Celeste Barber parodiuje gwiazdy i wyśmiewa ich obłudę – i za to ją kochamy!
Celeste Barber. Fot. mat. prasowe

Celeste Barber parodiuje gwiazdy i wyśmiewa ich obłudę – i za to ją kochamy!

Kiedy zaczęła na Instagramie parodiować celebrytki nie spodziewała się, że w krótkim czasie sama osiągnie status gwiazdy. Jej konto obserwuje dziś ponad 7 milionów osób, a Celeste Barber stała się twarzą ruchu body positive.
Magdalena Żakowska
20.07.2020

Kiedy miała 16 lat, zdiagnozowano u niej ADD i zaczęła brać leki, w wyniku czego znacznie straciła na wadze. Nie była szczupła, ale na pewno szczuplejsza niż wcześniej. Nie czuła głodu, ubrania leżały na niej lepiej, a rówieśnicy zaczęli dostrzegać w niej atrakcyjną dziewczynę. Właśnie wtedy zaczęła świadomie myśleć o swoim ciele i zdała sobie sprawę, jak wiele w jej życiu od niego zależy – od samoakceptacji, przez życie towarzyskie po osiągnięcia w nauce. Mniej więcej w tym samym czasie zakochała się w serialu „Przyjaciele” i zorientowała się, że nawet w komedii kobiety muszą być szczupłe i atrakcyjne. I chociaż marzyła o tym, żeby zostać aktorką, to tak naprawdę, gdzieś w środku, wiedziała, że nigdy nie osiągnie w tym zawodzie sukcesu. Właśnie dlatego, że nie jest wystarczająco atrakcyjna.

Kocham go jak wino w lodówce

Urodziła się w szczęśliwej rodzinie w Nowej Południowej Walii w Australii. Ani za biedni, ani za bogaci, zdrowi i szczęśliwi ludzie, otoczeni przyrodą i gromadą psów – tak zapamiętała swoje dzieciństwo. Rodzice i starsza siostra zawsze w nią wierzyli, ale Celeste nie wierzyła im, że mogą w nią wierzyć. Skąd to niskie poczucie własnej wartości? Nabawiła się go w szkole, w kontaktach z rówieśnikami, oglądając telewizję i kolorowe magazyny. Kobiety tam przedstawiane, były, jak uważała, lepsze od niej – ładniejsze, szczuplejsze, bogatsze, pewne siebie i bardziej wygadane. O ile pewność siebie potrafiła fantastycznie naśladować i odegrać, o ile wyrobiła sobie cięty język i poczucie humoru, to wiedziała, że urodą nigdy im nie dorówna. 

Celeste Barber Bella Hadid
Modelka Bella Hadid i Celeste Barber. Fot. @celestebarber

Zdała do szkoły aktorskiej, ale sama siebie obsadzała w drugim planie – zarówno w życiu, jak w pracy. Odpuściła walkę o role w filmach, zatrudniła się jako barmanka i zrezygnowała z marzeń. Dopiero miłość sprawiła, że Celeste Barber uwierzyła w siebie. A w zasadzie nie tyle fakt, że się zakochała, co odkrycie, że z wzajemnością. 

W barze, w którym pracowała, poznała Apiego, surfera i świeżo rozwiedzionego ojca dwóch małych dziewczynek, 2-letniej Ashry i 4-letniej Kyah. To ten sam Api, który na Instagramie Celeste Barber funkcjonuje pod hasztagiem #hothusband. Pobrali się, mają dwóch synów i wspólnie wychowują córki Apiego z pierwszego małżeństwa.

„Szybko zorientowałam się, że w naszym związku należy wyznaczyć podstawowe zasady. Każde z nas ma mocniejsze strony i musimy zrobić z nich użytek. Ja jestem zabawna. On jest seksowny” – napisała w swojej książce „Challenge Accepted”. „Małżeństwo z osobą obiektywnie seksowniejszą niż ja otworzyło mnie na nowe formy komunikacji z ludźmi, którzy w normalnych warunkach raczej nie poświęciliby mi swojego czasu. Pewna kobieta pofatygowała się na przykład na drugą stronę ulicy, żeby pogratulować mi tego, że udało mi się zatrzymać przy sobie takiego faceta. Zdaje się, że powinnam nie ściągać z nóg butów do stepowania – może wtedy ludzie dostrzegliby, kto tu tak naprawdę jest szczęściarzem. A serio – mój mąż jest świetnym facetem. Jest fajnym ojcem i naprawdę nieźle mnie znosi. Kocham go jak wino w lodówce”.

Jasna dupa! Jestem Kim Kardashian!

