Barbarze małżeństwo z Frankiem Sinatrą wydawało się snem na jawie
Barbara i Frank Sinatra, lata 80. Fot. Courtesy Everett Collection

Barbarze małżeństwo z Frankiem Sinatrą wydawało się snem na jawie

Kiedy Sinatra śpiewał „Stranger in the Night”, kobiety mdlały z zachwytu. Był hojny i despotyczny. Gdy jego żona Barbara nie miała siły iść na kolejne spotkanie, upomniał ją: „Pójdziesz. Teraz i każdego dnia!”.
Agnieszka Dajbor
30.12.2020

Kiedy go poznała w początku lat 70., był już znudzony sławą, bogactwem, kaprysami, które mógł do woli spełniać. Potrzebna mu była podnieta – choćby czwarta żona. Sporo zresztą od niego młodsza. Sinatra był największym idolem Amerykanek od czasów Rudolfa Valentino. Ale był też kimś więcej – miał bowiem niebywały głos i to coś, co sprawiało, że ładna melodia i parę prostych słów w jego wykonaniu zmieniały się w sztukę. Był też dobrym aktorem. Za rolę w głośnym filmie „Stąd do wieczności” (na podstawie książki Jamesa Jonesa) dostał nawet w 1953 roku Oscara. Wybaczano mu podejrzenia o relacje z mafią i obyczajowe skandaliki, do których należał m.in. ślub z młodszą o 33 lata, początkującą wtedy aktorką Mią Farrow. Można powiedzieć, że Barbara wyszła za mąż nie tylko za swojego idola, ale też za dobro narodowe Ameryki, jakim był „The Voices” – „Głos”, jak nazywano Franka Sinatrę.

Czytaj także: Ta miłość wyniosła Judy Garland na sam szczyt i ściągnęła na dno

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Barbara Sinatra piosenek Franka słuchała w radiu

Manhattan, rok 1944. Na świecie toczy się jeszcze wojna, ale nowojorczycy żyją własnymi sprawami. Jesienią w Paramount Theatre na Brodwayu odbywa się koncert Franka Sinatry. W ciasnych uliczkach wokół budynku na swego idola czeka blisko 30 tysięcy fanów. Głównie młodych kobiet, które krzyczą histerycznie: „Frankie, Frankie!”. Chcą go posłuchać, zobaczyć, dotknąć. Niektóre mdleją z emocji. Najbardziej zagorzałe są gotowe przekupić pokojówki w hotelu, by tylko dotknąć jego łóżka.

Takich tłumów jeszcze nikt nie przyciągał, dziennikarze uznają koncert za jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń w amerykańskim show-biznesie.

Sinatra największe przeboje – „Stranger in the NIght”, „My way”, czy „Something stupid” – ma jeszcze przed sobą. Ale już wiadomo, że zjawił się ktoś niezwykły. Dlaczego tak ekscytuje? Nie ma urody amanta, jest strasznym chudzielcem, a jednak skupia na sobie absolutną uwagę otoczenia. Mówią o nim: „Niebieskooki” albo „Głos”. Bo głos ma ciepły, zmysłowy, zapadający w pamięć. Śpiewa z takim uczuciem, jakby każdemu ze słuchaczy opowiadał bardzo osobistą historię.

Jego przyszłej żony Barbary nie ma wśród wiwatującego tłumu na Manhattanie. W małym miasteczku Wichipet słucha czasem piosenek Sinatry przez radio. A gdy on z taką czułością śpiewa: „Nic nie szkodzi, że jestem samotny, gdy serce mi mówi, że samotna jesteś i ty” – drży z emocji, jak jej nastoletnie koleżanki. Gdyby ktoś powiedział, jej wtedy, że za 30 lat zostanie żoną swojego idola, uznałaby to za żart? Nie, raczej za dobry życiowy plan, który warto zrealizować. Barbara nie ma krzty talentu Sinatry, ale tak jak on pochodzi z biednej rodziny. I wie, że drogę na szczyt trzeba sobie samemu utorować, a najlepiej wydrzeć ją życiu pazurami.

