Ben Affleck swój nowy film „The Way Back” traktuje jak terapię
fot. MAGDALENA WOSINSKA/The New York Times Agency/East News

Ben Affleck swój nowy film „The Way Back” traktuje jak terapię

Pił, popełnił mnóstwo błędów, zaprzepaścił małżeństwo z Jennifer Garner, która wiele razy ratowała mu życie. Dziś Ben Affleck – wolny od uzależnienia – próbuje odkupić winy.
Marta Strzelecka
19.05.2020

Gdyby to był film o Benie Afflecku, zaczynałby się od sceny, w której bohater stoi na plaży nad oceanem. Jest sam, przed nim rozbijają się wysokie fale, patrzy w stronę horyzontu. Przed chwilą pływał, więc widać, że na plecach ma tatuaż. To kolorowy ptak, feniks, którego rozpostarte skrzydła sięgają na ramiona aktora. 

Taka sytuacja naprawdę się zdarzyła, została uwieczniona na zdjęciu, które stało się ilustracją wielu tekstów o Benie Afflecku. Dziś wiadomo, że była też pierwszym sygnałem jego zmiany.

Smutny Ben

Tuż po opublikowaniu tych zdjęć aktor mówił, że tatuaż nie jest trwały, został tylko namalowany na potrzeby nowej roli. Jakby wstydził się przyznać, że wytatuowanie feniksa – symbolu odradzania się – miało mu dodać sił w walce z alkoholizmem. 

Ile wizerunków Bena Afflecka macie w głowie? Utalentowanego chłopaka, który w 1997 roku odbiera Oscara razem z Mattem Damonem za najlepszy scenariusz do „Buntownika z wyboru”? Poważnego męża Jennifer Garner i ojca ich trójki dzieci? Producenta i reżysera, który za „Operację Argo” odebrał w 2013 roku Oscara dla najlepszego filmu? Zrezygnowanego mężczyzny, który mówi w wywiadach, że rozwód z Jennifer to jego życiowa porażka? Czy też jeszcze inne wcielenie, tym razem filmowe, Batmana – faceta, który lubi nosić maskę? 

Swoją drogą kiedy Affleck promował kolejne filmy o Batmanie (w pierwszym zagrał w 2016 roku), zaczęło pojawiać się przy nim jedno mocne określenie: „smutny Ben”. Znajdziecie artykuły z tymi słowami w tytule, całe serie zdjęć, na których Affleck z melancholią skręca papierosy. Memy internetowe pokazujące jego zgaszone spojrzenie. Klip na YouTubie, w którym występuje obok Henry’ego Cavilla grającego Supermana. Henry uśmiecha się i odpowiada na pytania dziennikarza, a Ben kiwa tylko głową i patrzy w dal; w tle słychać „The Sound of Silence” Simona & Garfunkela.

Gwiazdor z filmów o Batmanie 

„Nie wyszłam za wielką gwiazdę filmową. Poślubiłam Bena. I gdybym cofnęła się w czasie, znów podjęłabym tę decyzję” – mówi Jennifer Garner teraz, kiedy od ich rozwodu minęły dwa lata. Wcześniej o ich relacji wypowiadała się oszczędnie. O romansie męża z opiekunką ich dzieci mówiła: „czas, kiedy mieliśmy problem z nianią”. Dziś przyznaje szczerze: „Ben to skomplikowany facet. Kiedy błyszczy, czujesz, że jego blask pada na ciebie tak intensywnie, że trudno to opisać. Ale gdy jest w cieniu, dookoła niego robi się lodowato”. 

Ben Affleck
East News

Sam Affleck nie tylko zaczął otwarcie mówić o swoim alkoholizmie i publicznie przepraszać najbliższych. Zrobił znacznie więcej. Zagrał w filmie, którego fabuła jest jak historia z jego życia. 

