Historia jednej roli: Za to, że śmie grać Kmicica, grożono Danielowi Olbrychskiemu pobiciem
Daniel Olbrychski jako Kmicic / East News

Historia jednej roli: Za to, że śmie grać Kmicica, grożono Danielowi Olbrychskiemu pobiciem

Rozpętano przeciwko niemu prawdziwą nagonkę. „Wsadzano mi w drzwi kartki z pogróżkami. Ostrzegano, że jeśli odważę się zagrać Kmicica, to będę miał wybite wszystkie szyby w samochodzie”, opowiadał aktor. Był czas, że bał się wyjść z domu.
Anna Zaleska
18.02.2021

Rola Kmicica w „Potopie” przyniosła Danielowi Olbrychskiemu wielką sławę i uznanie. Nie tylko w Polsce. Film święcił też triumfy za granicą. Był nominowany do Oscara, a w ZSRR tak się podobał, że do kin poszło 70 milionów ludzi. Tymczasem na początku lat 70. cała Polska była przeciwna temu, by Olbrychski zagrał Kmicica. W prasie trwała wielka nagonka na niego i reżysera Jerzego Hoffmana. Znany już z ról w „Popiołach” czy „Weselu”, Olbrychski nie mógł się teraz pokazać w miejscach publicznych, bo zewsząd słyszał obraźliwe zaczepki i komentarze.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Chlapnę cię na czarno i będziesz Azja

Daniel Olbrychski żartuje, że u Jerzego Hoffmana zagrał dzięki temu, że w odpowiednim czasie znalazł się w odpowiednim miejscu – czyli w legendarnym SPATiFie. Panował tam zwyczaj siłowania się na rękę i on siłował się z Jerzym Hoffmanem. Reżyser wygrał. Wychodząc złapał Olbrychskiego przy szatni i mówi: „Bracie kochany! Dla Wajdy to ty możesz być typowy Słowianin, dla Antczaka typowy Skandynaw, a ja po prostu chlapnę ciebie na czarno i ty u mnie będziesz Azja. Zastanów się!”.

Potem Olbrychski dowiedział się, że reżyser planuje nakręcić „Potop” i widzi go w roli Kmicica, chce jednak zacząć od „Pana Wołodyjowskiego”. Prostszy film, mniejszy budżet, mniejsza odpowiedzialność, poza tym sam w takiej kolejności czytał Trylogię na Syberii. Olbrychski miał wątpliwości, czy to w porządku, żeby ten sam aktor „najpierw grał Azjatę, a potem symbol mołojeckiej polskości”. Ale Hoffman powtarzał: „Ja ciebie, bracie, tak chlapnę na czarno, że nikt cię nie pozna”.

Nabijanie na pal

Już na planie trochę się kłócili o to, jak grać Tuhajbejowicza. Aktor chciał nerwowo, emocjonalnie, Hoffman go studził. Kazał grać skromnie, mrużąc oczy, by wyglądały bardziej azjatycko. Olbrychski uważał, że Hoffman niszczy mu rolę. Gdy konflikt między nimi narastał, reżyser nie wahał się wykorzystać sytuacji, by  młodego aktora nieco przytemperować. Na przykład gdy nagrywali scenę nabijania na pal. „Musiał siedzieć na wąskim siodełku rowerowym, co na dłuższą metę wcale nie było wygodne. Ponieważ był to okres naszych nieporozumień, nie moglem sobie odmówić odrobiny sadyzmu. Olbrychski siedzi na siodełku, a ja każę wygasić światła i zarządzam przerwę obiadową. Nikt, z Danielem włącznie, nie pisnął nawet słówka”.

Już po obejrzeniu filmu Olbrychski przyznał Hoffmanowi rację. „Ostro się upił i nad ranem zadzwonił do mnie. Jurek, powiedział, przepraszam i dziękuję”, wspominał reżyser. Olbrychskiemu rola Azji przyniosła taką popularność, że dzieciaki latami krzyczały za nim słynne zdanie: „Jam jest Azja, syn Tuhaj-beja!”. Droga do „Potopu” wydawała się otwarta. Hoffman stwierdził: „Ty już, bracie kochany, zagrałeś u mnie Azję. Z Kmicicem nie będziesz miał kłopotów. To są nawet trochę podobne role. Jeden i drugi ma w sobie skur**syna, tylko że jednemu przez kobietę poszło w zło, a drugiemu w dobro”. Czas pokazał, że problemy przyszły z zupełnie innej strony.

