Historia jednej piosenki: Dalida i Alain Delon, dawni kochankowie, rozmawiali ze sobą w utworze „Parole, parole”
Fot. Mat. prasowe

Historia jednej piosenki: Dalida i Alain Delon, dawni kochankowie, rozmawiali ze sobą w utworze „Parole, parole”

Nikt tak nie śpiewał „Parole, parole” jak Dalida i Alain Delon. A właściwie ona śpiewała, a on seksownie mruczał: „Jesteś taka piękna”.
Agnieszka Dajbor
24.03.2021

Parole, parole” – „Słowa, słowa” – to tak naprawdę włoska piosenka, której autorem jest Gianni Ferrio, znany kompozytor, dyrygent festiwalu w San Remo. W 1972 roku zaśpiewała ją słynna włoska piosenkarka Mina i wokalista Alberto Lupo (ich duet można cały czas zobaczyć na YouTubie). Piosenka błyskawicznie podbiła włoskie listy przebojów, ale prawdziwym hitem stała się dopiero przetłumaczona na francuski i śpiewana przez Dalidę i Alaina Delona.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Rozmowa między kochankami

„Parole, parole” to jedna z pierwszych piosenek, które łączyły śpiew z głosem mówionym, a pomyślana została jako rozmowa między kochankami. Ona nie wierzy w jego miłość i uważa, że słodkie wyznania to tylko puste słowa rzucane na wiatr. On nie chce tego jej żalu usłyszeć:

„To dziwne
Nie wiem co się stanie ze mną dzisiejszej nocy
Patrzę na Ciebie, tak jak patrzyłem po raz pierwszy
Tylko słowa, zawsze słowa
Te same słowa
Nie wiem co mam Ci jeszcze powiedzieć
Nic więcej oprócz słów
Układasz tak piękną historię miłosną...
Że nigdy nie mogę przestać jej czytać
Tych prostych słów, kilka słów
To jest zbyt piękne...
Dla mnie jesteś najważniejsza dziś i jutro
Zbyt piękne
Jesteś na zawsze mą jedyną prawdą
Pora by zakończyć ten sen
Pamięć również zgaśnie,
Kiedy o tym zapomnimy.
Lubisz wiatr, który porusza struny skrzypiec ?
Weź z powrotem różane perfumy.
Toffi, słodycze, czekoladki.
Dziękuję, te prezenty naprawdę nie są dla mnie.
Ty również nie potrafisz zaoferować nic lepszego.
Kto lubi wiatr i różane perfumy?
On, jego czułe słowa, pełne słodyczy.
Pozostał na mych ustach, lecz nigdy nie był w mym sercu.
Jeszcze jedno słowo.
Słowa, słowa, słowa...
Posłuchaj mnie.
Słowa, słowa, słowa...
Proszę...
Słowa, słowa, słowa...
Przysięgam Ci
Słowa, słowa, słowa, słowa, słowa...
Tylko słowa rzucane na wiatr”.

Czytaj też: Historia jednej piosenki: „W domach z betonu nie ma wolnej miłości” to posępny obraz PRL-u

Dalida wiedziała, jak uwodził Alain Delon

To fragment piosenki, którą Dalida i Alain Delon nagrali w 1973 roku. Oboje byli już wielkimi gwiazdami. I oboje mieli za sobą trudną drogę. Dalida – właściwie Iolanda Cristina Gigliotti – urodziła się w Egipcie, zdobyła tytuł miss tego kraju i przyjechała na początku lat 50. do Francji z nadzieją na zrobienie aktorskiej kariery. Zagrała w paru filmach, ale nie podobała się ani jej uroda, ani dziwny, twardy akcent, który od razu zdradzał, że nie jest Francuzką. Mieszkała wtedy w maleńkim, kilkunastometrowym pokoju w Paryżu, do mieszkania obok wprowadził się młody Alain Delon.

To w tych czasach przeżyli podobno romans, a potem pozostali przyjaciółmi. Dobrze się rozumieli, bo znali trudy życia, przez które trzeba było przejść. Dalida dobrze wiedziała, jak Delon potrafi uwodzić kobiety, więc była dla niego idealną partnerką do „Parole, parole”.