Przepustka do świata bogaczy

Drogi Franka i Barbary przecinały się kilka razy, ale Frank zauważa ją naprawdę w latach 60. W Palm Springs – miasteczku, które obok Las Vegas i Los Angeles było ulubionym przystankiem hollywoodzkiej society. Frank ma 55 lat i liże rany po małżeństwie z 21-letnią Mią Farrow. Barbara jest żoną jego sąsiada i przyjaciela Zeppo Marxa (najmłodszego z klanu słynnych komików). Trudno powiedzieć, żeby była szczęśliwa. Zeppo jest sporo od niej starszy, niezbyt atrakcyjny, zdradza ją, a co gorsze „skąpi pieniędzy”. Ten związek ma jednak jedną wielką zaletę – jest dla Barbary przepustką do świata hollywoodzkich bogaczy. Barbara jako młodziutka dziewczyna była modelką, kręciła się trochę w świecie celebrytów, próbowała sił jako aktorka, ale bez sukcesu. Ruszyła w świat, wiedząc, że jej jedynym atutem jest uroda poparta tytułem Miss Missouri. Musiała naprawdę robić wrażenie, skoro sam Gregory Peck widząc ją kiedyś, zawołał: „Mmmm, co za pyszność!”.

Zanim poznała Zeppo, pracowała w jednym z teatrzyków rewiowych w Las Vegas, była tancerką i hostessą. Małżeństwo zapewniło jej awans społeczny, o jakim marzyła. Była w stanie wiele wytrzymać, by zażywać słodkiego życia w luksusie. Wspominała je tak: „Nasze życie codzienne biegło zwyczajnym torem: drinki, tenis, golf i korty, imprezy charytatywne, koktajle, przyjęcia i uroczyste kolacje”.

Czas umilały jej wizyty sławnych gości. Gregory’ego Pecka z żoną Veroniqe, Marilyn Monroe z Arturem Millerem, Clarka Gable’a. Rozmowy skrzyły się od anegdot, za które kolorowe pisma zapłaciłyby grube pieniądze. Na przykład o przyjęciu niespodziance, jakie Kirkowi Douglasowi wyprawiła na urodziny jego żona Anna – zaprosiła do ich willi wszystkie jego kochanki. „Ożeniłbym się z tą, która to zorganizowała, bo okazała się sprytniejsza ode mnie” – komentował przytomnie Douglas.

Czytaj też: Catherine Zeta-Jones i Michael Douglas: razem mimo wszystko 

Barbara ma okazję przyjrzeć się sąsiadowi zza żywopłotu – Frankowi Sinatrze. Gdy do Palm Springs wpada prezydent Kennedy, zatrzymuje się... właśnie u niego. W ciągu tygodnia Sinatra buduje na tę wizytę nową posiadłość, lądowisko i budynek dla agentów Secret Service. Kiedy indziej, gdy na parę godzin zapowiada się jego była żona, słynna aktorka Ava Gardner, buduje specjalnie dla niej kort tenisowy. Ava znana choćby z klasycznego melodramatu „Ostatni brzeg”, czy z filmu „Noc Iguany”, była miłością życia Sinatry. Wydawali się dla siebie stworzeni, mieli talent, sławę, fantazję. W latach 50. całymi nocami bawili się w nowojorskich klubach. Ale ich małżeństwo pełne konfliktów i wzajemnej, obsesyjnej zazdrości nie wytrzymało próby czasu, Sinatra zawsze jednak miał dla Avy czas.

Na Barbarze styl życia Sinatry  robił wrażenie wrażenie. Korzysta z każdej okazji do złożenia sąsiedzkiej wizyty. Znudzona mężem, coraz chętniej odpowiada na zaloty gwiazdora. Podobnio Sinatra, kiedy upatrzył sobie jakąś kobietę, patrzył jej głęboko w oczy i pytał: „Czy miałabyś dzisiaj ochotę zjeść ze mną kolację, słoneczko?”. Nie naczej było z Barbarą. Kiedy po wspólnie spędzonej nocy Frank proponuje jej podróż do Monako, ona nie waha się ani chwili.

