Coco Chanel. Miłość, rozpacz i straszna samotność
Coco Chanel / East News

Coco Chanel. Miłość, rozpacz i straszna samotność

Kochała w życiu jednego mężczyznę, zginął w wypadku samochodowym. Legendarna projektantka Coco Chanel była u szczytu sławy, gdy wyznała: „Żyję w totalnej samotności. Zapłaciłabym, żeby nie być sama. Ściągnęłabym z warty żandarma miejskiego, żeby nie jeść kolacji samotnie”.
Anna Zaleska
04.08.2020

Miała teorię, że szczęście upośledza ludzi. Mówiła: nie żałuję, że najpierw przez wiele lat byłam głęboko nieszczęśliwa. Ale i potem okresy szczęścia trwały krótko. Urodzona w 1883 roku Gabrielle Chanel – Coco będzie jej pseudonimem – sześć lat spędziła w sierocińcu w Aubazine, prowadzonym przez siostry Najświętszego Serca Marii. Po śmierci matki, porzucona przez ojca wraz z piątką rodzeństwa, została przygarnięta przez ciotki z Owernii. Była krnąbrna i zbuntowana, a chłosta pokrzywami jeszcze to w niej podsycała. Uciekła.

Jako młoda dziewczyna Gabrielle występowała w kawiarniach, brak głosu nadrabiając temperamentem i charyzmą. To wtedy „zaopiekował się” nią młody mężczyzna Etienne Balsan, właściciel stajni wyścigowej. To on wprowadził ją w świat luksusu. Spędzili razem kilka lat. Miała do dyspozycji służbę, polubiła jazdę konną. W 1908 roku przedstawił ją swojemu angielskiemu przyjacielowi Arthurowi Capelowi. I to był błąd. Capel był pięknym brunetem o zielonych oczach. Uwodzicielskim i szarmanckim. Gabrielle była nim oczarowana. Gdy pewnego dnia usłyszała, że nazajutrz wyjeżdża, rano zjawiła się na peronie i wsiadła do jego pociągu.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Coco Chanel i Boy Capel. Bon vivant i prowincjuszka

Do Arthura Capela już w młodym wieku przylgnął przydomek Boy, wydawało się bowiem, że wiecznie pozostanie chłopcem. Miał 28 lat, był inteligentny, oczytany, szarmancki i wesoły. Znakomicie grał w polo. Dorobił się sporego majątku na transporcie węgla. Miał maniery prawdziwego brytyjskiego dżentelmena, należał do londyńskich lwów salonowych. A przy tym był bohaterem wojennym awansowanym za zasługi podczas wojny do stopnia kapitana. Kobiety go uwielbiały, a on chętnie z tego korzystał.

Boy Capel / East News

Coco Chanel w swoich wspomnieniach opowiadała, że początkowo nie wiedział, co z nią zrobić. „Pan B i Capel litowali się nade mną, brali mnie za biednego porzuconego ptaszka: w rzeczywistości byłam drapieżnikim”, mówiła. Ale na ile tak było, a na ile chciała tak o sobie myśleć? Ostatecznie Capel zabrał ją do Paryża, zakwaterował w hotelu i wkrótce się w niej zakochał. Była inteligentna, energiczna, bystra, wesoła, chwilami nieśmiała i niezdarna. Urodę miała delikatną, sylwetkę chłopięcą. Bardzo różniła się od wielkich dam, wśród których się obracał i które łakomie na niego zerkały. Gdy po raz pierwszy przyjechała do Paryża, miasto ją przeraziło. Jak na drapieżnika, za którego chciała się uważać, niewiele wiedziała o wielkim świecie. Po latach przyzna: „Byłam małą nieokrzesaną prowincjuszką”. Nie miała przyjaciół, a Boy ją przed ludźmi dodatkowo przestrzegał. „Pogrążą cię”, mówił.

Kobieta, o której plotkował cały Paryż

Na ile Boy Capel był jej Pigmalionem, a na ile sama chciała mu tę rolę przypisać? W 1946 roku – już jako wielka projektantka – zaprosiła do Saint Moritz swojego przyjaciela, francuskiego pisarza Paula Moranda, by spisał jej wspomnienia. Powiedziała mu wtedy, że Capel był jedynym mężczyzną, którego kochała. „Był w moim życiu wielkim szczęściem”. I dodała, że ją ukształtował, bo potrafił wydobyć z niej to, co było wyjątkowe. I zganić, jeśli jego zdaniem źle postąpiła. Mówił: „skłamałaś”, „myliłaś się”, „popełniłaś błąd”. Jego uwagi brała sobie do serca.

