Jak będzie wyglądał świat po pandemii? Harari o naszej przyszłości
Mat. prasowe Wydawnictwa Literackiego

Jak będzie wyglądał świat po pandemii? Harari o naszej przyszłości

Jeśli zastanawiamy się, jak będzie wyglądał świat po pandemii, jedną z osób, których warto słuchać, jest słynny badacz dziejów ludzkości Yuval Noah Harari.
Anna Zaleska
27.04.2020

Wyobraźmy sobie,  że każdy z nas nosi bransoletkę, która monitoruje temperaturę naszego ciała, ciśnienie krwi i tętno. Rządowy algorytm wie nie tylko to, że jesteśmy chorzy, zanim sami się o tym dowiedzieliśmy. Wie też, gdzie chodziliśmy i z kim się spotykaliśmy. Badając reakcje naszego ciała, rozpoznaje, co nas śmieszy, co doprowadza do płaczu, a co naprawdę wkurza. A to daje pole do manipulowania nami i sporych nadużyć. Czy takie bransoletki możemy naprawdę nosić, czy to tylko efektowna, choć niezbyt krzepiąca wizja słynnego profesora Yuvala Noah Harariego?

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

W innym świecie

Yuval Noah Harari, profesor uniwersytetu w Jerozolimie, historyk i filozof, od lat bada, jak to się stało, że homo sapiens jest dziś tym, kim jest. Ale też pyta, jaka będzie przyszłość ludzkości. A że opowiada o tym w nadzwyczaj zajmujący i przystępny sposób, wszystkie jego książki natychmiast stają się bestsellerami. Pierwsza „Sapiens. Od zwierząt do bogów” sprzedała się w ponad 5 mln egzemplarzy w 45 krajach. Kolejne: „Homo deus. Krótka historia jutra” i „21 lekcji na XXI wiek” też stały się wielkimi wydawniczymi hitami, również w Polsce.

Ostatnio w najważniejszych światowych mediach ukazały się rozmowy  z izraelskim naukowcem o tym, jaki będzie świat po pandemii. Sam Harari na walkę z Covid-19 przekazał milion dolarów. Czas kwarantanny spędza w swoim domu niedaleko Jerozolimy, razem z mężem Itzikiem Yahavem, z którym w 2002 roku wzięli ślub w Kanadzie. Przez dwie godziny dziennie, rano i wieczorem, uprawia medytację Vipassana. Nie używa telefonu komórkowego, raz w roku robi sobie miesięczny urlop od mediów społecznościowych. Jest weganinem. „Burza przeminie, ludzkość przetrwa, większość z nas przeżyje, ale będziemy już żyli w innym świecie” – mówi.

Państwa jak świnki morskie

Harari zwraca uwagę, że dzisiaj technologia umożliwia monitorowanie każdego z nas przez 24 godziny na dobę. Dotąd nawet KGB musiało polegać na agentach, a przecież nie mogło ustawić szpiega przy każdym człowieku. W efekcie całe państwa są jak świnki morskie poddawane społecznym eksperymentom na wielką skalę.

Rządy mogą teraz korzystać z wszechobecnych czujników i potężnych algorytmów. Takie narzędzia do walki z koronawirusem zastosowały na przykład Chiny. Przez monitorowanie smartfonów i zobligowanie ludzi, by sprawdzali i raportowali temperaturę ciała i stan zdrowia, chińskie władze mogły nie tylko szybko identyfikować nosicieli, ale też śledzić, jak się przemieszczali i z kim mieli kontakt. W Izraelu do śledzenia zakażonych  wykorzystuje się technologię normalnie zarezerwowaną do walki z terrorystami.

Nikt z nas nie wie, jak będziemy kontrolowani w najbliższym czasie.  Bransoletki biometryczne, które dzień i noc monitorują temperaturę naszego ciała, ciśnienie krwi i tętno, a przez to też wszelkie reakcje organizmu, to technologia, przy której monitoring prowadzony przez Cambridge Analytica (firma, która pomogła wygrać wybory Donaldowi Trumpowi, a w Wielkiej Brytanii referendum w sprawie Brexitu) wygląda jak metoda z epoki kamienia. Technologie rozwijają się w zawrotnym tempie, a to, co dziesięć lat temu wydawało się science fiction, dziś jest już przestarzałym newsem.

