Brigitte Bardot: seksbomba, aktywistka, rasistka?
East News

Brigitte Bardot: seksbomba, aktywistka, rasistka?

Zagrała w 47 filmach. Miała czterech mężów, syna, ponoć setkę kochanków, a jednak — jak mówiła sama Brigitte Bardot — szczęście dały jej dopiero zwierzęta.
Sylwia Arlak
28.09.2020

Miała niecałe 40 lat, kiedy postanowiła, że kończy z kinem. „Film mnie zawsze nudził’” – tłumaczyła potem, zresztą nawet wcześniej, kiedy jeszcze grała, nigdy nie była typową gwiazdą. Ceniła swoją naturalność, wylansowała modę na rozpuszczone włosy (a potem na natapirowany kok, który w Polsce w latach 70. nazywano „kapustą”), na  czarną kreskę na powiece, chodzenie w spodniach i w płaskich balerinkach.

No i oczywiście na bardotkę – stanik bez ramiączek, który Brigitte Bardot nosiła w „I Bóg stworzył kobietę”, filmie, który w 1956 r. wywołał skandal i „stworzył” samą Brigitte. Miała wtedy 22 lata, w filmie stworzyła postać Juliety, wesołej dziewczyny z Saint-Tropez, która świadomie uwodzi i cieszy się z wrażenia, jakie wywiera na mężczyznach. Do historii kina przeszła scena, podczas której Brigitte tańczy na stole: kołysze się zmysłowo, przymyka oczy, wydyma kusząco wargi  – ten taniec zgorszył pół świata! Ale Brigitte nigdy nie bała się szokować, dla niej zawsze – i tak jest do dzisiaj, kiedy ma już 86 lat – liczyło się tylko to, co ona myśli. 

Miała 14 lat, kiedy na sesji zdjęciowej do magazynu „Elle” poznała dwudziestoletniego asystenta reżysera Rogera Vadima. „Zrobił na mnie wrażenie dzikiego wilka. Spojrzał na mnie, przestraszył, pociągnął, nie wiedziałam już, gdzie jestem” – wspominała. 

Szybko zostali parą, dwa lata później postanowili się pobrać. Kiedy dowiedzieli się o tym zamożni rodzice Brigitte, zagrozili, że wyślą ją do Anglii. Ona w odpowiedzi postanowiła (po raz pierwszy, ale wcale nie po raz ostatni) popełnić samobójstwo – przeżyła, a rodzice ustąpili i pozwolili jej nadal spotykać się z Vadimem. Jeśli sądzili, że to tylko młodzieńcza miłostka – przeliczyli się, ledwie Brigitte skończyła 18 lat, wzięła ślub z ukochanym. To właśnie Vadim wyreżyserował „I Bóg stworzył kobietę” – na swoje nieszczęście w męskiej roli głównej obsadził Jeana-Louisa Trintiganta, w którym Brigitte zakochała się z wzajemnością.

„Wiedziałem, co się dzieje i raczej spodziewałem się tego. Zawsze wolałem mieć taką żonę, wiedząc, że jest mi niewierna, niż mieć kobietę, która kocha tylko mnie i nikogo więcej [...] Chciałem kobiety, która uwielbiała przygody, kobiety głodnej seksualnie” – mówił lata później Vadim. Bardot rozwiodła się z nim dla Jeana-Louisa Trintiganta, pozostali jednak z Vadimem serdecznymi przyjaciółmi – nieraz później jeszcze ze sobą współpracowali na planie filmowym. „Bóg stworzył kobietę, a mnie stworzył Vadim” – lubiła powtarzać. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Brigitte Bardot
East News

Brigitte Bardot – od dziewczynki z krzywymi zębami do seksbomby

Na początku nic nie zapowiadało, że mała Brigitte zostanie gwiazdą kina. Nie była ślicznym dzieckiem, nosiła aparat na zęby, miała wadę wzroku, garbiła się, chodząc. Podobno matka Brigitte, aby wyplenić „okropny nawyk” kazała jej chodzić z dzbankiem wody na głowie – wystarczyło, że dziewczynka się zachwiała, a woda oblewała ją całą. Na pewno wdziękom jej ruchów pomogła szkoła baletowa, Brigitte została w niej ulubienicą swojego nauczyciela, rosyjskiego baletmistrza, Borisa Kniaseffa. Matka Brigitte – sama niespełniona modelka i aktorka – była zdeterminowana, by uczynić z córki gwiazdę. Już jako trzynastolatka dziewczynka – dzięki znajomościom matki – pozowała w sesjach zdjęciowych, jako 15-latka zaczęła statystować w filmach. Była wymarzoną modelką: o wyjątkowej urodzie, pięknych ostach, szerokich oczach, małym nosku, z długimi nogami. W przeciwieństwie do innych gwiazd swoich czasów, np. Marilyn Monroe czy Judy Garland, nigdy nie miała kłopotów z wagą. 

