Annette Bening pokazuje rozpacz zdradzonej kobiety. „Co przyniesie jutro” już od dziś na VOD

Gdyby nie epidemia, ten film byłby wiosennym kinowym hitem. „Co przyniesie jutro” z wybitną rolą Annette Bening od 18 kwietnia na platformach VOD.
Magdalena Żakowska
18.04.2020

Tym razem mąż opuszcza ją po 29 latach małżeństwa. Zakochał się w innej. Poza tym, jak twierdzi, w zasadzie nigdy nie był z nią szczęśliwy. To typowa sytuacja dla filmowych bohaterek Annette Bening. Mężczyźni regularnie ją zawodzą – przypomnijcie sobie choćby jej relację z przechodzącym kryzys wieku średniego Kevinem Spacey w „American Beauty”. 

Podobnie było w większości jej najważniejszych filmów. W „Julii” jako zdradzona kobieta dokonuje wyrafinowanej zemsty na swoim młodszym kochanku. W „Pani Harris” jest zranioną przez męża rozwódką, i traci głowę dla słynnego kardiochirurga, który złamie jej serce. W filmie „Kobiety i XX wiek” mówi wreszcie „dosyć!”. Żyje sama i na własnych zasadach.

Annette Bening
mat. prasowe

W najnowszym filmie, „Co przyniesie jutro”, decyzję o rozstaniu podejmuje jej filmowy mąż, znany z „To właśnie miłość”, Bill Nighy. Grana przez Bening Grace musi ułożyć sobie życie na nowo, chociaż właśnie przekroczyła sześćdziesiątkę. Od początku jasne jest, że nie będzie to kolejna wesołkowata opowieść o tym, że życie zaczyna się po rozstaniu, a przed nami zawsze tylko najlepsze chwile. I że wystarczy zapisać się na kurs tańca, polecieć do Indii, albo odbyć dietę oczyszczającą, żeby wszystko wróciło do normy. „Co przyniesie jutro” to kino wielkich, prawdziwych emocji, intymna opowieść o bezsilności i zagubieniu, ale także nadziei.

Bo bohaterki Annette Bening nigdy się nie poddają i nawet na dnie rozpaczy znajdą coś zabawnego. Wiedzą, że mężczyźni nie wyznaczają horyzontu ich szczęścia i poczucia własnej wartości. Że chociaż mogą na chwilę wytrącić je z wyznaczonej drogi, to prędzej czy później odnajdą równowagę.

Annette Bening i Bill Nighy
mat. prasowe

Żona największego playboya Hollywood

„Portretując kobiety, zawsze staram się uciec od tego, co przyjęło się uważać za typowe dla naszej płci” – mówiła w zeszłym roku w rozmowie z „The New York Times”. „Nie interesuje mnie idealizowanie kobiet. To nudne”. Od pierwszej ważnej roli w „Naciągaczach” (1990) po wybitną kreację w najnowszym filmie, Bening buduje postaci kobiet, które odmawiają wypełniania narzucanych im ról. Ale nie zmagają się ze światem na smutno. Jej bohaterki zawsze się uśmiechają, czasem przebiegle, czasem na przekór, czasem przez łzy, ale za każdym razem to działa. „To akurat cecha, którą czerpię z siebie. Optymizm to moja religia” – mówi. 

Jej życie prywatne jest zaprzeczeniem zmagań. W 1991 roku na planie filmu „Bugsy” poznała jednego z największych playboyów Hollywood, Warrena Beatty. Na liście jego kochanek znajdowały się chyba wszystkie gwiazdy lat 80., w tym Madonna, Melanie Griffith, Diane Keaton, Jane Fonda, Goldie Hawn czy Barbra Streisand. Wieści o jego kolejnym romansie rozeszły się szybko, ale Bening stanowczo zaprzeczała.  Musiał się jej oświadczyć, żeby oficjalnie przyznała się do tej relacji. Pobrali się rok później i zamieszkali w Los Angeles. 

Annette Bening
mat. prasowe

Ale nie ukrywa, że ciężko jest być żoną mężczyzny o takiej reputacji. Kiedy w programie telewizyjnym na żywo słynna dziennikarka Barbara Walters przedstawiła ją, mówiąc „Gdyby jej największym życiowym osiągnięciem był fakt, że Warren Beatty się ustatkował, i tak byłaby dla mnie bohaterką”, Bening nie kryła irytacji. „Dziękuję, ale nie odpowiada mi rola tresera dzikich zwierząt” – odparowała. „Ten obraz nie odzwierciedla naszej relacji i jest krzywdzący dla nas obojga”. Od tamtej pory nie wypowiada się na temat swojego małżeństwa. Wiadomo tylko tyle, że układa się świetnie.

