Barbarze małżeństwo z Frankiem Sinatrą wydawało się snem na jawie
Barbara i Frank Sinatra, lata 80. Fot. Courtesy Everett Collection

Barbarze małżeństwo z Frankiem Sinatrą wydawało się snem na jawie

Kiedy Sinatra śpiewał „Stranger in the Night”, kobiety mdlały z zachwytu. Był hojny i despotyczny. Gdy jego żona Barbara nie miała siły iść na kolejne spotkanie, upomniał ją: „Pójdziesz. Teraz i każdego dnia!”.
Agnieszka Dajbor
30.12.2020

Kiedy go poznała w początku lat 70., był już znudzony sławą, bogactwem, kaprysami, które mógł do woli spełniać. Potrzebna mu była podnieta – choćby czwarta żona. Sporo zresztą od niego młodsza. Sinatra był największym idolem Amerykanek od czasów Rudolfa Valentino. Ale był też kimś więcej – miał bowiem niebywały głos i to coś, co sprawiało, że ładna melodia i parę prostych słów w jego wykonaniu zmieniały się w sztukę. Był też dobrym aktorem. Za rolę w głośnym filmie „Stąd do wieczności” (na podstawie książki Jamesa Jonesa) dostał nawet w 1953 roku Oscara. Wybaczano mu podejrzenia o relacje z mafią i obyczajowe skandaliki, do których należał m.in. ślub z młodszą o 33 lata, początkującą wtedy aktorką  Mią Farrow. Można powiedzieć, że Barbara wyszła za mąż nie tylko za swojego idola, ale też za dobro narodowe Ameryki, jakim był „The Voices” – „Głos”, jak nazywano Franka Sinatrę.

Czytaj także: Ta miłość wyniosła Judy Garland na sam szczyt i ściągnęła na dno

Manhattan, rok 1944. Na świecie toczy się jeszcze wojna, ale nowojorczycy żyją własnymi sprawami. Jesienią w Paramount Theatre na Brodwayu odbywa się koncert Franka Sinatry. W ciasnych uliczkach wokół budynku na swego idola czeka blisko 30 tysięcy fanów. Głównie młodych kobiet, które krzyczą histerycznie: „Frankie, Frankie!”. Chcą go posłuchać, zobaczyć, dotknąć. Niektóre mdleją z emocji. Najbardziej zagorzałe są gotowe przekupić pokojówki w hotelu, by tylko dotknąć jego łóżka.

Takich tłumów jeszcze nikt nie przyciągał, dziennikarze uznają koncert za jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń w amerykańskim show-biznesie.

Sinatra największe przeboje – „Stranger in the NIght”, „My way”, czy „Something stupid” – ma jeszcze przed sobą. Ale już wiadomo, że zjawił się ktoś niezwykły. Dlaczego tak ekscytuje? Nie ma urody amanta, jest strasznym chudzielcem, a jednak skupia na sobie absolutną uwagę otoczenia. Mówią o nim: „Niebieskooki” albo „Głos”. Bo głos ma ciepły, zmysłowy, zapadający w pamięć. Śpiewa z takim uczuciem, jakby każdemu ze słuchaczy opowiadał bardzo osobistą historię.

Jego przyszłej żony Barbary nie ma wśród wiwatującego tłumu na Manhattanie. W małym miasteczku Wichipet słucha czasem piosenek Sinatry przez radio. A gdy on z taką czułością śpiewa: „Nic nie szkodzi, że jestem samotny, gdy serce mi mówi, że samotna jesteś i ty” – drży z emocji, jak jej nastoletnie koleżanki. Gdyby ktoś powiedział, jej wtedy, że za 30 lat zostanie żoną swojego idola, uznałaby to za żart? Nie, raczej za dobry życiowy plan, który warto zrealizować. Barbara nie ma krzty talentu Sinatry, ale tak jak on pochodzi z biednej rodziny. I wie, że drogę na szczyt trzeba sobie samemu utorować, a najlepiej wydrzeć ją życiu pazurami.