Zamieszkali na Wybrzeżu Środkowo-Północnym Nowej Południowej Walii. To obszar położony na wschodnim skraju Australii, oddalony około 45 minut drogi od cywilizacji. Chociaż wcześniej Celeste Barber nawet nie wyobrażała sobie, że mogłaby zostać matką – bo nie zasłużyła, bo jest nieodpowiedzialna, bo nie znajdzie nikogo, kto chciałby zostać ojcem jej dzieci – w krótkim czasie urodziła dwóch synów, 10-letniego dziś Lou i 6-letniego Buddy'ego. W zawodzie aktorki nadal szło jej pod górę, skupiła się więc na wychowaniu dzieci i śledzeniu kont ulubionych celebrytek na Instagramie. Do czasu. 

Celeste Barber Zoe Kravitz
Aktorka Zoe Kravitz i Celeste Barber. Fot. @celestebarber

„W pewnym momencie Instagram zalała fala zdjęć, których celem było obniżenie poczucia naszej własnej wartości. Z naturalnością niewiele to miało wspólnego. Do tego stopnia, że musiałam sprawdzać nazwę użytkownika, żeby zidentyfikować autorkę i bohaterkę zdjęć” – pisze Celeste w książce. „Uwielbiam się śmiać. Jedyną osobą na świecie, której sprawia to tyle samo radości, jest moja siostra Olivia. Przesyłałyśmy sobie nawzajem zrzuty z ekranów zdjęć i rzucałyśmy sobie wyzwania: przyjąć odpowiednią pozę i zrobić imitację fotki”. Pierwsze takie zdjęcie opublikowała na Instagramie z hasztagiem #challengeaccepted w styczniu 2015 roku. Na pierwotnym zdjęciu celebrytka pozowała wygięta w dziwnej pozie jogi na klatce schodowej. Na zdjęciu z Celeste – możecie sobie wyobrazić!

Rozbawiała w ten sposób znajomych (wówczas było ich, jak twierdzi, niewiele ponad pięćdziesięciu) przez kilka tygodni. Tydzień po tym, jak liczba obserwujących urosła do 2 tysięcy, odezwała się do niej dziennikarka z ABC Online z propozycją wywiadu o jej wizji mediów społecznościowych. Liczba obserwujących błyskawicznie wzrosła do 5 tysięcy. „Jasna dupa! Nie jestem już kimś, kto tylko wyśmiewa się z Kim Kardashian, JA NIĄ JESTEM” – pomyślała. 

Celeste Barber Emily Ratajkowski
Modelka Emily Ratajkowski i Celeste Barber. Fot. @celestebarber

Najśmieszniejsze zdjęcia Celeste to parodie Kim, Belli Hadid i Emily Ratajkowski, czyli celebrytek, które do mistrzostwa opanowały sztukę selfie. Kiedy Emily Ratajkowski wrzuciła swoje nagie (oczywiście z odpowiednio zakrytymi przez słodkie ikonki kwiatków częściami intymnymi) zdjęcie z długim podpisem dotyczącym walki o prawo do aborcji, Celeste błyskawicznie wrzuciła swoje zdjęcie w tej samej pozie, tyle że w białych majtasach, z których wystaje bezkształtny zielony krzak, z podpisem: „Jakiś tekst o feminizmie i sile kobiet”. I tak od pięciu już lat konsekwentnie nakłuwa balon narcyzmu na Instagramie, a przy okazji przekonuje kobiety, że powinny się kochać i akceptować dokładnie takimi, jakie są. „Jestem jedną z tych kobiet, które nie potrafiłyby ukryć swojej miłości do jedzenia, nawet gdyby jej za to zapłacili. Jestem dość wysoka, więc kosze ciastek z kremem i lodów, które pochłaniam za jednym posiedzeniem, nie podwajają objętości mojego podwójnego podbródka, tylko rozkładają się równomiernie po wszystkich moich krągłościach” – pisze. I zaciekle atakuje kulturę Body Shaming. A jest za co!

Wystarczy przyjrzeć się kolorowym magazynom dla kobiet – nawet jak chcą być Body Positive, to wychodzi im odwrotnie. Ashley Graham przy okazji każdego wywiadu, jakiego udziela, zostaje przedstawiona jako modelka plus-size, Celeste Barber nie jest aktorką, komiczką i stand uperką, tylko przedstawicielką ruchu Body Positive, a dziennikarki skupiają się w rozmowie z nimi na ich wadze i poczuciu własnej wartości. Taki temat nigdy nie towarzyszy natomiast rozmowie z modelkami chorobliwie szczupłymi. „Zdarza mi się ostatnio, że ludzie komentują moje zdjęcia tekstami o tym, że schudłam i moje parodie nie są już przez to takie śmieszne” – pisze Celeste. „Ale w nich nigdy nie chodziło o moją wagę! To świat dopisał sobie ten temat. Ja chciałam być po prostu śmieszna”. 

