Iga Cembrzyńska o związku z Andrzejem Kondratiukiem: „Byliśmy jak Adam i Ewa, żadne z nas bez siebie nie istniało”
Fot. East News

Iga Cembrzyńska o związku z Andrzejem Kondratiukiem: „Byliśmy jak Adam i Ewa, żadne z nas bez siebie nie istniało”

Iga Cembrzyńska i Andrzej Kondratiuk żyli jak chcieli – na własnych prawach. Ich filmy były bardzo osobiste, opowiadali o swoim życiu i dostawali nagrody na festiwalach.
Agnieszka Dajbor
19.02.2021

Musiała go niesamowicie kochać. Kiedy czyta się wypowiedzi Igi Cembrzyńskiej o jej nieżyjącym już mężu Andrzeju Kondratiuku widać emocje: „Był dla mnie wszystkim. Bez niego jestem nikim. Ja i Andrzej to jedno, bez niego nie mam po co żyć” – mówiła aktorka.

Byli naprawdę niezwykłą parą. Nie tylko dlatego, że tak bardzo się kochali. Byli też parą niezwykłych twórców, szczególnie jak na filmową branżę – reżyser i aktorka uchodzący za dwójkę ekscentryków, może nawet dziwaków, żyli z dala od stolicy, we wsi Gzowo. Robili niemal prywatne filmy na podstawie swojego życia, które potem dostawały nagrody na festiwalach.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Andrzej Kondratiuk spotyka na planie Igę

Poznali się w 1970 roku na planie filmu Andrzeja Kondratiuka „Hydrozagadka” – oryginalnego i od razu głośnego. Dzisiaj o takich filmach mówi się kultowe, a dialogi z nich powtarzają kolejne pokolenia. Iga Cembrzyńska zagrała w nim… Czołówkę. Wystylizowana na wielką gwiazdę wyliczała: reżyseria…, scenografia…, w rolach głównych… Powstała z tego zabawna scenka:

Andrzej Kondratiuk musiał na nią wtedy zwrócić uwagę, musiał podziwiać, że sama to wymyśliła i tak świetnie wykonała. Ale spotykać zaczęli się dopiero rok później. Swatała ich podobno barmanka w warszawskim Klubie Aktora, słynnym SPATIF-ie w Alejach Ujazdowskich. Pewnego dnia widząc, że przyszli zamówiła trzy wódki i zawołała: „Wypijmy za was, bo jesteście sobie pisani!”.

Oboje byli z innych światów. I nie trzeba cofać się aż do dzieciństwa. Choć ono w przypadku Andrzeja Kondratiuka i jego brata Janusza było na pewno trudne – rodzina przeżyła wojenną tułaczkę, a po wojnie bracia wracali do Polski z Kazachstanu, skąd wykradł ich ojciec. Wszystko na nielegalnych papierach, więc gdy razem z synami byli już w kraju, zemdlał z emocji.

Iga Cembrzyńska (rocznik 1939) doświadczyła oczywiście wojny, bombardowań. Ale rodzice robili wszystko by ocalić jej dzieciństwo. W Toruniu, gdzie się urodziła, chodziła do szkoły muzycznej, grała na fortepianie. Do warszawskiej Szkoły Teatralnej dostała się bez problemu. Tak naprawdę ma na imię Maria,  imię – Iga to jej pseudonim. Na studiach mieszkała w pokoju z Elżbietą Czyżewską, ale się nie polubiły. Podobno Czyżewska otworzyła kiedyś jej paczkę przysłaną z domu i głośno poinformowała: „Nic ciekawego nie ma, ale biustonosza to ci już nie oddam!”. 


Andrzej Kondratiuk
Andrzej Kondratiuk początek lat 70. Fot. PAP/Witold Rozmysłowicz

On szukał swojej drogi, ona była gwiazdą

Andrzej Kondratiuk zawsze szukał swojej drogi, swojego miejsca w polskim kinie i sytuował się poza tzw. mainstreamem. Iga Cembrzyńska była megagwiazdą. W latach 60 grała już w modnych filmach i serialach (m.in. „Stawce większej niż życie”). Uwielbiał ją guru polskiego kina, Wojciech Has. Jej wokalizy chwalił Krzysztof Komeda. Na scenie opolskiego festiwalu wylansowała wielkie przeboje: „W siną dal”, „Bo ja tak mówiłam żartem”, „Mój intymny mały świat”, „Peruwiankę”. Mówiono: „Iga to szlagier. Nowoczesność, świeżość, młodość i gracja”.

