Wyjątkowa miłość: Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”
Ewa Lipska/Fotonova

Wyjątkowa miłość: Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”

„Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie” – pisała Wisława Szymborska do Kornela Filipowicza. Byli ze sobą 23 lata. I była to wyjątkowa miłość, choć nie mieli ślubu i nie mieszkali ze sobą.
Magdalena Żakowska
01.07.2020

Ich znajomi mówili, że związek poetki Wisławy Szymborskiej i pisarza Kornela Filipowicza był „organiczny”, że tworzyli jedność. A przecież nie byli typową parą, nawet ze sobą nie mieszkali. Za to codziennie pisali do siebie listy. Czułe, intymne, zabawne. „Kocham Cię bezustannie, tylko z przerwą obiadową” –pisze Szymborska, choć wszyscy wiedzą, że kocha go nieustająco. W innym wyznaje: „Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest przy Tobie”. Kiedy w połowie lat 60. zbliżyli się do siebie oboje mieli już za sobą inne małżeństwa, nie byli też młodzi. Wisława Szymborska była po 40, Filipowicz starszy od niej o dziesięć lat po 50. Na czym polegał fenomen tej miłości?

Wisława Szymborska
Archiwum Fundacji Wisławy Szymborskiej

Kilka spraw ustalili od razu: będą mieszkać oddzielnie, telefon co najmniej dwa razy dziennie (rano na dzień dobry, wieczorem na dobranoc), spotkania częste. Wszyscy, którzy ich znali i mieli okazję obserwować narodziny tego uczucia, podkreślają, że bardzo do siebie pasowali. Oboje dość staroświeccy, powściągliwi i niezwykle życzliwi. Sprawiali wrażenie melancholijnych samotników. Niełatwo było poznać, że są razem.

„Nie manifestowali publicznie swoich uczuć. Wisława nie poprawiała Kornelowi krawata, on nie otulał jej czule płaszczem. Byli niezwykle powściągliwi – wspomina przyjaciółka Szymborskiej, Teresa Walas. – To było obce ich naturze. Nie mieszkali ze sobą, bo nie czuli potrzeby chodzenia w jednym zaprzęgu. Poza tym, jak mówiła sama Wisława, nie wyobrażali sobie pracy w jednym domu. Dwie stukające maszyny do pisania? To by było dla nich nie do zniesienia”.

Wisława Szymborska: „Boże, jaki piękny mężczyzna”

Na „ty” przeszli gdzieś między grudniem 1966 roku a kwietniem 1967, chociaż poznali się 20 lat wcześniej. Ale wtedy oboje byli jeszcze w innych związkach. Szymborska w 1948 roku wyszła za mąż za wieloletniego narzeczonego, poetę Adama Włodka. Ich związek zakończył się rozwodem w 1954 roku. Filipowicz miał dwie żony – malarkę awangardową Marię Jaremę, która zmarła w 1958 roku, i historyczkę sztuki Marię Próchnicką, z którą rozwiódł się w 1965 roku.

Po raz pierwszy Szymborska i Filipowicz spotkali się w 1946 roku. „Nie pamiętam, gdzie to było, ale pamiętam wrażenie, jakie na mnie zrobił – opowiadała Annie Bikont i Joannie Szczęsnej, autorkom jej biografii. – Siwiejący blondyn, opalony, w niebieskich wypłowiałych spodniach, bluzie w takim cudownym żółtym rozbielonym kolorze. Pomyślałam: »Boże, jaki piękny mężczyzna«. Ale to nie miało wtedy żadnych konsekwencji. Przez całe lata patrzyliśmy na siebie z daleka. Myślę, że dopóki byłam w partii, nic między nami nie było możliwe”. Szymborska wystąpiła z partii w 1966 roku, na co wpływ miała na pewno znajomość z Filipowiczem. Później wielokrotnie podpisywała listy w obronie opozycji, ale nigdy nie była tak zaangażowana społecznie i politycznie jak Filipowicz.

„Życie Wisełki było kameralne” – opowiadała jej przyjaciółka, poetka Ewa Lipska. – „Żyła tak, żeby mieć czas na pisanie wierszy. (…) Ważne było, że ma pojechać do siostry na obiad, zabrać słoiki”. W czwartki Nawoja, siostra Szymborskiej, wydawała wystawny obiad dla niej i jej najbliższych przyjaciół. To, co zostało, poetka zabierała ze sobą w słoikach do domu. Starczało na tydzień.