Jak uwodził Frank Sinatra

Sinatra jest w swoim żywiole, uwielbia uwodzić kobiety, jakby mimo sławy i talentu musiał stale przeglądać się w ich oczach. Ma za sobą romanse z największymi pięknościami: Marilyn Monroe, Grace Kelly, Sophią Loren, Kim Novak, Lauren Bacall. Wobec Barbary jest czuły, uważny, szarmancki, obsypuje ją kwiatami, zaprasza na rauty do pałacu księcia Rainiera i księżnej Grace. Gdy Barbara jest smutna, proponuje jej „terapię zakupową” w najdroższych butikach świata. Chce ją olśnić. Któregoś dnia rzuca: „Mam ochotę na grecką kuchnię”. Zaprasza przyjaciół, wynajmuje prywatny samolot i zabiera wszystkich na wycieczkę do Aten. Na widok Barbary podśpiewuje: „Nawet, jeśli będzie trzeba czekać całe wieki, będę czekał na ciebie”. Zostawia jej karteczki z podpisem: „Kocham cię. Zgadnij kto?”. Albo: „Tak bardzo cię kocham, że aż boli”.

Czytaj także: Grace Kelly i książę Rainier: bajkowy ślub i tragiczny koniec

Barbara zażywa wszelkich przywilejów, jakie daje bycie u boku wielkiej gwiazdy. Wspomina to tak: „Któregoś wieczoru przygotowywaliśmy się do wyjścia na galową kolację w Monte Carlo i fryzjerka czesała mi włosy. Do pokoju wszedł Frank już w smokingu i spytał: – Co dzisiaj włożysz, kochanie? – Tę suknię z perłowego jedwabiu, którą tak lubisz, odparłam z uśmiechem. – A jaka biżuteria? – Ach, sama nie wiem. Może wybiorę ten naszyjnik z brylantami i rubinami, ale jeszcze się waham. Wtedy Frank sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął najpiękniejszy naszyjnik, jaki widziałam. Wprost kapał brylantami i szmaragdami, a w samym środku miał kamień wielkości przepiórczego jaja. – Przymierz to – powiedział. – Zrobiono go dla madame Cartier. Moja fryzjerka jęknęła z zachwytu”.

Co za geniusz, jaki potwór

Obserwują się nawzajem. Barbara szybko zauważa, że Frank to Dr Jeckyll i Mr Hyde. Potrafi być romantycznym kochankiem, ale i potworem. Nie znosi sprzeciwu. Pije i terroryzuje otoczenie. Znudzony bogactwem i każdym kaprysem, jaki może spełnić, nieustająco domaga się nowych wrażeń, podniet, zabaw. Sławne było przyjęcie, na które goście musieli wspinać się po drzewie, a Sinatra rzucał w nich talerzami z jedzeniem, zaśmiewając się przy tym do łez.

Ale ma też w sobie jakiś niepokój, boi się bezczynności, bezruchu. Może dlatego w wywiadzie dla amerykańskiego „Playboya” mówi: „Wierzę we wszystko, co pozwala przetrwać noc. Może to być modlitwa, benzydryna, albo butelka Jacka Danielsa”.

Gdyby odnieść go do współczesnych gwiazd, można by powiedzieć, że miał wiele z wdzięku George’a Clooneya i coś z infantylizmu Michaela Jacksona. Pochodził z rodziny biednych, sycylijskich emigrantów, szczęśliwe dzieciństwo przeżywał więc w dorosłym życiu. W swojej ukochanej posiadłości „Compound” miał na przykład pokaźną kolekcję kolejek elektrycznych, którymi uwielbiał się bawić. W wywiadzie z lat 60. dla magazynu „Life” powiedział: „Jestem jednym z najszczęśliwszych na świecie ludzi, jakich znam”. Ale niewielu w to uwierzyło.