Po sukcesie „I Bóg stworzył kobietę”, rozwiązał się worek z rolami. Jeszcze w samym 1956 r. zagrała w „Helenie Trojańskiej”, w kolejnym roku w „Paryżance” i „Księżycowych jubilerach”, dwa lata później olśniła w sławnej „Prawdzie”, która dostała nagrodę Złotego Globu i nominację do Oskara w kategorii najlepszy film zagraniczny. Brigitte już nie była francuską ani nawet europejską gwiazdą, wieść o niej przeniosła się także za ocean – brak angielskiego nie pozwolił jej jednak zrobić kariery w Hollywood. Lata 60. to ciągła praca na planach, romanse i miłości. I sława, o której marzyło wiele osób, ale dla Bardot była przytłaczająca.

Romans z Trintignantem nie trwał długo, już w 1959 r. poślubiła swojego drugiego męża, francuskiego aktora Jacquesa Charriera, którego poznała na planie filmu „Babette idzie na wojnę”. Kilka miesięcy później, jako 25-latka, urodziła swoje pierwsze i jedyne dziecko (wiele lat później zdecydowała się opowiedzieć o dwóch aborcjach).

Ciąża była jej najgorszym koszmarem. Od zawsze powtarzała, że nie chce być matką. „Spojrzałam w lustrze na swój płaski, smukły brzuch jak na drogą przyjaciółkę, na której miałam zamknąć wieko trumny” — pisała w swoich pamiętnikach. Robiła wszystko, żeby poronić. Wielokrotnie uderzała się w brzuch, dwukrotnie przedawkowała środki nasenne i błagała lekarza o morfinę. 

W dniu swoich 26. urodzin w 1960 roku krótko po urodzeniu Nicolasa ponownie próbowała popełnić samobójstwo. „Nie jestem stworzona, by być matką. Wiem, że to okropne, muszę to przyznać, ale nie jestem wystarczająco dorosła, aby opiekować się dzieckiem” — wyznała wiele lat później. Kiedy synek miał kilka miesięcy, odwiozła go na wieś, do teściów – i tam zostawiła. Lata później były mąż Bardot i syn, Nicolas (którego wychowywał Charrier po zakończeniu ich trzyletniego małżeństwa), pozwali aktorkę. Przez książkę, w której nazwała swojego nienarodzonego syna „guzem nowotworowym” i gdzie napisała, że ​​„wolałaby urodzić małego psa”, miała wypłacić swojemu synowi ogromne odszkodowanie. Nie została zaproszona na jego ślub w 1982 roku. Nie widziała go przez 10 kolejnych lat. Z doniesień medialnych wynika, że pogodzili się, kiedy po raz pierwszy została prababcią.

O porodzie i traumie macierzyństwa zdecydowała się opowiedzieć w autobiografii „Łzy walki”:

„Przeżyłam wtedy wstrząs, poczułam się głęboko zraniona, nie panowałam już nad sobą. A za to wszystko zapłacił mój syn Nicolas. Dzisiaj już wiem, że to jego obarczałam winą za swoją traumę. Nie mogłam sobie poradzić z ciążą i z narodzinami dziecka, byłam na to zbyt młoda i niedoświadczona, zbyt aktywna, zbyt znana, zbyt rozchwiana emocjonalnie, zbyt normalna jak na moje nienormalne życie. Nie wolno zmuszać kobiety do rodzenia dziecka, nawet jeśli miałaby je z czasem pokochać. Poród powinien być szczęśliwą chwilą w jej życiu, w przeciwnym razie odciska niezatarte piętno na jej psychice. I tak się stało ze mną. Chwile, podczas których nękane zwierzę — a tak się wtedy czułam — wiło się z bólu, myśląc tylko o jednym: „niech to się jak najszybciej skończy”, dotkliwie zaważyły na moim życiu” – pisała. 

Brigitte Bardot
East News

Fundacja Brigitte Bardot chroni prawa zwierząt

Po rozwodzie z Charrierem, Brigitte Bardot była zamężna jeszcze dwukrotnie. Miesiąc po poślubieniu niemieckiego milionera Guntera Sachsa powiedziała w telewizji, że znowu się pomyliła. Zakochiwała się dosłownie w każdym swoim partnerze filmowym i równie nagle odkochiwała. Romansowała m.in. z Warrenem Beattym i Sergem Gainsbourgiem (to dla niej, a nie dla Jane Birkin napisał piosenkę Je t’aime... moi non plus) – ale nigdy szczęśliwie. Po latach opowiadała, że mężczyźni bili ją, zdradzali, upokarzali, wykorzystywali.