Przepustka do świata bogaczy

Drogi Franka i Barbary przecinały się kilka razy, ale Frank zauważa ją naprawdę w latach 60. W Palm Springs – miasteczku, które obok Las Vegas i Los Angeles było ulubionym przystankiem hollywoodzkiej society. Frank ma 55 lat i liże rany po małżeństwie z 21-letnią Mią Farrow. Barbara jest żoną jego sąsiada i przyjaciela Zeppo Marxa (najmłodszego z klanu słynnych komików). Trudno powiedzieć, żeby była szczęśliwa. Zeppo jest sporo od niej starszy, niezbyt atrakcyjny, zdradza ją, a co gorsze „skąpi pieniędzy”. Ten związek ma jednak jedną wielką zaletę – jest dla Barbary przepustką do świata hollywoodzkich bogaczy. Barbara jako młodziutka dziewczyna była modelką, kręciła się trochę w świecie celebrytów, próbowała sił jako aktorka, ale bez sukcesu. Ruszyła w świat, wiedząc, że jej jedynym atutem jest uroda poparta tytułem Miss Missouri. Musiała naprawdę robić wrażenie, skoro sam Gregory Peck widząc ją kiedyś, zawołał: „Mmmm, co za pyszność!”.

Zanim poznała Zeppo, pracowała w jednym z teatrzyków rewiowych w Las Vegas, była tancerką i hostessą. Małżeństwo zapewniło jej awans społeczny, o jakim marzyła. Była w stanie wiele wytrzymać, by zażywać słodkiego życia w luksusie. Wspominała je tak: „Nasze życie codzienne biegło zwyczajnym torem: drinki, tenis, golf i korty, imprezy charytatywne, koktajle, przyjęcia i uroczyste kolacje”.

Czas umilały jej wizyty sławnych gości. Gregory’ego Pecka z żoną Veroniqe, Marilyn Monroe z Arturem Millerem, Clarka Gable’a. Rozmowy skrzyły się od anegdot, za które kolorowe pisma zapłaciłyby grube pieniądze. Na przykład o przyjęciu niespodziance, jakie Kirkowi Douglasowi wyprawiła na urodziny jego żona Anna – zaprosiła do ich willi wszystkie jego kochanki. „Ożeniłbym się z tą, która to zorganizowała, bo okazała się sprytniejsza ode mnie” – komentował przytomnie Douglas.

Czytaj też: Catherine Zeta-Jones i Michael Douglas: razem mimo wszystko 

Barbara ma okazję przyjrzeć się sąsiadowi zza żywopłotu – Frankowi Sinatrze. Gdy do Palm Springs wpada prezydent Kennedy, zatrzymuje się... właśnie u niego. W ciągu tygodnia Sinatra buduje na tę wizytę nową posiadłość, lądowisko i budynek dla agentów Secret Service. Kiedy indziej, gdy na parę godzin zapowiada się jego była żona, słynna aktorka Ava Gardner, buduje specjalnie dla niej kort tenisowy. Ava znana choćby z klasycznego melodramatu „Ostatni brzeg”, czy z filmu „Noc Iguany”, była miłością życia Sinatry. Wydawali się dla siebie stworzeni, mieli talent, sławę, fantazję. W latach 50. całymi nocami bawili się w nowojorskich klubach. Ale ich małżeństwo pełne konfliktów i wzajemnej, obsesyjnej zazdrości nie wytrzymało próby czasu, Sinatra zawsze jednak miał dla Avy czas.

Na Barbarze styl życia Sinatry  robił wrażenie wrażenie. Korzysta z każdej okazji do złożenia sąsiedzkiej wizyty. Znudzona mężem, coraz chętniej odpowiada na zaloty gwiazdora. Podobnio Sinatra, kiedy upatrzył sobie jakąś kobietę, patrzył jej głęboko w oczy i pytał: „Czy miałabyś dzisiaj ochotę zjeść ze mną kolację, słoneczko?”. Nie naczej było z Barbarą. Kiedy po wspólnie spędzonej nocy Frank proponuje jej podróż do Monako, ona nie waha się ani chwili.