Ładna, zmysłowa, miała w sobie coś przewrotnego. Była wtedy żoną wybitnego polskiego filozofa, Andrzeja Kasi. Prowadzili inteligencki, otwarty dom, ale coraz bardziej oddalali się od siebie. Andrzej Kasia był przytłoczony karierą żony, nie lubił gdy mówiono do niego Pan Cembrzyński. Ona wspominała, że mąż nie potrafił śpiewać i że zazdrościł jej kariery. Odeszła, biorąc pod pachę ulubioną suczkę Figę.

Iga, chcesz mnie zabić ?!

Mówiła, że nigdy nie zakochiwała się w mężczyznach. To oni ją podrywali. Ale opowiadała, że gdy zobaczyła Andrzeja Kondratiuka „serce jej zatrzepotało”. Nie była pewna, czy chce się aż tak angażować. Przestraszyła się tego uczucia. Chciała zerwać. Pewnego dnia, gdy wracała od niego, wsuwając kartkę z pożegnaniem pod drzwi, Andrzej Kondratiuk niespodziewanie znalazł się na jej drodze. Rzucił się pod koła auta i zawołał: „Chcesz mnie zabić, wariatko? Zostawiasz mnie, przecież i tak będziemy razem!”, opowiadała w rozmowie z Elżbietą Pawełek.  Wprowadziła się do niego, do mieszkania w bloku przy Świętokrzyskiej w Warszawie. W tym mieszkaniu było głośno i radośnie, aż sąsiad czasem walił w kaloryfer i wołał: „Artyści, kurwa, cisza ma być!”.

Po pewnym czasie wybudowali dom w Gzowie, niedaleko Pułtuska.

„Andrzej zawsze był samotnikiem, i wielbicielem przyrody. Lepiej czuł się na wsi ze swoimi psami, kotami i sikorkami niż z ludźmi”, wspomina jego brat Janusz. Sama Iga Cembrzyńska kompletnie się dla męża zmieniła. Stała się jego muzą, prywatną aktorką, wierną towarzyszką, współpracowniczką, organizatorką codzienności, tak by on mógł poświęcić się tylko tworzeniu. Godzinami potrafili rozmawiać o scenach i dialogach, kiedy on miał wenę, ona spisywała na gorąco cały scenariusz filmu.

Wrzeciono czasu
Iga Cembrzyńska i Andrzej Kondratiuk w filmie „Wrzeciono czasu", 1995 rok. Fot. mat. prasowe

Filmy jak życie

W Gzowie nakręcili piękne obrazy: „Gwiezdny pył”, „Cztery pory roku”, „Wrzeciono czasu”. Ryzykowali, wkładali w nie wszystkie zarobione i pożyczone pieniądze, aby tylko zachować niezależność. Żyć i pracować, tak jak sami chcieli. To był pomysł na życie i tworzenie Andrzeja Kondratiuka, w który ona tak bardzo uwierzyła. Byli królem i królową swojego świata. Ale też sami dygali kamery, statywy, budowali wszystko, co potrzebne. „Chodziliśmy do lasu, polowaliśmy na śpiew słowika. Wstawaliśmy o świcie, by uchwycić wschód słońca. Andrzej tygodniami czekał na odpowiednie światło i chodził wściekły, gdy akurat lał deszcz. A jak już było to słońce, krzyczał na całe Gzowo: »Igusia, mam, mam słońce, ułapałem kamerą, chodź szybko!«”, wspominała.

Filmy były częścią życia, Kondratiuk opowiadał w nich o miłości do żony, o starzeniu się, o przemijaniu akcentując powracający cykl pór roku, rytm dnia i nocy, rytualną powtarzalność codziennych czynności.

Żyli blisko natury, otoczeni przez psy i koty. Coraz bardziej skupieni na swoim świecie. Co nie znaczy, że Iga nie grała u innych reżyserów, bo grała dużo, m.in. wspaniałe role w filmach Barbary Sas, dawała też recitale.

