Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”
AFPEAST NEWS

Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

On był po trzech rozwodach, ona – po dwóch. A jednak połączyła ich miłość, która przetrwała ponad 40 lat.
Kamila Geodecka
23.12.2020

W 1975 roku w Warszawie Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz wzięli ślub, którego właściwie nie potrzebowali. Towarzyszyło im dwóch świadków –  Basia Ślesicka i Piotr Skrzynecki, który specjalnie przyjechał z Krakowa. Młodzi powiedzieli sobie „tak”, ale nie było wesela. „Moglibyśmy żyć bez tego ślubu też” – mówiła aktorka.

Już wtedy mieszkali razem. Oboje mieli za sobą doświadczenia z innych małżeństw, a przed sobą ponad 40 lat wspólnej miłości, przyjaźni, wsparcia i zrozumienia. Mogli spotkać się wcześniej, właściwie bez przerwy się mijali, przeprowadzając się do kolejnych miast, pracując w kolejnych teatrach, zmieniając kierunki studiów. Ona mówiła czasem, że mogli poznać się wcześniej. On uważał, że to dobrze, bo wszystkie błędy mieli już za sobą.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Spotkania robocze

W 1971 roku Andrzej Wajda pracował w krakowskim Starym Teatrze nad spektaklem „Biesy” Dostojewskiego na podstawie adaptacji Camusa. Reżyser chciał zająć się wszystkim – pracą z aktorami, opracowywaniem tekstu oraz scenografią i dekoracją. Okazało się, że nad tym ostatnim zapanować już nie mógł.  Wtedy Piotr Skrzynecki zapowiedział, że pozna go z Krystyną Zachwatowicz – scenografką i artystką kabaretową Piwnicy pod Baranami. Para poznała się w kawiarni Kolorowa w Krakowie.

W końcu Zachwatowicz odwiedziła Wajdę w jego mieszkaniu. Długo dyskutowali o tym, w jaki sposób ma wyglądać przygotowywana sztuka. Od początku dobrze się dogadywali. Z czasem spotkania stały się coraz częstsze, a Andrzej Wajda zaczął przychodzić na występy kabaretowe swojej przyszłej żony. Podobno wchodził  potem do garderoby artystów i żartował.

„Mam śmieszną anegdotę. Graliśmy program, w którym miałam blond perukę, usta na zielono. Ale na koniec szybciutko się przebierałam w czarną sukienkę, zdejmowałam perukę, usta malowałam na czerwono i mówiłam tekst o tym, jaka ciężka jest dola aktora polskiego. Andrzej przychodzi potem do naszej kanciapki-garderoby i mówi: »Bardzo mi się pani podobała, ale kto to była ta ładna na końcu«” – wspominała Zachwatowicz po latach.

Krakowska premiera „Biesów” podobno była bardzo dobra, a zaraz po niej Wajda zaprosił Zachwatowicz do wspólnej pracy nad filmową ekranizacją „Wesela”. Zgodziła sie. Wspólnie pracowali przez dwa lata. W końcu razem wyruszyli do Szwajcarii, gdzie mieli wystawiać sztukę Dürrenmatta. Ona wtedy już była przekonana co do swoich uczuć, on stopniowo upewniał się, że właśnie dzieje się rzecz, która może się wydarzyć tylko raz w życiu. 

Wkrótce para zamieszkała na warszawskim Żoliborzu, czasami odwiedzając także ukochany Kraków. Andrzej Wajda przeżył w nim wojnę, to tam pierwszy raz się ożenił. Krystyna Zachwatowicz na Uniwersytecie Jagiellońskim skończyła historię sztuki, a następnie uzyskała dyplom na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Miała również mieszkanie przy Rynku Głównym.

„Gdy związaliśmy się z Andrzejem, mieszkaliśmy tam czasem, ale na parterze był nocny lokal, turyści, wrzaski – ani spać, ani pracować. Kiedy szłam do teatru do roboty, Andrzej wychodził do Noworola, kawiarni w Sukiennicach, żeby cokolwiek napisać. I powiedział mi pewnego dnia, że do Krakowa więcej nie przyjeżdżamy, koniec. Wtedy stanęłam na głowie i znalazłam ciche mieszkanie też blisko Rynku. Był zadowolony. Urządziłam je specjalnie dla niego. Trzy pokoje na parterze, ani jednego schodka, mały ogród, wcześniej było błotniste podwórko. Siadał sobie na tarasie i pisał” – wspominała artystka.

Zachwatowicz po 20 latach porzuciła granie w Piwnicy pod Baranami. Piotr Skrzynecki miał później żartować, że niepotrzebnie poznawał Andrzeja z Krystyną – gdyby nie to, być może artystka wciąż grałaby w kabaretach. „Przenieśliśmy się do Warszawy, nie mogłam co sobota jeździć do kabaretu, zmieniły mi się priorytety, wcześniej priorytetem była Piwnica. 20 lat tam byłam. Nic poza tym nie było do rzucania, przeciwnie. Dostałam od niego to samo, co on ode mnie” – mówiła.