Yuval Noah Harari
Fot. Materiały prasowe Wydawnictwa Literackiego

Oczywiście – podkreśla Harari – technologia daje nam znakomite narzędzia do walki z Covid-19. Ale alternatywa: zdrowie albo prywatność jest postawiona fałszywie. Pokonać wirusa można też w krajach demokratycznych. Korea Południowa czy Tajwan swoją walkę z pandemią oparły na obszernych testach, uczciwych raportach i gotowości ludzi do współpracy.

Jeśli rządy chcą kontrolować nas tak dalece, muszą też same podlegać demokratycznej kontroli wyborców, mediów i opozycji. Informować nas, jakie metody stosują i w jakim celu. Inaczej możemy się wkrótce obudzić w totalitarnej dystopii.

Zaufać nauce

Harari wierzy, że jeśli ludzi będzie się traktować poważnie i  przedstawiać im fakty naukowe, wtedy będą robić właściwe rzeczy, nie mając nad sobą Wielkiego Brata. Przykładowo, jeśli teraz dokładnie myjemy ręce mydłem, to nie dlatego, że za naszymi plecami stoi policjant, a w toaletach są kamery i czujniki.

Robimy to, bo słyszeliśmy o wirusach i bakteriach i rozumiemy, że to one wywołują choroby. Jeśli będziemy mieć narzędzia do monitorowania swojego stanu zdrowia, sami zgłosimy zakażenie, wiedząc, że w ten sposób chronimy siebie i innych przed niebezpieczeństwem.

W czasie obecnego kryzysu widzimy, że ludzie naprawdę znów ufają nauce, bardziej niż czemukolwiek innemu. „Mam nadzieję, że będziemy o tym pamiętać w przyszłości – mówi Harari. – Gdy naukowcy ostrzegają nas nie tylko przed epidemią, ale też przed zmianami klimatycznymi czy katastrofą ekologiczną, powinniśmy to traktować równie poważnie, co teraz pandemię”.

Pomagać w potrzebie

Największym problemem – zdaniem autora „Sapiens” – nie jest wirus, bo ludzkość ma wiedzę i technologiczne narzędzia, żeby sobie z nim poradzić. Prawdziwie wielkim problemem mogą okazać się nasze wewnętrzne demony, nienawiść, chciwość i ignorancja. „Obawiam się, że odpowiedzią ludzkości na ten kryzys nie będzie globalna solidarność, ale nienawiść, obwinianie innych krajów, mniejszości etnicznych i religijnych. Ale mam nadzieję, że będziemy zdolni rozwinąć też w sobie współczucie, co obudzi w nas hojność, wielkoduszność, gotowość, by pomagać ludziom w potrzebie. I że rozwiniemy naszą zdolność do rozeznania prawdy i nie będziemy wierzyć w teorie spiskowe. Jeśli tak się stanie, nie mam wątpliwości, że zdołamy przezwyciężyć ten kryzys”.

Jak przekonuje naukowiec, w czasach kryzysu sposób myślenia może bardzo szybko się zmienić. „Możesz być ze swoim rodzeństwem w nie najlepszych stosunkach, ale gdy wydarzy się coś niebezpiecznego, odkrywacie w sobie głęboko ukryte pokłady zaufania i przyjaźni. I ruszacie sobie na pomoc”.

Korzystałam z tekstu  Yuval Noah Harari: the world after coronavirus (Financial Times, 20.03.2020 i Yuval Noah Harari on COVID-19: 'The biggest danger is not the virus itself' (DW Academie, 22.04.2020 )
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat. prasowe Netfliks

Joanna Kulig znów śpiewa i kocha – i znów zachwyca! „The Eddy” już w maju na Netfliksie

Jej głos tak poruszył reżysera Damiena Chazelle'a, że specjalnie dla niej zmienił scenariusz swojego najnowszego dzieła. Joanna Kulig w nowym miniserialu Netfliksa „The Eddy” zachwyca tak samo jak w „Zimnej wojnie”.
Sylwia Arlak
28.04.2020