Będziesz miał wybite wszystkie szyby w samochodzie

Kilka lat wcześniej w tygodniku „Ekran” przeprowadzono sondę wśród czytelników, kto powinien zagrać Wołodyjowskiego i Kmicica. Olbrychski wygrał w obu kategoriach, na drugim miejscu był Stanisław Mikulski, czyli Hans Kloss. Teraz atmosfera zmieniła się o 180 stopni. Gdy w prasie ogłoszono wstępną obsadę „Potopu”, zaczęły się protesty, do gazet przychodziły całe worki listów. „Wymyślano mi w nich od Żydów, pederastów, od najgorszych…”, wspomina Olbrychski. Nie rozumiał, co się dzieje. „Nagonka na Daniela i na mnie była absolutnie inspirowana”, uważał Jerzy Hoffman.

Aktor czuł się fatalnie. „Nie mogłem wejść do restauracji, bo zaraz mnie lżono, wymyślano, poniżano. Wsadzano mi w drzwi kartki z pogróżkami. Ostrzegano, że jeśli odważę się zagrać Kmicica, to będę miał wybite wszystkie szyby w samochodzie. Kiedyś wracałem do domu nocnym tramwajem, oprócz mnie było jeszcze parę osób. Wszystkie zgodnie wysiadły na przystanku, bo nie chciały jechać z kimś, kto ośmiela się grać Jędrka…”

Agnieszka Osiecka wspominała, jak kiedyś błąkali się w nocy po knajpach z Olbrychskim i Bolesławem Sulikiem. Nad ranem zaszli na kefir do baru „Zodiak”. „Nagle spostrzegłam, że pijani ludzie zbili się w grupkę i zaczęli bardzo agresywnie zaczepiać Daniela. Niektórzy chcieli go bić – za to, że śmie grać Kmicica. Obronił nas jakiś tajniak, też pijany, ale czujny. Do dziś czuję ciarki na plecach: tak wielkiej agresji, wręcz wściekłości, w błahej w końcu sprawie, nigdy później nie widziałam”.

Kirk Douglas ratuje Kmicica

Atmosferę podkręcała prasa. Mnóstwo dziennikarzy pisało w duchu: przecież tylu innych aktorów mogłoby zagrać tę postać. Konkretnych nazwisk jednak nie podawali. Tylko kilku broniło Olbrychskiego, argumentując, że to musi być ktoś, kto potrafi być jednocześnie i Hamletem, i d'Artagnanem. Olbrychski miał już jednak dosyć tej nagonki. Odrzucił rolę, mówiąc Jerzemu Hoffmanowi, że dłużej tego nie zniesie. Sytuację uratował… Kirk Douglas.

Poznali się kiedyś, gdy przyjechał do Łodzi, potem spotkali się w Cannes. Olbrychski miał teraz grać w jego filmie o piratach. Douglas zadzwonił spytać, czy się zdecydował. Usłyszał o sytuacji z „Potopem”. „Kochany, żyjesz w jakimś niebywale pięknym kraju dla aktora”, odpowiedział na to hollywoodzki gwiazdor. „Kiedy ja gram w filmie, to najwyżej napiszą, że Douglas był dobry, albo Douglas był zły. Ale żeby przed zagraniem jakiejkolwiek roli całe społeczeństwo dyskutowało, czy mam zagrać, czy nie, no to takiego zaszczytu – tak, zaszczytu! – jeszcze nigdy nie dostąpiłem (…) Jeśli uważasz, że dasz radę – zagraj!”. Kilka dni później umowa została podpisana. A wszystko, czego Olbrychski doświadczał, zmobilizowało go, by stać się idealnym Kmicicem również dla tych, którzy w niego nie wierzyli.

Jeśli podpalali mnie ogniem, to żadnych trików tam nie było

„Potop” był największą produkcją w historii polskiego kina. Zdjęcia trwały dwa lata, budżet wynosił niewyobrażalną wtedy sumę 105 milionów złotych. Tymczasem po nakręceniu 20 procent na pokazie w ministerstwie kultury stwierdzono, że film się do niczego nie nadaje, główny bohater jest słaby, wszystko trzeba wyrzucić do kosza. Jerzego Hoffmana chciano odsunąć od produkcji. Wszyscy bali się wziąć na siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Ostatecznie Hoffman podpisał oświadczenie, że osobiście ponosi za film pełną odpowiedzialność artystyczną i ekonomiczną. Było jasne, że jeśli coś pójdzie nie tak, nigdy już niczego nie nakręci.

