Camilla Läckberg składa hołd kobietom, które są lojalne wobec innych kobiet
mat. prasowe

Camilla Läckberg składa hołd kobietom, które są lojalne wobec innych kobiet

„Chcę rozsadzić klatkę, w której zamyka się kobiety” – mówi Camilla Läckberg, słynna na całym świecie autorka kryminałów, która właśnie rozpoczyna nową serię. Pierwsza część, „Złota klatka” to thriller o zemście, determinacji i sile charakteru.
Patrycja Pustkowiak
22.06.2020

Camilla Läckberg zasłynęła serią szwedzkich kryminałów o dociekliwej pisarce książek non-fiction, Erice Falck. Z wykształcenia jest ekonomistką, pisać zaczęła po tym, jak dostała od rodziny na urodziny kurs kreatywnego pisania. Każdy kolejny tom z jej serii o Erice stawał się bestsellerem – podobnie, jak pierwszy tom z nowej serii, wydany w 2019 r. „Złota klatka”. Jesienią 2020 r. ukaże się w Polsce drugi tom „Strebrne skrzydła”. 

Patrycja Pustkowiak: Bohaterka pani nowej powieści, Faye, jest zamknięta w tytułowej „złotej klatce” komfortowego życia, które tak naprawdę skrywa przemoc. Faye żyje w małżeństwie, w którym nie ma równości, wciąż musi zadowalać swojego przemocowego męża. 

Camilla Läckberg: Chciałam zająć się innym niż do tej pory typem bohaterki, przekonać się, jak daleko może posunąć się zdesperowana kobieta, by bronić siebie i swojego dziecka. I ile ma w sobie mroku. Faye chce wyzwolić się od czegoś, co ją stopowało, powstrzymywało jej rozwój. Opisałam ją w momencie, w którym musi na nowo odkryć siebie. 

Zawsze, tak jest i tym razem, pisarsko motywowało mnie stawianie sobie nowych wyzwań. Myślę, że widać to w tej książce. „Złota klatka” jest czymś więcej niż thriller – to hołd dla kobiet, które są wobec siebie lojalne.

Mamy z tym problem?

Tak bywa. Łatwo wychwalać siostrzeństwo, a w praktyce wygląda to tak, że stajemy w obronie siebie, dopóki nie podważa to naszej lojalności wobec mężczyzny. Lojalność w stosunku do innych kobiet bywa postrzegana jako zagrożenie.

Mówiła pani, że wcześniej nie miała odwagi napisać „Złotej klatki”. Dlaczego?

Z wiekiem stawałam się silniejsza, odważniejsza. A odkąd skończyłam 40 lat, nie staram się już zadowalać innych. Wraz z tym, jak sama się zmieniłam, przyszła i zmiana w pisaniu. 

Camilla Läckberg kończy z serią o Erice Falck

Moja dziesiąta książka z serii o miasteczku Fjällbacka, „Czarownica”, była dla mnie jako pisarki wielkim sukcesem. 

I wtedy pojawiło się pytanie: „Co robić dalej?”. Zostać tam, gdzie jest bezpiecznie, czy wyjść ze strefy komfortu? Zdecydowałam się na to drugie – skok na głęboką wodę. Wierzę, że dopiero kiedy wyjdziesz poza tę przestrzeń, którą dobrze znasz, zaczyna się magia.

Napisała pani tę powieść teraz, kiedy mamy za sobą akcję #MeToo, która wielu kobietom dała odwagę. To było dla pani ważne?

Oczywiście, żyję przecież w społeczeństwie przede wszystkim jako kobieta, nie jako pisarka. Jasne jest, że trzeba mówić o przemocy, jakiej się doświadczyło. Przestańmy wymagać od kobiet, aby tłumiły swój krzyk, przyjmowały ciosy w milczeniu, jak niegdyś, jak moja bohaterka Faye. W kulturze długo obowiązywał schemat polegający na tym, że kobiety, które nie wahały się mówić głośno i dobitnie o przestępstwach i zdradach, jakich padły ofiarą, były karane. Postrzegane jako zagrożenie. 

Jak to możliwe? 

Na szczęście akcja #MeToo ośmieliła nas, mnie też. 