Oboje marzyli o wielkiej karierze, oboje podbili świat. Dalida to 500 nagranych piosenek, 170 milionów płyt sprzedanych na całym świecie. To takie przeboje jak „Bésame Mucho”, „Gigi l'amoroso”, „J’attendrai”. Była sławna i nieszczęśliwa, publiczność widziała w niej królową estrady, a ona marzyła o spokojnym domu, rodzinie i dzieciach, co nigdy nie było jej dane. Zmagała się z depresją, miała próby samobójcze, w tym jedną, niestety udaną, w maju 1987 roku.

Alain Delon był jej przeciwieństwem. Powiedział kiedyś, że zawsze miał nad łóżkiem zdjęcie jednego aktora – samego siebie. Był piękny, towarzyszyła mu legenda chłopaka z półświatka, co dodawało mu mrocznego uroku. Jedna z jego partnerek, aktorka Mireille Darc, opowiadała, że w nocy budziła się, by popatrzeć na leżącego obok niej Delona. Sławę przyniósł mu film „W pełnym słońcu” (1960 rok). Ale zagrał wiele wybitnych ról u znakomitych reżyserów.

Z Céline Dion zabrakło chemii?

Dlaczego wersja Dalidy i Alaina Delona odniosła taki sukces? Być może zadziałała magia gwiazd i legenda ich romansu. Ale trzeba dodać, że Dalida miała piękny, niepowtarzalny głos i wielką estradową charyzmę. Delon wymruczał – jak napisała kiedyś Magda Umer – swoje wyznania bardzo seksownie. To była zresztą piosenka idealna dla niego, najsłynniejszego francuskiego amanta. Nigdy nie zaśpiewali tej piosenki razem na żywo. Gdy Dalida występowała na koncercie, głos Delona puszczany był z taśmy.

Gdy po latach, trochę już podtatusiały aktor wyszedł na scenę, by w 1991 roku zaśpiewać „Parole, parole” z Céline Dion, żadnej chemii już w tym nie było. I chyba Dion nie pasowała do tej piosenki.

„Parole, parole” ma swoje wersje niemal w każdym języku, nawet japońskim. Ma też swoje odmiany po polsku, jedną z wersji śpiewała Olga Bończyk. Natomiast zabawną przeróbkę „Pa-role” śpiewała Magda Umer w duecie z Januszem Gajosem. W tej wersji rozmawiają ze sobą reżyser i aktorka. On mówi, że ma dla niej rolę w filmie, serialu, a może nawet reklamie! Ona odpowiada: „Pa–role”. A gdy marzy o „Wiśniowym sadzie”, on się irytuje: „Ja mówię o sztuce, a pani o przetworach?!” Było to śmieszne i ujmujące, widać też, jak różne możliwości daje ta piosenka.

Czytaj też: Céline Dion i René Angélil: umarł w jej ramionach

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Karolina Piechota / Fot. Joanna Florek i Michal Mazurkiewicz

„Super jest zagrać Marylę!” – mówi Karolina Piechota, którą zobaczymy w serialu „Osiecka”

„To intrygujące, że ktoś będzie mną na ekranie”, mówi Maryla Rodowicz i zapowiada, że będzie serial oglądać. Dla Karoliny Piechoty zagranie legendy polskiej sceny to rola marzeń – i jednocześnie duża odpowiedzialność.
Anna Zaleska
17.12.2020

Już 25 grudnia Telewizja Polska pokaże pierwszy odcinek długo oczekiwanego serialu „Osiecka”. Na ekranie mnóstwo znajomych postaci. Oprócz Agnieszki Osieckiej, którą zagrają Magdalena Popławska i Eliza Rycembel (we wczesnej młodości), zobaczymy też Marka Hłaskę, Jeremiego Przyborę, Elżbietę Czyżewską I oczywiście Marylę Rodowicz, którą z Agnieszką Osiecką połączyła przyjaźń i wiele niezapomnianych piosenek. W jej postać wcieliła się Karolina Piechota. Anna Zaleska: Pierwsza myśl, gdy dostała pani rolę Maryli Rodowicz? Karolina Piechota: Wow, jakie to super! Wie pani, z kim walczyła o tę rolę? Casting został tak zorganizowany, że nie miałam pojęcia, z kim rywalizuję. Nie było więc presji, że widzę inne kandydatki i muszę stanąć do rywalizacji. Bardzo sympatycznie to wszystko przebiegało. Na pewno ważne było to, że pani jest nie tylko aktorką, ale też wokalistka? Tak, myślę, że to był istotny składnik sukcesu. Mam w dorobku dużo piosenek, w których grałam ekscentryczne wokalistki i diwy. Śpiewałam między innymi piosenki Violetty Villas, Marylin Monroe, Cyndi Lauper i właśnie Maryli Rodowicz. Na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu wykonałam „Arię hrabiny” Stanisława Moniuszki. Na scenie zawsze bliżej mi było do barwnego ptaka niż melancholijnej, drobnej pieśniarki. Teraz myślę, że każdy krok, który podejmowałam w swojej twórczości, prowadził mnie w stronę takiej choćby roli jak Maryla Rodowicz. Czy to była piosenka aktorska, czy mój One Woman Show Lady ViVi. Jaka będzie Maryla Rodowicz w pani wykonaniu? Gram młodą Marylę, to są lata 70. i 80. Wchodząc na plan serialu, myślałam o tym, czy jesteśmy do siebie podobne, czy byśmy się polubiły, gdybyśmy miały możliwość poznania, jakie mamy punkty wspólne? Co nas...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz, Agnieszka Osiecka
East News

„Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką 

To Agnieszka Osiecka napisała dla niej największe hity: „Małgośkę”, „Niech żyje bal” albo „Sing sing”. Razem tworzyły, bawiły się, wyjeżdżały na wakacje. Ich przyjaźń trwała dziesięciolecia, aż do śmierci poetki.
Magdalena Felis
19.02.2020

Premiera serialu „Osiecka” o zmarłej 23 lata temu wspaniałej autorce piosenek została przesunięta na jesień. U nas już teraz opowieść Maryli Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką, wspólnej pracy, o bułgarskich niedźwiedziach i różowym szampanie, którym poetka witała ją na lotniskach. Magdalena Felis „Uroda Życia”: Grywała pani w tenisa z Osiecką? Maryla Rodowicz: Agnieszka nie była zainteresowana sportem, chociaż w młodości trenowała pływanie na Legii. Zdaje się, że to był pomysł jej ojca. A później, za nagrodę w Opolu w 1963 roku za zwycięską „Piosenkę o okularnikach”, kupiła motorówkę, właściwie to wystarczyło na pierwszą ratę. Łódka była dla szpanu! Chodziło o to, żeby ją mieć. To nie były moje czasy, ale wiem, że Agnieszka nazwała ją „Mr. Paganini” na cześć piosenki Elli Fitzgerald. Lubiła się pokazać? Kiedy miała ochotę, wkładała te swoje ekscentryczne kapelusze, ale generalnie nie przywiązywała wagi do wyglądu. Kiedyś spotkałyśmy się w Zakopanem, patrzę, a Agnieszka ma na sobie spodnie narciarskie jak z lat 50. I na moje zdziwienie powiedziała, że to właśnie są spodnie z lat 50. Mawiała, że nie interesuje się modą, a moda nie interesuje się nią. Kiedyś spotkałyśmy się w Nowym Jorku, Agnieszka zabrała mnie do Eli Czyżewskiej. To było romantyczne mieszkanie, z kominkiem i tarasem, przy którym rosło wielkie drzewo. Przez otwarte okno wpadały do pokoju liście. Siedzimy w tym pokoju, a Ela mówi nagle: „Boże, jakie ty masz okropne ciuchy! Rozbieraj się!”. I wrzuciła je do tego kominka.  Wakacje w Bułgarii i „Apetyt na czereśnie” Ale pani miała wtedy chyba najlepsze ciuchy w Warszawie! Agnieszka lubiła grzebać w pani szafie?...

Czytaj dalej
Leonardo DiCaprio i Kate Winslet
Getty Images

Kate Winslet i Leonardo DiCaprio – przyjaźń na wieki wieków!

20 lat temu w „Titanicu” Kate Winslet i Leonardo DiCaprio stworzyli legendarną filmową parę. Do dzisiaj najbliższymi przyjaciółmi. Albo jak mówią o sobie „parą kundli w świecie rasowych wyjadaczy”.
Magdalena Żakowska
12.06.2020