Czytaj też: Amal i George Clooney: Gdyby Hollywood było królestwem, oni siedzieliby na tronie

W dzieciństwie wychowywany był przez silną matkę, która na przemian lała go albo tuliła. Później przenosił tę toksyczną miłość na swoje relacje z kobietami. Wielbił je i upokarzał. Wielu jego biografów twierdzi, że w życiu miał wszystko, prócz miłości. Z matką związany był niemal chorobliwie – zginęła w katastrofie samolotu, gdy on miał 62 lata, a ona 83. Przez całe życie zabiegał o jej uznanie.

Miał też drugą naturę. Daje wielkie pieniądze na cele charytatywne, w ogóle chętnie wspomaga potrzebujących. Kocha dzieci. Barbara wcześnie została samotną matką. Ma jedynego syna Boba, którego uwielbia. Mówi, że ona i jej syn są jednością. Ale kolejni mężczyźni, jakich spotyka na swojej drodze, widzą w niej kochankę, a nie matkę z dzieckiem. Zastanawia się, czy Frank zaakceptuje jej syna. Bob jest już studentem, ale Barbara cały czas ma poczucie, że musi być dla niego opoką. Właściwie niezależnie od tego, ile ma pieniędzy, myśli o sobie, jako o samotnej matce, która walczy, żeby jej dziecku niczego nie brakowało. Na szczęście Sinatra przyjął Boba z otwartymi ramionami.

Cudowna, tylko czemu taka brzydka?

Frank też obserwuje Barbarę. Jest atrakcyjna, a zarazem dojrzalsza od kobiet, z którymi się wiązał. Podobno miłością jego życia była druga żona, Ava Gardner. Ale spędzili ze sobą tylko sześć lat, byli za wybitni, za egoistyczni i  za porywczy, by ze sobą wytrzymać. W 1968 roku, niedługo po rozstaniu z Mią Farrow, w wywiadzie dla magazynu „Life” mówi: „Jeśli w ogóle miałbym się jeszcze raz ożenić, musiałby być to ktoś spoza show-biznesu. Jedyne, czego chcę, to żeby żona opiekowała się mną”. Barbara jest kochanką, towarzyszką i organizatorką codziennego życia. Pielęgniarką i psychologiem. Ślub biorą w lipcu 1976 roku. W jednym z wywiadów Sinatra mówi, że ten związek dał mu rodzaj „cudownego spokoju”. „Były takie chwile, kiedy było zbyt cicho, kiedy gdzieś czegoś brakowało. Ale gdy wzięliśmy ślub z Barbarą, odkryłem, że to jednak dla mnie lepsze życie. Ona jest cudowną kobietą – tłumaczy i dodaje, żeby nie było zbyt słodko: – Szkoda tylko, że jest taka brzydka”.

Mamo, gdzie jesteś?

Barbara była jego czwartą i ostatnią żoną. Gdy się pobierali, on miał 61 lat, ona – 46. Była też kobietą, przy której wytrwał najdłużej. Co oczywiście nie znaczy, że jej nie zdradzał. Ale Barbara wiedziała, że Frank nie zmieni swoich nawyków. Pisał: „Kocham cię tak bardzo, że chyba przestanę pić”. I zaraz dodawał: „Nie, z tym to jednak przesadziłem”. Spędzili ze sobą 26 lat. Rytm ich życia wyznaczały koncerty, światowe tournée, podróże. Paparazzi, których nienawidził, nie odstępowali go na krok.