Czy myśli pani, że kobiety wciąż są wychowywane tak, by były przede wszystkim miłe i grzeczne, a dopiero oprócz tych cech miały jakieś inne?

Trudno zlikwidować ten schemat, bo społeczeństwo uwielbia oceniać kobiety, moralizować na ich temat. Normy społeczne, wpajane nam od małego, uczą, jak się zachowywać, aby być miłą dziewczynką, nie wprowadzać chaosu. A dobra, miła dziewczynka to znaczy szczupła i zgrabna, taka, na którą przyjemnie popatrzeć. Podoba się też dlatego, że jest grzeczna, zachowuje się tak, że nikogo nie zaskakuje. Dobra, a więc milcząca. Mam tego dość. Skończyła się moja cierpliwość do ludzi, którzy próbują strofować kobiety i narzucać im różne ograniczenia, czyli zamknąć je w klatce. Chcę ją rozsadzić.

Niedawno została pani żoną po raz trzeci, cieszy się pani szczęściem rodzinnym. Jak się pani udało stworzyć taki dobry, patchworkowy związek? 

W moim wieku, a mam już 45 lat, wiem już dokładnie, czego chcę i potrzebuję w relacji. Czasem musisz zaliczyć po drodze kilka wpadek, by wreszcie znaleźć swoją ścieżkę, tę właściwą. Generalnie wydaje mi się, że mężczyźni boją się kobiet sukcesu – takich, które zarabiają więcej od nich. Dlatego cieszę się, że trafiłam na takiego partnera, który wspiera mnie i moją karierę – w końcu ważną część tego, kim jestem.

Żyje pani w przyjaźni z byłymi mężami, razem wychowujecie dzieci – te z waszych związków i te ze związków z kolejnymi partnerami. Prowadzi pani otwarty dom. Jak to wszystko działa?

Uwielbiam ten model rodziny, który stworzyliśmy, choć jest zaprzeczeniem norm mówiących o tym, jak powinny wyglądać tradycyjne domy. Wydaje mi się, że kluczem jest akceptacja siebie nawzajem i ignorowanie tego, co inni pomyślą. 

A jak się pani udaje pisać przy dzieciach? Ma ich pani czworo.

Jestem uparta, systematyczna, dobrze zorganizowana. Dzielę się opieką nad dziećmi z byłymi partnerami. A kiedy sama się nimi zajmuję, wyprawiam je rano do przedszkola i szkoły, piję kawę i siadam do pisania. Czasem robię to w galerii handlowej albo kawiarni, bo paradoksalnie tam potrafię się najlepiej skupić. Mam czas do popołudnia, dopóki nie zaczną wracać, bo wtedy muszę z nimi odrobić lekcje, zjeść kolację, bawić się, położyć spać. Nie pracuję w nocy – jestem wtedy zbyt zmęczona.

Wychowała się pani we Fjällbace, szwedzkim miasteczku, znanym z pani cyklu powieściowego. 

Tak, pochodzi z niej też Ingrid Bergman. Mam nawet pamiątkę po tej wielkiej aktorce – zdjęcie, na którym trzyma mnie za rękę, kiedy byłam dzieckiem.

Rozsławiła pani rodzinną miejscowość na całym świecie. I słyszałam, że jej mieszkańcy nie tylko się nie obrazili, a wręcz prosili panią, aby to w ich ogródkach, domach umieścić jakiegoś trupa.

Tak! „Czy możesz zabić mojego szwagra?” i tak dalej. Tego rodzaju prośby były na porządku dziennym. Ludzie mieszkający we Fjällbace zawsze okazywali mi sympatię. Nie bez znaczenia jest pewnie fakt, że do miasteczka przyjeżdżają turyści, zaciekawieni lekturą moich książek. Organizowane są nawet wycieczki śladami ich bohaterów. Więc moje książki dają mieszkańcom pracę.

A co z pani pracą? To ciekawe, że studiowała pani ekonomię, pracowała nawet jako ekonomistka. A przecież od dziecka chciała być pani pisarką.