Pewnego dnia powiedziała mu, że chciałaby projektować kapelusze. Przerażały ją konstrukcje, które kobiety nosiły wtedy na głowie. Ogromne patery przybrane owocami. Skomplikowane konstrukcje z piór. Ogromne kompozycje kwiatów. Chapel bardzo ją poparł, mówiąc, że trzeba się czymś zająć, a ten pomysł jest wspaniały i na pewno świetnie sobie poradzi. Dał jej pieniądze, by wynajęła pierwsze piętro na Rue Cambon – dziś mieści się tam słynny butik Chanel – i zatrudniła kogoś do pomocy. W 1913 roku otworzyła w Paryżu swój pierwszy sklep z kapeluszami, który sześć lat później przekształci się w dom mody Chanel przy Rue Cambon.

O jej kapeluszach wkrótce zaczęło się mówić. Były nietypowe, zadziwiająco proste, wręcz surowe. Ciekawość zwabiała kolejne klientki. Przychodziły zobaczyć nie tylko kapelusze, ale i kobietę, o której plotkował cały Paryż. Konieczność prowadzenia salonowej konwersacji przerażała ją. Ukrywała się, czując, że jest w tym tak nieporadna, że każda zobaczona klientka to stracona klientka. „Kiedy ktoś natykał się na mnie przez przypadek w sklepie, zaczynałam mówić, mówiłam bez przerwy z nieśmiałości”.

Sama nie chciała ubierać się jak eleganckie paryżanki. Wychowując się w sierocińcu, marzyła o ekstrawaganckich, bogato zdobionych sukniach. Teraz czuła, że nie pasuje do niej nic, co bogate. Uważała, że nie jest na to dostatecznie śliczna. Kiedyś zapytała o to Capela, odpowiedział: „Nie jesteś śliczna, ale nie mam nic piękniejszego od ciebie”. A gdy upierała się, by nosić swoje ubogie ubrania, zamówił u angielskiego krawca takie same, tylko w wersji en élégant. To dało początek stylowi Chanel, na punkcie którego wkrótce oszaleje Paryż, a potem cały świat.

„Myślałem, że daję ci zabawkę, a dałem ci wolność”

Pieniądze są po to, by dać kobiecie wolność i niezależność – głęboko w to wierzyła. Otwierając pracownię, nie miała pojęcia o interesach. Wydawało jej się, że skoro ma coraz więcej klientek i bez problemu może płacić za wszystko czekami, interes idzie świetnie. Pewnego wieczoru, gdy jechali na przyjęcie, Boy wyprowadził ją z błędu: „Bank daje ci pieniądze, ponieważ złożyłem stosowną rękojmię”. „Chcesz powiedzieć, że nie zarobiłam tych pieniędzy, które wydaję?”. „Nie dalej jak wczoraj bank do mnie zadzwonił, że wystawiasz trochę za dużo czeków, kochana, ale to nie ma znaczenia”. „Czyli jestem zależna od ciebie?”.

Nie dojechali wtedy na przyjęcie, Coco zaczęła płakać, jej duma została mocno zraniona. Następnego dnia zarządziła, że nikt w firmie nie wyda ani centyma bez jej zgody, a sama też ograniczy wydatki do minimum, dopóki firma nie osiągnie znaczących dochodów. Po roku zyski z salonu były tak wysokie, że rękojmia Capela nie była jej już potrzebna.

Zawsze piekielnie dużo pracowała. I to napełniało ją dumą. Kiedyś spotkała swojego pierwszego „opiekuna”, Etienne'a Balsana. Zapytał: „Podobno pracujesz? Czyli Capel nie jest w stanie cię utrzymać?”. Trudno było mu zrozumieć, że Coco chce być zależna tylko od samej siebie. Ale Capel to rozumiał i doceniał. Stwierdził pewnego razu: „Myślałem, że daję ci zabawkę, a dałem ci wolność”.

Lubił ją rozpieszczać. Kupować biżuterię, zabierać w podróż. Kiedyś powiedziała do niego: „Nigdy nie przesyłasz mi kwiatów”. Pół godziny póżniej przyszedł bukiet. A potem następny. I jeszcze jeden. I jeszcze. Tak przez dwa dni. Niemal nie wychodzili z mieszkania przy Rue Gabrielle. Ubierała się na wieczór jak do wyjścia, ale zwykle Capel mówił: „W gruncie rzeczy po co wychodzić, dobrze nam tutaj”. A jej to bardzo odpowiadało. Gdy na początku romansu zrobili wyjątek i wybrali się na przyjęcie, ówczesne piękności polujące na Capela nie spuszczały z nich wzroku. Mówiły potem do niego: rzuć tę kobietę. Podobno odpowiadał, że prędzej utnie sobie nogę.