Nigdy się nie poddawaj, przyrzeknij mi!” – pamiętacie scenę z „Titanica”, kiedy Jack (DiCaprio), tonąc w Atlantyku, wypowiada te słowa do dryfującej na kłodzie Rose (Winslet), a chwilę później znika na zawsze pod wodą? Oczywiście, że pamiętacie. Oczywiście, że płakałyście. Bo kto nie płakał?! „Titanic” to najsłynniejszy romans wszech czasów, zdobył 11 Oscarów, a Rose i Jack przeszli do historii kina jako najpiękniejsze wcielenie motywu nieszczęśliwych kochanków. Bo sekret sukcesu „Titanica” nie polegał przecież na tym, że widzowie kochają filmy o katastrofach, statkach czy górach lodowych. To para głównych bohaterów, lub raczej aktorów, zagwarantowała ten sukces (no, może jeszcze piosenka Céline Dion).  Na zawsze Jack i Rose Oboje chętnie obracają w żart każdą próbę uczynienia z nich hollywoodzkiej legendy. Kate powiedziała w programie Jimmy’ego Kimmela, że właściwie mogła uratować Jacka, bo na kłodzie, na której jej bohaterka przeżyła katastrofę, było wystarczająco dużo miejsca dla dwojga. Ale czy ze szczęśliwym zakończeniem mogliby liczyć na 11 Oscarów? Raczej nie. Bo „Titanic” to kolejna wersja mitu o wielkiej miłości, którą przerywa śmierć jednego z kochanków, czyniąc uczucie nieśmiertelnym.  Kiedy rozpoczynały się zdjęcia do „Titanica”, Leo był już gwiazdą. Miał za sobą role upośledzonego umysłowo chłopca w „Co gryzie Gilberta Grape’a”, Artura Rimbauda w „Całkowitym zaćmieniu” Agnieszki Holland i tytułowego bohatera w uwspółcześnionej ekranizacji „Romea i Julii”. Jego udział w „Titanicu” gwarantował filmowi sukces. Kate była dziewczyną znikąd, sprzedawczynią kanapek w małej angielskiej miejscowości Reading,...

Czytaj dalej
birkin
Fot. Newspix

Jane Birkin i Serge Gainsbourg: Byli szaleńczo zakochani, kiedy podbili świat zmysłową piosenką „Je t'aime, moi non plus"

Był od niej dwa razy starszy. Dwa razy rozwiedziony, ale zakochali się bez pamięci. Nagrali miłosną piosenkę „Je t’aime, moi non plus”, tak erotyczną, że wielu krajach zakazano jej grać. Jane Birkin i Serge Gainsbourg wytrzymali ze sobą 12 lat.
Dorota Szuszkiewicz
28.11.2020

Byli jedną z najbarwniejszych i najbardziej skandalizujących par francuskiej bohemy XX wieku. Jane Birkin i Serge Gainsbourg poznali się w końcu lat 60. Ona była wtedy nikomu nieznaną angielską aktoreczką. On – legendą artystycznego Paryża. Mówiło się, że podniósł piosenkę do rangi sztuki. Ona dużo młodsza, ale i bardziej poukładana życiowo, była dla niego córką i matką. Wytrzymała z nim – geniuszem i alkoholikiem – 12 lat. Ale kochać go nie przestała nigdy. Ich pierwsze spotkanie wróżyło raczej katastrofę i wyglądało tak: Paryż, 1969 r., casting do filmu „Slogan”. Ona bez pieniędzy, przyjmuje propozycję udziału w zdjęciach próbnych z desperacji. Ma 20 lat, malutką córeczkę, za sobą rozwód i erotyczną rólkę w„Powiększeniu” Antonioniego. Nie zna słowa po francusku, i to ją przeraża. On, tak brzydki, że aż piękny, jest dwa razy starszy, dwa razy rozwiedziony, ma dwójkę dzieci, a za sobą liczne romanse z najpiękniejszymi kobietami. Jest poetą, muzykiem i autorem utworów, które śpiewała sama Juliette Greco. Sławę we Francji przyniósł mu nie tylko niewiarygodny talent, ale też arogancki, prowokacyjny sposób bycia, alkoholowe ekscesy, skandale i cynizm. No i pełen namiętności związek z Brigitte Bardot. Mają zagrać w filmie zakochaną w sobie parę. On chce, aby wystąpiła z nim Marisa Berenson, arystokratyczna i pełna klasy, a nie jakaś niewydarzona, nikomu nieznana Angielka , o której on też nigdy nie słyszał. Cóż, ona też o nim nie słyszała i uparcie mówi do niego monsieur Bourguignon (czyli pan Burgundzki, co kojarzy się tylko z wołowiną w tym stylu), bo,]jak twierdzi, to było jedyne francuskie nazwisko, jakie obiło jej się o uszy. Boi się go. Jest arogancki i niemiły. Ale i fascynujący. Kręcą scenę w łazience, on...

Czytaj dalej