Tak, ale nie wiedziałam, jak to zrobić. Nie wierzyłam, że moje marzenie się spełni. Wreszcie mój pierwszy mąż – też ekonomista – wraz z moją mamą zafundowali mi kurs pisania kryminałów. Zaczęłam pisać. Pierwsza książka sprzedała się w nakładzie trzech tysięcy, druga już w 30. 

A gdy dostałam wyniki sprzedaży trzeciej, wiedziałam, że nie muszę wracać z urlopu macierzyńskiego do biura.

Kiedy napisałam pierwszą książkę, wiedziałam, że chcę być szeroko czytanym autorem, chcę, żeby moje książki sprzedawały się na całym świecie. Ale moją największą siłą napędową jest chęć opowiadania ciekawych historii, marketing jest tylko ważnym kluczem do tego, żeby te historie mogły się rozprzestrzeniać. Poza tym mogę podziękować jeszcze swojej własnej ciekawości, którą mam jako człowiek i pisarka – bardzo mi to pomogło w pracy.

A z jakimi reakcjami spotyka się takie podejście? Pytam, bo w Polsce chyba nadal pokutuje przekonanie, że talent to dar od Boga, a pisarz jest natchniony i nie powinien kalkulować. Jak jest w Szwecji?

Myślę, że to się zmieniło z biegiem czasu. Kiedy debiutowałam, to przekonanie, o którym pani mówi, było popularne. Moje podejście traktowane było ze zdziwieniem, zwłaszcza przez środowisko literackie, jakbym przekraczała jakieś tabu. Inna sprawa, że w Szwecji mamy silną tendencję do dzielenia literatury na mniej i bardziej znaczącą. Nie podoba mi się ten trend. Czytanie jest prawdopodobnie drogą ku nauce języka, kluczem do równości i przyczynkiem do tego, żeby pogłębiać swoją wiedzę o świecie, o sobie. Nieważne, co czytasz, czytaj. I zachęcaj do tego innych.

książka Camilli Lacberg
mat. prasowe

„Złota klatka”, Camilla Läckberg, tłum. Inga Sawicka, wyd. Czarna Owca 2019

***

Rozmowa z  Camillą Läckberg ukazała się w „Urodzie Życia” 5/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Camilla Lackberg
mat. prasowe

Camilla Läckberg wraca w „Srebrnych skrzydłach” do tematu przemocy wobec kobiet 

„Dobry związek opiera się na wzajemnej miłości i szacunku. Nie można drugiego człowieka traktować jak trofeum” – mówi pisarka w swojej nowej książce „Srebrne skrzydła”.
Anna Zaleska
09.10.2020

Przez całe życie miałam szczęście do mężczyzn. I tych, z którymi się umawiałam na randki, i tych trzech, których poślubiłam”, opowiada Camilla Läckberg. Ale bohaterki jej powieści „Srebrne skrzydła” mają gorsze doświadczenia. Anna Zaleska: Twoja nowa książka „Srebrne skrzydła” mogłaby mieć podtytuł: „Kobiety, które nienawidzą mężczyzn” – parafrazując Stiega Larssona. I dodajmy od razu, że mają ku temu poważne powody.  Camilla Läckberg: Nie powiedziałabym, że to książka o kobietach, które nienawidzą mężczyzn. Osobiście kocham mężczyzn, jestem szczęśliwą żoną jednego z nich. (śmiech) Ale w serii o Faye, którą zapoczątkowała powieść „Złota klatka”, chcę zgłębiać świat, w którym kobiety naginają społeczne normy i robią rzeczy zwykle kojarzone z mężczyznami. Jeśli to jest odbierane jako agresja wobec mężczyzn, to dlatego, że społeczeństwo oczekuje innych zachowań od mężczyzn i od kobiet. Kobiety mają być grzecznymi dziewczynkami, a jeśli nie są, automatycznie przypisuje im się to, co najgorsze. Wszystkie kobiety w twojej powieści zostały skrzywdzone przez mężczyzn. Jakie są twoje osobiste doświadczenia? Przez całe życie miałam szczęście do mężczyzn. I tych, z którymi się umawiałam na randki, i tych trzech, których poślubiłam. Wszyscy byli wspaniałymi facetami, wspierali mnie, pomogli mi stać się taką osobą, jaką jestem. Ale muszę ze smutkiem przyznać, że każda z kobiet w moim otoczeniu choć raz była w związku z kimś, kto ją źle traktował. Bohaterki „Srebrnych skrzydeł” poślubiły władczych biznesmenów, którzy odnieśli wielki sukces zawodowy i finansowy… Taki związek nie może się udać?  Dobry związek opiera się na wzajemnej miłości i...