„The Way Back” (amerykańska premiera odbyła się w marcu) opowiada o samotnym mężczyźnie, który codziennie pije, żyje w zapuszczonym mieszkaniu, jest w separacji z żoną. Kiedy go poznajemy, dostaje propozycję powrotu do dawnej szkoły w roli trenera drużyny koszykarskiej. „To opowieść o nadziei – mówi Affleck. – Również mojej. Dlatego tak bardzo zależało mi na tej roli. Doskonale znam to uczucie, kiedy wydaje ci się, że zapanujesz nad nałogiem, angażując się w coś zupełnie nowego. W uzależnienia, które wydają ci się mniejszego kalibru: pracę, jedzenie, seks, nowe, szybko zawierane związki. Teraz wiem, że zupełnie nie o to chodzi, ale o walkę z samym sobą, przekonywanie siebie, że nie można uciekać od prawdy”. 

Michaela Watkins, która w „The Way Back” gra siostrę Jacka, wspomina jedną scenę: bohaterowie siedzą w kuchni, siostra pyta brata, czy na pewno jest w stanie zachować trzeźwość. „Ben niespodziewanie i ze złością chwycił puszkę piwa, która przed nim stała. To było nagłe, naprawdę przestraszyłam się, że zacznie pić, właśnie w tym momencie, na planie filmowym – nie bohater, którego grał, ale i on, Ben”. Affleck: „Dokładnie wiem, co to znaczy, kiedy jako alkoholik naprawdę bardzo się starasz, a i tak nie znajdujesz w najbliższych pełnego zaufania. A jednocześnie czujesz, że oni mają rację – nie można ci ufać”.

Ben Affleck najlepiej spełnia się w roli… ojca

Niedawno naprawdę przeżył podobną scenę – poczuł, że kogoś najbliższego zawiódł najbardziej, jak to możliwe. „Po rozwodzie dzielę się opieką nad dziećmi z żoną, mam do dyspozycji tylko połowę ich czasu. A w dodatku nie ma mnie blisko nich, bo kręcę film w Europie. Dlatego wiedziałem, że zrobię wszystko, żeby być na urodzinach syna” – opowiadał w programie telewizyjnym i w wywiadzie dla „New York Timesa”. „Kupiłem prezenty, wysłałem je do Los Angeles. (…) Ale kiedy dotarłem do mojego amerykańskiego domu, okazało się, że zaginęły w transporcie. Musiałem iść na przyjęcie bez niczego. I czułem, że znów zawiodę. Wiem, że brzmi to teraz może banalnie, ale uwierzcie mi, to była sytuacja, w której poczułem się naprawdę nikim”. 

Już kilka lat wcześniej Affleck opowiadał, że jedną z najważniejszych dla niego spraw związanych z rolą Batmana jest podziw syna, Samuela. W wywiadach powtarzał z przejęciem, jak opowiada synowi, że chodzi pracować do Jaskini Batmana. Że w domu ma kostium superbohatera, który razem podziwiają. I że kiedy Samuel odwiedził go na planie „Batmana”, zachwycał się filmowym światem. Gdyby nie ten zachwyt dziecka, rola superbohatera byłaby dla Afflecka wyłącznie zawodem. „Kiedy dostałem propozycję zagrania Batmana, myślałem: o to właśnie mi chodziło, chciałem, żeby kogoś takiego we mnie zobaczyli. Kogoś, kto jest tak wspaniały, że może uratować nie tylko siebie, ale też innych. Usłyszałem, że wybrali mnie, bo chcą zobaczyć na ekranie faceta w średnim wieku, który nie ma poukładanego życia i jest na skraju moralnego bankructwa”. 

Ben Affleck
East News

Trudne dzieciństwo autora „Buntownika z wyboru”