Daniel Olbrychski na planie dawał z siebie wszystko. A nawet więcej. „Jeśli myliśmy się w śniegu i buchała z nas para, to tak było naprawdę. Byliśmy prawdziwi, śnieg był prawdziwy i para była prawdziwa. Jeśli wisiałem i podpalali mnie ogniem, to żadnych trików. Jeśli Sienkiewicz napisał, że Kmicic uczepił się lufy kolubryny i dzięki ogromnej sile podciągnął się do góry, to nie mogłem przecież podciągnąć się na dwóch rękach, tylko na jednej. I podciągnąłem się!”.

Całymi wieczorami trenował w hotelu ścinanie szablą knotów czterech świec za jednym zamachem. W czasie przerwy wakacyjnej przez dwa tygodnie ćwiczył ujeżdżanie, by przez pięć minut Kmicic mógł konno zatańczyć przed księciem Bogusławem. Świetnie jeździł, więc sam wymyślał swoje sceny konne, by były jak najbardziej efektowne. Nie korzystał z dublerów. Jerzy Hoffman opowiadał: „W scenie, gdy ludzie znajdują Kmicica po wybuchu kolubryny, Daniel naprawdę leżał kilka godzin na mrozie – w kostiumie oblanym wodą i zamarzniętym na kość”.

Wspaniale nauczył się też władać szablą. Słynna scena pojedynku z Wołodyjowskim, granym przez Tadeusza Łomnickiego – autor zdjęć Jerzy Wójcik zaproponował, by odbyła się w deszczu. „To niezwykle trudne dla operatorów, a zwłaszcza dla aktorów – mówił. – Można się poślizgnąć w walce, wyprowadzanie cięć jest utrudnione, istnieje realna groźba okaleczenia… Nigdy nie odważyłbym się tego zasugerować, gdyby nie ci właśnie aktorzy.”

Byłem współsprawcą nagonki, przepraszam

Uroczysta premiera „Potopu” odbyła się w warszawskim kinie Relax 2 września 1974 roku. Już po roboczych projekcjach było wiadomo, że film będzie wielkim sukcesem artystycznym i kasowym. Teraz twórcy dostali burzę braw. Na popremierowej konferencji prasowej wstał dziennikarz Stanisław Grzelecki i oświadczył: „Byłem jednym ze sprawców nagonki prasowej na reżysera i odtwórcę głównej roli. Proszę przyjąć moje najgłębsze przeprosiny”.

Całą sytuację trafnie podsumował Tadeusz Konwicki, gdy spotkali się kiedyś z Danielem Olbrychskim w barze, jedząc ruskie pierogi: „Niech pan zauważy, panie Danielu – powiedział – jak to się pięknie udramatyzowało. Najpierw wszyscy wrzeszczą, jaki to pan jest be do roli Kmicica, a po premierze rzucają się panu i sobie nawzajem w ramiona. Tak samo jak w tym kościołku w Lubiczu, gdy czytany jest list od króla w sprawie darowania wszystkich win imć Andrzejowi Kmicicowi”.

***

Cytaty pochodzą z książki „Anioły wokół głowy”, Daniel Olbrychski. BGW, Warszawa 1992

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jerzy Hoffman z żoną Jagodą
Zenon Zyburtowicz/East News

Jerzy Hoffman miał trzy żony, a między nimi „okresy międzywojenne”

Jerzy Hoffman w młodości był kobieciarzem, uwielbiał czystą wódkę i imprezy. Dziś jest szczęśliwy ze swoją żoną Jagodą.
Kamila Geodecka
21.12.2020