Czytaj dalej
Katarzyna Bonda
fot. Magdalena Łuniewska/Buku Team

Katarzyna Bonda: „Każda samotna matka w jakimś stopniu jest wojowniczką”

Odniosła zawodowy sukces, jej córka powoli dorasta, a ona na nowo uwierzyła w miłość. „Teraz mogę sobie odpuścić, odłożyć broń, wyrzucić wszystkie ukryte sztylety”, mówi królowa polskiego kryminału.
Marta Strzelecka
28.05.2020

Jest jedną z najpoczytniejszych i najlepiej rozpoznawalnych polskich pisarek. Znaki szczególne? Długie blond włosy i sukienki – zawsze o tym samym kroju. Jednak to nie wygląd sprawił, że jest uznawana za królową polskiego kryminału . Tylko talent, wytrwałość i wyjątkowa odwaga, którą pisarka skromnie nazywa „niefrasobliwością”. Chociaż w swoich książkach kryminalnych Katarzyna Bonda pisze o przemocy, bólu i zbrodniach, to praca nad pierwszym romansem okazała się na tyle niebezpieczna (dosłownie – pisarce grożono) i obciążająca emocjonalnie, że nie mogła jej skończyć przez kilkanaście lat. „Zorientowałam się, że opowiadanie o miłości sprawia mi trudność”, przyznaje Bonda. Pierwsza część trylogii romantycznej „Miłość leczy rany”, ukazała się wreszcie pod koniec 2019, a autorka zadedykowała ją byłemu partnerowi, który – jak mówi – przywrócił jej wiarę w miłość. Teraz Katarzyna Bonda wraca do kryminalnych korzeni i razem z psychologiem sądowym Bogdanem Lachem napisała reportaż „Motyw ukryty. Zbrodnie, sprawcy i ich ofiary. Z archiwum profilera”.   Marta Strzelecka: W tym słonecznym mieszkaniu pisze pani o zbrodniach? Katarzyna Bonda: Mieszkam tu od niedawna, od ponad roku. I tak się składa, że właśnie tu skończyłam pracować nad moją pierwszą książką o miłości. Najwięcej słońca wpada do gabinetu, jest w nim naprawdę jasno. Kiedy weszłam do tego mieszkania po raz pierwszy, poczułam się jak w domu. Wcześniej żyłyśmy z córką w mniejszej przestrzeni, wszystko w jednym pokoju, wszędzie książki. Pisałam w nocy, siadałam przy biurku, kiedy dziecko zasypiało. Teraz ma swój pokój. Nie ma tu pokoju dla męża? Nie ma, ale nie wykluczam. Wystarczy tylko zmienić aranżację wnętrza. Wierzę w miłość....

Czytaj dalej
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel. Fot. Kuba Dąbrowski

Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński o nowej książce, permanentnej okupacji Polski i rocznicy ślubu 

Co konserwatywna profesorowa Szczupaczyńska powiedziałaby na Strajk Kobiet? Publicznie kręciłaby głową na „nieprzystojne zachowanie pań”, ale w głębi duszy wiedziałaby, że mają rację – mówią twórcy serii kryminałów o polskiej Pannie Marple
Magdalena Żakowska
24.11.2020