Jeden istotny fakt: żona i córka

We wspomnieniach snutych w rozmowie z Paulem Morandem nie powiedziała o jednym istotnym fakcie – że Boy Chapel miał żonę i córkę. Ślub wziął w 1918 roku, po dziesięciu latach związku z Gabrielle. Początkowo wytrąciło ją to z równowagi. Wybrał kobietę, która była uosobieniem wszystkiego, czego jej brakowało. Lady Diana Wyndham była wysoką blondynką, wdową po bohaterze wojennym, zblazowaną brytyjską arystokratką. Taki ożenek wyniósł Capela do najwyższych kręgów brytyjskiej socjety. A przecież i tak w społecznej hierarchii stał wysoko jako syn zamożnego armatora, dyplomata, doradca premiera Francji Georgesa Clemenceau i delegat na konferencję pokojową w Wersalu.

Coco Chanel / East News

Gabrielle wierzyła, że kiedyś się pobiorą z Capelem. W jej wspomnieniach od czasu do czasu pada sformułowanie, że mieli zrobić coś „po ślubie”. Pochodziła ze społecznych nizin, ale wspięła się na sam szczyt parskiej socjety. Osiągnęła sławę, pozycję i pieniądze. Musiała doznać gorzkiego zawodu, słysząc o ślubie ukochanego. Rozstali się na jakiś czas, ale potem do niej wrócił. Przyjęła go chłodno, uczucie było jednak zbyt silne, by umiała długo trzymać go na dystans. Zresztą niewiele czasu spędzał z żoną i nowo narodzoną córką, mieszkał w zasadzie w Paryżu. Chanel wolała być dla niego kochanką niż nikim. Michelle Marly, autorka opartej na faktach nowo wydanej powieści „Coco Chanel. Miłość zaklęta w zapachu” (wyd. Marginesy) twierdzi, że Capel obiecywał, że się rozwiedzie.

„Pozostawił we mnie pustkę”

Boy Capel zginął w wypadku samochodowym w 1919 roku. Jechał do Cannes, by wynająć dom, w którym mieli we dwoje spędzić święta. To miał być prezent gwiazdkowy dla Coco. Wiadomość o jego śmierci przywiózł jej Etienne Balsan. Skamieniała z rozpaczy, ruszyła w drogę na Lazurowe Wybrzeże, by pożegnać największą miłość swojego życia”. W pogrzebie nie mogła wziąć udziału, wdowa do tego nie dopuściła. Paulowi Morandowi blisko dwadzieścia lat później wielka projektantka mówiła: „Pozostawił we mnie pustkę, która nie zapełniła się po latach (...)”. To, co nadeszło potem, nie było życiem szczęśliwym”.

Nigdy nie wyszła za mąż, choć miała wiele romansów. Najgłośniejsze – z rosyjskim księciem Dymitrem Pawłowiczem Romanowem, z kompozytorem Igorem Strawińskim i z niemieckim oficerem Hansem Güntherem von Dincklage, co stało się podstawą oskarżeń Chanel o szpiegostwo. Opowieść o swoim życiu puentowała smutno: „Samotność mnie przeraża, a żyję w totalnej samotności. Zapłaciłabym, żeby nie być sama. Ściągnęłabym z warty żandarma miejskiego, żeby nie jeść kolacji samotnie”.

Korzystałam z książek: Paul Morand, „Czar Chanel”, Wydawnictwo Literackie i Michelle Mary, „Mademoiselle Coco. Miłość zaklęta w zapachu”, wyd. Marginesy.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
rubinsteiny
Fot. Getty Images

Nela i Artur Rubinstein – ona zawsze chciała być u jego boku. Z miłości i z zazdrości

Byli ze sobą pół wieku. Ona zawsze w jego cieniu. On, król życia, w wieku 90 lat zostawił ją dla dużo młodszej kochanki.
Patrycja Pustkowiak
05.11.2020

