Barbara Krafftówna: pochowała dwóch mężów i jedynego syna, ale nie dała się złamać
INPLUS/East News

Barbara Krafftówna: pochowała dwóch mężów i jedynego syna, ale nie dała się złamać

Kiedy zmarł jej drugi mąż, Barbara Krafftówna obiecała sobie, że już nigdy nie zwiąże się z innym mężczyzną. Za wszelką cenę próbowała się chronić. Ale los miał dla niej inną tragiczną niespodziankę.
Sylwia Arlak
30.12.2020

Po zakończeniu II wojny światowej zamieszkała w Gdyni, gdzie Iwo Gall zakładał teatr. Wokół energicznej i wiecznie uśmiechniętej Krafftówny kręciło się wielu mężczyzn. Starał się o nią utalentowany pianista, lekarz, działacz kulturalny i zdolny muzyk. Z jednym umawiała się na domowe schadzki, z drugim chodziła na spotkania do cukierni, trzeci był jej oficjalnym adoratorem, a czwarty towarzyszył jej podczas wczasów w sanatorium. Gdy podczas wizyty we Wrocławiu poznała dyrygenta z tamtejszego teatru, rzuciła wszystkich adoratorów. Myślała, że to ten jedyny. „Ale nagle jakbym dostała obuchem w łeb. Powiedział coś, co było ciężkim chamstwem. Od tej pory przestał dla mnie istnieć” — wspominała Barbara Krafftówna w wywiadach.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Przez długi czas była na środkach uspokajających

Aktora Michała Gazdę poznała w teatrze, w którym razem pracowali. W 1953 roku na marszu z okazji 1 maja w Warszawie już wiedziała, że jest zakochana. Tak naprawdę, po raz pierwszy w życiu. „1 maja nieśliśmy razem szturmówkę z napisem »Niech żyje 1 maja«, 17 maja Michał oświadczył mi się, a już 1 czerwca odbył się ślub” — opowiadała. „Czy ja byłam kochliwa? Na pewno nie byłam obojętna. Moje niektóre koleżanki nagle znajdowały się w amoku miłości, choć na co dzień były szalenie racjonalne. Ale i ja bywałam w amoku zakochania, bez niego nie byłoby decyzji o małżeństwie. Potem amok przechodził, było spokojniej. Można było się cieszyć, planować. I marzyć. W ogóle u mnie wciąż jest gęsto od marzeń, stare zamieniają się w nowe, zmienia się ich kolejność. Cały czas” — opowiadała w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl.

Czytaj też: Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści

Dwa lata później doczekali się syna, Piotra, którego pomogła wychowywać jej mama. Kiedy zmarła, Krafftównie został już tylko mąż. „Tego dnia był muzyczny program telewizyjny przygotowywany przez wiele tygodni. Śpiewaliśmy w duetach i nie było zastępstwa. Program był na żywo. Trzeba było nie tylko śpiewać, trzeba było grać, tańczyć. Śmiej się, pajacu, na chwilę po śmierci matki” — mówiła. Dziesięć lat później, tuż przed zakończeniem zdjęć do filmu „Czterej pancerni”, który przyniósł jej wielką popularność, nie zdołała pójść do pracy.

„W progu stał oficer. Powiedział, że Michał nie żyje. Prowadził auto i na moście Gdańskim dostał zawału serca. Rzuciłam się na tego milicjanta i zaczęłam go bić w klatkę piersiową. Zareagowałam tylko ruchem, bezdźwięcznie” — wspominała aktorka. Przez długi czas żyła na środkach uspokajających. Wiedziała, że musi wziąć się w garść, żeby wychować syna.

Piotr skończył archeologię śródziemnomorską i przeprowadził się do USA. Po wprowadzeniu stanu wojennego wyjechała też Krafftówna. W San Francisco na zaproszenie Polonii miała grać „Matkę” Witkacego. Po angielsku, choć nigdy nie uczyła się języka.