Celeste Barber książka
Książka Celeste Barber „Challenge Accepted”. Fot. mat. prasowe

Mimo że Celeste Barber jest dziś instagramową celebrytką, której zasięg porównuje się do zasięgów parodiowanych przez nią gwiazd, to konsekwentnie odmawia czerpania z tego tytułu zysków, a samą siebie nazywa „antyinfluencerką”. „Nie potrafię zajmować się czymś, co wzbudza we mnie mieszane uczucia” – twierdzi. „Szczególnie że większość firm, które zgłaszają się do mnie z propozycją reklamową, produkuje herbatki oczyszczające!”. I chociaż czasem jej parodie są okrutnie śmieszne, to jest to śmiech pozytywny, który nie jest oceniający wobec parodiowanych. Dlatego do fanek Celeste Barber należą też bohaterki jej parodii, m.in. Emily Ratajkowski, Liv Tyler, Diane Kruger i Gwyneth Paltrow. „Bo seksowne dziewczyny też mogą być fajne” – śmieje się Celeste, odwracając schematy. 

Książka Celeste Barber „Challenge Accepted!” ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa MUZA SA (Warszawa 2019)

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Charlize Theron The Old Guard
Charlize Theron w filmie „The Old Guard”. Fot. materiały prasowe

Wojowniczka Charlize Theron.  „Co cię nie zabije...”

Kiedy miała 15 lat, mama na jej oczach zastrzeliła ojca. W jej obronie. Ale Charlize Theron nigdy nie postrzega siebie jako ofiary. Woli widzieć się w rolach twardych wojowniczek. Taka też będzie w nowym filmie Netfliksa „The Old Guard".
Magdalena Żakowska
14.07.2020

Seksowna blondynka, która odrzuca role seksownych blondynek. Twierdzi, że za dużo przeżyła, żeby wypaść przekonująco w komedii romantycznej. Za to świetnie się bije, strzela i walczy – tym razem w „The Old Guard”, najnowszej premierze Netflix.  Zmęczona zabijaniem Nie ma chyba drugiej aktorki, która przeszłaby dla roli taką metamorfozę, jak Charlize Theron w filmie „Monster” (2003). Żeby wypaść przekonująco jako seryjna morderczyni Aileen Wuornos, przytyła 15 kilogramów, a charakteryzacja na planie trwała codziennie ponad trzy godziny. Ale ten rodzaj wysiłku u aktorów nie jest niczym niezwykłym. To, co wyróżnia tę rolę, to wrażliwość i empatia, z jaką Charlize podeszła do swojej bohaterki. Za to, a nie za dodatkowe kilogramy, dostała Oscara, Srebrnego Niedźwiedzia i Złoty Glob. Miała wtedy 28 lat.  W filmie „Mad Max: Na drodze gniewu” (2015) stworzyła z kolei kultową już rolę Furiosy, gniewnej przywódczyni buntu, która czułość potrafi okazać jedynie swojej wiernej… ciężarówce. I chociaż Furiosa ma ogoloną głowę, twarz wysmarowaną czarną farbą i metalowy hak zamiast ręki, to biją od niej majestat i piękno. Nawet wtedy, kiedy bez mrugnięcia okiem morduje kolejnych przeciwników. A jednocześnie od razu widać, że Theron nie jest typową aktorką kina akcji, która po prostu ładnie wygląda w szortach i przepoconym dopasowanym podkoszulku.  Postać Furiosy tak bardzo odcisnęła się na jej karierze, że aktorka zaczęła dostawać propozycje ról pisanych z myślą o mężczyznach. Tak było też w przypadku „Atomowej blondynki” (2017), filmu, w którym Theron znów robi to, co do tej pory wychodziło jej tak dobrze – strzela, bije i morduje – tyle że tym razem z nienaganną blond fryzurą i na...