Po  sukcesie filmu „Whiplash” i „La La Land”, reżyser Damien Chazelle powraca – ale tym razem współtworzone przez niego dzieło trafia na mały ekran. Miniserial „The Eddy” już w maju pojawi się na Netfliksie. W jednej z głównych ról zobaczymy Joannę Kulig.  Akcja „The Eddy” rozgrywa się we współczesnym, wielokulturowym Paryżu.  Eliot Udo (André Holland), kiedyś uznany pianista, dziś jest właścicielem klubu jazzowego The Eddy i menadżerem zespołu prowadzonego przez Polkę, Maję (właśnie w jej roli zobaczymy Joannę Kulig). Reżyser specjalnie dla polskiej aktorki zmienił rolę Mai: pierwotnie bohaterka miała być Amerykanką.  Maja stworzona przez Joannę Kulig może czasami przypominać Zulę z „Zimnej wojny”. Tak samo jest piękna i utalentowana, ale jednocześnie wybuchowa i trudna we współpracy. Mimo talentu zmaga się z depresją i nie widzi sensu życia.  Oprócz pracy Eliota i Maję łączy dawna wielka miłość, dziś jednak ich relacja jest przepełniona głównie złością i żalem. Rozstają się i na nowo schodzą, jak dźwięki w jam session. Najpiękniejsze chwile przeżywają podczas wspólnego tworzenia: muzyka jest ich całym światem i kojącą ucieczką od problemów. A te ostatnie są niemałe – klub jest na skraju bankructwa, poza tym  Eliot odkrywa, że jego wspólnik może być zamieszany w gangsterskie interesy w klubie. Jakby tego było mało, z niespodziewaną wizytą przyjeżdża jego nastoletnia córka, Julie, która także zmaga się ze swoimi tajemnicami, emocjami i problemami. Aby ochronić najbliższych i ocalić klub, Eliot będzie musiał skonfrontować się ze swoją przeszłością. Gwiazdorski zestaw twórców: Chazelle,...

Czytaj dalej
Anna Orska lato 2020 biżuteria New Stone. Made by Homo Sapiens
fot. Agnieszka Szenrok

Anna Orska nawet poprzemysłowy plastik zamienia w piękną biżuterię!

Polska projektantka biżuterii wykorzystała poprzemysłowy plastik, stworzyła z niego „New Stone. Made by Homo Sapiens” i ten nowy kamień oprawiła w wyjątkowe organiczne formy swoich projektów.
Zuzanna Szustakiewicz
19.06.2020

Lepsza moda, która na względzie ma dobro naszej planety oraz ludzi, którzy ją tworzą to temat, o którym mówi się już bardzo dużo. Model obiegu zamkniętego w modzie zakłada, że nic nowego w tym układzie, się nie pojawia i nic z niego nie wychodzi tzn., że nic się nie zmarnuje. I choć do tego ideału droga jeszcze daleka, to przynajmniej coraz więcej firm zdaje sobie sprawę z tego, że to jedyne słuszne rozwiązanie. Jednym z przejawów bardziej zrównoważonego podejścia do produkowania ciuchów czy akcesoriów jest wytwarzanie ich z już istniejących zasobów, zamiast z nowych materiałów. Pięknym przykładem takiego modowego upcyklingu jest najnowsza kolekcja Anny Orskiej i jej nowy wspaniały kamień. New Stone, czyli kamień filozoficzny z plastiku Anna Orska lubi eksperymentować i często w jej projektach pojawiają się niestandardowe elementy czy materiały. Dlatego wykorzystanie poprzemysłowego plastiku w jej najnowszej kolekcji nie powinno nikogo dziwić. Jednak zadziwia sposób, w jaki projektantka to zrobiła. Orska stworzyła po prostu własny kamień. Potrzebna była wiedza, cierpliwość, odpowiednia technologia i odrobina szczęścia, by spotkać odpowiednich ludzi, którzy zrealizują wizję projektantki. Orskiej pomogli Weronika Banaś – specjalistka od niestandardowych innowacyjnych materiałów oraz zespół Boomplastic. Wzięli oni poprzemysłowy plastik i poddali go eksperymentalnej obróbce. W efekcie powstała artystyczna, jubilerska interpretacja plastik u — czarny syntetyczny kamień o tęczowym połysku. Wykonane z recyklingowanego plastiku z dodatkiem opiłków mosiądzu bryły przypominają naturalne minerały, są nie tylko piękne, ale i wytrzymałe oraz lekkie. Nowy syntetyczny kamień został opatrzony pieczęcią, informującą o jego pochodzeniu –...

Czytaj dalej
ile rozkłada się plastik
Getty Images

To już ostatni dzwonek na globalne otrzeźwienie! Zróbmy to, zanim będzie za późno