Najpierw ślub, potem poznawanie siebie

Tam poznała swoją drugą miłość — dyrektora Międzynarodowego Instytutu Integracyjnego dla Emigrantów, Arnolda Seidnera. „Potknęłam się na estradzie o kable i żeby nie upaść, oparłam się o czyjeś kolana. […] To, co określa się jako miłość od pierwszego wejrzenia, dokonało się, gdy spojrzałam w niebieskie oczy Seidnera” — przyznała lata później. Zdecydowali się pobrać po niecałym miesiącu znajomości. „A co tu jest do sprawdzania, przecież i tak zawsze wychodzi się za mąż za obcego człowieka. Na sprawdzanie jest czas po ślubie” — przyznała kiedyś.

Seidner bardzo przypominał jej pierwszego męża. „Wszystko, co robił, przypominało mi Michała. Kilka dni przed ślubem zauważyłam, że Michał ma oderwany guzik przy koszuli. Podał mi guzik i nitkę. Tuż przed zaręczynami Arnold podał mi rękaw koszuli i poprosił o przyszycie guzika. Reinkarnacja?” — opowiadała.

Pół roku po ślubie, gdy Krafftówna poleciała do Polski po nowy paszport (po jednym z recitali Krafftówna została okradziona, straciła dokumenty), spotkała ją kolejna tragedia. Mąż zmarł nagle na zawał serca. O zdarzeniu dowiedziała się przez telefon. „Usłyszałam straszny krzyk. Mój własny” — wspominała. Trudne doświadczenia sprawiły, że nie chciała już nawiązywać bliższych relacji z mężczyznami.

Czytaj też: Wyjątkowa miłość: Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”

Po sześciu latach opuściła San Francisco, gdzie pochowała męża i pojechała do Los Angeles. Zamieszkała w domu seniora z oknem na słynny napis Hollywood. Dostała zezwolenie na stałą pracę i zaczęła współpracować z teatrem polonijnym. „Tam stało się coś szczególnego: zbudowało się na moment własne, nowe życie” — tłumaczyła. Ale nie czuła się jak u siebie. W 1998 roku wróciła na stałe do Polski. Znowu grała w filmach, serialach i w teatrze.

Jej syn zamieszkał razem z żoną i synem Michałem w Kanadzie. „Gdy zostałam podwójną wdową, wydawało mi się, że zły los wystarczająco mnie już zranił i wreszcie da mi spokój. Niestety… Okazało się, że najgorsza tragedia była jeszcze przede mną” — wspominała. Jej syn zmarł nagle w 2009 roku. „Myślałam, że trzy razy oszaleję z żalu. Bardzo pomagają pigułki. Najpierw przychodzi otępienie, a potem trzeba spróbować jakoś z niego wyjść. W końcu pozostaje blizna, dotkliwa, wyraźna, własna” — mówiła w książce Remigiusza Grzeli,  „Krafftówna. W krainie czarów”. Podkreślała, że bez pracy i przyjaciół by nie przetrwała.

Czytaj też: King i Królik byli idealną parą literacką, ale w życiu układało im się różnie. O małżeństwie Zofii i Melchiora Wańkowiczów

Życie, pomimo wszystko

Przeżyła więcej, niż wydawało jej się, że może unieść. A jednak udało jej się zachować pogodę ducha. „Obaj moi mężowie zmarli zbyt szybko, niespodziewanie. Staram się doceniać każdą chwilę, bo wiem, jak kruche jest szczęście. Wielu sytuacji w swoim życiu nie przewidziałam. Ale życie jest życiem i człowiek musi wracać do codzienności po wszystkich ciosach” — mówiła Krafftówna w jednym z wywiadów, a w innym dodała: „Nie spotkałam osoby, która nie miała momentu przełomowego w swoim życiu. Łącznie z największymi tragediami lub oszałamiającym sukcesem”.