Anette, Trump i Time's up

Kiedy patrzy się na filmowy dorobek Bening aż trudno uwierzyć, że w międzyczasie urodziła i wychowała czwórkę dzieci. Jej najstarszy syn, 28-letni Stephen, przeszedł proces zmiany płci i jest dziś znanym aktywistą organizacji walczących o prawa osób transseksualnych. O zmianie płci poinformował media w wieku 20 lat, jak na syna Bening przystało, w odważny sposób i na swoich zasadach: „Mam na imię Stephen. Identyfikuję się jako transseksualista, homoseksualista, queer, królowa życia, dziwak wojownik, pisarz, artysta i facet, który musi wreszcie umówić się do fryzjera”.

Stephen przeszedł proces zmiany płci jako nastolatek. Rodzice od początku bardzo go wspierali. „Jestem z niego bardzo dumna” – powtarzała przy każdej okazji Bening, a teraz, kiedy Donald Trump ogłosił, że jego gabinet zamierza zrezygnować z  programu pomocy dla osób transseksualnych, zdecydowała się sama zaangażować w ruch poparcia osób trans. O dzieciach też mówi rzadko. I chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że to jej syn Stephen wzbudza najwięcej zainteresowania mediów, uważa, że największe życiowe wyzwania czekają jej dwie córki, 23-letnią Isabel i 20-letnią Ellę. 

„Niby jesteśmy już po kolejnej feministycznej rewolucji, niby ruchy #metoo i Time's up przeorały społeczne wyobrażenie o tym, co nam się od życia należy, ale patrzę na moje córki, na ich świat, i wiem, że niewiele się zmieniło” – mówi. „Jeśli chcesz być spełnioną, szczęśliwą kobietą, która w miarę swobodnie idzie przez życie, nadal musisz być przede wszystkim atrakcyjna w oczach mężczyzn. Odpowiednia twarz, odpowiednie piersi i ciało. Poza tym liczy się dobre wykształcenie i praca. To jeszcze łączy nas z mężczyznami, ale u nas nadal nie wystarczy. Kobieta to wciąż człowiek, który łączy karierę z rodziną i wychowywaniem dzieci i na wszystkich tych polach odnosi sukcesy. Starałam się tak wychować swoje córki, żeby nie dały się wmontować w ten system”.

Jeśli oglądają jej filmy, możemy być spokojne o efekt. 

 

Film „Co przyniesie jutro” od 18 kwietnia będzie można obejrzeć na platformach VOD: VOD.pl, Platforma CANAL+, Player+, Chili, UPC Polska, Play, Inea, Toya, Vectra oraz Multimedia.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Westworld Thandie Newton
mat. prasowe

Thandie Newton w życiu jest jeszcze silniejsza niż w „Westworld”

Przez dwie dekady środowisko filmowe karało ją za to, że walczy z patriarchatem w branży. Dopiero teraz 46-letnia Thandie Newton stała się ikoną walczących kobiet.
Magdalena Żakowska
16.04.2020

Naprawdę na imię ma Thandiwe, co w zimbabweńskim języku Ndebele znaczy „ukochana”. Bo rzeczywiście była ukochanym dzieckiem, jedynaczką, której nigdy niczego nie brakowało. Tyle że nie ma w sobie nic z narcystycznej egoistki. Przeciwnie, od najmłodszych lat działała na rzecz innych, walczyła o sprawy, którymi dziś żyje cały świat, ale jeszcze kilka lat temu, nie należało ich poruszać. Walczyła z seksizmem na długo przed #metoo Thandie Newton miała 18 lat, kiedy podczas przesłuchania reżyser poprosił ją, aby dotykając swoich narządów intymnych zagrała orgazm. Sceny nie było w scenariuszu, ale zgodziła się ją zagrać pod warunkiem, że na planie oprócz reżysera będzie też reżyserka castingu, kobieta. Kilka miesięcy później okazało się, że reżyser wykorzystywał ten film do swoich prywatnych celów, chwaląc się nim przed kolegami i chętnie się nim dzieląc. Thandie Newton wielokrotnie opowiadała o tym i innych incydentach mediom. Nie bała się oskarżać reżyserów i producentów, używając ich nazwisk i dokładnie opisując nadużycia, których się dopuścili. Ale w latach 90. w Hollywood nikt nie traktował tych oskarżeń „poważnie” i nikt nie podejrzewał nawet, że za 25 lat Harvey Weinstein, jeden z największych i najbardziej szanowanych amerykańskich producentów, zostanie za podobne przestępstwa skazany na 23 lata więzienia. Przeciwnie, czym głośniej Thandie Newton walczyła z filmowym patriarchatem, tym surowsze spotykały ją za to konsekwencje. Straciła wielu przyjaciół, odwróciło się od niej kilku agentów, producenci przestali zapraszać ją nawet na castingi. Nigdy nie odpuściła, chociaż miała pełną świadomość tych bolesnych konsekwencji – przez lata w środowisku filmowych spotykał ją ostracyzm i niechęć, a media robiły z niej wariatkę....

