Audrey Hepburn: córka nazistowskiego szpiega i wielbicielki Adolfa Hitlera
materiały prasowe

Audrey Hepburn: córka nazistowskiego szpiega i wielbicielki Adolfa Hitlera

Gdy kariera Audrey Hepburn zaczęła nabierać tempa, wytwórnia Paramount Pictures poprosiła szefa FBI o zniszczenie dokumentów, które mogłyby jej zaszkodzić – twierdzi biograf Robert Matzen. Producenci nie mogli pozwolić, by świetlana przeszłość najjaśniejszej gwiazdy Hollywood legła w gruzach.
Anna Zaleska
22.03.2021

Koszmar, który nastoletnia Audrey Hepburn przeżyła podczas wojny, zaważył na jej życiu. Z Robertem Matzenem, autorem książki „Tancerka ruchu oporu” (wyd. Albatros), rozmawia Anna Zaleska.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Audrey Hepburn: nieznana historia

Anna Zaleska: O Audrey Hepburn napisano setki książek. Czym pana biografia różni się od poprzednich?

Robert Matzen: Zaskoczyło mnie to, że nikt dotąd nie zbadał w pełni, jak wyglądało życie Audrey Hepburn podczas II wojny światowej. Żaden z biografów nie wybrał się do Holandii, nie przekopał archiwów, nie rozmawiał z ludźmi, którzy znali ją w czasie wojny. Ja tam wracałem wiele razy i odkryłem fascynujące historie.

Co było najbardziej fascynujące?

Udało mi się odnaleźć dziennik wujka Audrey, który był w niewoli u nazistów, a potem został stracony. Jego egzekucja wstrząsnęła nią i całą rodziną. Rok później Audrey rozpoczęła pracę jako wolontariuszka w szpitalu. Lekarz, któremu pomagała, był prawdziwym bohaterem. Zwrócił się do niej, ponieważ mówiła płynnie po angielsku, co było ważne przy ratowaniu życia zestrzelonych lotników alianckich.

Syn aktorki, Luca Dotti, twierdzi, że tylko znając tę część losów Audrey Hepburn, można ją zrozumieć jako człowieka. Które wojenne doświadczenia odcisnęły na niej trwałe piętno?

Najpierw wspomniana egzekucja wujka, który został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny. Wtedy też zginął jej drugi kuzyn. Potem Audrey była świadkiem deportacji Żydów żyjących w jej mieście, co głęboko nią wstrząsnęło, bitwy o Arnhem i zburzenia jego części. Po tej bitwie nastoletnia Audrey opatrywała rannych cywilów. A w końcu przyszła trwająca siedem miesięcy głodowa zima – Hongerwinter – na przełomie 1944 i 1945, kiedy dziewczyna była bliska śmierci głodowej. Takie dramatyczne doświadczenia uczyniły z niej szanowaną na całym świecie działaczkę humanitarną i ambasadorkę UNICEF-u.

Czytaj też: Audrey Hepburn i Mel Ferrer: wielka miłość, wielki dramat

Jak Audrey radziła sobie ze świadomością, że jej ojciec był nazistowskim szpiegiem, a matka wielbiła Hitlera?

Audrey nigdy nie wybaczyła rodzicom ich pronazistowskich sympatii. Ojciec Audrey nie tylko wielbił Hitlera, przed wybuchem wojny został niemieckim szpiegiem w Wielkiej Brytanii, po aresztowaniu całą wojnę spędził w brytyjskim więzieniu. Matka, Ella van Heemstra, popierała nazistów jeszcze rok po tym, gdy zaczęła się niemiecka okupacja Holandii. Często uważa się, że matka i córka były sobie bliskie. Tymczasem Audrey żywiła niechęć do matki za jej działania w latach 1934–1942.

Dopatrzył się pan wielu podobieństw między losami Audrey Hepburn i Anny Frank.

