Michelle Pfeiffer: „Czy chciałabym wyglądać tak, jak po trzydziestce? Pewnie, ale tak się nie stanie”
VALERIE MACON/AFP/East News

Michelle Pfeiffer: „Czy chciałabym wyglądać tak, jak po trzydziestce? Pewnie, ale tak się nie stanie”

Michelle Pfeiffer na czerwonym dywanie jest prawdziwą gwiazdą Hollywood, na ekranie potrafi wcielić się we wszystkie postacie, a prywatnie zachwyca swoją naturalnością. Aktorka pokazuje, że szczerość zawsze się obroni!
Kamila Geodecka
03.02.2021

Michelle Pfeiffer zyskała sławę na początku lat 80., gdy wcieliła się w postać Stephanie Zinone w musicalu „Grease 2”. Następnie jej kariera w Hollywood nabrała tempa i aktorka zaczęła dostawać coraz bardziej angażujące role. W „Człowieku z blizną” miała okazję wystąpić u boku Ala Pacino i Miriam Colon, a w „Czarownicach z Eastwick” zagrała z Jackiem Nicholsonem i Cher.

Fanów Batmana przekonała swoją rolą Kobiety-Kot, dramatycznie spełniła się w „Młodych gniewnych”, zachwycała w filmie przygodowym „Gwiezdny pył”, a ostatnio świat obiegła informacja, że Michelle Pfeiffer wcieli się w rolę jednej z pierwszych dam USA – Betty Ford. 62-letnia aktorka nie zwalnia tempa nawet na chwilę!

Fani uwielbiają ją za jej talent, ale także doceniają jej dystans do świata, zaangażowanie polityczne, naturalność czy poczucie humoru, którym dzieli się w swoich kanałach w  mediach społecznościowych.

Czytaj także: Carl Honoré o starości w radości: „I sport, i seks, i kreatywność – wszystko jest dostępne w starszym wieku”

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Michelle Pfeiffer nie jest wiecznie młoda

W jednym z wywiadów Michelle Pfeiffer przyznała, że Hollywood jest bardzo powierzchownym miejscem, w którym liczy się ciągłe bycie młodym oraz nienagannie pięknym – przynajmniej jeśli chodzi o kobiety. „To jest coś, o czym nigdy nie myślałam, że się wydarzy, kiedy miałam 20 czy 30 lat. Słyszałam, jak aktorki dziwią się, że nie dostają żadnej pracy, gdy skończyły 50 lat” – powiedziała 62-letnia aktorka, a następnie dodała: „Teraz to rozumiem. Jest po prostu inaczej”.

Wcześniej aktorka starała się walczyć z czasem i kupować odmładzające kremy, żele i maseczki. W końcu miała w domu całą tablicę Mendelejewa zamkniętą w magicznych specyfikach, które miały uchronić ją przed naturalnym procesem starzenia – nie udało się, nigdy w pełni się nie uda.

Walkę o zachowanie młodego wyglądu podejmuje wiele kobiet. W końcu tak wychowało nas społeczeństwo i tego nauczyły nas media: „Ciało kobiety jest piękne, dopóki jest młode. W momencie, gdy zaczyna się starzeć, może być już tylko chowane”. Michelle Pfeiffer w pewnym momencie jednak odpuściła i porzuciła tę niesprawiedliwą walkę. Aktorka przyznaje, że nabieranie dystansu do wyglądu zawsze musi przyjść z wiekiem. Pfeiffer nie zależy już na tym, by wyglądać młodo, a po prostu „dobrze, jak na swój wiek”.

„Czy chciałabym wyglądać tak, jak po trzydziestce? Pewnie, ale tak się nie stanie i nie czuję już takiej samej presji jak kiedyś. Szczerze mówiąc, to spora ulga” – przyznała aktorka w jednym z wywiadów.

Czytaj także: Starość dopadnie każdego z nas. Co zrobić już dziś, by była łatwiejsza?

Michelle Pfeiffer i jej fani

Michelle Pfeiffer udawanie i granie zostawia zawsze na planie filmowym. W jej postach publikowanych w mediach społecznościowych nie znajdziemy rozpaczliwego dążenia do pokazywania idealnego życia. Aktorka publikuje zdjęcia bez makijażu, a z okazji sylwestra nagrała film, w którym pyta fanów, czy powinna wystroić się w sweter – swoją ulubioną część garderoby w 2020 roku.

Pfeiffer przyznała także, że dopiero w czasie pandemii zaczęła robić sobie sama makijaże. Czasami wychodzą jej piękne, a czasami ma czarną kredkę rozmazaną na twarzy, czego nie wstydzi się pokazać. W końcu bycie kobietą nie oznacza, że ma się umiejętność wykonywania idealnych makijaży w pakiecie.

Czy taka szczerość się opłaca? Najwyraźniej tak! Fani aktorki są zachwyceni jej charyzmą i poczuciem humoru, który prezentuje. W komentarzach pod opublikowanymi postami gwiazdy trudno szukać hejtu czy nieprzychylnych słów. Raczej królują pozytywne komentarze i komplementy skierowane w stronę aktorki. Jak widać, szczerość zawsze wygra i się obroni!