Czytaj dalej
Judy Garland i Sid Luft
Getty Image

Ta miłość wyniosła Judy Garland na sam szczyt i ściągnęła na dno

Skandale, aborcje, pigułki, przemoc i krótkie chwile szczęścia.
Magdalena Żakowska
03.01.2020

To jedna z najsmutniejszych historii miłosnych Hollywood. Zaczyna się aborcją, a kończy skandalem. Dużo w  niej przemocy, promili i pigułek. Trudno uwierzyć, że małżeństwo z Sidem Luftem przyniosło Judy Garland kilka najszczęśliwszych lat życia i zrobiło z niej artystkę. Nie połączyła ich miłość od pierwszego wejrzenia ani do grobowej deski. W ciągu 13 lat małżeństwa Judy Garland i Sid Luft zdradzali się, odchodzili od siebie i wracali. On, hazardzista i pijak, roztrwonił cały jej majątek. Ona, uzależniona od leków i  narkotyków, kilkanaście razy próbowała odebrać sobie życie, z czego dwukrotnie poderżnęła sobie gardło, a raz zapadła w śpiączkę z powodu przedawkowania leków nasennych. Podczas procesu rozwodowego ona zeznała, że ją bił, a on, że większość ich małżeństwa przespała na prochach. Ale już następnego dnia po rozwodzie wybaczyli sobie wszystko. Do końca życia pozostali najbliższymi przyjaciółmi, a  wspólnie spędzone lata zgodnie zaliczali do najszczęśliwszych. Jeśli spojrzeć na życie Judy Garland z perspektywy czasu, trudno nie przyznać im racji. Jej największe sukcesy – broadwayowskie koncerty, za które otrzymała nagrodę Tony, film „Narodziny gwiazdy”, za który zdobyła nominację do Oscara, legendarny występ w Carnegie Hall – nie udałyby się bez udziału Sida Lufta. To dzięki niemu stała się gwiazdą porównywaną z Frankiem Sinatrą. Ale żeby zrozumieć, dlaczego tak trudny związek był jednocześnie najbardziej udanym w życiu Judy Garland, trzeba wiedzieć, przez co przeszła wcześniej. O całym życiu Judy Garland zdecydowała jej matka Chociaż była jedną z najjaśniejszych gwiazd swoich czasów, jej życie bardziej przypominało koszmar niż spełnienie hollywoodzkiego snu. Karierę zaczynała w czasach, kiedy amerykańską...

Czytaj dalej
The Eddy
Mat.prasowe

Nowości na maj od Netfliksa. Poznajcie najlepsze serialowo-filmowe propozycje

Nic nie wskazuje na to, abyśmy maj mieli spędzić inaczej niż kwiecień. Wciąż zamknięci w domach będziemy potrzebowali dużo ciekawych serialowo-filmowe pozycji. I tutaj – jak zwykle – z pomocą przychodzi nam Netfliks.
Sylwia Arlak
17.04.2020

Od kultowej klasyki po długo oczekiwane nowości. Wśród nich  serial "Eddy' z Joanną Kulig, za który trzymamy kciuki.  Już teraz zapiszcie sobie w kalendarzach daty najgorętszych premier na maj. Diuna Już 1 maja na platformie pojawi się film „Diuna” Davida Lyncha z 1984 roku. Ekranizacja słynnej powieści Franka Herberta opowiada historię młodego księcia, który przybywa na pustynną planetę Arrakis (zwaną także Diuną). To jedyne znane we wszechświecie źródło substancji, która nie dość, że przedłuża życie, pozwala także podróżować w przestrzeni i w czasie. Jak łatwo się domyślić, wielu będzie chciało zwalczyć o panowanie we wszechświecie. Na ekranie m.in. Kyle MacLachlan, Freedie Jones i… Sting. Warto nadrobić przed premierą najnowszej ekranizacji „Diuny” w reżyserii Denisa Villeneuve z Timothee Chalametem i Rebeccą Ferguson w rolach głównych. Film ukaże się jeszcze w tym roku. Hollywood „Hollywood" to nowy projekt twórcy serialu „Glee”. Tym razem jednak nie będzie słodko i sympatycznie. Miniserial dramatyczny opowie historię grupy aktorów i filmowców, którzy po zakończeniu II wojny światowej będą próbowali odnieść sukces w Hollywood. Bohaterowie „Glee” też gonili za sławą, ci jednak nie cofną się przed niczym. W obsadzie znaleźli się David Corenswet, Jeremy Pope, Laura, Samara Weavin, Dylan McDermott i znany z „Glee” Darren Criss. Premiera 1 maja. The Eddy Na tę premierę czekamy szczególnie. Nie dość, że za miniserial „The Eddy” odpowiada Damian Chazelle (twórca Oscarowego hitu „La La Land”), to jeszcze w obsadzie znalazła się Joanna Kulig. Serial przybliży nam historię muzyka i managera klubu w Paryżu, który odkrywa, że jego...

Czytaj dalej