Banksy pokazuje, kto dziś jest największym bohaterem naszych dzieci
Eric Ward/Unsplash

Banksy pokazuje, kto dziś jest największym bohaterem naszych dzieci

Najnowsze dzieło artysty, Banksy'ego nosi nazwę „Gamechanger” i przedstawia chłopica, który bawi się superbohaterką-pielęgniarką. Ta poruszająca grafika to hołd oddany medykom.
Sylwia Arlak
07.05.2020

Wspaniała inicjatywa: najsłynniejszy i najbardziej tajemniczy brytyjski artysta streetartowy, Banksy oddał hołd medykom. Jego nowy mural „Gamechanger” pojawił się w foyer Southampton General Hospital na oddziale ostrego dyżuru.

Grafika przedstawi chłopca, który bawi się lalką-pielęgniarką. Ubrana jest w pelerynę, ma biały fartuch z czerwonym krzyżem i maskę na twarzy. Jedna z rąk zabawki jest wyciągnięta do przodu – zupełnie jak u superbohatera w trakcie lotu. Inne zabawki dziecka, Batman i Superman, leżą w koszu z zabawkami.

Artysta zostawił też notatkę dla pracowników szpitala. „Dzięki za wszystko, co robicie. Mam nadzieję, że mural trochę rozjaśni to miejsce, nawet jeśli jest tylko czarno-białe” — napisał.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

. . Game Changer

Post udostępniony przez Banksy (@banksy)

Pomysł Brytyjczyka spotkał się z dużym uznaniem internautów. Zachwycona była też dyrektor szpitala. „Fakt, że Banksy wybrał właśnie nas i docenił naszą pracę w tym trudnym czasie, jest ogromnym zaszczytem [...] Bez wątpienia mural będzie miał również ogromny wpływ na morale każdego, kto tu pracuje i jest pod naszą opieką” – powiedziała w rozmowie z  „The Sun”.

Już po zakończeniu kwarantanny grafika, która wzbudza tyle emocji, zostanie wystawiona na aukcję. Zebrane w ten sposób pieniądze zasilą konto angielskiej publicznej służby zdrowia. Ta inicjatywa to najlepszy dowód na to, że nawet w trudnych czasach, może narodzić się też wiele dobra.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Spencer Tunick
Instagram/Spencer Tunick

Zbiorowe akty przez internet: nowy projekt kontrowersyjnego fotografa

Kolejny projekt Spencera Tunicka „Stay Apart Together” wzbudza kontrowersje. Prawda jednak jest taka, że amerykański fotograf, fotografując nagich ludzi w czasie pandemii, faktycznie prowokuje – ale tylko do myślenia.
Sylwia Arlak
27.05.2020

Nagie postaci w maseczkach. Leżące na sofach w domu, obejmujące się ramionami. Tulące się do ściany w samotnym mieszkaniu. Nowy projekt Spencera Tunicka pokazuje naszą rzeczywistość w czasie pandemii. Widzimy na nich nie tylko nagich ludzi, lecz także nagle obnażoną  naszą samotność, lęk, bezbronność.  Amerykański fotograf zasłynął monumentalnymi instalacjami fotograficznymi, które nieraz przedstawiały nawet kilkanaście tysięcy nagich postaci zgromadzone jednocześnie w tym samym miejscu. W 2007 r. uwiecznił na zdjęciach 18 tys. nagich modeli na placu Zócalo w Meksyku. Trzy lata później 5 tys. Australijczyków rozebrało się dla artysty przed operą w Sydney. Ze względu na pandemię koronawirusa artysta musiał odwołać swoją kolejną, zaplanowaną nagą sesję na lotnisku w Brisbane. Rozpoczął za to nowy projekt, który nazwał „Stay Apart Together”  (ang. „Zostańmy oddzielnie razem”. Kolejny nagi projekt Spencera Tunicka powstaje wyłącznie przez internet. Fotograf łączy się wybranymi modelami poprzez FaceTime’a, a z powstałych zrzutów ekranu tworzy przejmujące kolaże. Tania prowokacja fotografa? Nic podobnego! Choć krytycy – a tych w pruderyjnej Ameryce nie brakuje – zarzucają artyście tanią prowokację, on nie chce nikogo szokować. Jak wyjaśnia, zależy mu jedynie na zbudowaniu wspólnoty i pokazaniu, że nawet w czasie izolacji możemy nawiązywać więzi i być solidarni. „Sesje wideo to świetny sposób na zbliżenie ludzi z różnych krajów. Nie podejrzewałem jednak, ile emocji przyniesie to uczestnikom” — mówił fotograf w jednym z wywiadów.         Wyświetl ten post na Instagramie....