Dzisiaj życie etyczne znaczy: życie ekologiczne.
Magdalena Żakowska
04.06.2019

Powodzie, upały, susze, znowu powodzie – to nie przyroda oszalała, ale my, ludzie. Bez naszej pomocy Ziemia nie poradzi sobie sama z globalnym ociepleniem. I wcale to nie znaczy,  że wszyscy musimy nagle wywrócić swoje życie do góry nogami. Wystarczą minimalne, właściwie nieodczuwalne zmiany, a każdy z nas ocali takiego żółwia, jak na zdjęciu powyżej. Cały rok segregujesz śmieci, jeździsz do  pracy rowerem, a na zakupy chodzisz z płócienną torbą. Zastanawiasz się dwa razy, zanim kupisz nową sukienkę, bo wiesz, że kupowanie ubrań w sieciówkach oznacza generowanie śmieci. Ale wystarczy, że kupisz bilety lotnicze na wakacje na drugim końcu świata, żeby ktoś życzliwy skomentował to krótkim: „I po co było się tak cały rok starać?”. Bo przecież teoretycznie jedna podróż samolotem do Tajlandii to większa krzywda dla naszej planety niż codzienna jazda samochodem do pracy i te kilkadziesiąt reklamówek, które zużyjesz w ciągu roku na zakupy. Czy to znaczy, że cały twój wysiłek idzie na marne? Po co się starać, jeśli przekreśla to jedna podróż samolotem? Ale czy naprawdę przekreśla?! – Wszyscy jesteśmy hipokrytami. Każdy z nas ma coś na sumieniu – mówi filozofka, profesor UMK w Toruniu Ewa Bińczyk. – Nie jesz mięsa, ale nosisz skórzane buty. Sprzedałeś samochód i  używasz roweru, ale latasz samolotem i kupujesz ubrania w tanich sieciówkach, uszyte w łamiących prawa człowieka fabrykach w Bangladeszu. I tak dalej, i tak dalej. Często podświadomie szukamy argumentów, które nas usprawiedliwią i zwolnią z obowiązku myślenia o tym, jaki świat zostawimy naszym dzieciom. A  przecież nie wszyscy muszą się zmieniać w stu procentach. Jeżdżąc rowerem, zachęcasz do tego innych. To już dużo. Dyskomfort,...

Czytaj dalej
strzępka
Maciej Zienkiewicz/Agencja Gazeta

Jak po pandemii spojrzymy sobie w oczy? Rozmowa z reżyserką Moniką Strzępką

Jak spojrzymy sobie w oczy? Co sobie powiemy? Że poświęciliśmy tych, tych i tych? – pyta Monika Strzępka, reżyserka, która w duecie z Pawłem Demirskim rozprawia się w teatrze z nierównością i narodowymi mitami.
Wika Kwiatkowska
09.11.2020

Monika Strzępka i Paweł Demirski są jednym z najwybitniejszych duetów teatralnych w Polsce. Właśnie mieli wystawić w Teatrze Starym w Krakowie spektakl „Jeńczyna” opowiadający o naszych seksualnych lękach i fantazjach. Ale z powodu COVID-19 premiera została jednak przesunięta. Nam Monika Strzępka opowiada o świecie w pandemii i o tym, jaki może być po zarazie, oraz o prawdziwym, żywym teatrze, którego nie zastąpią żadne trasmisje na skypie czy zoomie. Wika Kwiatkowska: Gdybym pół roku temu spytała, czego ci najbardziej w codziennym życiu brakuje, co byś odpowiedziała? Monika Strzępka: Nie wiem, czy w ogóle sięgnę teraz tak daleko pamięcią. Pół roku temu siedziałam już trzeci miesiąc w Krakowie i miałam przed sobą jeszcze dwa miesiące. Robiłam tam po kolei dwa przedstawienia, dwie Joanny: najpierw „Świętą Joannę” w szkole teatralnej, potem „Joannę d’Arc na stosie” w operze. Strasznie mi brakowało kontaktu z bliskimi, to była drastyczna rozłąka, zwłaszcza z dzieckiem. Może i wyłam z tęsknoty, ale miałam wrażenie, że sama sobie zgotowałam tę sytuację, że właśnie wyciągam wnioski i że nigdy więcej. Mózg produkował jakieś myśli o zbyt wysokiej cenie rozłąki, jak to mózg. Jakoś się żyło. Ale wiadomo – zawsze się jakoś żyje. Człowiek się szybko przyzwyczaja. Do tej nowej sytuacji chyba wciąż się przyzwyczajamy? Zobacz, jak łatwo daliśmy się osadzić w tych naszych domowych celach. Powiedzieli: „siedzieć w domu” i karnie siedzimy. Bez użycia środków przymusu, w każdym razie rozumianych po staremu. Oczywiście będzie to miało swoją dynamikę, bo to też jest proces – pogodzenie, frustracja, agresja. Zwłaszcza że miliony ludzi zwyczajnie pozbawiono środków do życia. Ale jakoś żyjemy. Do niedawna można było nawet wyjść na...

Czytaj dalej