Tuż przed czterdziestką postanowiła zaryzykować dwukrotnie. Po pierwsze – jako „dojrzała kobieta” (w latach 70. czterdziestolatka była uważana za prawie babcię) wzięła udział w rozbieranej sesji do „Playboya”. A dzień przed 40. urodzinami ogłosiła, że kończy z graniem w filmach i wycofuje się z show-biznesu. Na początku nikt jej nie wierzył, niektórzy uważali, że zwariowała, inni sądzili, że w ten sposób chce wypromować nie najlepszy film „Gdyby Don Juan był kobietą” w reżyserii Vadima, swojego pierwszego męża. Jedni i drudzy nie mieli racji – Brigitte naprawdę postanowiła zerwać ze swoim pierwszym życiem.

Założyła fundację chroniącą praw zwierząt. W 1987 r. wystawiła na aukcję wszystkie drogocenne rzeczy, jakie miała: pierwszy odlew Marianny De France, do której pozowała, kostiumy z filmów, meble rodowe, biżuterię… Cały zysk – gigantyczny! – przeznaczyła na działalność swojej fundacji. „Oddałam swoją młodość i urodę mężczyznom, teraz oddaję mądrość i moje najlepsze doświadczenie zwierzętom” — powiedziała.

Swojego czwartego męża, prawicowego francuskiego polityka, Bernarda d'Ormale poślubiła w 1992 roku. Para, otoczona bezpańskimi zwierzętami, mieszka w zacisznej posiadłości w Saint Tropez. Nie udziela wywiadów, nie pokazuje się publicznie, ale jednocześnie – nie pozwala o sobie zapomnieć. Jej wypowiedzi dotyczące muzułmanów wzbudziły ogromne kontrowersje we Francji: określała ich mianem „dzikusów”, którzy stosują ubój rytualny, nie zważając na cierpienie zwierząt. Jej słowa zostały potraktowane jako rasistowskie, chociaż Brigitte z nich próbowała się wytłumaczyć w swojej autobiografii: „Nie żałuję swoich czasem ostrych słów, ponieważ skłoniły one wielu Francuzów do namysłu nad tym, czym jest w istocie rytualny ubój. Tak dopiekłam zwykłym ludziom i politykom, że w końcu zaczęto o tym mówić. Może ucierpiał na tym mój wizerunek, trudno, ale na pewno zyskały na tym zwierzęta”.

Do dziś jest przez wiele osób uważana za rasistkę, która woli zwierzęta od ludzi. nie można jednak odmówić jej zasług na rzecz zwierząt. Od ponad 40 lat wykorzystuje swoją sławę, by poprawić ich los.

„Nie mogę już chodzić. Nie mogę już pływać. Ale mam szczęście, kiedy widzę, jak cierpią zwierzęta. Nagle odkrywam, że nie mam na co narzekać” — mówiła w jednym z wywiadów Bardot, która w 2020 r. kończy 86 lat.

Brigitte Bardot
East News

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
birkin
Fot. Newspix

Jane Birkin i Serge Gainsbourg: Byli szaleńczo zakochani, kiedy podbili świat zmysłową piosenką „Je t'aime, moi non plus"

Był od niej dwa razy starszy. Dwa razy rozwiedziony, ale zakochali się bez pamięci. Nagrali miłosną piosenkę „Je t’aime, moi non plus”, tak erotyczną, że wielu krajach zakazano jej grać. Jane Birkin i Serge Gainsbourg wytrzymali ze sobą 12 lat.
Dorota Szuszkiewicz
28.11.2020