Poczucie porażki poznawał od dzieciństwa. Jako ośmiolatek odbył jedną z pierwszych lekcji godzenia się z tym, że życie mimo starań nie układa się tak, jakby chciał. „Marzyłem o psie – wspominał. – Ale mama twierdziła, że nie jestem wystarczająco odpowiedzialny. Potem zorganizowała próbę mojej obowiązkowości. Poprosiła, żebym dwa razy dziennie wychodził na spacer po ulicach naszej dzielnicy tylko ze smyczą. Chodziłem tak przez trzy tygodnie. I usłyszałem: »Nie możesz jednak mieć psa. Nie sądziłam, że wytrzymasz tę próbę, ale i tak myślę, że nie jesteś wystarczająco odpowiedzialny«”. Affleck opowiadał tę historię w jednym z amerykańskich programów telewizyjnych z uśmiechem, ale nie wydaje się bardzo zabawna w zestawieniu z jego innymi wypowiedziami. Takimi jak ta: „Mój tata właściwie nie trzeźwiał do czasu mojej pełnoletności. Rozwód rodziców, który nastąpił, gdy miałem 12 lat, przyjąłem z pewną ulgą. W mojej rodzinie bagaż uzależnień i chorób psychicznych jest ogromny. Zawsze trudno było mi go udźwignąć”. Babcia ze strony ojca Bena popełniła samobójstwo w wieku 46 lat, wuj zabił się strzałem w głowę, jedna z ciotek była uzależniona od heroiny. Casey Affleck, brat Bena, też publicznie opowiada o własnym uzależnieniu od alkoholu. 

Aktor ustalił z żoną, że nie zgodzą się na to, by dzieci miały cokolwiek wspólnego z show-biznesem. Decyzję o tym będą mogły podjąć same, dopiero gdy dorosną. Nie mają komórek, nie mogą wysyłać SMS-ów, korzystają tylko z tabletów. „Sam zacząłem pracę w telewizji jako dziecko i wiem, że w żaden sposób nie poprawiło to jakości mojego życia. Żyłem w ułudzie kolorowego świata, o którym mogłem opowiadać kolegom na podwórku. A potem błyskawicznie stałem się popularny – po premierze »Buntownika z wyboru«. Nagle z kogoś, o kim mało kto słyszał, przemieniłem się w faceta rozpoznawanego na ulicach, faceta, który dostaje stoliki w najlepszych restauracjach bez stania w kolejkach. Miałem 24 lata”.

Matt Damon i inni przyjaciele z Hollywood

Niezależnie od tego, jak często i boleśnie upadał, zawsze mógł liczyć na przyjaciela – Matta Damona. Poznali się, gdy Ben miał osiem lat, Matt był dwa lata starszy. „Jako pierwszy dostałem pracę w telewizji, w programie edukacyjnym dla dzieci – wspomina Affleck. – Potem, w liceum, spotkałem Matta na jednym z przesłuchań do sztuki teatralnej i widziałem, jak gotuje się z zazdrości. Podszedł do mnie i powiedział: »Zapamiętaj sobie: to nie jest telewizja, gdzie możesz wygrać fryzurą i wyglądem. Tu chodzi o talent, bo to jest teatr«. Uniósł wysoko głowę i odszedł. A ja wiedziałem, że mój najlepszy kumpel naprawdę mnie podziwia”. Teraz pracują razem nad filmem „The Last Duel” – to ich pierwszy wspólny scenariusz od czasów „Buntownika z wyboru”. Akcja dzieje się w XIV wieku, reżyseruje Ridley Scott. 

Ben powtarza też, jak bardzo pomogli mu Bradley Cooper i Robert Downey Junior, którzy również przeszli przez odwyk i są trzeźwi. „To oni uświadomili mi, że kiedy już jesteś trzeźwy, nie da się właściwie pozostać w tym stanie bez trzymania się pewnych zasad – mówi. – Poza odrzucaniem alkoholu musisz mówić prawdę i przepraszać, kiedy popełnisz błąd. Inaczej się nie da”. Dlatego Affleck nie tylko przeprasza publicznie najbliższych. Przeprasza też w związku z oskarżeniami o naruszenie prywatności telewizyjnych dziennikarek, które przytulał podczas wywiadów. A trzy lata temu oświadczył, że wszystkie przyszłe wpływy z filmów, w których grał, a których producentem był Harvey Weinstein, przekaże organizacjom walczącym z seksualnym wykorzystywaniem. 