Od najmłodszych lat wiedziała, że musi umieć liczyć na siebie. „Nikt ci tak nie może pomóc, jak sam sobie nie pomożesz. Moja mama uczyła mnie, że jeśli mam jakieś kłopoty i zmartwienia, to dzielę się nimi z najbliższymi, szukam rady, pomocy. Natomiast nie wynoszę tego na zewnątrz, bo ludzie mają własne problemy i własne zmartwienia, i nie należy jeszcze obciążać ich cudzymi” — podkreślała w rozmowie z Polską Agencja Prasową. Tłumaczyła, że nie lubi dzielić się szczegółami ze swojego życia. „To nie jest w dobrym tonie. Mąż, dzieci, rodzina, to moja prywatność. I tak powinno być. Ja rozumiem ludzką ciekawość, ale w „sprzedawaniu” swojej prywatności i intymności są jakieś granice. Poza tym cóż to za popularność? Bardzo krótki jest żywot takich artystów złożony z ich samych”.

Umiała kochać i czuła, że była kochana. Nie tylko przez rodzinę i przyjaciół, ale i licznych fanów. „Tę zasadę »jak być kochaną« właściwie wyniosłam z domu. Byłam nauczona tego, że wychodząc z własnych czterech ścian, będąc z ludźmi, muszę być po prostu naturalnym, uśmiechniętym, życzliwym człowiekiem. […] Być może jest to też sprawa wrodzonej umiejętności kontaktu. Jestem kontaktową aktorką i kontaktowym człowiekiem” — tłumaczyła w rozmowie z Aict Polska (Sekcją Polską Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych).

Ma 92 lata i wciąż jest głodna życia. „Wie pani, ja cieszę się, że żyję, dobrze widzę, myślę, słyszę. Nie martwię się na zapas. Jak nagle rano nie mogę wstać, bo coś się zepsuło, pękło, to wtedy zaczynam się zastanawiać, co się zadziało. Takie awarie mi się zdarzają, jak każdemu” — mówiła w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl. Pytana o to, czego jeszcze chciałaby w życiu spróbować, odpowiedziała: „wszystkiego”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Marilyn Monroe: „Cóż z tego, że człowiek ma cały świat, kiedy straci duszę?”

Marilyn Monroe była spełnieniem mitu o amerykańskim śnie. Filmy z jej udziałem zarobiły ponad 200 milionów dolarów. Uwiodła cały świat, ale nigdy nie polubiła samej siebie.
Sylwia Arlak
29.09.2020

Około godz. 20:00 Marilyn weszła do sypialni, gdzie zaczęła rozmawiać przez telefon ze swoim znajomym, aktorem Peterem Lawfordem, prywatnie szwagrem prezydenta Johna F. Kennedy'ego. Ten zeznał później, że prawdopodobnie była pod wpływem jakichś środków odurzających. Do gwiazdy zajrzała też gosposia Eunice Murray, ale według niej, nie działo się nic niepokojącego. Około godz. 3.00 w nocy Murray zorientowała się, że w sypialni Monroe wciąż świeci się światło, a ona nie odpowiada. Zaniepokojona wezwała dr Greensona, który rozbił szybę i dostał się do środka. Znalazł ją nagą na łóżku ze słuchawką w ręku. Nie żyła. Jako przyczynę śmierci wskazano przedawkowanie środków nasennych. „Prawdopodobnie samobójstwo”. Ślub, który miał być ucieczką Marilyn Monroe, a właściwie Norma Jeane nigdy nie poznała swojego ojca. W wieku dziewięciu lat, jej matka, Gladys, z problemami psychicznymi trafiła do szpitala, a ona do sierocińca. „Rodzice wszystkich dzieci umarli. Ja miałam co najmniej jednego rodzica — matkę. Ale ona mnie nie chciała. Zbyt się wstydziłam, aby próbować wyjaśnić to innym dzieciom. Szczęśliwa byłam tylko wtedy, gdy zabierano nas do kina” — wspominała. Przez całe swoje dzieciństwo miała w sumie 11 różnych rodzin zastępczych. Mieszkała też u cioci i wujka. Po latach przyznała, że wujek wykorzystywał ją seksualnie. Nikt nie chciał powiedzieć Normie, co się właściwie stało z jej mamą. W końcu zaczęła wierzyć, że umarła i nigdy więcej jej nie zobaczy. Razem zamieszkały dopiero 13 lat później, ale też nie na długo. Matka zachorowała na schizofrenię paranoidalną i resztę życia spędziła w szpitalu. Wrażliwa nastolatka miała dość tułaczek od jednego do drugiego domu. Poszukując odrobiny „normalności”, poślubiła...