Hoffman to żywy scenariusz. Myślę, że jeśli nie powstanie o nim film biograficzny, to kino straci” – powiedział niemal 10 lat temu Borys Szyc. Faktycznie, życie reżysera sienkiewiczowskiej „Trylogii” jest nie mniej ciekawe niż losy jej bohaterów. Jerzy Hoffman urodził się w Krakowie, ale w wieku kilku lat został wywieziony na Syberię. Studia kończył w Moskwie. W komunistycznej Polsce wielokrotnie był przesłuchiwany, aż w końcu musiał wyjechać z ojczyzny. Przez lata krążyły o nim plotki, że w młodości był kobieciarzem. „Zawsze starałem się swoim zachowaniem nie zranić partnerki. Faktem jest, że byłem jak taka sieć, do której wpływały kobiety. Sam nie wiem, jak to się działo. Zresztą, w XXI wieku mężczyźni tylko z próżności twierdzą, że oni zdobywają kobiety. Nieprawda, to one nas uwodzą” – mówił reżyser, trzykrotnie żonaty. Czytaj także:   Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Ślub, wesele i wrzody Swoją pierwszą żonę poznał w czasie studiów w Moskwie. Jak sam przyznaje, była to studencka miłość, która nie przetrwała próby czasu. Poznali się na uczelni – wspólnie uczyli się na Wszechrosyjskim Państwowym Uniwersytecie Kinematografii. On w tym czasie uwielbiał imprezy, czystą wódkę oraz krótkie i niezobowiązujące związki z kobietami. Ona była drobną Ormianką. Miała ciemne włosy i oczy oraz… ognisty temperament. Nazywała się Marlena Nazarian i w  tamtym czasie kochał się w niej mieszkający w Moskwie hiszpański malarz. Ale ciemne oczy młodej Marleny spoglądały głównie w stronę Hoffmana. W końcu reżyser odezwał się do Nazarian. Zadzwonił do niej, ponieważ akurat pokłócił się z inną dziewczyną. A potem było wesele na 200...

Czytaj dalej
nehrebecka
Szymon Szczęśniak/LAF

Anna Nehrebecka: „W mojej kresowej rodzinie kobiety były opoką”

Widzowie zapamiętali ją jako Marynię Połaniecką.. „A ja wolałam siebie w roli zimnej blondynki, która pali długie papierosy i łamie serca” – opowiada słynna, wspaniała aktorka Anna Nehrebecka.
Magdalena Żakowska
07.07.2020

Marzyła o zagraniu Oleńki Billewiczówny w „Potopie”. I choć akurat marzenie się nie spełniło – Jerzy Hoffman powierzył tę rolę Małgorzacie Braunek – nigdy nie mogła narzekać na brak świetnych propozycji. Anna Nehrebecka jest jedną z najbardziej znanych i uznanych polskich aktorek. Grała u Wajdy, Zanussiego, Antczaka, Koterskiego, Pieprzycy – długo można by wymieniać. W młodości kojarzyła się z rolami delikatnych, subtelnych blondynek albo z wizerunkiem „panienki z polskiego dworku”. Taką rolę zagrała m.in. w „Ziemi obiecanej” jako Anka – narzeczona Karola Borowieckiego. Od lat jest żoną dyplomaty, Iwo Byczewskiego, ma dwie córki. Sama mówi o sobie: „Gdybym miała zaczynać jeszcze raz, włożyłabym dużo pracy, żeby bardziej wierzyć w siebie”. Jak widać wybitni aktorzy mają problemy nie tylko z nieśmiałością, ale też z pewnością siebie. Jak to możliwe? Magdalena Żakowska: Czy Anna Nehrebecka chodzi na castingi? Anna Nehrebecka: Nie. Maciej Pieprzyca zadzwonił osobiście i zaproponował pani rolę w „Kruku”, serialu, który nakręcił dla Canal+? Zadzwonił reżyser castingu albo ktoś z agencji. Ja żyję dziwnie, trochę z boku aktorskiego środowiska. Bardzo długo nie miałam agenta. Nie mogłam się do tego przekonać, chociaż sama kompletnie nie znam się na gażach, wynagrodzeniach, stawkach. Kiedy w końcu ktoś mnie namówił, żebym zapisała się do agencji, okazało się, że agencja chciałaby, żebym zrobiła sobie botoks i lifting. Nie wierzę! To były jeszcze lata 90.? Nie, to było już po moim powrocie z Brukseli, czyli pewnie 2007 albo 2008 rok. Sama pani widzi, że się raczej nie rozumieliśmy. Dziś oficjalnie jestem w agencji, ale reżyserzy przeważnie dzwonią osobiście. Z Maćkiem pracowałam wcześniej przy filmie...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski
PAWEL DABROWSKI/East News

Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Ona — z hitem „Małgośka” na koncie święciła triumfy na największych festiwalach muzycznych w Polsce. On — słynny Kmicic z ekranizacji „Potopu”, bohater, w którym kochały się wszystkie dziewczyny. W czasach PRL-u o burzliwym romansie Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego mówili wszyscy.
Sylwia Arlak
10.12.2020