Byli jedną z najbarwniejszych i najbardziej skandalizujących par francuskiej bohemy XX wieku. Jane Birkin i Serge Gainsbourg poznali się w końcu lat 60. Ona była wtedy nikomu nieznaną angielską aktoreczką. On – legendą artystycznego Paryża. Mówiło się, że podniósł piosenkę do rangi sztuki. Ona dużo młodsza, ale i bardziej poukładana życiowo, była dla niego córką i matką. Wytrzymała z nim – geniuszem i alkoholikiem – 12 lat. Ale kochać go nie przestała nigdy. Ich pierwsze spotkanie wróżyło raczej katastrofę i wyglądało tak: Paryż, 1969 r., casting do filmu „Slogan”. Ona bez pieniędzy, przyjmuje propozycję udziału w zdjęciach próbnych z desperacji. Ma 20 lat, malutką córeczkę, za sobą rozwód i erotyczną rólkę w„Powiększeniu” Antonioniego. Nie zna słowa po francusku, i to ją przeraża. On, tak brzydki, że aż piękny, jest dwa razy starszy, dwa razy rozwiedziony, ma dwójkę dzieci, a za sobą liczne romanse z najpiękniejszymi kobietami. Jest poetą, muzykiem i autorem utworów, które śpiewała sama Juliette Greco. Sławę we Francji przyniósł mu nie tylko niewiarygodny talent, ale też arogancki, prowokacyjny sposób bycia, alkoholowe ekscesy, skandale i cynizm. No i pełen namiętności związek z Brigitte Bardot. Mają zagrać w filmie zakochaną w sobie parę. On chce, aby wystąpiła z nim Marisa Berenson, arystokratyczna i pełna klasy, a nie jakaś niewydarzona, nikomu nieznana Angielka , o której on też nigdy nie słyszał. Cóż, ona też o nim nie słyszała i uparcie mówi do niego monsieur Bourguignon (czyli pan Burgundzki, co kojarzy się tylko z wołowiną w tym stylu), bo,]jak twierdzi, to było jedyne francuskie nazwisko, jakie obiło jej się o uszy. Boi się go. Jest arogancki i niemiły. Ale i fascynujący. Kręcą scenę w łazience, on...

Czytaj dalej
East News

Wszystkie twarze Fridy Kahlo

„W swoim życiu przeżyłam dwa wypadki. Jeden to autobus, który mnie połamał, drugi to Diego. Diego był, jak dotąd, tym najgorszym” – mówiła Frida Kahlo.
Sylwia Arlak
29.12.2020

On malował całymi dniami. Tworzył wielkie murale, tak samo obsesyjnie, jak kochała go Frida. Ona leżała w łóżku z nogą w gipsie albo zamknięta w sali szpitalnej, oczekując kolejnej operacji. On wychodził z domu do swoich kochanek, ona mu gotowała i sprzątała. W końcu powiedziała: dość. Niedoszła lekarka Frida Kahlo zwodziła wszystkich, mówiąc, że urodziła się 7 lipca 1910 roku (choć w akcie urodzenia widnieje data 6 lipca 1907 roku). Podobno chciała, aby jej życie było utożsamiane z narodzinami nowego Meksyku: w 1910 roku doszło do meksykańskiej rewolucji i obalenia prezydenta Porfirio Diaza. Była chorowitym dzieckiem. W wieku sześciu lat zachorowała na polio, co spowodowało, że jej prawa noga była krótsza niż lewa. Jako dorosła osoba „chowała się” za długimi, kolorowymi spódnicami. Od dziecka odstawała od swoich rówieśników. Śmiała, pyskata, bezkompromisowa, nie miała wielu koleżanek. Ale szybko zyskała sobie sympatię kolegów. W szkole, do której chodziła, jako nastolatka związała się z najpopularniejszym chłopcem. To z ojcem stworzyła bliższą więź niż z matką. Jako zawodowy fotograf często pozwalał jej asystować w swojej pracowni. A ona chętnie mu pozowała. Choć brała lekcje rysunku, bardziej interesowały ją nauki ścisłe. W 1922 roku wstąpiła do National Preparatory School w Mexico City, gdzie rozpoczęła studia medyczne. Tam poznała malarza (i przyszłego męża) Diego Riverę, który pracował nad muralem do szkolnego audytorium. Wówczas nie mogła wiedzieć, że trzy lata później zawali jej się całe życie. Czytaj także: Tamara Łempicka była królową art déco. „Robię, co chcę i nienawidzę robić tego, co muszę”, mówiła Wypadek, który zmienił wszystko 17 września 1925 roku autobus,...

Czytaj dalej
Isabella Rossellini
Isabella Rossellini z ukochanym psem Panem. Fot. @isabellarossellini

Isabella Rossellini: Starość daje dużo szczęścia. Jesteśmy grubsze, ale wolne! 