Jak uwodził Frank Sinatra

Sinatra jest w swoim żywiole, uwielbia uwodzić kobiety, jakby mimo sławy i talentu musiał stale przeglądać się w ich oczach. Ma za sobą romanse z największymi pięknościami: Marilyn Monroe, Grace Kelly, Sophią Loren, Kim Novak, Lauren Bacall. Wobec Barbary jest czuły, uważny, szarmancki, obsypuje ją kwiatami, zaprasza na rauty do pałacu księcia Rainiera i księżnej Grace. Gdy Barbara jest smutna, proponuje jej „terapię zakupową” w najdroższych butikach świata. Chce ją olśnić. Któregoś dnia rzuca: „Mam ochotę na grecką kuchnię”. Zaprasza przyjaciół, wynajmuje prywatny samolot i zabiera wszystkich na wycieczkę do Aten. Na widok Barbary podśpiewuje: „Nawet, jeśli będzie trzeba czekać całe wieki, będę czekał na ciebie”. Zostawia jej karteczki z podpisem: „Kocham cię. Zgadnij kto?”. Albo: „Tak bardzo cię kocham, że aż boli”.

Czytaj także: Grace Kelly i książę Rainier: bajkowy ślub i tragiczny koniec

Barbara zażywa wszelkich przywilejów, jakie daje bycie u boku wielkiej gwiazdy. Wspomina to tak: „Któregoś wieczoru przygotowywaliśmy się do wyjścia na galową kolację w Monte Carlo i fryzjerka czesała mi włosy. Do pokoju wszedł Frank już w smokingu i spytał: – Co dzisiaj włożysz, kochanie? – Tę suknię z perłowego jedwabiu, którą tak lubisz, odparłam z uśmiechem. – A jaka biżuteria? – Ach, sama nie wiem. Może wybiorę ten naszyjnik z brylantami i rubinami, ale jeszcze się waham. Wtedy Frank sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął najpiękniejszy naszyjnik, jaki widziałam. Wprost kapał brylantami i szmaragdami, a w samym środku miał kamień wielkości przepiórczego jaja. – Przymierz to – powiedział. – Zrobiono go dla madame Cartier. Moja fryzjerka jęknęła z zachwytu”.

Co za geniusz, jaki potwór

Obserwują się nawzajem. Barbara szybko zauważa, że Frank to Dr Jeckyll i Mr Hyde. Potrafi być romantycznym kochankiem, ale i potworem. Nie znosi sprzeciwu. Pije i terroryzuje otoczenie. Znudzony bogactwem i każdym kaprysem, jaki może spełnić, nieustająco domaga się nowych wrażeń, podniet, zabaw. Sławne było przyjęcie, na które goście musieli wspinać się po drzewie, a Sinatra rzucał w nich talerzami z jedzeniem, zaśmiewając się przy tym do łez.

Ale ma też w sobie jakiś niepokój, boi się bezczynności, bezruchu. Może dlatego w wywiadzie dla amerykańskiego „Playboya” mówi: „Wierzę we wszystko, co pozwala przetrwać noc. Może to być modlitwa, benzydryna, albo butelka Jacka Danielsa”.

Gdyby odnieść go do współczesnych gwiazd, można by powiedzieć, że miał wiele z wdzięku George’a Clooneya i coś z infantylizmu Michaela Jacksona. Pochodził z rodziny biednych, sycylijskich emigrantów, szczęśliwe dzieciństwo przeżywał więc w dorosłym życiu. W swojej ukochanej posiadłości „Compound” miał na przykład pokaźną kolekcję kolejek elektrycznych, którymi uwielbiał się bawić. W wywiadzie z lat 60. dla magazynu „Life” powiedział: „Jestem jednym z najszczęśliwszych na świecie ludzi, jakich znam”. Ale niewielu w to uwierzyło.