Barbara patrzyła, jak Frank się starzeje i  jak desperacko walczy, by być w formie. Mówił: „Najgorszą rzeczą, jaką mógłbym usłyszeć, byłoby, że nie mogę już pracować. Będę robił cokolwiek, ale muszę pracować”. Powtarzał zawadiacko: „Żyje się tylko raz, ale tak, jak ja żyłem, raz wystarczy”. Nie chciał dać się pokonać starości i  chorobom. Barbara pocieszała go, obiecywała, że razem zawsze się pozbierają. „Oboje doświadczyliśmy w życiu trudnych chwil, ale umieliśmy powiedzieć – to minie”, wspomina. Z wiekiem jednak Sinatra zapada na kolejne choroby. Kiedy umiera w 1998 roku, Barbara siedzi przy jego łóżku dzień i noc. Trzyma go za rękę. Frank rzadko odzyskuje przytomność. Nie poznaje nawet swoich piosenek. Pyta kiedyś: „Kochanie, kto to śpiewa? Lubię go”. W ostatnich dniach życia woła: „Mamo, mamo gdzie jesteś?”.

Czytaj także: Wszystkie twarze Fridy Kahlo

Barbara przeżyła Franka Sinatrę o 19 lat. Zmarła w 2017 roku na swoim rancho „Mirage” w Kalifornii. Jej życie do końca opromieniała sława „Niebieskookiego”. W 2011 roku wydała książkę, która natychmiast stała się bestsellerem. Mówiła, że najbardziej lubi słuchać opowieści o Franku. Wspominała, jak na jego koncertach siadywała w pierwszym rzędzie, a on śpiewał dla niej: „Pragnienie ciebie jest wszystkim/ Będziesz moją muzyką / Będziesz moją piosenką”.

***

Materiał ukazał się w miesięczniku „Uroda życia” 3/2016. Korzystałam z książki Barbara Sinatra „Jesteś moją muzyką. Moje życie z Frankiem Sinatrą" (Wyd. „Pascal", Warszawa)

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Woody Allen i Mia Farrow z córką Dylan /East News

Woody Allen i Mia Farrow. Miłość, zdrada i zemsta

Czy Woody Allen naprawdę jest niewinny, a wszystkie zarzuty to zemsta Mii Farrow za jego zdradę? Oskarżony o molestowanie seksualne adoptowanej córki reżyser w autobiografii „A propos niczego” przedstawia swoją wersję wydarzeń.
Anna Zaleska
09.12.2020

Od czasu, gdy Woody Allen został oskarżony przez Mię Farrow o molestowanie seksualne ich córki Dylan, minęło 28 lat. W swojej autobiografii „A propos niczego” (wyd. Rebis) reżyser zdecydował się opowiedzieć swoją wersję wydarzeń. Książka wzbudziła kontrowersje jeszcze zanim się ukazała – wydawnictwo Hachette, z którym podpisał umowę, ostatecznie odmówiło jej wydania. Allen przywykł do podobnych sytuacji. Aktorzy, którzy kiedyś z nim pracowali – między innymi Mira Sorvino, Greta Gerwig, Colin Firth, Timothée Chalamet i Rebecca Hall – publicznie za to przepraszają. Ci, którzy tego nie zrobili – Diane Keaton, Alec Baldwin, Alan Alda czy Scarlett Johansson – są za to potępiani. Allen dziękuje im za ich wsparcie, pisząc: „Zapewniam, że nie jest to coś, czego powinniście się wstydzić”. Czy autobiografia jest w stanie oczyścić jego imię z zarzutu molestowania seksualnego? Woody Allen i Mia Farrow – jak się poznali Po raz pierwszy spotkali się na małym przyjęciu w Hollywood w 1979 roku. Allen był ciekaw Mii Farrow, uważał ją za piękną i bardzo utalentowaną. Pamiętał też list, który kilka lat wcześniej od niej dostał. Z entuzjazmem pisała o jego filmach, a zakończyła zdaniem „Po prostu kocham pana”. Wtedy na przyjęciu pogawędzili uprzejmie, ale „ziemia nie zadrżała”. Zaczęli się spotykać kilka lat później. Był oczarowany Mią Farrow. Okazała się inteligentna, piękna, utalentowana i najmilsza na świecie. Fakt, że miała siedmioro dzieci – troje biologicznych i czworo adoptowanych – uznał za „niecodzienny, ale nie za złowieszczy”. Sam siebie pyta dzisiaj, czy powinien był już na początku zauważyć znaki ostrzegawcze? „Z perspektywy czasu widzę, że czerwone flagi powiewały co kilka stóp, ale...