Filipowicz ciągle gdzieś pędził – ze spotkania na spotkanie. W czasie wojny był w konspiracji, po wojnie udzielał się w Związku Literatów Polskich, zakładał Towarzystwo Kursów Naukowych, w stanie wojennym zajmował się rozdzielaniem stypendiów i pieniędzy, które napływały z PEN Clubu i od Jerzego Giedroycia. Był socjalistą w starym, przedwojennym tego słowa znaczeniu. „Kiedy już bardzo zapadł na zdrowiu i jego dni były policzone, przyjechał do niego Jan Józef Lipski i wręczył mu legitymację PPS z niskim, jednocyfrowym numerem. To była jego ostatnia radość” – opowiadała Szymborska.

Mały Kornelek całuje rączki

Ich listy można podzielić na trzy grupy: literackie, miłosne i... wędkarskie. W pierwszych przyjmują role – ona najczęściej hrabiny Heloizy Lanckorońskiej, on jej plenipotenta Eustachego Pobóg-Tulczyńskiego. To historyczne wcielenia obojga sprzed 60 lat. Widać, że pisząc je, bawili się świetnie: „Wielce Szanowna i Łaskawa Pani Hrabino! Zajechaliśmy na miejsce szczęśliwie” – pisał Filipowicz z Lanckorony. – „Występ dobroczynny J.W. Pani Hrabiny w tutejszym Kole Gosp. Wiejskich zapowiedziałem na najbliższą sobotę. P.S. Mały Kornelek rączki Pani Hrabiny Dobrodziejki całuje”.

W listach pojawia się też często fikcyjna postać Gieni – uosobienie niezbyt bystrej, ale upartej rywalki, o którą Szymborska jest zazdrosna: „Dzisiaj jest piątek, imieniny Gieni” – pisała. – „Z pewnością bawisz się teraz wesoło, nastawiasz płyty z Ireną Santor, jesz tort biszkoptowy i pijesz wino porzeczkowe w towarzystwie gospodyni, pana Karola, pana Cześka i koleżanki Gieni – Dziuni. Właściwie pić wina Ci nie wolno, ale Ty wolisz się do tego nie przyznawać, bo zaraz nazajutrz miałbyś Gienię z walizką u siebie w domu. Nie myśl sobie, że ja tego wszystkiego nie widzę!”.

Ale chyba najbardziej zabawne są anonimowe donosy Szymborskiej na samą siebie: „Panie Filipowicz! Ta intrygantka obiecała pańskiemu Kotu żywą mysz chconc sobie zjednać Jego przychylność. Przezacny Kot pozostał głuchy na te oferte ale co będzie dalej nie wiem bo bardzo lóbi myszy a dawno ich nie jad” albo: „Osoba z którą się Pan zadajesz nie wie nawet gdzie ryba ma głowe a gdzie ogon. Zastanóf się Pan czy taka znajomość nie kąpromituje uczciwego rybaka”.

Listy miłosne z kolei wzruszają powściąganą czułością. Więcej w nich delikatnej ironii niż wyznań. Erotyki nie ma wcale. Kiedy Filipowicz zapowiada, że zamierza zgolić wąsy, Szymborska odpowiada: „Wiadomość ta uderzyła we mnie jak grom z jasnego nieba. Chciałam przecież wypchać nimi poduszkę na szpilki”, ale zaraz dodaje „Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie”. – „Dla mnie te listy są prawdziwym odkryciem. Nie spodziewałam się, że łączyła ich taka czułość”– mówi Teresa Walas. – „Wzruszyłam się, kiedy je czytałam. Są sentymentalne, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Znając ich, spodziewałam się, że łączy ich jakiś rodzaj erotycznej przyjaźni, że to związek życiowo-intelektualny, cementowany też faktem, że obracają się w jednym środowisku. Tymczasem oni otaczali się wzajemnie opieką, byli dla siebie troskliwi, nieustannie pragnęli sprawiać sobie drobne przyjemności. Jest w tym jakaś niezwykła świeżość uczuć. A przecież gdy się ze sobą zeszli, byli dojrzałymi już ludźmi, każde ze swoim życiowym bagażem…”