Tak, to uderzające. Obie urodziły się w 1929 roku, w odstępie ledwie sześciu tygodni, Audrey w Belgii, Anna w Niemczech, ale przed wojną trafiły do Holandii. W czasie wojny dzieliło je ledwie 100 kilometrów, Audrey była w Arnhem, Anna w Amsterdamie. Ponieważ były dokładnie w tym samym wieku, patrzyły na okupację z tego samego punktu widzenia, obie przechodziły też w tym czasie dojrzewanie. Obie mieszkały z rodziną, a najbardziej bały się zielonej policji. I obie zostały przez tę policję schwytane, tyle że Audrey zdołała uciec. Przeżyła wojnę, a Anna Frank nie. Kiedyś przypadkiem Audrey natrafiła na rękopis pamiętnika Anny, zanim jeszcze został opublikowany. Poczuła się zdruzgotana. Znalazła tam opis wielu aspektów wojny, których sama doświadczyła. Od tego momentu nazywała Annę Frank swoją „duchową siostrą”. Proszono ją nawet o zagranie Anny w hollywoodzkiej ekranizacji dziennika, ojciec Anny chciał, by to Audrey wcieliła się w postać jego córki. Odmówiła, bo emocjonalnie byłoby to dla niej zbyt trudne.

Dlaczego FBI zataiło fakty z młodości Audrey?

Kiedy poszedłem do Federalnego Biura Śledczego w Waszyngtonie, aby obejrzeć akta dotyczące matki Audrey, ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nie ma takich akt. Eksperci twierdzą, że nie jest to możliwe, ponieważ Ella van Heemstra była obywatelką holenderską, przeciwko której po wojnie wszczęto śledztwo w związku z jej proniemiecką działalnością. Moim zdaniem po premierze „Rzymskich wakacji”, gdy Audrey stała się gwiazdą, Paramount Pictures poprosiło J. Edgara Hoovera, szefa FBI, o zniszczenie dokumentów, które mogłyby zaszkodzić jej karierze.

Czytaj też: Rita Hayworth: piękna, utalentowana, nieszczęśliwa. Wychodziła za mąż pięć razy, zmarła w samotności

Czy Audrey kiedykolwiek zdołała uwolnić się od traumatycznych wspomnień z czasów wojny? Wydawała się taką pogodną osobą…

Przez całe życie nawiedzały ją wspomnienia wojny. Jej syn, Luca Dotti, który blisko współpracował ze mną przy pisaniu „Tancerki ruchu oporu”, uważa, że wojna w końcu dopadła jego matkę i ją zabiła. Głodowa zima pozostawiła w jej organizmie ślady na całe życie, a jej ogromne oddanie UNICEF-owi wynikało z tego, że była świadkiem nieludzkich działań człowieka wobec człowieka. Stąd tak wielka determinacja, by pomagać cywilom cierpiącym na skutek wojny. Nieraz jako ambasadorka UNICEF-u narażała się na niebezpieczeństwa. Aż w końcu w 1982 roku wyjechała do Somalii. Tam zobaczyła umierające z głodu tysiące dzieci, tragedię, której rozmiarów nie była w stanie znieść. Zmarła cztery miesiące po powrocie z misji.

„Tancerka ruchu oporu” Robert Matzen, Koziej, Albatros 2020
materiały prasowe

***

Wywiad ukazał się w „Urodzie Życia” 1/2021

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Audrey Hepburn i Mel Ferrer trzy miesiące po ślubie / East News

Audrey Hepburn i Mel Ferrer: wielka miłość, wielki dramat

Był pierwszą miłością jej życia. Dla związku z 12 lat starszym żonatym aktorem zaryzykowała karierę. Czuła się bezpiecznie u boku tego potężnego władczego mężczyzny. Do czasu.
Anna Zaleska
03.06.2020