Czytaj także: „Cieszę się, że o mnie pamiętacie”, mówi Maja Komorowska, laureatka Orła 2020 za osiągnięcia życia

Miłość, praca i podróże

Wajda i Zachwatowicz byli blisko siebie niemal przez cały czas. Razem pracowali, mieszkali i podróżowali. Artystka nie tylko przygotowywała scenografie do jego filmów, ale także występowała w jego produkcjach jako aktorka. W 1976 zagrała rolę Hanki Tomczyk w „Człowieku z marmuru”, a trzy lata później wcieliła się w rolę Kazi w „Pannach z Wilka”. Później były role w „Człowieku z Żelaza”, „Kronice wypadków miłosnych” czy „Korczaku”.

Po ich mieszkaniu zawsze kręciły się ich psy i koty. On pisząc, sączył whisky i palił cygara. Zawsze pisał piórem. Ona potrzebowała stołu kreślarskiego, by tworzyć projekty. W domu zawsze gotowała dla siebie i swojego męża. „Nie byłam specjalnie dobrą kucharką, w życiu mi nie przyszło do głowy, żeby coś ugotować tylko dla siebie. Ale w domu zawsze było coś do jedzenia. Uważałam, że to mój pierwszy obowiązek, dom ma być dom – śniadanie, obiad, kolacja. Czy jest tylko Andrzej, czy ktoś przychodzi – ma być nakarmiony. Żelazna zasada. Andrzej najbardziej lubił schabowego z kapustą. Moje próby znalezienia schabowego w Japonii czy we Francji nie przynosiły skutku, niestety” – wspominała.

Czytaj także: Magda Umer o Zuzannie Łapickiej: „Od lat choruję na depresję. Zuzia pomagała mi żyć”

Artyści i aktywiści

Dzięki pracy artystycznej Krystyny Zachwatowicz i Andrzeja Wajdy powstało wiele uznanych filmów, spektakli i wystaw. Przyczynili się do utworzenia Pawilonu Józefa Czapskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie. Sam Józef Czapski, malarz i pisarz, był ich znajomym. Podobno kazał mówić do siebie „Józio”.

„Myśmy z Andrzejem go kochali po prostu. Był niezwykły. Po jego śmierci sprowadziłam wszystkie rzeczy z jego pokoiku w Maisons-Laffitte do Krakowa. Jeden z jego przyjaciół był na mnie o to wściekły, ale jak zobaczył ten odtworzony w Krakowie pokój Józia, to mnie przepraszał, bo się rozpłakał. Trudno mi racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłam. Poczułam, że trzeba, bo ten pokój przecież zniknie” – opowiadała Zachwatowicz.

W 1987 roku Andrzej Wajda został laureatem prestiżowej Nagrody Kyoto (Kyoto Prize) Fundacji Inamori. Wygrał około 400 tys. dolarów. Całą kwotę przeznaczył na założenie Fundacji Kyoto – Kraków. Dzięki nim powstało Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”, w którym znalazła się między innymi przestrzeń ekspozycyjna dla kolekcji sztuki japońskiej Feliksa Jasińskiego. Dziś w centrum wystawiane są prace młodych artystów, organizowane są szkolenia oraz kursy językowe.

Życie po śmierci

W sierpniu 2016 roku Andrzej Wajda powiedział swojej żonie, że chciałby się przenieść do Krakowa. Miałby bliżej do swojej ukochanej „Mangghi”, dodatkowo bardzo lubił krakowskie mieszkanie, które było spokojne, ciche i bezpieczne. „Może to był sygnał, że on chce jakby zamykania wszystkiego” – mówiła później Zachwatowicz. Nigdy nie rozmawiali o śmierci. Reżyser uważał, że nie istnieje życie pozagrobowe. Ten pogląd podziela zresztą jego żona.

Wajda zmarł 9 października 2016 roku w Warszawie. Został pochowany obok swoje matki na krakowskim cmentarzu na Salwatorze. Zgodnie z jego wolą zapisaną w testamencie, pieniądze z tantiem wspierają Fundację Kyoto – Kraków, która obecnie przyznaje także stypendia dla młodych twórców. Krystyna Zachwatowicz wciąż dba o to, by pamięć o jej mężu nie ucichła. W 2018 roku jego imieniem został nazwany skwer na krakowskich Plantach. Nieprzypadkowo właśnie tam. Podczas przyjęcia z okazji swoich  90. urodzinach Wajda powiedział, że chciałby iść do raju, ale tylko wtedy, jeśli raj będzie w Krakowie. „Planty latem w słońcu najlepiej się do tego nadają” – powiedział.

W Muzeum Narodowym w Krakowie mogliśmy także oglądać wystawę poświęconą życiu i twórczości reżysera. Teraz Krystyna Zachwatowicz szuka miejsca na stałą wystawę, która mogłaby o nim przypominać. Artystka stara się także, by notatki, które Andrzej Wajda pisał przez całe życie, zostały opracowane.