Czytaj dalej
Leopold Tyrmand i Barbara Hoff / Fot. Jerzy Duduś Matuszkiewicz, z archiwum Mary Ellen Tyrmand

„Tyrmand atakował dziewczyny ostro, jak gladiator”. Nieznana historia miłości pisarza i Barbary Hoff

Leopold Tyrmand oświadcza się Barbarze Hoff wielokrotnie. Wreszcie za którymś razem mówi bez ogródek: „Wiesz, sporządziłem listę dobrych partii, na której zajęłaś pierwsze miejsce”.
Anna Zaleska
27.10.2020

Niezbyt wysoki, wcale nie tak bardzo przystojny, ale jednak – podobał się kobietom. I umiał z tego korzystać. Kiedyś przyjaciel powiedział do niego: „Poldek, ty idziesz na te dziewczyny jak czołg”. A on na to: „Z dziewczynami to jak z chodzeniem po bagnie. Skaczesz z kępy na kępę i próbujesz, jak daleko jeszcze możesz dojść. Jak dostaniesz w mordę, to wiesz, że trzeba się cofnąć. I idziesz do następnej”. Ludwik Jerzy Kern, obserwując z boku, mówił, że Tyrmand „atakował dziewczyny ostro, jak gladiator”. Wszystkie kobiety Leopolda Tyrmanda Ale wcześniej te dziewczyny staranie dobierał. Marcel Woźniak w nowo wydanej biografii „Tyrmand. Pisarz o białych oczach” (wyd. Marginesy) zauważa, że „to nigdy nie były dziewczyny znikąd. Rysia była córką przedwojennego dyrektora Macierzy Szkolnej, jednego z sądzonych w moskiewskim procesie szesnastu. Po niej była Maria Iwaszkiewiczówna. Potem ożenił się z panną Rublówną, której ojciec był adiutantem Andersa. A gdy z nią się rozwiódł, wziął ślub z Barbarą Hoff, córką wybitnego adwokata i jednego z pierwszych kontestatorów”. W tej wyliczance nie ma Bogny, którą pisarz poznał, gdy ona miała 16 lat, a on 34. Zaletą nastolatki, z którą związek zajmuje dużo miejsca w „Dzienniku 1954”, było to, że gdy szli na bal, nikt nie miał partnerki tak młodej, do tego pięknej, atrakcyjnej, wyższej od niego. Młodość początkowo bardzo w kobietach cenił. Gdy w 1955 roku żenił się z Małgorzatą Rublówną – zwaną Kopiejką – przyjaciel zapytał go: Kto to?”. Tyrmand odrzekł na to: „Jak zwykle. Dziewczyna ma 19 lat i jest z ASP. Jak wszystkie.” Dopiero z czasem coraz ważniejsze stawało się dla niego to, by kobieta była mądra. Tłumaczył, że gdy przerwy...

Czytaj dalej
Agatha Christie i Max Mallowan
Getty Images

Agatha Christie pisała kryminały, ale w życiu była bohaterką tragicznego romansu

„Zaletą posiadania męża archeologa jest to, że im żona starsza, tym bardziej mu się podoba”, powiedział ktoś o ich małżeństwie. To zdanie raniło Agathę Christie przez lata.
Patrycja Pustkowiak
07.09.2020