Chyba naprawdę sie zmienił, bo nigdy wcześniej nie zrealizował tak wielu ambitnych projektów filmowych, jak w ostatnim roku. Możemy go oglądać w „Jego ostatnim życzeniu” w serwisie Netflix, czekamy na polską premierę „The Way Back”. Teraz jako aktor i reżyser zaczyna pracę nad „Ghost Army” i pracuje jako reżyser nad adaptacją „Świadka oskarżenia” Agathy Christie. Rozpoczął też pracę nad dokumentem o wschodniej części Republiki Konga, którą wspiera od lat, jeździ tam z pomocą charytatywną. „Słyszę czasem, że to kraj skorumpowany, że nie da się pomóc jego mieszkańcom. Ale ludzie stamtąd zmienili mój sposób myślenia, pokazali, że można się podnieść z wielkiej tragedii. Nie mogę nie wspierać ich determinacji, bo chcę być jak oni”.

Korzystałam z: „Ben Affleck Tried to Drink Away the Pain. Now He’s Trying Honesty” („The New York Times”), „The Great Sadness of Ben Affleck” („The New Yorker”), „Hope for the Congo” (TED Talk).

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 5/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Edward Norton, Osierocony Brooklyn
mat. prasowe

„Pozabijałbym tych, którzy kpią z mniejszości" – mówi Edward Norton

Oscarowy aktor o pomaganiu, Nowym Jorku i „Osieroconym Brooklynie"
Sylwia Niemczyk
03.01.2020

W „Osieroconym Brooklynie”, na podstawie powieści Jonathana Lethema, Norton jest detektywem z syndromem Tourette’a, zagubionym w życiu prywatnym, ale doskonałym w swoim zawodzie. Rozwiązuje zagadkę kryminalną i poznaje tajemnice miasta. To opowieść o miłości, przyjaźni, barwnym nowojorskim życiu, pełnym jazzu. Aktor zaczął myśleć o przeniesieniu tej historii do kin blisko 20 lat temu, kiedy pierwszy raz przeczytał książkę Lethema. To projekt jego marzeń. „Drugiego takiego już chyba nie zrealizuję”, mówi. Jest otwarty, uważnie słucha, nie patrzy na zegarek, a telefon przed rozmową odkłada na bok. Marta Strzelecka, „Uroda Życia": Potrafi pan wzruszyć. Edward Norton: Grając nietypowego detektywa? Opowiadając w swoim filmie o samotności. Zawsze wydawało mi się, że to jeden z najważniejszych tematów. Bo przecież większość z nas czuła się kiedyś odstawiona na bok, nieważne z jakiego powodu. Chyba każdemu zdarzyło się myśleć: „Nikt nie zna mnie prawdziwego”. O takich emocjach opowiadam.  Nie chciałem, żeby detektyw z zespołem Tourette’a był postacią komiczną, chociaż można go było opisać w scenariuszu, a potem zagrać komediowo. W sposób niekontrolowany wypowiada słowa, dotyka innych, przekręca głowę. Ma przy tym fotograficzną pamięć, bystry umysł, jest piekielnie inteligentny. Jednak nie może być dyskretnym śledczym, uniemożliwia mu to fizyczność. W sytuacjach, w których Bogart z wdziękiem uwiódłby ładną dziewczynę, ja jako detektyw robię z siebie idiotę. I to są komiczne sytuacje. Ale nie potrafiłbym o tym bohaterze zrobić czystej komedii, bo widzę w nim bardzo samotnego faceta.  Który poza tym, że walczy z własnymi ograniczeniami, stara się pomóc innym.  Dlatego wzrusza. Myślę, że tylko najgorsi ludzie nie czują...