Czytaj dalej
Robert Downey Jr. i Susan Downey
East News

Robert Downey Jr. był na dnie, gdy poznał Susan. Ta miłość uratowała mu życie

Był rewelacyjny jako Sherlock Holmes, Dr Dolittle i oczywiście Iron Man. Ale tych roli by nie było, gdyby nie Susan, żona aktora. Robert Downey Jr. wie, że wszystko, co osiągnął, zawdzięcza swojej żonie. I okazuje jej to na każdym kroku.
Magdalena Żakowska
12.07.2020

Susan wyciągnęła Roberta Downeya Jra z dna uzależnienia, uzdrowiła i zorganizowała jego wielki powrót. Chyba największy powrót w historii Hollywood.  Robert Downey Jr. przez lata miał opinię niereformowalnego pijaka i narkomana. W więzieniu spędził rok. Dopiero Susan postawiła go do pionu. Aktor trzykrotnie próbował umówić się z nią na randkę. Bezskutecznie. Kiedy się w końcu zgodziła, miała jeden warunek: Robert musi być trzeźwy. Reżyser Guy Ritchie uważa ich za najpiękniejszą parę Hollywood. „Są jak dwie strony tej samej monety. Kochają się mimo przeciwieństw”. Chyba wszyscy zgodzimy się, że logo wytwórni filmowej znaczy coś więcej niż tylko logo. Trudno wyobrazić sobie MGM bez ryczącego lwa, DreamWorks Stevena Spielberga bez chłopca siedzącego na księżycu i łowiącego beztrosko ryby albo studio Pixar bez lampy skaczącej po „i”. Kiedy Robert Downey Jr. i jego żona Susan otwierali 10 lat temu własną wytwórnię, nie zastanawiali się długo. Ich logo to znak drogowy przedstawiający pacjenta zakładu psychiatrycznego w kaftanie i goniącą go pielęgniarkę. Trudno o lepszy symbol łączącej ich relacji.  Robert Downey Jr i Susan Downey – ta miłość była im pisana Poznali się na planie thrillera „Gothika” w 2003 roku. Robert Downey Jr. grał tam u boku Halle Berry. To była kolejna niewiele znacząca rola w jego dorobku. W Hollywood już wtedy wyprzedzała go reputacja człowieka i aktora, na którym nie można polegać. Dla Susan „Gothika” była jednak czymś więcej, pierwszym filmem, który samodzielnie produkowała dla wytwórni Silver Production, wielkim krokiem w karierze. Ostatnia rzecz, o której wtedy myślała, to związek ze słynącym z romansów przebrzmiałym gwiazdorem.  „Po raz pierwszy spotkaliśmy się w...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Zadbaj o najważniejszą osobę w twoim życiu. 5 sposobów na poprawę relacji z samą sobą 

Często słyszymy, że relacje wymagają pracy, ale myślimy wówczas o związkach romantycznych. A co z naszą relacją z samą sobą? Im jest silniejsza, tym łatwiej komunikujemy swoje potrzeby i przyciągamy odpowiednich ludzi.
Sylwia Arlak
02.07.2020

Nieudana relacja z samą sobą oznacza niskie poczucie własnej wartości, obniżony nastrój i mnóstwo innych problemów. Możemy uciszyć naszego krytyka wewnętrznego, ale będzie to wymagało sporo wysiłku i czasu. Od czego zacząć? Spróbuj wprowadzić w życie jeden, dwa zdrowe nawyki. Dobry początek zmotywuje cię do dalszej pracy. Oto pięć sposobów na poprawę relacji z samą sobą: 1. Bądź ze sobą uczciwa Jeśli chcesz poprawić relację z samą sobą, musisz uczciwie odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Jakich potrzeb nie zaspokajasz, które z nich możesz wprowadzić w życie? Czy i jakie granice musisz w związku z tym postawić? Zastanów się też, co sprawia, że czujesz się wyczerpana. Być może odbierasz telefony na długo po wyjściu z pracy, albo utrzymujesz kontakt z kimś, kto wciąż cię krytykuje. Sama najlepiej wiesz, czego ci potrzeba. Idź za tym, bądź dla siebie współczująca. Tak buduje się zaufanie do samej siebie. 2. Ćwicz współczucie Współczucie może pomóc w walce z twoim wewnętrznym krytykiem i poprawić relacje z samym sobą. Istnieje wiele ćwiczeń, które mogą ci w tym pomóc. Następnym razem, gdy skrytykujesz samą siebie, zatrzymaj się. Zamiast uciekać od tych myśli, zadaj sobie pytanie, czego ci potrzeba w tym momencie. Jeśli masz wyjątkowo głośnego krytyka wewnętrznego, możesz wyobrazić sobie, co powiedziałabyś przyjaciółce w podobnej sytuacji. Teraz wystarczy, że zastosujesz te rady do siebie. 3. Opiekuj się sobą W chwilach zwątpienia, postaw na zajęcia relaksacyjne. Idź na kawę z przyjaciółką albo poczytaj kilka rozdziałów dobrej książki. Zregeneruj się. Nie pomoże ci odpowiadanie na służbowe e-maile po godzinach pracy, ani przyjmowanie dodatkowych zleceń, jeśli i tak jesteś już zawalona robotą. Naucz się odmawiać, kiedy...

Czytaj dalej