Agatha Christie bała się kolejnego ślubu jak diabeł święconej wody. A potem bała się rozwodu. Słynna pisarka, autorka ponadczasowych kryminałów z Herculesem Poirotem i panną Marple  przeżyła z drugim mężem Maxem Mallowanem ponad 40 lat, płacąc za to jednak niemałą cenę. Agata Christie i Max Mallowan – historia wielkiej miłości pisarki Na życiowe zakręty dobra jest podróż. Jak najdalsza i jak najdłuższa, byle uciec od wspomnień. Agatha Christie długo się nie wahała. „Orient Express: to było marzenie mojego życia” – przyznała, wsiadając do pociągu. Był 1928 rok, sławna już pisarka miała wtedy 38 lat i właśnie rozwiodła się z pierwszym mężem, Archibaldem Christie, który odszedł do innej kobiety. W podróż na Środkowy Wschód ruszyła całkiem sama. I choć obiecywała sobie, że już nie zaangażuje się w żaden związek, pozwoliła, by los raz jeszcze ją zaskoczył.  „Chudy, ciemnowłosy, bardzo małomówny” – oto pierwsze wrażenia pisarki na temat tego, który miał zostać jej drugim mężem. Max Mallowan był znajomym kierownika wykopalisk w Ur, profesora Leonarda Woolleya i jego żony. Kiedy Christie odwiedziła ich po raz pierwszy podczas swej wyprawy Orient Expressem, nie mogli się spotkać, bo Max leżał z zapaleniem wyrostka. Jak widać, przed przeznaczeniem nie da się uciec. Gdy w marcu 1930 roku pisarka znów przyjęła zaproszenie Wooleyów, 25-letni archeolog był w pełni sił.  Szybko ją zaintrygował. Bacznie obserwowała go przez cały wieczór podczas kolacji. Podobało jej się, że doskonale radzi sobie z ludźmi, jest inteligentny i taktowny. A to nie koniec jego zalet. „Jest idealnym asystentem” – chwaliła go żona profesora. Onieśmielony, choć i uradowany, zgodził się oprowadzić niemal 40-letnią pisarkę po okolicy....

Czytaj dalej
Okładka płyty „Carla Bruni”

Najpiękniejsze płyty tej jesieni: Carla Bruni, Diana Krall, Melody Gardot i inni

Najbardziej nastrojowe, pełne melancholii i tęsknoty płyty na jesień. Ale też takie, które dodadzą energii, chęci do życia albo podziałają jak balsam dla duszy.
Anna Zaleska
28.09.2020

Płyty nastrojowe i pełne melancholii najlepiej brzmią o tej właśnie porze roku, gdy o szyby deszcz dzwoni jesienny. Ale czasem jak już robi się zbyt smutno, może lepiej zaserwować sobie coś pogodnego? Matt Dusk w duecie ze Zbigniewem Wodeckim czy Melody Gardot ze Stingiem to coś, co w jednej chwili poprawia nastrój. John Legend działa jak balsam dla duszy. John Lennon proponuje: „Imagine…” Carla Bruni, „Carla Bruni”, Universal Spokój, nostalgia, prostota i delikatność. Gitara, fortepian, trochę rytmu, subtelne melodie – to wszystko można znaleźć na nowej płycie Carli Bruni. Tytuł – po prostu „Carla Bruni” – ma podkreślać, jak bardzo osobiste są utwory, które żona byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego napisała na ten album. Większość piosenek śpiewa po francusku, ale jest też utwór po włosku zaśpiewany z siostrą, aktorką Valerią Bruni-Tedeschi. Gdy rozpoczął się lockdown, Carla Bruni miała gotowe prawie pół płyty. Na południe Francji, gdzie rodzina Sarkozych miała mieszkać przez kilka tygodni w odosobnieniu, zabrała ze sobą mikrofon, komputer i gitarę. Przy poprzednich płytach, by pobudzić kreatywność, szła na spacer i przyglądała się ludziom. Teraz to nie było możliwe. Rano ćwiczyła, potem spędzała dużo czasu z dziećmi, gotowała, a potem siadała do pisania piosenek. Może dlatego ta płyta wydaje się jeszcze bardziej intymna niż poprzednie? Melody Gardot „Sunset in the Blue”, Decca Records Kto słuchał w Trójce „Markomani” Marka Niedźwieckiego, na pewno świetnie zna Melody Gardot. Ta amerykańska piosenkarka jazzowa sama pisze swoje piosenki, jest też pianistką i gitarzystką. Jej nowy, długo wyczekiwany album „Sunset in the Blue” zapowiedział singiel „Little Something”, na którym Melody Gardot...

Czytaj dalej