Z Andrzejem Kondratiukiem była ponad 40 lat. Na początku lat dwutysięcznych jej mąż zaczął chorować. Najpierw był rak węzłów chłonnych, z którego jakoś udało mu się wyjść, potem w 2005 roku dramatyczny wylew. Gdy Iga Cembrzyńska wróciła ze spaceru z psem, zobaczyła męża nieprzytomnego. Zaczęła się walka o jego życie. Przesięgła wtedy, że wyrwie go śmierci, zrezygnowała z pracy, żeby stale przy nim być. I gdy wydawało się, że jest lepiej, nowotwór uderzył po raz drugi.

Ostatnie miesiące życia Andrzej Kondratiuk spędził u swojego brata, Janusza, Iga stale tam dojeżdżała, ale nie była w stanie sama podołać opiece nad mężem. W wywiadzie dla „VIVA!”, mówiła: „To, że się komuś ślubuje: »I nie opuszczę cię aż do śmierci« to tylko formułka. Potem trzeba zdać egzamin z miłości”.

Tak kochać…

Kiedy mąż zmarł w czerwcu 2016 roku, mając 79 lat, jej świat zniknął wraz z nim. Nie potrafiła się z tym pogodzić, mówiono, że całkowicie odizolowała się od ludzi, że pije, jest uzależniona. W 2018 roku odmówiła zagrania w biograficznym filmie swojego szwagra Janusza Kondratiuka „Jak pies z kotem”. Tłumaczyła, że nie chce zagrać gorzej, niż grała kiedyś. Przeżyła drastyczne sytuacje ze swoją rodziną, która chciała ją ubezwłasnowolnić i zamknąć w domu opieki. Wybronił ją brat męża – Janusz Kondratiuk. Swoją starość uważała za dramatyczną, choć dzisiaj podobno ma się lepiej. Może nas jeszcze czymś zaskoczy?

O swoim związku z Andrzejem Kondratiukiem powiedziała kiedyś: „Nie wierzyłam, że można aż tak kochać”.

Korzystałam z książek: Magdalena Adaszewska: „Mój intymny świat. Rozmowy z Igą Cembrzyńską”, Prószyński i s-ka, Warszawa, 2016 i Barbara Rybałtowska „Iga sama i w duecie”, Akapit Press, 2001.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Aleksandra Konieczna
fot. Olga Majrowska – sesja z „Vivy!”

Aleksandra Konieczna: „Gdybym się odmłodniła, to bym straciła robotę!”

Zaczęła karierę po pięćdziesiątce, od tego czasu zdobyła trzy Orły, a film z jej udziałem został nominowany do Oscara. Chciałoby się więcej takich jak ona!
Magdalena Żakowska
19.05.2020

Aleksandrę Konieczną zatrzymała dopiero pandemia koronawirusa. Odkąd otrzymała Orła za rolę w „Ostatniej rodzinie”, nie schodziła z planu filmowego. Zagrała w autobiograficznym filmie Janusza Kondratiuka „Jak pies z kotem” żonę Andrzeja Kondratiuka, Igę Cembrzyńską, a także wystąpiła u Jana Komasy w „Bożym Ciele”. Wkrótce zobaczymy ją w serialach „Król”, na podstawie powieści Szczepana Twardocha, i „Osiecka”, biograficznej opowieści o jednej z naszych największych poetek. I właśnie napisała „Anyżowe dropsy”, pierwszą książkę! Magdalena Żakowska: Książkę zaczyna pani tak: „7 marca 2019 roku zaczynam pisać. Nie martwię się o nic. Zaś 7 marca 2020 roku kończę. Zapis roku. Kobiety, którą jestem”. A przy okazji zapis roku, świata, który się w jakimś sensie wraz z epidemią skończył.   Aleksandra Konieczna:  Na pewno po tej epidemii nie będzie już taki sam. Wczoraj wieczorem wprowadzałam jeszcze ostatnie zmiany i czytając, myślałam sobie: tu się ściskałam, tu się przytulałam, tu się całuję, tu przyjęcie na sto osób, tu festiwal, a dziś… Czyli zapis ostatniego beztroskiego roku w historii ludzkości? Pracowałam nad tą książką bardzo intensywnie, szczególnie przez ostatnie dwa miesiące. Odizolowałam się od świata, bo do pisania potrzebuję ciszy i spokoju, i liczyłam na to, że jak już skończę pisać, to wyjdę wreszcie na powierzchnię, wrócę do świata. Tymczasem świat się zamknął. Czuje pani lęk przed tym, co nas czeka? Oczywiście. Myślę, że wszystkim nam będzie teraz ciężko. Aktorzy, politycy, sportowcy i zwykli ludzie – wszyscy są zagrożeni, bo to bardzo „demokratyczny” wirus. Boję się o bliskich, o rodziców, którzy mieszkają na drugim...