I wreszcie listy wędkarskie. „Byłem wczoraj w miejscu, gdzie znalazłaś dziwnego grzyba. Ryby nie brały...” albo „Połowy katastrofalne! Ja: 2 liny i 1 węgorz. Nie licząc drobnicy” albo „Dziś od rana pogoda. Ryby: ja złowiłem szczupaka i leszcza – Miecio pięknego lina”. Jak ona to znosiła? Z rozczuleniem i wyrozumiałością. Kochała w nim wszystko, nawet wędkarstwo, majsterkowanie i skłonność do gromadzenia niepotrzebnych przedmiotów.

 

„Kiedy pewnego razu powiedziałam ukochanemu mężczyźnie, że buty, które nosi, nadają się już tylko do wyrzucenia, zerwał ze mną kontakt wzrokowy, otworzył okno i z melancholią zaczął spoglądać w dal” – pisała w „Lekturach nadobowiązkowych”.

W latach 70. poświęciła mu „Wierszyk napisany na imieniny...”: „Należy do tych mężczyzn, co wszystko chcą robić sami. / Trzeba go kochać łącznie z półkami i szufladami. / Z tym, co na szafkach, w szafkach i co spod szafek / wystaje. / Nie ma rzeczy, co nigdy na nic się nie przydaje (...)”.

Pani Podbierakowa od Nobla

Mieli podobne poczucie humoru, lubili płatać innym figle. Często chodzili do sklepów z kuriozami. Kupowali tam sztuczne muchy, które kładli potem na maśle, kiedy przychodzili goście, raz sami uszyli ze skrawków futer szczura, którego podrzucili przyjaciółce w łazience. Kiedy Ewa Lipska wyjeżdżała do Niemiec, Filipowicz obarczył ją misją kupienia sztucznych kup. Przywiozła aż trzy, ale nie wie, komu zostały podłożone. – „Kiedy jechałam do Stanów, postanowiłam kupić im kaszlącą popielniczkę, oboje byli palaczami” – wspomina Teresa Walas. – „Wszystkim nam bliski był ten duch zabawy, często absurdalnej. Żyliśmy wtedy takimi idiotycznymi żartami. Był to sposób na odreagowanie szarej rzeczywistości, która nas otaczała”.

Oboje z wyboru nie mieli samochodów i nie potrafili prowadzić. Na wakacje z reguły więc kogoś zapraszali. Spędzali je pod namiotem albo na kwaterze. Kwatery w Wielkopolsce. Biwaki w Nowosądeckiem nad Dunajcem, Rabą, Skawą. „Wyjeżdżaliśmy zwykle z Krakowa koło siódmej rano” – opowiadała Ewa Lipska. – „Z przodu mój mąż, Władzio, który prowadził, i Kornel, a ja z Wisławą z tyłu, z dżdżownicami. Jak zajeżdżaliśmy na brzeg, Kornel,w kapeluszu z wpiętymi złotymi rybkami, w milczeniu rozkładał wszystkie swoje zabawki – haczyki, spławiki. My obie brałyśmy zawsze ze sobą »Sterny«, »Spiegle« i wyszukiwałyśmy artykuły sensacyjne, skandale, zbrodnie. Wisława przygotowywała jedzenie, zbierała grzyby, wiązanki kwiatów albo stała z podbierakiem. Mówiliśmy o niej »Pani Podbierakowa«. Kiedy ryba była za mała, Filipowicz zdejmował ją z haczyka i wypuszczał ze słowami »Amnestionuję cię«. Te większe sam zabijał i patroszył”.

Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz
Archiwum Fundacji Wisławy Szymborskiej

Szymborska nie była typem biwakowiczki. Wrażliwości na przyrodę nauczył ją dopiero Filipowicz. Otwarcie mówiła o tym, że w młodości nużyły ją opisy przyrody i najczęściej je opuszczała. Zmieniło się to dopiero pod wpływem lektury opowiadań Filipowicza.