Czytaj dalej
Józef Piłsudski
Wikipedia

Aleksandra Szczerbińska na ślub z Józefem Piłsudskim czekała 15 lat

Towarzyszka Ola była zdania, że czas rewolucji to nie najlepszy moment na miłość. Jednak Józefowi Piłsudskiemu nie potrafiła odmówić, choć dobrze wiedziała, że jest żonaty.
Sylwia Arlak
01.11.2020

Konsekwentnie nie zgadzała się, kiedy koledzy chcieli ją odprowadzić do domu po wiecach pepesowskich czy podczas spaceru potrzymać za rękę. „To nie jest dobry czas na takie sprawy” — mówiła. Podczas jednego ze spotkań partyjnych w maju 1906 roku Aleksandra Szczerbińska poznała Józefa Piłsudskiego. Początkowo nie była nim zainteresowana jako mężczyzną. Owszem, widziała w nim nieustraszonego działacza, bojownika i wielkiego patriotę, ale wydawał jej się nudny. Poza tym wiedziała, że „Ziuk” ma żonę. Szczerbińska i Piłsudski: miłość od setnego wejrzenia Ich pierwsza rozmowa trwała około godziny. Piłsudski, znany już wtedy działacz przyjechał do Warszawy szukać chętnych do jego krakowskiej szkoły bojowej. Zamiast romantycznych gestów i zalotnych spojrzeń, skupili się głównie na liczeniu sztuk broni. „Gdy wracam myślami do tego pierwszego spotkania, widzę, że wówczas i długi jeszcze czas potem, patrzyłam na mego przyszłego męża, jak na przywódcę organizacji, a nie jak na człowieka, któremu może być dostępne tak ludzkie uczucie jak miłość. Ani przez głowę wtedy mi nie przeszło, żebym go mogła kiedyś pokochać i on mnie” — napisała później Szczerbińska w pamiętniku, dodając: „Żywo stoi mi w pamięci ten obraz, gdy w wiosenne popołudnie staliśmy wśród kilku karabinów, między koszami z browningami, mauzerami i amunicją, a ja myślałam, że oto widzę człowieka, którego Syberia złamać nie zdołała” — wspominała po latach ich pierwsze spotkanie. Czytaj też:   Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie” W lipcu 1906 roku spotkali się po raz drugi. Oboje jechali pociągiem w partyjnych sprawach. Podróż z Krakowa do Zakopanego...

Czytaj dalej
East News

Nicole Kidman i Keith Urban: „Spotkanie jej i małżeństwo nie zmieniło mojego życia. Było jego początkiem”

Kiedy się poznali, oboje czuli się bardzo samotni. „Weszliśmy do swojego życia w najlepszym czasie, gdy mogliśmy się na siebie otworzyć” — mówiła Nicole Kidman o relacji ze swoim mężem, Keithem Urbanem.
Sylwia Arlak
25.11.2020