Czytaj dalej
Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz
AFPEAST NEWS

Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

On był po trzech rozwodach, ona – po dwóch. A jednak połączyła ich miłość, która przetrwała ponad 40 lat.
Kamila Geodecka
23.12.2020

W 1975 roku w Warszawie Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz wzięli ślub, którego właściwie nie potrzebowali. Towarzyszyło im dwóch świadków –  Basia Ślesicka i Piotr Skrzynecki, który specjalnie przyjechał z Krakowa. Młodzi powiedzieli sobie „tak”, ale nie było wesela. „Moglibyśmy żyć bez tego ślubu też” – mówiła aktorka. Już wtedy mieszkali razem. Oboje mieli za sobą doświadczenia z innych małżeństw, a przed sobą ponad 40 lat wspólnej miłości, przyjaźni, wsparcia i zrozumienia. Mogli spotkać się wcześniej, właściwie bez przerwy się mijali, przeprowadzając się do kolejnych miast, pracując w kolejnych teatrach, zmieniając kierunki studiów. Ona mówiła czasem, że mogli poznać się wcześniej. On uważał, że to dobrze, bo wszystkie błędy mieli już za sobą. Spotkania robocze W 1971 roku Andrzej Wajda pracował w krakowskim Starym Teatrze nad spektaklem „Biesy” Dostojewskiego na podstawie adaptacji Camusa. Reżyser chciał zająć się wszystkim – pracą z aktorami, opracowywaniem tekstu oraz scenografią i dekoracją. Okazało się, że nad tym ostatnim zapanować już nie mógł.  Wtedy Piotr Skrzynecki zapowiedział, że pozna go z Krystyną Zachwatowicz – scenografką i artystką kabaretową Piwnicy pod Baranami. Para poznała się w kawiarni Kolorowa w Krakowie. W końcu Zachwatowicz odwiedziła Wajdę w jego mieszkaniu. Długo dyskutowali o tym, w jaki sposób ma wyglądać przygotowywana sztuka. Od początku dobrze się dogadywali. Z czasem spotkania stały się coraz częstsze, a Andrzej Wajda zaczął przychodzić na występy kabaretowe swojej przyszłej żony. Podobno wchodził  potem do garderoby artystów i żartował. „Mam śmieszną anegdotę. Graliśmy program, w którym miałam blond perukę, usta na zielono. Ale na...

Czytaj dalej
Królowa Elżbieta II i książę Filip świętują rocznicę ślubu
PA Wire/PA Images/EAST NEWS

Filip skarżył się na wysokie libido Elżbiety, choć o jego miłosnych podbojach krążyły legendy

„Lilibet to jedyna rzecz na tym świecie, która jest dla mnie absolutnie prawdziwa. Moim celem jest połączenie nas w jedno” – pisał Filip w 1947 roku do matki swojej ukochanej. 20 listopada mijają 73 lata od ślubu księcia z młodziutką Elżbietą.
Hanna Szczesiak
20.11.2020