Gdy 25 września 1954 roku w miejscowości Bürgenstock, położonej malowniczo w górach Szwajcarii, zabiły weselne dzwony, niewielu ludzi wiedziało, że to Audrey Hepburn – młodziutka gwiazda „Rzymskich wakacji”, nagrodzona już w wieku 24 lat Oscarem – wychodzi za mąż. Jej wybrankiem był aktor Mel Ferrer. W XIII-wiecznej kapliczce zebrała się ledwie garstka najbliższych przyjaciół i rodzina. Audrey ubrana była w prostą sukienkę projektu Pierre'a Balmain – z białej organdyny, podkreślającą jej niewiarygodnie wąską talię, z kołnierzykiem i bufiastymi rękawami. Na króciutko obciętych włosach miała prosty wianek z białych kwiatków. „Rzymskie wakacje” i zerwane zaręczyny Gdy wiadomość o ceremonii dotarła w końcu do mediów, zawrzało. Jeszcze niedawno Audrey była zaręczona z biznesmenem Jamesem Hansonem. W czasie gdy pracowała na planie „Rzymskich wakacji” (1953), w wolnych chwilach z dużym zaangażowaniem planowała wesele, z prób biegła na przymiarki sukni. Ale tuż przed ceremonią zerwała zaręczyny. W jednym z listów do przyjaciela, sir Felixa Aylmera, pisała: „Wiem, że mężczyźnie wykonującemu taki zawód jak ty nie muszę wiele wyjaśniać. Przez rok myślałam, że możliwe będzie połączenie naszego życia i kariery zawodowej… To wszystko sprawia, że czujemy się (z Jamesem Hansonem, przyp. red.) nieszczęśliwi, ale to jedyna słuszna decyzja”. Rzeczywiście po „Rzymskich wakacjach” kariera Audrey nabrała zawrotnego tempa. Aktorka pracowała a to we Francji, a to w Hollywood, a to na Broadwayu. James Hanson musiał spędzać większość czasu w Kanadzie i Wielkiej Brytanii, doglądając tam interesów. „Trudno byłoby nam prowadzić normalne małżeńskie życie”, tłumaczyła tę decyzję Audrey. Ale czy to był jedyny...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Co będziemy oglądać w pierwszy weekend września na Netfliksie i HBO? Wybrałyśmy dla Was same hity

Początek września na Netfliksie i HBO to świetnie zapowiadające się nowe seriale: „Wychowane przez wilki”, „Może pora z tym skończyć”, „Rozłąka”. Nie zabraknie też wielkiego kina.
Sylwia Arlak
02.09.2020

Wrzesień zaczął się z przytupem. Nareszcie obejrzymy długo oczekiwane premierowe seriale Netfliksa i HBO. „Rozłąka” zaprowadzi nas aż w kosmos, a „Wychowane przez wilki” na tajemniczą wyspę. Czeka na nas też drugi sezon „Turbulencji” o pasażerach zagadkowego lotu. Kino przed duże K na Netfliksie Weekend na Netfliksie zaczniemy od filmowego maratonu: „The Ring”, „Requiem dla snu”, „Gorączka sobotniej nocy”, „Atak paniki” i „Czarownica”  – wszystkie filmy są dostępne na platformie od 1 września. Ten pierwszy znany jest wszystkich miłośniczkom i miłośnikom opowieści grozy. Reporterka Rachel Keller (Naomi Watts) trafia na ślad kasety wideo, z powodu której w niewyjaśnionych okolicznościach giną kolejni ludzie. Drugi — opowiada o czwórce bohaterów, którzy uciekają przed swoimi problemami w świat narkotyków. Samotni, poszukujący bliskości, niezrozumiani, choć przez chwilę chcą poczuć się zauważeni. W filmie Darrena Aronofsky’ego brawurowo zagrał Jared Leto i Jennifer Connelly. „Gorączka sobotniej nocy” z niezapomnianą rolą Johna Travolty to historia o sile pasji. Przywódca nastoletniego gangu Anthony (Travolta) każdą sobotę spędza w dyskotece. Wraz ze swoją nową partnerką, postanawia wciąć udział w konkursie tanecznym. To, co początkowo jest dla niego odskocznią od życia, staje się jego życiowym powołaniem. Polski „Atak paniki” to przenikające się historie bohaterów, którzy mierzą się z nieoczekiwanymi sytuacjami. Oglądamy m.in. młodą kobietę, która ukrywa przed znajomymi, że jest gwiazdą porno i autorkę kryminałów, która na randce spotyka swojego byłego partnera. W głównych rolach Magdalena Popławska, Aleksandra Pisula, Dorota Segda i...

Czytaj dalej
Agnieszka Holland
East News

Holland, Szumowska, Smoczyńska – i wiele więcej! Nasze reżyserki podbijają świat

Są silne, bo musiały się przebić w męskim świecie kina. Dlatego tworzą mocne kino o równie silnych kobietach.
Magdalena Żakowska
29.05.2020