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Kate Winslet: „Nie mam kucharza, kierowcy, pani do sprzątania. To nie byłoby dobre dla mojej rodziny”

Sława nigdy jej nie interesowała, co innego wymagające role. Ale jak przyznaje sama KateWinslet, najważniejsza jest rodzina.
Sylwia Arlak
18.10.2020

Schodzi z planu i rusza prosto do swojej XVII-wiecznej angielskiej posiadłości. Mówi, że stara się spędzać możliwie, jak najwięcej czasu ze swoimi dziećmi: 20-letnią Mią, 17-letnim Joe i 7-letnim Bearem. I zapewnić im możliwie najlepszą opiekę. „Nie mam szefa kuchni, kierowcy ani innych pomocników. Byłabym nieszczęśliwa, gdybym nie była samodzielna, nie czułabym się prawdziwą osobą. Tylko dlatego, że jestem w takiej sytuacji, w której mogę mieć te wszystkie rzeczy, nie oznacza, że muszę. To nie byłoby dobre dla mojej rodziny. Wiem, że moje dzieci by tego nienawidziły. Chcę, aby kiedyś, gdy spojrzą wstecz, pamiętały mój rosół, suchy prowiant na lunch i wspólnie spędzony czas” — podkreślała Kate Winslet w jednym z wywiadów. Kate Winslet — matka, żona, gwiazda filmowa Mówi o sobie, że „jest szczęściarą”. Razem z mężem tworzą dom, do którego chce jej się wracać. Pomimo mono wyśrubowanych standardów Hollywood lubi siebie taką, jaka jest (Kate od zawsze znana była ze swoich pełnych, kobiecych kształtów), a na jej biurko wciąż trafiają ciekawe scenariusze filmowe. Jest rozpoznawalna na całym świecie, a jednak na co dzień prowadzi zupełnie normalne życie. Z dala od fleszy i czerwonych dywanów. I to jej odpowiada. „Nie tylko nie czuję się jak gwiazda filmowa, nie sądzę, żebym zachowywała się jak jedna z nich. Moim zdaniem gwiazdą jest się tak długo, jak trwa ceremonia wręczenia Oskarów. Tylko wtedy ważne są pozory, opakowanie, od którym przemycasz na widownię całkiem zwyczajnego człowieka. Po zakończeniu imprezy natychmiast wyskakuję z efektownego pudełka i znowu jestem kobietą, matką” — mówiła aktorka. Przyznaje, że nigdy nie marzyła o sławie, a sukces „Titanica”, filmu Jamesa Camerona, w...

Czytaj dalej
East News

Jennifer Lawrence: Buntowniczka, ulubienica Hollywood i dziewczyna z sąsiedztwa

Z jej urodą, milionami i pasmem sukcesów na koncie łatwo mogłaby stać się obiektem drwin i zazdrości. Tymczasem Jennifer Lawrence kibicuje cały świat.
Sylwia Arlak
05.11.2020

Kiedy Jennifer Lawrence odbierała Oscara za rolę w filmie „Poradnik pozytywnego myślenia”, nie mogła uwierzyć we własne szczęście. „Jak to możliwe, że dziewczyna z Kentucky znalazła się w tak zacnym gronie?” — dziwiła się później w jednym z wywiadów. Ale nie obyło się bez wpadki. Unosząc swą bladoróżową kreację od Diora, wchodząc na ostatnie stopnie sceny w Dolby Theatre w Hollywood, gwiazda zaliczyła upadek. „Teraz wstajecie, bo wam głupio, że upadłam. To bardzo zawstydzające” — zwróciła się do uczestników wydarzenia, wywołując salwę śmiechu. I znowu wygrała. Najpierw nauka, potem kariera Nic nie zapowiadało tak wielkiej kariery. Jennifer urodziła się 15 sierpnia 1990 roku, jako jedna z trójki rodzeństwa, w prostej, ale kochającej się rodzinie w Louisville w stanie Kentucky. Matka – Karen, która prowadziła półkolonie, i ojciec – Gary, właściciel firmy budowlanej, nie mieli pojęcia o hollywoodzkim świecie. Ale dziewczynkę od najmłodszych lat ciągnęło na scenę. Grała w przedstawieniach kościelnych i szkolnych musicalach. Jedna z jej najbardziej pamiętnych ról była oparta na opowieściach biblijnych. Wcielając się w prostytutkę z Niniwy, miała zaledwie dziewięć lat. „Inne dziewczyny, które grały w przedstawieniu, w zasadzie stały w miejscu. Ale Jennifer machała tyłkiem i dumnie kroczyła po scenie” — wspominała jej mama w magazynie „The Rolling Stones”, dodając: „Nasi przyjaciele powiedzieli: » Nie wiemy, czy powinniśmy ci pogratulować, czy nie, bo twoje dziecko jest wspaniałą prostytutką « ”. W wieku 14 lat Jennifer przekonała rodziców, żeby zebrali ją do Nowego Jorku na przesłuchania do agencji talentów. Mieli jeden warunek — zanim zacznie grać, najpierw...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Gwiazda Hollywood i dziewczyna z sąsiedztwa. Shailene Woodley jest nową ulubienicą Ameryki