Minęło dokładnie 120 lat od najsłynniejszego mezaliansu minionego stulecia – ślubu krakowskiego poety Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną. Wbrew przewidywaniom opinii publicznej i rodziny pana młodego, małżeństwo Rydlów było bardzo udane. Świadkiem na ich ślubie był Stanisław Wyspiański, a wesele przyjaciół opisał później w słynnym dramacie. Teraz Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński wprosili na ślub i wesele do Rydlów swoją profesorową Szczupaczyńską , główną bohaterkę  serii kryminalnej, którą piszą wspólnie pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa. Właśnie ukazał się trzeci tom cyklu, „Złoty róg” (Wydawnictwo Znak Literanova), w którym Zofia Szczupaczyńska tropi sensacje na weselu w Bronowicach, a przy okazji wpada na trop mordercy.  Magda Żakowska: W poprzednich tomach pokazaliście Kraków, jako miasto zafascynowane rytuałem pogrzebu, teraz ślubem. Ale czy ślub Lucjana Rydla naprawdę budził aż takie zainteresowanie, jak w waszej książce? Piotr Tarczyński: O tak, ówczesny Kraków ekscytował się absolutnie wszystkim – niewiele się w mieście działo, więc każda znaczniejsza uroczystość, czy to pogrzeb kogoś znanego, czy to ślub, urastało do rangi prawdziwego wydarzenia. A Lucjan Rydel, syn rektora uniwersytetu i młody poeta, po pierwsze był w Krakowie dość rozpoznawalną postacią, a po drugie sam umiejętnie podsycał zainteresowanie, utrzymując datę uroczystości do końca w tajemnicy. No i nie zapominajmy o wymiarze klasowym. Ślub inteligentna z chłopką budził zrozumiałe – choć często niezdrowe – zaciekawienie… Jacek Dehnel: …które potem zresztą przeniosło się na zainteresowanie dramatem Wyspiańskiego. Część publiczności nie szła wcale na sztukę wybitnego pisarza, tylko chciała przynajmniej tak...

Czytaj dalej
Vedrana Rudan
Vedrana Rudan. Fot. Kamil Szkopik

Vedrana Rudan: Podziwiam Polki, jestem z wami, wspieram Strajk Kobiet!

Nikt nie pisze o piekle kobiet tak bezkompromisowo i sugestywnie, jak ona. Zna je na wylot, bo sama przez nie przeszła. „Podziwiam Polki. Kiedy mężczyźni was wkurzą, wychodzicie na ulice” – mówi pisarka Vedrana Rudan.
Magdalena Żakowska
27.10.2020

Chorwacka pisarka Vedrana Rudan mówi o sobie, że wychowała się w typowej chorwackiej rodzinie.  Pierwszy raz pobiła mężczyznę, kiedy miała 12 lat. Chciał ją zgwałcić i chociaż był od niej wyższy o głowę, to i tak dosyć długo leżał później w szpitalu. 10 lat później próbowała zabić ojca , a później przez lata żyła w przemoc owym związku ze swoim pierwszym mężem. Na szczycie listy jej wrogów znajdują się mężczyźni, a zaraz za nimi politycy i kler. Nie oszczędza nikogo, ale najbardziej okrutna jest wobec samej siebie. Vedrana Rudan tnie językiem jak brzytwą.   Magdalena Żakowska: Pani kolejne książki to różne rozdziały pani życia. Zaczęło się od „Ucho, gardło, nóż”, gdzie opisała pani okropieństwa wojny na Bałkanach i dramatyczną sytuację kobiet w powojennej rzeczywistości. Vedrana Rudan: Ta wojna zmieniła wszystko. Także dla mnie. Zanim wybuchła byłam dziennikarką radiową. Z dnia na dzień straciłam pracę, bo mój drugi mąż jest Serbem. Potem większość oszczędności straciłam na to, aby uchronić syna przed poborem do armii. Z dnia na dzień zostaliśmy bez środków do życia. Po wojnie długo ciągnęła się za mną ta „zła Chorwatka”, która wyszła za Serba. Nie mogłam znaleźć pracy, nie mogłam pisać w gazetach, a bez pisania nie potrafiłam żyć. Napisałam więc książkę pełną gniewu na świat. Bicie kobiet to nasz sport narodowy Narratorką „Ucha…” jest 50-letnia kobieta, która w radykalnym, nabitym wulgaryzmami monologu rysuje gorzki obraz otaczającego ją świata. W Polsce pani powieść wystawiła w Teatrze Polonia Krystyna Janda. Jej monodram nie schodził z afisza przez dwa sezony.  W Chorwacji publikacja tej książki wywołała skandal. Wojna to u nas nadal...

Czytaj dalej