Czytaj dalej
Woodenstory
fot. Marek Zawadka, Piotr Gęsicki

Drewniane zabawki z Beskidów podbijają świat 

Za górami, za lasami... Tak mogłaby się zaczynać bajka o polskich góralach i ich drewnianych zabawkach, które można kupić m.in. w MoMa Design Store. Ale Wooden Story to nie bajka, tylko prawdziwa historia Gosi Borowy i jej męża.
Aleksandra Szajewska
18.06.2020

Historia Wooden Story – wyjątkowej manufaktury drewnianych zabawek – zaczęła się, kiedy dziadek Borowy, teść Gosi dzisiejszej szefowej, z miłości do lasu i jego największego skarbu – drewna, założył manufakturę i zaczął wytwarzać najpierw meble, a potem zabawki. Wkrótce produkcja mebli okazała się ważniejsza, ale o zabawkach nigdy nie zapomniano. Dzięki pasji i determinacji Gosi i jej męża ręcznie wytwarzane drewniane klocki i układanki, wózki i samochodziki powróciły po latach – już jako Wooden Story.  Drewniane zabawki dla dzieci Gosia i Wiesiek poznali się w ósmej klasie podstawówki. Właściwie od zawsze wiedzieli, że kiedyś będą kontynuować tradycję, bo jak mówią, zabawki są naturalną potrzebą oraz konsekwencją tego, czym od lat zajmuje się rodzina Borowy. – To nasza wielka radość – podkreślają.  Wiele lat temu Gosia pomagała w stolarni, dzięki temu dobrze rozumie prawa, którymi rządzi się obróbka drewna. Zna jego możliwości i ograniczenia.  – Tamta praca i tamten czas ukształtowały moje myślenie o specyfice tworzenia w drewnie – wyznaje Gosia. – W naszej firmie jestem trochę sercem, trochę rozumem, a trochę fantazją, taką pszczółką, która lata i zapyla nowe pomysły – wyjaśnia. Inspiracji szuka w otaczającym świecie, bo jak sama mówi: serce posiada ukryte wykrywacze piękna. Kolejne pomysły przeradzają się w realne projekty, ale misją Wooden Story nie jest rewolucja na rynku zabawek, tylko pielęgnowanie tradycji, tego, co dobre i sprawdzone.  – Z wielkim podziwem odkrywamy każdy kawałek drewna, który znajdzie się w naszych rękach. Każdy ma inny odcień, fakturę, usłojenie. To takie dary od natury. Wykorzystujemy nawet najmniejsze kawałki drewna –...

Czytaj dalej
Marek Grechuta z żoną Danutą
Jakub Guca / Newspix.pl

To dla niej Marek Grechuta śpiewał: „I ty, tylko ty, będziesz moją panią”. Historia miłości Marka i Danuty Grechutów

W piosenkach pisanych dla żony był liryczny i romantyczny, ale na co dzień Marek Grechuta nie nadużywał wielkich słów. Proponując ślub, przekonywał ją: „To jest sprawa szybciutko do realizacji i zakontraktowania”.
Anna Zaleska
07.09.2020