Kiedy umarł w 1990 roku, nigdy więcej nie pojechała już do tych miejsc, gdzie bywali razem. „Przyjmuję do wiadomości, / że – tak jakbyś żył jeszcze – / brzeg pewnego jeziora pozostał piękny jak był. (…) / Na jedno się nie godzę. / Na swój powrót tam. / Przywilej obecności – / rezygnuję z niego (...)” – pisała w „Po-żegnaniu widoku”. I dopiero po śmierci Filipowicza po raz pierwszy publicznie (podczas rozmowy z niemiecką stacją telewizyjną) wyznała: „Byliśmy ze sobą 23 lata. Cudowny człowiek, świetny pisarz. Nie mieszkaliśmy razem, nie przeszkadzaliśmy sobie. Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”.

– „O śmierci Kornela nigdy nie rozmawiała” – mówi Teresa Walas. – „Kiedy to się stało, zniknęła na miesiąc. Nie szukała współczucia i nie chciała obarczać nikogo swoim cierpieniem. Taką miała naturę”.

Potem dwa razy do roku organizowała imprezy, na które zapraszała 20 gości: w rocznicę śmierci Włodka i w rocznicę śmierci Filipowicza. Wszyscy spotykali się najpierw na cmentarzu, a później byli zapraszani do niej na obiad. To podczas tych spotkań powstał pomysł wydania książki „Byliśmy u Kornela. Rzecz o Kornelu Filipowiczu”. Szymborska wybrała jego zapiski z dziennika i wiersze, zrobiła podpisy do zdjęć. Książka ukazała się w 20. rocznicę jego śmierci. Wisława Szymborska bardzo wysoko ceniła jego twórczość i umysł. Podobno na wieść o tym, że przyznano jej Nobla, powiedziała: „To Filipowicz powinien dostać jako prozaik wielką nagrodę”.

Wisława Szymborska
East News

Korzystałam z książek: „Pamiątkowe rupiecie” Anny Bikont i Joanny Szczęsnej (Znak, 2012), „Nic zwyczajnego” Michała Rusinka (Znak, 2016), „Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy” Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza (Znak, 2016).
***
Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 1/2017

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Wisława Szymborska o miłości, książkach i życiu – najpiękniejsze cytaty poetki-Noblistki

Wisława Szymborska opublikowała około 350 wierszy. Dlaczego tylko tyle? Jak mówiła sama Noblistka: „Mam w domu kosz”. Była skromna i prawdziwa tak, jak jej twórczość.
Sylwia Arlak
30.06.2020

Kiedy Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla, najbardziej przestraszyła się tego, że… zacznie być rozpoznawana. A tym, co ceniła sobie w życiu najbardziej, była prywatność i spokój. Nie lubiła mówić o sobie. Za to pięknie mówiła o nas: o życiu, świecie, o miłości albo o miłości do książek. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że „mówimy Szymborską”, tak bardzo jej słowa weszły już do naszego codziennego słownika.  Wisława Szymborska – najpiękniejsze cytaty: 1.  „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny. (…) Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy”. 2.  „Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”. 3.  „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. 4.  „Jestem, jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek” 5.  „Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył”. 6.  „Czemu ty się, zła godzino, z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś – a więc musisz minąć. Miniesz – a więc to jest piękne”. 7.  „Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma...” 8.  „Albo go kocha, albo się uparła. Na dobre, na niedobre i na litość boską”. 9.  „Człowiek, który nie poczuł smaku swoich łez – nie jest prawdziwym człowiekiem”. 10. „Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie”. 11. „Po każdej...

Czytaj dalej
East News

Michalina Wisłocka wyzwoliła kobiety z seksualnych tabu i kiepskiego seksu

Zrewolucjonizowała życie seksualne w niejednej sypialni, a sama przeżyła swój pierwszy orgazm dopiero przed czterdziestką. Dopóki Michalina Wisłocka nie poznała Jerzego, miłości swojego życia, seks mógł dla niej nie istnieć.
Sylwia Arlak
01.07.2020