Mówiono, że doskonale grał mazurki Chopina dzięki mazurkom, które piekła mu żona. Genialny muzyk Artur Rubinstein i jego żona Nela przeżyli razem niemal 50 lat. Tyle że ona poświęciła dla niego wszystko, a on tylko brał. Jemu wszystko przychodziło bez trudu, ona zapłaciła wielką cenę za życie u boku kochanego przez cały świat artysty, który stawiał siebie ponad wszystko inne. Pewnego dnia dzieci zapytały ją, dlaczego wszystko mu oddała i nigdy się nie przeciwstawiła. Odpowiedziała: „Zawsze wiedziałam, że to będzie trudne, ale kochałam go i przysięgłam sobie, że zrobię wszystko, by pomóc mu w karierze . Wiem, że jest wierny – to jedyna rzecz, jaka liczy się naprawdę”. On w rozmowach z przyjaciółmi przyznawał, że nigdy nie był żonie wierny nawet przez tydzień. Jak mogli przeżyć razem pół wieku? Los zetknął ich po raz pierwszy jesiennego poranka 1926 roku w Warszawie. Z drzew spadały żółte liście, było chłodno. Ona – Aniela Młynarska, zwana Nelą, 18-latka, córka dyrygenta i dyrektora Opery Warszawskiej, Emila Młynarskiego, śliczna, niewinna, kulturalna dziewczyna marząca o karierze tancerki – szła Traktem Królewskim. On – 38-latek, sławny już pianista oklaskiwany przez cały świat – jechał taksówką na Stare Miasto. Minęli się, nie wiedząc o tym. Los był uparty. Wieczorem przyszła do filharmonii na jego koncert. I wpadła po uszy. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Wielki Rubinstein, który wyglądał, jakby mocował się z fortepianem. W przerwie pobiegła do garderoby – był tam. Spojrzał na nią i też nie mógł oderwać wzroku. Dygnęła, zawstydzona. Zaprosił ją na obiad do Europejskiego, niemal od razu zaproponował małżeństwo i... wyjechał do Paryża. „Jeśli usłyszy pan kiedyś, że się ożeniłem, będzie pan wiedział, że...

Czytaj dalej
Księżna Diana i James Hewitt
Rex Features/East News

Księżna Diana i James Hewitt. „Kochałam go, ale bardzo mnie zawiódł” – mówiła Diana o swoim kochanku

„Stare skrzypiące podłogi w sypialni opowiadały historię głośniej niż jakiekolwiek wyznanie”, mówił o romansie Diany i Jamesa Hewitta były ochroniarz księżnej.
Kamila Geodecka
18.11.2020

„W naszym małżeństwie zawsze były trzy osoby” – powiedziała księżna Diana w jednym z najsławniejszych wywiadów w historii BBC. Jej wyznań słuchały 23 miliony osób. Choć miała wtedy na myśli Camillę Parker Bowles, sama również wdawała się w romanse. Księżna Walii mówiła o swojej chorobie psychicznej, o bulimii, o próbach samobójczych. Po jej szczerych słowach wypowiedzianych w mediach rodzina królewska już nigdy nie była taka sama. Diana opowiadała też o swoich kochankach, pierwszy raz otwarcie przyznając się do romansów, o których media spekulowały już od lat. Wspomniała m.in. o Jamesie Hewitcie, u którego boku spędziła kilka lat. „Uwielbiałam go. Kochałam go. Ale bardzo mnie zawiódł” – wyznała brytyjskiemu dziennikarzowi. Księżna Diana i James Hewitt – początek znajomości Gdy się poznali, Diana od pięciu lat była żoną księcia Karola. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej wspólnie pokazywała się z mężem w telewizji i występowała w programie „In Public – In Private: The Prince and Princess of Wales”. Diana i Karol opowiadali o swojej miłości i życiu przepełnionym szczęściem. Pojawiali się razem na wszystkich oficjalnych wydarzeniach i uśmiechnięci pozowali przed fotoreporterami. Zawsze wtedy, gdy wymagał tego protokół, sprawiali wrażenie pary idealnej. W rzeczywistości książę Karol w rozmowach z przyjaciółmi wyznał, że ich małżeństwo jest skończone. Z Dianą nie łączyła go żadna intymność już od 1985 roku. Sam w 1986 roku wznowił swój romans z Camillą Parker Bowles i wyjechał z nią do Balmoral w Szkocji, zostawiając Dianę samą z dziećmi na 37 dni. James Hewitt służył wtedy w brytyjskiej armii. Gdy poznał księżną Dianę, miał 32 lata i pracował w The Household Cavalry,...