Małgorzata Szumowska to pierwsza polska reżyserka od 15 lat, która zrobiła film w Ameryce. Agnieszka Smoczyńska właśnie kręci w Wielkiej Brytanii.  Agnieszka Holland, chyba najbardziej zapracowana polska reżyserka, która pracowała na wielkich planach filmowych zarówno w Europie, jak i w Ameryce, swój najnowszy film zrobiła w Czechach. Wszystkie trzy mają talent, sławę i wielką siłę przebicia w świecie, ale kobiet w polskim filmie jest dziś znacznie więcej. I nie tylko nareszcie doszły do głosu, ale też – choć statystycznie jest ich mniej niż mężczyzn reżyserów – odnoszą co najmniej równie spektakularne sukcesy, co oni. Polskie reżyserki dzisiaj zabierają głos w kinie: polskim i także tym na światowym poziomie. Agnieszka Holland – królowa polskiego kina dla Apple TV Wiadomo, Agnieszka Holland jest tylko jedna. To królowa polskiego kina i jego największa ambasadorka za granicą. Dorobek Holland jest imponujący, a pracowitość wręcz onieśmiela. Nakręciła ponad 30 filmów i wiele kultowych seriali – od „Prawa ulicy” (ang. „The Wire”), przez „The Killing” i „House of Cards” po „The Affair”. To ona była ostatnim przed Małgorzatą Szumowską polskim reżyserem, który nakręcił film w Ameryce: w 2006 roku premierę miała jej „Kopia mistrza”, biograficzna opowieść o starzejącym się Ludwiku van Beethovenie. W filmach Holland grali najwięksi aktorzy Hollywood: Maggie Smith, Albert Finney, Leonardo DiCaprio, Jennifer Jason Leigh, Jennifer Garner i oczywiście największe gwiazdy polskiego kina. Słynie z tego, że prywatnie jest niezwykle łagodną i ciepłą osobą, ale na planie potrafi zamienić się w potwora. Krzyczy, przeklina, rządzi niepodzielnie. Aktorzy się jej boją, ale zagrać u Holland...

Czytaj dalej
Pałac w Komierowie
archiwum prywatne

„Komierowo to pałac z duszą, ale bez duchów”, mówią siostry Komierowskie

Dzięki ich determinacji możemy się o tym przekonać, bo po latach burzliwej historii Anna i Agnieszka odkupiły od państwa Pałac Komierowo, odrestaurowały go i częściowo wynajmują.
Magdalena Felis
20.05.2020

Był w rękach Niemców, przeżył oblężenie Armii Czerwonej, w PRL obrócono go w ruinę. Dzisiaj znów przeżywa czasy świetności. O swoim pałacu, jego burzliwej historii i o szacunku dla rodzinnych korzeni opowiadają siostry Anna i Agnieszka Komierowskie herbu Pomian. Magdalena Felis: Pamiętacie, kiedy pierwszy raz usłyszałyście, że macie pałac? Anna Komierowska: Od zawsze o nim wiedziałyśmy. W latach 80. mieszkaliśmy na osiedlu z wielkiej płyty w zwykłym, ciasnym mieszkaniu, ale i tak co niedzielę na obowiązkowym rodzinnym obiedzie przychodził moment, kiedy tata rzucał: „Co robimy z Komierowem?”. To były czasy komuny, więc na odzyskanie pałacu nie było żadnych szans. I nikt nie wierzył, że coś się zmieni.  Agnieszka Komierowska: Pałac został odebrany rodzinie na początku II wojny światowej i po wojnie przeszedł na skarb państwa. Odzyskanie go stało się trochę rodzinną obsesją. Udało się dopiero w 1997 roku, kiedy był już ruiną. Zasada minoratu A kiedy został zbudowany? Agnieszka: W 1670 roku powstał murowany pałacyk, wokół którego roztaczał się wielki park. To był początek. Drzewa z tamtego okresu rosną do dziś. Neoklasycystyczny kształt nadał pałacowi Tomasz Komierowski – taka była wtedy, w latach 30., moda. Tomasz był też ostatnim prawowitym właścicielem Komierowa przed wojną. Anna: W naszej rodzinie obowiązywała nietypowa jak na Polskę zasada minoratu: dziedziczył najmłodszy – żeby majątek nie ulegał podziałom. Dzięki temu ziemia, na której stoi pałac, była w rękach rodziny prawie tysiąc lat. Ale potem przyszła wojna i skończył się stary świat. Tomasz zdążył jeszcze 31 sierpnia 1939 roku odesłać syna do Adampola, do rodziny swojej żony, Róży z Zamoyskich. Uratował mu tym życie. Sam został w pałacu.  Dlaczego? Anna:...

Czytaj dalej