Czytaj też: Amal i George Clooney: Gdyby Hollywood było królestwem, oni siedzieliby na tronie

W dzieciństwie wychowywany był przez silną matkę, która na przemian lała go albo tuliła. Później przenosił tę toksyczną miłość na swoje relacje z kobietami. Wielbił je i upokarzał. Wielu jego biografów twierdzi, że w życiu miał wszystko, prócz miłości. Z matką związany był niemal chorobliwie – zginęła w katastrofie samolotu, gdy on miał 62 lata, a ona 83. Przez całe życie zabiegał o jej uznanie.

Miał też drugą naturę. Daje wielkie pieniądze na cele charytatywne, w ogóle chętnie wspomaga potrzebujących. Kocha dzieci. Barbara wcześnie została samotną matką. Ma jedynego syna Boba, którego uwielbia. Mówi, że ona i jej syn są jednością. Ale kolejni mężczyźni, jakich spotyka na swojej drodze, widzą w niej kochankę, a nie matkę z dzieckiem. Zastanawia się, czy Frank zaakceptuje jej syna. Bob jest już studentem, ale Barbara cały czas ma poczucie, że musi być dla niego opoką. Właściwie niezależnie od tego, ile ma pieniędzy, myśli o sobie, jako o samotnej matce, która walczy, żeby jej dziecku niczego nie brakowało. Na szczęście Sinatra przyjął Boba z otwartymi ramionami.

Cudowna, tylko czemu taka brzydka?

Frank też obserwuje Barbarę. Jest atrakcyjna, a zarazem dojrzalsza od kobiet, z którymi się wiązał. Podobno miłością jego życia była druga żona, Ava Gardner. Ale spędzili ze sobą tylko sześć lat, byli za wybitni, za egoistyczni i  za porywczy, by ze sobą wytrzymać. W 1968 roku, niedługo po rozstaniu z Mią Farrow, w wywiadzie dla magazynu „Life” mówi: „Jeśli w ogóle miałbym się jeszcze raz ożenić, musiałby być to ktoś spoza show-biznesu. Jedyne, czego chcę, to żeby żona opiekowała się mną”. Barbara jest kochanką, towarzyszką i organizatorką codziennego życia. Pielęgniarką i psychologiem. Ślub biorą w lipcu 1976 roku. W jednym z wywiadów Sinatra mówi, że ten związek dał mu rodzaj „cudownego spokoju”. „Były takie chwile, kiedy było zbyt cicho, kiedy gdzieś czegoś brakowało. Ale gdy wzięliśmy ślub z Barbarą, odkryłem, że to jednak dla mnie lepsze życie. Ona jest cudowną kobietą – tłumaczy i dodaje, żeby nie było zbyt słodko: – Szkoda tylko, że jest taka brzydka”.

Mamo, gdzie jesteś?

Barbara była jego czwartą i ostatnią żoną. Gdy się pobierali, on miał 61 lat, ona – 46. Była też kobietą, przy której wytrwał najdłużej. Co oczywiście nie znaczy, że jej nie zdradzał. Ale Barbara wiedziała, że Frank nie zmieni swoich nawyków. Pisał: „Kocham cię tak bardzo, że chyba przestanę pić”. I zaraz dodawał: „Nie, z tym to jednak przesadziłem”. Spędzili ze sobą 26 lat. Rytm ich życia wyznaczały koncerty, światowe tournée, podróże. Paparazzi, których nienawidził, nie odstępowali go na krok.

Barbara patrzyła, jak Frank się starzeje i  jak desperacko walczy, by być w formie. Mówił: „Najgorszą rzeczą, jaką mógłbym usłyszeć, byłoby, że nie mogę już pracować. Będę robił cokolwiek, ale muszę pracować”. Powtarzał zawadiacko: „Żyje się tylko raz, ale tak, jak ja żyłem, raz wystarczy”. Nie chciał dać się pokonać starości i  chorobom. Barbara pocieszała go, obiecywała, że razem zawsze się pozbierają. „Oboje doświadczyliśmy w życiu trudnych chwil, ale umieliśmy powiedzieć – to minie”, wspomina. Z wiekiem jednak Sinatra zapada na kolejne choroby. Kiedy umiera w 1998 roku, Barbara siedzi przy jego łóżku dzień i noc. Trzyma go za rękę. Frank rzadko odzyskuje przytomność. Nie poznaje nawet swoich piosenek. Pyta kiedyś: „Kochanie, kto to śpiewa? Lubię go”. W ostatnich dniach życia woła: „Mamo, mamo gdzie jesteś?”.