Do niedawna ulubienicą Ameryki była Jennifer Lawrence. Dzisiaj jest nią Shailene Woodley, która od ścianek, czerwonego dywanu i szpilek, woli naturę, bose stopy i towarzystwo wiernych przyjaciół.
Sylwia Arlak
26.06.2020

Policja zatrzymała ją na placu budowy, skąd transmitowała na Facebooku protest przeciwko budowie gigantycznego rurociągu. Skarżyła się, że szła do swojego samochodu, gdy funkcjonariusze złapali ją za kurtkę. „Mają wielkie spluwy i pałki, nie chcą mnie puścić” — relacjonowała w 2016 roku.  Shailene Woodley we wszystko, co robi, angażuje się na sto procent. Choć nie ma aktorskich korzeni (rodzice są psychologami), to po raz pierwszy stanęła na scenie w wieku czterech lat. „Trafiłam do tego biznesu przez przypadek. Nigdy nie planowałam, że zostanę aktorką. To się po prostu stało” — przyznała lata później w jednym z wywiadów. Zaczęła od występów w reklamach telewizyjnych. Jej debiutem na małym ekranie był występ w filmie telewizyjnym „W poszukiwaniu ojca” w 1993 roku. Później mogliśmy zobaczyć ją w serialach „Bez pardonu”, „Bez śladu” i „Jordan”. Zagrała też m.in. w kultowym serialu dla młodzieży „Życie na fali”, gdzie wcieliła się w siostrę jednej z głównych bohaterek. Szybko zaczęła więc grywać w filmach fabularnych. Szerszej publiczności zaprezentowała się w znakomitej, nagrodzonej Oscarem za scenariusz produkcji „Spadkobiercy” Alexandra Payne’a, w której wystąpiła u boku George’a Clooneya. Przekonała publikę i krytyków. Za rolę w tym filmie Woodley otrzymała nominację do Złotego Globu i wygrała nagrodę Film Independent. Po „Spadkobiercach” jej kariera nabrała tempa. W 2013 roku zagrała główną rolę w filmie „Cudowne tu i teraz”, a już rok później w kinowym dramacie „Gwiazd naszych wina” na podstawie bestsellerowej powieści Johna Greena. To był prawdziwy przełom w jej karierze. „Gwiazd naszych wina” i...

Czytaj dalej
Arthur Miller Marilyn Monroe
26 czerwca 1959 r. Nowy Jork. Marilyn Monroe i Arthur Miller w drodze ze szpitala po poronieniu ciąży. Fot. East News

Tak pięknie niedobrani! Marilyn Monroe i mężczyzna jej życia

Marilyn Monroe całe życie próbowała pokazać, że jest kimś więcej niż tylko blondynką. Ale nawet wtedy, kiedy poślubiła nagrodzonego Pulitzerem Arthura Millera, świat nie chciał brać jej poważnie.
Magdalena Żakowska
03.06.2020

Pisali o nich: „tytan intelektu i bogini seksu”, „mistrz i afrodyta”, „moralny guru i naiwna blondynka”. Ale żadna z tych etykietek nie oddawała tego, jacy byli naprawdę. Dziś, kiedy wszystkie tajemnice Marilyn Monroe zostały już odkryte i sprzedane na aukcjach za miliony dolarów, wiemy, że jej życie niemal od początku naznaczone było traumą , że przez wiele lat odważnie z nią walczyła, a tragedia, która ją spotkała była nierozłącznie związana z jej kobiecością.  Molestowanie, 13 aborcji i „Ulisses” Marilyn Monroe cierpiała na endometriozę, niezwykle bolesną chorobę kobiecą, na którą do dziś nie ma skutecznego lekarstwa. To właśnie choroba była pierwszym powodem dla którego zaczęła przyjmować środki przeciwbólowe, które ostatecznie ją zabiły. Kobiecość nie kojarzyła jej się z niczym przyjemnym – ból związany z endometriozą nasila się podczas miesiączki i stosunku seksualnego.  A jakie cechy uczyniły z niej „tę” Marilyn Monroe? Po pierwsze łatwość skracania dystansu w relacjach z mężczyznami – na zdjęciach bez żenady uwieszała się na szyjach kolejnych mężczyzn, często zupełnie przypadkowych. Po drugie karykaturalny wręcz seksapil, który wiązał się z nieustanną potrzebą podkreślania atrybutów kobiecości – jej sukienki zawsze były o numer za małe. Po trzecie dziecinny głosik, naiwność i towarzysząca jej przez całe życie potrzeba posiadania starszego mężczyzny, który się nią zaopiekuje i obroni przed światem. Takim obrońcą miał być silny i wysportowany bejsbolista Joe DiMaggio, a potem największy erudyta i moralny rugu epoki, Arthur Miller. Wszystkie te cechy Marilyn Monroe to podręcznikowe symptomy wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie. To, co stało się jej znakiem rozpoznawczym, wynikało tak...

Czytaj dalej