To o swojej żonie, Danucie, Marek Grechuta śpiewał: „Cicha jak sen / dobra jak ten / promyk jej ciepłych oczu / Wierna jak cień / w pogodny dzień / w twoim życiowym roztoczu...”. Ona z kolei mówiła o nim: „Marek jest jak chmurka”. Był wrażliwy, delikatny, życiowo nieporadny. Ale też jak nikt umiał ją rozśmieszyć, wzruszyć i zachwycić. Właśnie od zachwytu ich historia się zaczęła. Pani pachnie jak tuberozy… Na Sylwestra 1967 roku – byli wtedy studentami – oboje przyszli z innymi partnerami. I z tymi innymi też jeszcze nad ranem wyszli. Marek odprowadził już towarzyszącą mu dziewczynę i wracał do swojego akademika, gdy na ścieżce natknął się na blondynkę, która się do niego uśmiechnęła. Potem mówił, że to właśnie jej uśmiech go zaciekawił. Zagadnął: „To ty tu mieszkasz?”. Próbował od razu dopytać o numer pokoju, ale dobrze wychowana panienka odpowiedziała: „A tego nie mogę ci powiedzieć”. Przyszły ferie, Marek wyjechał z Krakowa, ale zaraz po powrocie rozpoczął poszukiwania dziewczyny. I pewnego dnia zapukał do drzwi jej pokoju. Jeśli chciał zrobić wrażenie, nie mógł wybrać lepszego momentu – akurat w radiu akademickim puszczali jego „Serce”, o artyście z wydziału architektury zaczynało być głośno. Dana nie odmówiła, gdy zaprosił ją na występ kabaretu Anawa, który założył z kolegami z wydziału. Wieczorem w klubie Bambuko po raz pierwszy usłyszała: „Pani pachnie jak tuberozy / to nastraja i to podnieca…”. Marek śpiewał, patrząc tylko na nią, ona czuła się tak, jakby dla niej. Ale nie byli jeszcze parą, uczucie rodziło się powoli. Przychodził po nią, wyciągał na spacery po Krakowie, dużo rozmawiali. Któregoś dnia znów wyjechał do domu, a wkrótce potem przyszedł list. Dana...

Czytaj dalej
Bobbi Brown x Flower Girl NYC
mat. prasowe Bobbi Brown

Limitowana kolekcja makijażu od Bobbi Brown i Flower Girl NYC! 

Flower Girl NYC, czyli Denise Porcaro to kwiatowa guru z Nowego Jorku. Razem z marką Bobbi Brown stworzyła kosmetyki do makijażu, inspirowane zmysłowymi kwiatowymi kompozycjami.
Aleksandra Szajewska
04.06.2020

Koncerny kosmetyczne od lat zapraszają do współpracy gwiazdy: aktorki, supermodelki, sportsmenki i ekspertów: dermatologów, makijażystów, fryzjerów. Coraz częściej też nawiązują relacje z influencerami . I nie chodzi tu tylko o marketing i tzw. klikalność. Bloggerzy i instagramerzy zajmujący się szeroko pojętym lifestyle'em są kreatywni, inspirujący  i multidyscyplinarni. Pokazują, że świat stoi przed nami otworem, wystarczy tylko schować kompleksy do kieszeni i jak mówią Amerykanie – „dream big”.  Płynąc na tej nowej fali marka  Bobbi Brown,  zaskoczyła nas nową limitowaną kolekcją makijażu, która powstała we współpracy z Denise Porcaro, florystyką, właścicielką kultowych nowojorskich kwiaciarni Flower Girl NYC. Denise związana była z branżą filmową, ale szybko odkryła swoją niszę. Zaczęła tworzyć oryginalne aranżacje kwiatowe i wyjątkowe bukiety. Najpierw dla przyjaciół, później dla całego Nowego Jorku. Jej kompozycje są bardzo charakterystyczne: czasem romantyczne, czasem dzikie, zawsze bliskie natury, bujne. Denise nie boi się eksperymentować, do eleganckich bukietów dokłada chwasty, kwiaty polne przeplata rzadkimi okazami roślin z najdalszych zakątków świata.          Wyświetl ten post na Instagramie.                   We're so excited to share the launch of our limited-edition collaboration with @bobbibrown! Inspired by Flower's Girl's signature arrangements of lush florals and whimsical blooms, the collection includes blossoming brights for eyes, lips and cheeks. Link in bio to shop online ✨ Post...

Czytaj dalej