Czytaj dalej
irena boy
Fot. Foka/Forum

Irena Krzywicka i Tadeusz Boy-Żeleński. Kochali się i wspólnie walczyli z piekłem kobiet 

„I oto w najmniej odpowiedniej chwili, jak na złość, dopadła mnie miłość, i to taka ostateczna, pisała Irena Krzywicka. Tadeusza Boya-Żeleńskiego poznała cztery lata po ślubie, w czwartym miesiącu ciąży.
Magdalena Żakowska
09.11.2020

Krzywicka miała męża, a Boy żonę, i choć nigdy się nie rozwiedli, nigdy też nie zrezygnowali z siebie. Oboje byli niezwykli. Ona, propagatorka świadomego macierzyństwa, antykoncepcji i legalnej aborcji, w przedwojennej Polsce uchodziła w wielu środowiskach za skandalistkę. Zresztą może dzisiaj byłoby podobnie. Jej teksty o zmierzchu męskiej cywilizacji, o tym że kobiety powinny przestać się wstydzić i wiedzieć, czego żądać, brzmią nadal aktualnie . Apelowała m.in. do posłanek, by wsparły walkę o prawa kobiet. „Zdawałoby się, że kiedy już siedzą w Sejmie, mogłyby się odezwać w tej sprawie” – pisała. On, wybitny pisarz i tłumacz, ale z zawodu lekarz – wspierał ją z pełnym przekonaniem. W głośnym zbiorze felietonów „Piekło kobiet” z 1930 roku ,  wzywał, by nie karać kobiet za aborcję, przestrzegał, że nawet najsurowsze prawo będzie obchodzone, bo „życie zawsze było silniejsze od ustaw i sankcji karnych", zwracał uwagę na nierówności społeczne, sytuację biednych kobiet, dla których aborcja była często nieosiągalna. Przede wszystkim jednak Krzywicka i Boy to była wielka para międzywojennej Polski. Związki otwarte na oścież Wiedziała, że Boy zginął, na długo przed telefonem od Słonimskiego. Moment, w którym został rozstrzelany przez hitlerowców, czuła w całym ciele. Kiedy podnosiła słuchawkę, była już spokojna, spodziewała się tej wiadomości od kilku dni. Była jesień 1941 roku. Słonimski zadzwonił do niej na prośbę Zofii Boy-Żeleńskiej, żony Tadeusza. Spotkały się tego samego dnia. Chociaż Krzywicka, Żydówka na fałszywych papierach, wychodziła już wtedy z domu bardzo rzadko, tego dnia wyszła. W tramwaju bała się podnieść wzrok, czuła, że wszyscy oceniają jej ciemną karnację, nos, rysy. Szybkim krokiem...

Czytaj dalej
Księżna Diana i Hasnat Khan
East News

Księżna Diana i Hasnat Khan: „Pan cudowny” był miłością jej życia 

35-letnia księżna Diana chciała żyć z dala od światła reflektorów. Łudziła się, że z Hasnatem Khanem stworzy prawdziwy, normalny dom.
Sylwia Arlak
19.11.2020

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Księżna Diana poznała doktora Hasnata Khana w 1995 roku w szpitalu Royal Brompton w Londynie. Odwiedzała tam męża swojej terapeutki, który wracał do zdrowia po operacji serca. Zachwycała się postawną sylwetką lekarza i jego troskliwym spojrzeniem. „Odnalazłam spokój” — powiedziała jednemu ze swoich znajomych, kiedy zaczęła się spotykać z Hasnatem. „Dał mi wszystko, czego potrzebuję” — cytuje dalej jej słowa „Vanity Fair”. Miała nawet dla niego przezwisko: Natty. Kilka miesięcy później nazwała go „Panem cudownym”, a jej przyjaciele mówili, że był miłością jej życia. Ich romans trwał dwa lata.  Wielka miłość i zabawa z mediami  Po pierwszym spotkaniu księżniczka wracała do szpitala „prawie codziennie przez trzy tygodnie, tylko po to, żeby znów go zobaczyć” (czytamy w „The Guardian”). Z księciem Karolem rozstała się w 1992 roku, jeszcze zanim poznała Hasnata. Czekając na rozwód, mieszkała w Pałacu Kensington. Choć dorobek 36-letniego kardiochirurga był imponujący, Khan nie był typem mężczyzny, jakiego można byłoby spodziewać się po jednej z najsłynniejszych kobiet na świecie. Kamerdyner Diany, Paul Burell, mówił o tym w specjalnym programie ABC NEWS poświęconym ostatnim miesiącom życia księżnej: „To nieprawdopodobne, że ktoś taki został kochankiem księżnej. Nie jest wysportowany, nie jest przystojny ani nie jest bogaty. Więc co on takiego w sobie ma?”. Na to pytanie odpowiedział jeden z przyjaciół Diany w „Vanity Fair”: „To mężczyzna, który jest całkowicie bezinteresowny. Diana powiedziała mi, że nigdy nie spotkała kogoś takiego jak on”.  Księżna od początku dawała Khanowi do zrozumienia, że traktuje ich...

Czytaj dalej