W wieku 42 lat straciłam wszystko – karierę filmową, kontrakt reklamowy, uwagę świata. Dziś mam 66 lat i wszystko to odzyskałam. Ale nie poradziłabym sobie, gdyby nie zwierzęta – mówi Isabella Rossellini.
Magdalena Żakowska
14.10.2020

Isabella Rossellini jest bardzo zajętą kobietą. Nie dość, że jest czynną aktorką, modelką, pisarką,  behawiorystką zwierzęcą i farmerką, to znajduje jeszcze czas na to, żeby opowiadać o seksie. W ciągu ostatnich kilku lat nakręciła serię filmów „Zielone porno " (serial dostępny na YouTube'ie), w których przebrana za różne gatunki opowiada o życiu seksualnym zwierząt: modliszkach, które zjadają samców w trakcie penetracji, wężach o dwóch penisach, dżdżownicach hermafrodytach, które są w seksie całkowicie samowystarczalne. Teraz poprowadzi serię wykładów na ten temat, które będą na żywo transmitowane z jej farmy na Long Island. Martin Scorsese, David Lynch i inni Była u szczytu sławy, kiedy w 1986 roku wystąpiła w roli tajemniczej gwiazdy nocnego klubu w kontrowersyjnym filmie Davida Lyncha „Blue Velvet”. Od kilku lat jej twarz nie schodziła z billboardów reklamowych na całym świecie, grała – z wyboru – w ambitnych awangardowych filmach i teatrze, a widzowie niemalże zapomnieli już, że jest córką swoich rodziców, wybitnej aktorki Ingrid Bergman i włoskiego mistrza neorealizmu, Roberto Rosselliniego. Sukcesy zawodowe nie szły jednak w parze ze szczęśliwym życiem osobistym. Miała już za sobą dwa nieudane małżeństwa z Martinem Scorsese i modelem Jonathanem Wiedemannem oraz kilka równie burzliwych, co krótkotrwałych romansów. Po sukcesie „Blue Velvet” związana była z Davidem Lynchem, później z aktorem Gary Oldmanem, ale wszystkie te relacje kończyły się identycznie. „To mężczyźni zawsze mnie porzucali. Łatwo sobie wyobrazić, jak się z tym czułam. Martin Scorsese rozstając się przyznał, że był ze mną tylko ze względu na mojego sławnego ojca. David Lynch po 5-latach związku zerwał ze...

Czytaj dalej
linda paul
PAP/Photoshot

To była miłość aż po grób – Linda i Paul McCartney z The Beatles

Przez blisko 30 lat ani jednej nocy nie spędzili osobno. Byli zupełnie różni, ale udało im się jak rzadko której parze. Linda i Paul McCartney byli małżeństwem właściwie doskonałym.
Maria Fedro-Boniecka
03.11.2020

Koledzy McCartneya śmiali się, że bierze za żonę mało seksowną Amerykankę. Ale to Linda wyprowadziła go z depresji, gdy po rozpadzie Beatlesów czuł się bezużyteczny, pił i nie miał żadnego pomysłu na życie. Byli inni. Ona kochała pustynię, łąki i zwierzęta. On uwielbiał miasto i imprezy. A jednak udało się im jak rzadko której parze. Linda i Paul McCartney przeżyli ze sobą blisko 30 lat. „To musiała być magia / Wieczorem, gdy się poznaliśmy / Jeślibym cię nie zatrzymał / Zawsze bym tego żałował / Kilka minut później / Byłabyś już za drzwiami / Ja byłbym samotny / już na zawsze”, śpiewał Paul McCartney o ich pierwszym spotkaniu w piosence „Magic” z płyty „Driving Rain” wydanej niedługo po śmierci Lindy w 1998 roku. I z pewnością tak myślał z perspektywy niemal 30 wspólnie przeżytych lat. Intensywnych lat, w czasie których podobno nawet jednej nocy nie spędzili osobno. Czy istniało drugie takie małżeństwo? Prywatka u „The Beatles" Poznali się wiosną 1967 roku w londyńskim nocnym klubie Bag O’Nails, ale wtedy ani Lindzie, ani Paulowi ten wieczór nie wydał się szczególnie magiczny. 28-letnia amerykańska fotografka Linda Eastman przyleciała do Londynu na premierę płyty Beatlesów „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”. Kilka dni przed konferencją wypatrzyła Paula w klubie, gdzie bawiła się ze znajomymi. On ją też zauważył. Gdy zmierzała już do wyjścia, zagrodził jej drogę i powiedział: „Cześć, jestem Paul McCartney. Wychodzisz już? Może chciałabyś do nas dołączyć, idziemy dalej się bawić”. Linda odparła, że wie, kim jest, i chętnie dołączy. Spotkali się jeszcze na premierze płyty i przyjęciu wydanym z tej okazji. Zamienili kilka zdań. Potem Linda wróciła do Nowego Jorku. Trudno uwierzyć, że ich...

Czytaj dalej