Czytaj także: Wszystkie twarze Fridy Kahlo

Barbara przeżyła Franka Sinatrę o 19 lat.  Zmarła w 2017 roku na swoim rancho „Mirage” w Kalifornii. Jej życie do końca opromieniała sława „Niebieskookiego”. W 2011 roku wydała książkę, która natychmiast stała się bestsellerem. Mówiła, że najbardziej lubi słuchać opowieści o Franku. Wspominała, jak na jego koncertach siadywała w pierwszym rzędzie, a on śpiewał dla niej: „Pragnienie ciebie jest wszystkim/ Będziesz moją muzyką / Będziesz moją piosenką”.

***

Materiał ukazał się w miesięczniku „Uroda życia” 3/2016. Korzystałam z książki Barbara Sinatra „Jesteś moją muzyką. Moje życie z Frankiem Sinatrą" (Wyd. „Pascal", Warszawa)

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Annette Bening i Warren Beatty
East News

Annette Bening i Warren Beatty: ona nie była zainteresowana romansem, on w 10 minut zakochał się na resztę życia

Historia ich miłości to współczesna bajka o casanovie, który stracił głowę dla jedynej kobiety w Hollywood, na którą nie działał jego wdzięk. I jest happy end: Annette Bening i Warren Beatty są razem już blisko 30 lat!
Magdalena Żakowska
22.12.2020

Mówili o nim „wieczny kawaler”. I trudno się dziwić. Zanim poznał Annette Bening, nie szukał stałych związków, miał za to imponującą listę byłych kochanek: Brigitte Bardot, Cher, Julie Christie, Goldie Hawn, Diana Ross, Barbra Streisand, Joan Collins, Madonna, Elle Macpherson, Liv Ullmann i Vanessa Redgrave to tylko te najbardziej znane. Do legendy przeszła już opowieść Edie Sedgwick, muzy i gwiazdy filmów Andy’ego Warhola. Poznała Warrena Beatty’ego na przyjęciu u Susan Sontag i chociaż rozmawiali zaledwie chwilę, była pod tak silnym wrażeniem, że następnego dnia zdobyła jego adres i pojawiła się w drzwiach jego mieszkania ubrana jedynie w płaszcz przeciwdeszczowy (tego dnia bardzo padało). Rzuciła się na niego, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, a kiedy szczytowali na podłodze w salonie, w telewizji rozległy się pamiętne słowa: „To jeden mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”. Okazało się, że swoją wizytą przerwała mu oglądanie transmisji z lądowania na Księżycu.  Takich historii jest znacznie więcej. Warren Beatty był m.in. ostatnim człowiekiem, który widział Marilyn Monroe, zanim popełniła samobójstwo. Ale kiedy w 2014 roku autor jego nieautoryzowanej biografii napisał, że na liście podbojów seksualnych Beatty’ego figuruje ponad 12 tysięcy kobiet, aktor postanowił po raz pierwszy zabrać w tej sprawie głos.  „To kompletna bzdura. Policzmy: dziewictwo straciłem w wieku 20 lat [Warren pochodzi z religijnej, konserwatywnej rodziny – red.], a od 24 lat jestem szczęśliwie żonaty. To oznacza, że w okresie między 20. a 55. rokiem życia musiałem spać z trzema lub czterema kobietami dziennie i z żadną z nich tego nie powtarzać! – mówił. – Jeśli chodzi o moje życie seksualne, muszę powtórzyć za Napoleonem: historia składa się z...