Poznali się w styczniu 2005 roku podczas gali honorującej osiągnięcia australijskich artystów w USA. „Po raz pierwszy spotkaliśmy się na przyjęciu w Los Angeles. Pamiętam, że pomyślałem: »O rany, naprawdę chciałbym ją poznać. Oboje pochodzimy z Australii i jestem pewien, że przeszliśmy podobną drogę«. Kiedy weszła do pokoju, w którym stałem z przyjaciółmi, byłem pod wrażeniem. Przysięgam, że sunęła po pokoju, unosiła się. Nie wiem, jak to zrobiła. To było nie z tego świata. Pomyślałem: »Po prostu idź do niej i przywitaj się« — wspominał słynny muzyk country Keith Urban, dodając: „Zebrałem się na odwagę, by iść i to zrobić. Byłem bardzo zdenerwowany, a ona bardzo miła. Powiedziałem »Miło cię poznać« i odszedłem. Dopiero potem pomyślałem: »Może powinienem powiedzieć coś więcej?«. Wróciłem, przeprosiłem i zaczęliśmy rozmawiać. Zaiskrzyło”. Nicole Kidman w wywiadzie dla Ellen DeGeneres w 2017 roku wspominała: „Podkochiwałam się w nim, a on nie był mną zainteresowany. Tak mi się wtedy wydawało. Po naszym spotkaniu nie dzwonił do mnie przez cztery miesiące”. Kidman i Cruise. To miała być miłość na całe życie Nie dzwonił ze strachu. „Ktoś dał mi kartkę z jej numerem i przez jakiś czas trzymałem ją w kieszeni. Patrzyłem na nią i myślałem: »Jeśli zadzwonię pod ten numer, ona odbierze. Nie wiem, co mam jej powiedzieć« — wspominał w australijskim talk-show Interview w 2018 roku. „Nie byłem w najlepszym miejscu w swoim życiu. Nigdy bym nie pomyślał, że Nicole zobaczy coś w takim facecie, jak ja. Ale w końcu się odważyłem. Zadzwoniłem i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy. Szło nam świetnie” — dodał. Oboje czuli się bardzo samotni....

Czytaj dalej
Wisława Szymborska
mat. prasowe

Wisława Szymborska, Ichna, Wisełka: „Czasami jestem podobna do siebie, a czasami nie”

Wisława Szymborska, pierwsza dama polskiej poezji, nie chciała opowiadać o swoim życiu i nie lubiła, gdy się o niej rozpisywano. Wolała, żeby mówiły za nią jej wiersze.
Sylwia Arlak
24.11.2020

O tym, że otrzymała nominację do literackiej Nagrody Nobla, dowiedziała się od dziennikarzy (była wówczas jedyną noblistką w historii, która poznała werdykt jeszcze przed oficjalnym komunikatem). Wypoczywała w pensjonacie Astoria w Zakopanem, gdy odwiedzili ją znajomi reporterzy. „Fotograf Adam Golec — już po ogłoszeniu wiadomości — uwiecznił na wspaniałych zdjęciach nieoficjalny wizerunek świeżo upieczonej noblistki: naprawdę zaskoczonej, roześmianej, z papierosem w ręce i z włosami w nieładzie. (…) Wisława Szymborska wyszła do dziennikarzy w rozciągniętym białym swetrze i w malinowej spódniczce wątpliwej urody. Była na wakacjach i stroje miała wakacyjne” — czytamy w książce Joanny Gromek-Illg „Szymborska. Znaki szczególne. Biografia wewnętrzna”. W 1996 roku wraz z upragnionym Noblem przyszła sława, która dla Szymborskiej była utrapieniem. „Dla niechętnie udzielającej się publicznie poetki szczególnie męcząca była rosnąca z dnia na dzień popularność. Stała się znana i rozpoznawalna, jej zdjęcia publikowały gazety, w telewizji co rusz pojawiały się poświęcone jej materiały, radio nadawało jej wiersze czytane przez popularnych aktorów. Jednym słowem — była sławna, jak gwiazdy filmowe w latach jej młodości, dla niektórych była » celebrytką « , ale też wiele osób nieczytających na co dzień poezji zachwyciło się jej wierszami” — pisze w swojej książce Gromek-Illg. Ludzi jednak interesowało też życie prywatne poetki. Chcieli wiedzieć, czy ma męża i dzieci. A jeśli nie, dlaczego? Jak mieszka i co robi w czasie wolnym? W miesiąc musiała udzielić więcej wywiadów, niż przez całe dotychczasowe życie. Jej przyjaciele z uśmiechem mówili o „tragedii sztokholmskiej”. Szymborska odetchnęła z ulgą, gdy po...

Czytaj dalej