokazywaniu. Kobiety zazdroszczą jej urody, a mężczyźni nie mogą się jej oprzeć. Poza jednym, Ashleyem (Leslie Howard), który — ku rozpaczy Scarleet — wybiera inną kobietę na żonę. Wybucha wojna secesyjna, a Scarlett z rozkapryszonej dziewczyny zamienia się w odważną, waleczną kobietę. I poznaje miłość swojego życia, Rhetta Butlera (Gable). Czytajcie też:  „Przeminęło z wiatrem” czasowo wycofane z HBO Max. To początek wielkiej rewizji, też w naszym kanonie! Rozważna i romantyczna”, Netflix Powieści Jane Austen to gotowe scenariusze filmowe. To historia dwóch sióstr na tle Anglii w XVIII wieku: twardo stąpającej po ziemi Elinor (Emma Thompson) i uczuciowej Marianne (Kate Winslet). Kiedy umiera ich ojciec, majątek przechodzi w ręce najstarszego syna z pierwszego małżeństwa. Elinor i Marianne z matką muszą zamieszkać w skromnej, wiejskiej posiadłości. Marianna szybko znajduje sobie obiekt westchnień (w rolę Willougha wcielił się Greg Wise). Elinor bierze na barki problemy finansowe rodziny i nie może poradzić sobie z...

Czytaj dalej
Kadr z filmu

Przegapiłaś te komedie w kinach? Teraz możecie nadrobić zaległości

Pasjami oglądacie komedie, ale zeszłoroczne premiery gdzieś wam umknęły? Na pomoc przychodzą popularne serwisy streamingowe. Nasze propozycje umilą wam nie jeden wieczór.
Sylwia Arlak
20.05.2020

Komedie (nie tylko romantyczne) to idealny przepis na wieczór. eraz możemy nadrobić zaległości. Najlepsze komedie 2019 roku obejrzymy na popularnych serwisach streamingowych. Od którego filmu zaczniecie? „(Nie)znajomi”, Player.pl Najpierw był włoski „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” w reżyserii Paolo Genovese, potem jak grzyby po deszczu, zaczęły pojawiać się remaki hitowej produkcji. W ubiegłym roku w końcu doczekaliśmy się także polskiej wersji. Podobnie jak w oryginalne, film opowiada o grupie przyjaciół, która podczas wspólnej kolacji postanawia zagrać w niebezpieczną grę. Wszystkie rozmowy telefoniczne odbywają w trybie głośnomówiącym, a przychodzące SMS-y odczytują na głos. Choć jedni zachowują pokerową twarz, a drudzy co chwila nerwowo spoglądają na telefon — wszyscy, poza tylko jedną bohaterką (która wymyśliła zabawę) — mają coś do ukrycia. Historię udało się dostosować do polskich realiów, a z włoskich oryginałem łączy go nie aktorka Katarzyna Smutniak, ale i spora dawka humoru. Bywa słodko, ale i bardzo gorzko. „Historia małżeńska”, Netfliks Wybór „Historii małżeńskiej” do tego zestawienia, dla wielu z was może być kontrowersyjny. Zgadzamy się, że produkcja Netfliksa klasyczną komedią nie jest. Ba, zdecydowanie więcej tu scen dramatycznych. Historia rozpadającego się na naszych oczach małżeństwa Nicole (Scarlett Johansson) i Charliego (Adam Driver), poruszyły największego twardziela. A jednak ciepłych, radosnych scen w filmie nie brakuje. I chyba tylko dzięki tym krótkim momentom rozluźnienia, widzowi nie pęka serce. Johansson i Driver stworzyli duet, jakiego nie było od lat.  „Jak romantycznie”, Netfliks Rebel Wilson ma w sobie tyle uroku, że każdą produkcję zamieni w złoto. W...

Czytaj dalej
Agnieszka Holland
East News

Holland, Szumowska, Smoczyńska – i wiele więcej! Nasze reżyserki podbijają świat

Są silne, bo musiały się przebić w męskim świecie kina. Dlatego tworzą mocne kino o równie silnych kobietach.
Magdalena Żakowska
29.05.2020

Małgorzata Szumowska to pierwsza polska reżyserka od 15 lat, która zrobiła film w Ameryce. Agnieszka Smoczyńska właśnie kręci w Wielkiej Brytanii.  Agnieszka Holland, chyba najbardziej zapracowana polska reżyserka, która pracowała na wielkich planach filmowych zarówno w Europie, jak i w Ameryce, swój najnowszy film zrobiła w Czechach. Wszystkie trzy mają talent, sławę i wielką siłę przebicia w świecie, ale kobiet w polskim filmie jest dziś znacznie więcej. I nie tylko nareszcie doszły do głosu, ale też – choć statystycznie jest ich mniej niż mężczyzn reżyserów – odnoszą co najmniej równie spektakularne sukcesy, co oni. Polskie reżyserki dzisiaj zabierają głos w kinie: polskim i także tym na światowym poziomie. Agnieszka Holland – królowa polskiego kina dla Apple TV Wiadomo, Agnieszka Holland jest tylko jedna. To królowa polskiego kina i jego największa ambasadorka za granicą. Dorobek Holland jest imponujący, a pracowitość wręcz onieśmiela. Nakręciła ponad 30 filmów i wiele kultowych seriali – od „Prawa ulicy” (ang. „The Wire”), przez „The Killing” i „House of Cards” po „The Affair”. To ona była ostatnim przed Małgorzatą Szumowską polskim reżyserem, który nakręcił film w Ameryce: w 2006 roku premierę miała jej „Kopia mistrza”, biograficzna opowieść o starzejącym się Ludwiku van Beethovenie. W filmach Holland grali najwięksi aktorzy Hollywood: Maggie Smith, Albert Finney, Leonardo DiCaprio, Jennifer Jason Leigh, Jennifer Garner i oczywiście największe gwiazdy polskiego kina. Słynie z tego, że prywatnie jest niezwykle łagodną i ciepłą osobą, ale na planie potrafi zamienić się w potwora. Krzyczy, przeklina, rządzi niepodzielnie. Aktorzy się jej boją, ale zagrać u Holland...

Czytaj dalej