Czytaj dalej
Natalia Kukulska
East News

Natalia Kukulska podsumowuje rok 2020: najlepsza płyta, książka, serial, film i wydarzenie

Jej płyta „Czułe struny” nagrana z orkiestrą Sinfonia Varsovia jest zdecydowanie naszą płytą roku: kobieca, refleksyjna, energetyczna i odważna, bo Natalia Kukulska tym razem wzięła na swój warsztat utwory Fryderyka Chopina. W wywiadzie dla „Urody Życia” mówiła, że chce w życiu iść po swoje marzenia, a „Czułe struny” były jednym z jej największych życiowych marzeń.
Sylwia Niemczyk
29.12.2020

Poprosiłyśmy artystkę, by opowiedziała nam o swoich tegorocznych odkryciach: muzycznych, książkowych, serialowych… Powstała inspirująca lista rzeczy „do nadrobienia” – posłuchajcie, oddajemy głos samej artystce: *** Płyta roku 2020 Rok pandemii pokazał też, że muzyka ma olbrzymie znaczenie. Pomaga przetrwać ciężkie chwile, przeczekać, zapomnieć, ukoić nerwy. Sama, choć byłam zanurzona w pracę nad swoją płytą, wiele słuchałam - zarówno nowości jak i sprawdzonych wykonawców i ich albumów. Dlatego nieprzypadkowo wróciły do mnie dwie stare symfoniczne płyty. Jedna to „Both Sides, Now” Joni Mitchel, a druga to płyta Petera Gabriela „Scratch”. Genialnie brzmiące, głębokie… polecam bo to czyste piękno.  Z odkryć tegorocznych – dwie produkcje, które polecił mi mój syn. Płytę basisty -  Thundercat, którego „The Beyond” przyniosło mi w tym roku powiew świeżości i momentalnie skradło mi serce. Kolejny album to nagranie amerykańskiej grupy Vulfpeck „Live at Madison Square Garden”. Album powstał co prawda w 2019 r., ale ja ten koncert zobaczyłam dopiero podczas pandemii i mogę śmiało powiedzieć, że on odczarował nam ten trudny czas i całej rodzinie dodał energii. Włączyliśmy go sobie w domu i przeżywaliśmy go jak byśmy byli na koncercie, łącznie z tańcem! Ten live jest porywający, przezabawny i błyskotliwy. Bardzo nam poprawił humor, świetnie się bawiliśmy –  to super wspomnienie z tego trudnego czasu.   Z zagranicznych albumów, bo jeszcze mam listę polskich wydarzeń!, gorąco poleciłabym album Jacoba Colliera, pt. „Djesse vol. 3”. Dla mnie to geniusz, śmiało możemy nazwać go Mozartem czy Chopinem muzyki rozrywkowej dzisiejszych czasów. Na tej płycie jest wszystko: i jazz, i...

Czytaj dalej
Rodzina Waltonów
Najbogatsza rodzina świata – Waltonowie, właściciele sieci sklepów „Walmart". Fot. Getty Images

Najbogatsze rodziny świata 2020 roku! Wśród nich cukiernicy i właściciele domów mody

Rodziny Waltonów i Marsów (tak, tych od batoników Mars) prowadzą na liście 10 najbogatszych rodzin świata.
Agnieszka Dajbor
22.12.2020