Gdy się poznali, Elżbieta była jeszcze dzieckiem. On miał wtedy 18 lat, ona – 13. Jak pisał historyk i królewski biograf Robert Lacy: „Jedną z najbardziej niezwykłych cech królowej jest to, że zakochała się i wyszła za mąż za pierwszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek poznała”. „Oczywiście, stwierdzenie to jest nieco na wyrost. Elżbieta poznała Filipa, ówczesnego księcia Grecji, w 1939 roku, kiedy ten był przystojnym kadetem marynarki wojennej w Dartmouth Naval College. Widywała go już wcześniej przy rodzinnych uroczystościach, ale to właśnie wtedy miała poczuć do niego miętę”, opisywał historię królewskiej pary Lacy. Córka króla i ubogi marynarz o reputacji lowelasa Nastoletnia Elżbieta całkowicie straciła głowę dla Filipa – powiesiła nawet przy łóżku jego oprawione zdjęcie. Mimo tytułu i nazwiska – Mountbatten – gdy Elżbieta wyjawiła rodzicom, co czuje do Filipa, szybko została sprowadzona na ziemię. Dla króla Jerzego VI Windsora i Królowej Matki Filip był niewykształconym młodzikiem bez grosza przy duszy. W dodatku brakowało mu ogłady, a jego siostry poślubiły hitlerowskich oficerów. Historie o jego miłosnych podbojach w kolejnych portach – w czasie II wojny światowej Filip służył jako oficer marynarki – nie pomagały w zjednaniu sobie przyszłych teściów. Choć dla króla Jerzego nawet ubrania młodego marynarza świadczyły o jego nieokrzesaniu, Elżbieta w końcu dopięła swego. Udało jej się przekonać ojca, by ten zaprosił Filipa do Sandringham na Boże Narodzenie. To wtedy ich uczucie rozkwitło na dobre, a 17-letnia wówczas Elżbieta w ramionach ukochanego sprawiała wrażenie ożywionej jak nigdy wcześniej. Oglądała z Filipem filmy, tańczyła przy dźwiękach gramofonu, a dla niego stawało się jasne, że wkrótce...

Czytaj dalej
Kalina Jędrusik
East News

Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści 

Ona była jego Marilyn Monroe, on jej Federico Fellinim. Kochali się na śmierć i życie. Dawali sobie wszystko – wsparcie, przyjaźń i wolność.
Magdalena Żakowska
03.09.2020

To nie było tak, że starszy pan wziął sobie za żonę młodą seksowną laskę, która potem „urwała mu się ze smyczy”. Ani tak, że on intelektualista, a ona głupia aktoreczka. Mimo szesnastoletniej różnicy wieku Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat tworzyli partnerski związek, a Kalina dorównywała mężowi nie tylko inteligencją, ale i poczuciem humoru. Oboje mieli silne charaktery i dość egoistyczne podejście do życia. Ale w tamtych czasach niewiele było małżeństw tak zgodnych, tak uczciwych wobec siebie i oddanych sobie do końca. Nie pasowali do ciasnych ram PRL-owskiej rzeczywistości, więc stworzyli sobie własny świat, oparty na własnych, wspólnie wypracowanych zasadach. Nikt tu nie był stratny.  Leżeli, leżeli, gadali, gadali O Stanisławie Dygacie mówiło się „dżentelmen w angielskim stylu”. Był wysoki, zawsze dobrze ubrany, palił luksusowe papierosy ze złotymi ustnikami. W 1957 roku wystąpił z partii w proteście przeciwko zamknięciu miesięcznika „Europa”. Kalinę poznał dwa lata wcześniej w Gdańsku, gdzie grała na scenie Teatru Wybrzeże.  „Poznali się w moim pokoju w Domu Aktora” – opowiadał później Jerzy Ernz. „Dygat mieszkał wtedy z żoną, też aktorką. Tego dnia, pamiętam, organizowałem akurat bibkę. Dygat usłyszał muzykę i przyszedł. Po chwili już widziałem ich razem, jak leżeli na tapczanie w poprzek. Leżeli, leżeli, gadali, gadali. I tak już zostali”. On miał 41 lat, żonę, córkę i wysoką pozycję w środowisku kulturalnym, ona 25 lat i wszystko przed sobą. Była świeżą absolwentką krakowskiej szkoły teatralnej, była zdolna, piękna i bardzo sexy.  „Dygat mieszkał z Kaliną niedaleko nas, najpierw na Dąbrowskiego, w dwupokojowym mieszkanku, wspólnie z byłą żoną Dygata, Dziunią Nawrocką, i ich...

Czytaj dalej