On narzekał, że ona nie ma dla niego czasu. Ona miała już dosyć jego przygód z alkoholem. W końcu powiedziała „dość” i pojechała na Mokotów do domu przyjaciela. Do Daniela od dawna dochodziły plotki o romansie ukochanej. Nie chciał im wierzyć, ale mówiono, że Maryla spodobała się Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi ówczesnego premiera. Zadzwonił do jego domu, a kiedy odebrała Maryla, oświadczył, że zaraz po nią przyjedzie. W ciągu dziesięciu minut miał pojawić się przed willą. Dotarł na miejsce, ale jego ukochanej nie było. Nie powiedziała: zostań, nie odchodź Kiedy wbiegł do domu i zobaczył, jak Maryla i jej adorator siedzą przy stole, popijając alkohol, przestał nad sobą panować. „Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób” — opowiadała w jednym z wywiadów artystka. Maryla kazała Danielowi natychmiast wyprowadzić się z jej wynajmowanego mieszkania przy alei Szucha. Zmieniła zdanie, gdy po powrocie nad ranem do domu zobaczyła ukochanego. „Żal jej było, że coś się kończy. Nie powiedziała: »Zostań! Nie odchodź!«. Nie, tylko trzymała jedną rączką za skarpetę, a jej palec po palcu odginałem i tak spakowałem się”, wspomina Olbrychski w książce „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Ich romans zaczął się trzy lata wcześniej. Na początku lat 70. oboje byli u szczytu sławy. Poznali się w 1973 roku na jednym z bankietów przygotowanych przez organizatorów koncertu Maryli. Jak wspominali członkowie jej zespołu, od razu wpadli sobie w oko. Olbrychski nie tylko zafascynował się jej urodą, ale też pasją do motoryzacji. Rodowicz kupiła sobie czerwone porsche 914, auto, o którym w czasach PRL-u większość osób mogła jedynie pomarzyć.   Nawet Olbrychski jeździł...

Czytaj dalej
Xawery Żuławski Mowa Ptaków
Grzegorz Adach, © Metro Films

Xawery Żuławski o ojcu, Andrzeju Żuławskim i ich wspólnym filmie „Mowa ptaków”

„Wiem, że będziemy porównywani”
rozmawia Artur Zaborski
01.08.2019

O filmie Xawerego Żuławskiego „Mowa ptaków” jest głośno już od kilku tygodni, choćby za sprawą kontrowersyjnej decyzji Komitetu Organizacyjnego Konkursu Głównego 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni – film nie został na początku zakwalifikowany do konkursu, choć rekomendowała go Rada Programowa. Dopiero po protestach krytyków i artystów (m.in. Kingi Dębskiej czy Karoliny Korwin-Piotrowskiej), decyzja została zmieniona i „Mowa ptaków” będzie jednak mogła walczyć o Złote Lwy. Nowy film Xawerego Żuławskiego, reżysera rewelacyjnej „Wojny polsko-ruskiej”, powstał na podstawie scenariusza jego ojca, wielkiego Andrzeja Żuławskiego, a swoją światową premierę miał 1 sierpnia na 19. MFF Nowe Horyzonty. Grają w nim m.in.: Sebastian Fabijański, Eryk Kulm, Jaśmina Polak, Sebastian Pawlak, Katarzyna Chojnacka, Andrzej Chyra, Borys Szyc, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Daniel Olbrychski, Bartosz Obuchowicz, Wiktor Zborowski, Monika Niemczyk oraz Grzegorz Palkowski i Kacper Olszewski (uczniowie). Pierwsze recenzje „Mowy…” rozpinają się między absolutnym zachwytem a strachem o to, czy ktokolwiek zechce ten film obejrzeć. Także w „Urodzie Życia” reżyser mówił o swoim dziele: „Takich filmów już się nie robi w  naszym systemowym świecie, bo przestały mieć odbiorcę”.  ARTUR ZABORSKI: Pracowałeś kiedyś z ojcem? XAWERY ŻUŁAWSKI: Kiedy na początku lat 90. kręcił „Błękitną nutę”, byłem jego asystentem przy montażu. Ale pomysłami Andrzej niechętnie się dzielił nawet ze mną. Wielokrotnie chciałem się z nim podzielić moimi ideami, ale kiedy już dochodziło do naszego spotkania, wycofywałem się. Myślałem: „Co ja tu będę ojcu pitolił?” i zawracałem. Jak zareagowałeś,...

Czytaj dalej