Najbogatsze rodziny 2020 to współczesne „dynastie”. Wg agencji Bloomberg pandemia nie przeszkodziła im w powiększeniu majątku. Dzisiaj tworzą rodzinne imperia, choć często zaczynali skromnie. Na przykład Samuel Moore Walton – założyciel największej na świecie sieci handlowej Walmart – jego kariera zaczęła się od tego, że wyleciał z pracy i zaciągnął pożyczkę na otwarcie własnego sklepu.  Może dziwić, że w zestawieniu nie ma Billa Gatesa, czy Marca Zuckerberga. Czy choćby najbogatszego człowieka świata, właściciela Amazona, Jeffa Bezosa. Ale przyjęto zasadę, że na liście Bloomberga nie będzie miliarderów-nowicjuszy, czyli rodzin, które posiadają majątek dopiero w pierwszym pokoleniu. Najbogatszy człowiek świata jest wściekły Najbogatszą rodziną świata jest w tym roku amerykańska rodzina Waltonów, z majątkiem wycenianym na 215 miliardów dolarów. Waltonowie są właścicielami największej na świecie sieci handlowej „Walmart”. Twórca tej potęgi, wspomniany już przeze mnie Samuel Moore Walton w czasie wojny służył w amerykańskim wywiadzie. Był świetnie wykształcony, ale od zawsze marzył o własnym biznesie. Przez 20 lat rozwijał z bratem sieć sklepów Ben Franklin, ale średnio im to szło. Samuel Walton uważał, że klientów trzeba szukać na amerykańskiej wsi. Z tego pomysłu zrodził się Walmart (w 1962 roku) i odniósł międzynarodowy sukces. Walton miał czworo dzieci i wnuki, które dzisiaj dzierżą majątek i firmę. Był podobno człowiekiem surowym i skromnym, przez całe życie mieszkał z żoną w tym samym domu, jeździł latami tym samym fordem pick-upem. Kiedy magazyn „Forbes” w 1985 roku po raz pierwszy ogłosił go najbogatszym człowiekiem w USA, był wściekły! „Całe to zamieszanie z czyjąś...

Czytaj dalej
Tamara Łempicka
Materiały prasowe wydawnictwa Bosz

Tamara Łempicka była królową art déco. „Robię, co chcę i nienawidzę robić tego, co muszę”, mówiła

Tamara Łempicka była uznawana za kobietę nowoczesną. Część krytyków zachwycała się jej dziełami, inni wskazywali na „cielesność graniczącą z kiczem lub przynajmniej grzechem”. Artystkę można było kochać lub można było się oburzać jej twórczością. Jedno jest pewne – nikt nie mógł przejść obok niej obojętnie.
Kamila Geodecka
09.12.2020

Ciężko jest być kobietą na tym świecie. Żeby przeżyć, trzeba wykorzystywać swe ciało i posługiwać się seksem” – mówiła Tamara Łempicka, malarka uznawana za prawdziwą królową estetyki art déco. Malowała głównie kobiece akty, które w tamtych czasach były uznawane za bardzo odważne. Kolejne plotki dotyczące jej romansów z modelkami jedynie napędzały jej sławę. Sławę, której pragnęła, i którą sobie wywalczyła. Była prawdziwą gwiazdą w paryskim międzywojniu. Uwielbiała głośne bankiety, rozmowy i kokietowanie. Bawiła się ze światem, więc cały świat bawił się także z nią. Udawała, kłamała, a gdy trzeba było, szła nawet do zakonu. W swoich obrazach zawsze była jednak perfekcjonistką. Chociaż artystka zmarła 40 lat temu, jej sława wciąż trwa, a jej obrazy mają w swoich kolekcjach Madonna, Jack Nicholson czy Barbra Streisand. Wciąż jest gwiazdą i podbija salony, a jej prace sprzedawane są za miliony dolarów. Tamara Łempicka – Polka i żona za wszelką cenę Tamara Łempicka urodziła się prawdopodobnie w 1898 roku w Moskwie, choć w jej metryce znajdziemy informację o tym, że przyszła na świat w Warszawie. Historycy sztuki podejrzewają, że artystka w pewnym momencie swojego życia po prostu sfałszowała dokumenty, co w tamtym czasie nie było aż tak skomplikowane. Jako dorosła kobieta zawsze powtarzała jednak, że jest Polką. Artystka wychowywała się w Warszawie wraz z dziadkami od strony swojej matki. Zamożni Deklerowie należeli do elity towarzyskiej i kulturalnej oraz  przyjaźnili się m.in. z Ignacym Paderewskim czy Arturem Rubinsteinem. Gdy mała Tamara była jeszcze dziewczynką, jej ojciec, zamożny rosyjski Żyd, zniknął z jej życia i nigdy nie powrócił. Sama artystka miała mówić, że jej rodzice się rozwiedli, jednak w rzeczywistości ojciec...

Czytaj dalej