Życie w trójkącie to był jej pomysł. Kochała męża, ale w łóżku nigdy im się nie układało. Nie dla niej były też te wszystkie obowiązki pani domu. Zamiast prania, prasowania koszul i codziennych obiadków, wolała siedzieć z nosem w książkach. Michalina Wisłocka przyszła na świat w 1921 roku w Łodzi, jako Michalina Anna Braun. Jej ojcem był kierownik szkoły powszechnej, Jan Braun, matką — gospodyni domowa, Anna Braun. W szkole mała Michalina miała garstkę przyjaciół. Cała reszta nie mogła pogodzić się z jej wycofaniem, a co gorsza bezpośredniością (która sugeruje dzisiejszym psychologom, że pierwsza polska seksuolożka mogła cierpieć na zespół Aspergera). Michalina, Stanisław i Wanda Przyszłego męża, Stanisława Wisłockiego poznała już, jako dwunastolatka. Poślubiła go zaledwie pięć lat później. Mężczyzna miał sprecyzowany plan na ich życie. Uważał, że po skończeniu szkoły żona zostanie jego asystentką, a przede wszystkim, że zajmie się domem. Tymczasem Michalina ma inne ambicje. Chciała się rozwijać. Ukończyła studia medyczne: dyplomem lekarza mogła pochwalić się w 1952 roku, a specjalizacją z ginekologii siedem lat później. Chciała zatrzymać przy sobie męża, ale nie wyobrażała już sobie życie bez medycyny. Poza tym ktoś musiał zaspokajać jego potrzeby seksualne, a ona nie miała na to najmniejszej ochoty. Wszelkie łóżkowe próby kończyły się jedynie rozczarowaniem ich obojga. Michalina Wisłocka stworzyła więc trójkąt miłosny z przyjaciółką, Wandą, która sprawdzała się w roli pani domu i kochanki. Żyli w tym układzie przez wiele lat.   Było to jednak dla niej trudniejsze, niż przypuszczała. Niejednokrotnie w kłótniach – a tych nie brakowało – Stanisław groził, że odejdzie. Izolował...

Czytaj dalej

Pięć znakomitych powieści, dzięki którym lepiej zrozumiesz siebie

Te powieści sprawią, że uważniej przyjrzysz się sobie, relacjom z innymi ludźmi i swojemu życiu. Zapytasz siebie: czy mnie to też przypadkiem nie spotkało? Albo nie spotka?
Anna Zaleska
26.06.2020

Jak mawiała Magdalena Samozwaniec, dobra książka to rodzaj alkoholu – też idzie do głowy. Te idą do głowy i długo w niej zostają. Agneta Pleijel zmusza nas, by zastanowić się nad nieudanymi związkami z mężczyznami. Dorris Lessing pyta, czy chcąc być wolną, można być nieodpowiedzialną? Elizabeth Strout pokazuje, jaką cenę płaci się za brak szczerości wobec najbliższych. Znakomite powieści, które się świetnie czyta, a potem długo się o nich rozmyśla. Agneta Pleijel, „Zapach mężczyzny”, przeł. Justyna Czechowska, wyd. Karakter Dlaczego mężczyźni mnie nie kochają? W autobiograficznej powieści szwedzkiej pisarki to pytanie powraca z każdym nieudanym związkiem. Jej bohaterka to początkowo ambitna studentka, potem kobieta odnosząca coraz większe sukcesy zawodowe. Pozornie silna, nowoczesna i niezależna (w tle rozgrywa się obyczajowa rewolucja lat sześćdziesiątych), w rzeczywistości rozpaczliwie szuka miłości i bliskości. Na tym opiera się najbardziej dramatyczny wewnętrzny konflikt w jej życiu. Stąd narastająca frustracja i gorycz, choć sama przed sobą nie chce się do tego przyznać. Bohaterka „Zapachu mężczyzny” z bolesną szczerością pokazuje, jak traktowała mężczyzn, ale też jak okrutnie traktowała samą siebie. Dopiero urodzenia dziecka staje się dla niej źródłem prawdziwej siły. W macierzyństwie odnajduje spełnienie i miłość, której przez całe życie rozpaczliwie szukała. Ta bardzo intensywna emocjonalnie proza sprawia, że zaczynamy konfrontować się z własnym życiem, pytając: czy mnie to też przypadkiem nie spotkało? Doris Lessing, „Lato przed zmierzchem”, przeł. Barbara Rewkiewicz-Sadowska, wyd. W.A.B. Kate Brown ma czterdzieści kilka lat, jest przykładną żoną, gospodynią domową i matką czworga dzieci. Życie upływa jej na codziennej krzątaninie i trosce o...

Czytaj dalej