Czytaj dalej
Friends
getty images

Jennifer Aniston wróciła w wielkim stylu w serialu „The Morning show”

Co słychać u Rachel?
Magdalena Żakowska
11.02.2020

Po 15 latach od ostatniego sezonu „Przyjaciół” Jennifer Aniston wróciła do telewizji. W serialu „The Morning Show” walczy z seksizmem, ageizmem, załamaniem kariery, rozpadem rodziny. Nigdy nie przestała być gwiazdą, ale teraz przypomniała, że jest również genialną aktorką. Jej pojawienie się na Instagramie spowodowało zawieszenie aplikacji. Jeszcze nikt w historii nie zyskał tylu obserwatorów w tak krótkim czasie. Dziś, po dwóch miesiącach od założenia konta, Jennifer Aniston ma ich blisko 20 milionów. Ta popularność jest zaskakująca – to aktorka jednej roli, do tego telewizyjnej. Może dlatego przyzwyczailiśmy się śledzić jej życie, jakby była bohaterką opery mydlanej? Próbowała się przed tym bronić. Bezskutecznie. Teraz postanowiła zawstydzić nas wszystkich. Rolą Alex w serialu „The Morning Show” pokazuje, jak naprawdę wygląda życie kogoś, kto wszystkie swoje zawodowe porażki i prywatne dramaty ogląda w krzywym zwierciadle mediów.  Rachel z „Przyjaciół” wraca do telewizji jako Alex w „Top of the Morning” Jennifer Aniston długo szukała dla siebie odpowiedniej roli. Kiedy trzy lata temu zgodziła się wrócić do telewizji i zagrać w serialu na podstawie książki „Top of the Morning”, napisanej przez dziennikarza telewizyjnego Briana Steltera, Harvey Weinstein był jeszcze najbardziej wpływowym producentem Ameryki z szansą na kolejnego Oscara. Stacje i platformy streamingowe stoczyły o ten serial chyba największy bój w historii współczesnej telewizji. Każdy chciał mieć w ofercie produkcję, w której w głównych rolach spotykają się Jennifer Aniston i Reese Witherspoon, dwie wielkie gwiazdy Hollywood, a prywatnie przyjaciółki, które przed kamerą spotkały się wcześniej tylko raz –...

Czytaj dalej
Tom Cruise/East News
Tom Cruise/East News

To będzie pierwszy film fabularny nakręcony w kosmosie. Zagra w nim Tom Cruise

Tom Cruise leci w kosmos. Film akcji z udziałem aktora ma rozgrywać się bowiem na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Choć brzmi to jak fake news, zaskakującą informację zdążył potwierdzić administrator NASA.
Sylwia Arlak
08.05.2020

Czegoś takiego jeszcze nie było. Portal Deadline poinformował o tym, że NASA, Elon Musk i Tom Cruise planują nakręcić film akcji na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Nie byłaby to jednak — jak spekulowano — kolejna część serii „Mission: Impossible”. Na razie nie znamy szczegółów projektu. Nie wiadomo też jakie studio miałoby zająć się realizacją ambitnego projektu. Doniesienia amerykańskiego portalu potwierdził już administrator NASA, Jim Bridenstine. NASA is excited to work with @TomCruise on a film aboard the @Space_Station ! We need popular media to inspire a new generation of engineers and scientists to make @NASA ’s ambitious plans a reality. pic.twitter.com/CaPwfXtfUv — Jim Bridenstine (@JimBridenstine) May 5, 2020 Od początku jasne jest, że główna rola w filmie przypadnie w udziale Cruise'owi. I trudno się dziwić: aktor znany jest z tego, że samodzielnie wykonuje wiele wyczynów kaskaderskich na planach filmowych. Najbardziej spektakularne były te wykonane na wysokości 123. piętra wieżowca Burj Khalifa, czyli najwyższego budynku na świecie. Koszta produkcji byłby z pewnością olbrzymie, ale i widzów takiego projektu na pewno by nie brakowało. Do tej pory na pokładzie stacji kosmicznej kręcono jedynie dokumenty (co ciekawe, narratorem filmu, który ukazał się w 2002 roku, był właśnie Cruise), bądź krótkie ujęcia filmowe. Ekipa filmowa wybierze się na Międzynarodową Stację Kosmiczną na pokładzie amerykańskiego pojazdu Crew Dragona firmy SpaceX. Pobyt zajmie im około kilkunastu dni. W ten sam sposób dostaną się na pokład pierwsi turyści, którzy sami zapłacą za swój bilet. Według Elona Muska, ich podróż może odbyć się już w przyszłym roku.

Czytaj dalej