„Zawsze przyznawał publicznie – za swoim przyjacielem, malarzem Andrzejem Wróblewskim – że po śmierci nie ma nic. Wiadomo, zostanie »Manggha«, dom, zbiory, więc trzeba napisać jakiś testament, ale o tym mówił rzeczowo, że należy to uporządkować. Nic więcej. Ale gdybym ja wiedziała, że odchodzę przed nim, też bym się martwiła. Takie rozerwanie, po tylu latach” – mówiła Zachwatowicz.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
dymna
Fot. Jan Zych/Archiwum Anny Dymnej

Anna Dymna o ukochanym Wiesławie Dymnym: „Szłam z nim jak promień słońca”

Gdy Dymny zmarł, myślała, że i ona za chwilę umrze, „bo życie bez niego nie jest po prostu możliwe”.
Marta Strzelecka
13.10.2020

Był cudownym artystą, ale też pił, urządzał bójki, znikał. Ona  mówiła, że jak się kocha, to nic nie jest ważne, że z nim wszystko wytrzyma. Anna i Wiesław Dymni przeżyli razem 7 lat, przez 6 lat byli małżeństwem. Poznali się na planie filmu w 1969 roku, choć przelotnie widzieli się już wcześniej. Ona pamięta go jako pijanego mężczyznę, o którym ktoś powiedział: „A to jest taki Dymny z Piwnicy pod Baranami”. On zachwycał się jej urodą w kinie. W 1969 roku spędzali razem dużo czasu, pracując przy filmie „Pięć i pół bladego Józka” Henryka Kluby, do którego Dymny napisał scenariusz. Cenzurze nie podoba się ta fabuła – pełna buntu i wolności historia o gangu motocyklowym dowodzonym przez dziewczynę. Ania gra główną rolę. Ekipa mieszka w pałacyku niedaleko Płocka. Jest sroga zima, więc rzadko wracają do domów, do Krakowa. Anna Dymna: „Wzięłam goździki, pocałowałam go w policzek” Ich pierwszy długi kontakt w tej pracy wydaje się intymny i ważny, ale ani on, ani ona nie opowiadali o tym publicznie: Dymny na potrzeby sceny filmowej maluje nagie ciało Ani w kwiaty. Za to drugie spotkanie przechodzi do legendy. Jest noc, Anna próbuje zasnąć, a pijany Wiesław na korytarzu gra w ping-ponga. Wtedy po raz pierwszy jej naiwność zderzyła się z jego brutalnością. „Wyszłam i zapytałam, czy mogą przestać grać – wspomina. – Przyszedł do mnie do pokoju z butelką i coś powiedział, wplatając słowo »kurwa«; ja teraz wiem, że to był przecinek i można to w dobrej wierze powiedzieć. Ale wtedy byłam tak przerażona, że go strzeliłam w łeb, bo myślałam, że to o mnie. I on mi oddał, podbił mi oko”. Przerażona – bardziej tym, że uderzyła, niż tym, że dostała cios – natychmiast wyjechała. Kiedy wracała, na...

Czytaj dalej
krysia morgenstern
1960 rok. Krystyna Morgenstern na plaży Grand Hotelu w Sopocie. Fot. archiwum domowe

Krystyna i Janusz „Kuba” Morgenstern: Jak udomowić takiego kociaka?!

On był słynnym reżyserem Polskiej Szkoły Filmowej, a ona reżyserem życia. Krystyna i Janusz Morgersternowie uchodzili za małżeństwo idealne. I to w środowisku, w którym romanse były czymś zwyczajnym.
Magdalena Żakowska
03.12.2020

Przeżyli razem ponad 50 szczęśliwych lat, aż do śmierci Janusza Morgensterna w 2011 roku. Byli jedną z najbardziej lubianych i uznawanych par w świecie filmu. Być zaproszonym do Morgensternów, oznaczało przyjęcie do warszawskiej elity.  Na przyjęciach  u Morgensternów bywali m.in. Adam Michnik, Roman Polański, Andrzej Wajda, Zuzanna Łapicka, Magda Umer. Poznali się jesienią 1959 roku. On miał 37 lat, ona dużo młodsza. Ale w tym pokoleniu wiek liczyło się inaczej. Wojna zabrała im młodość, więc odzyskiwali ją przez kolejne naście lat. Wieczne dzieciaki. Janusz – dla przyjaciół Kuba – był wesołym, pełnym życia mężczyzną, ale trzymał ludzi na dystans. Niewielu znało go dobrze. Wiadomo było, że w czasie wojny przeżył grozę. W getcie stracił całą rodzinę, został sam, kilkuletni chłopiec. Trochę opowiedział Tadeuszowi Konwickiemu, trochę Romanowi Polańskiemu, trochę Krysi, ale wszystkiego nigdy nikomu. Grunt, że kiedy powiedział jej, że nie chce mieć dzieci, zrozumiała dlaczego. Nie nalegała. Leśnik i lekarka Po wojnie Janusz Morgenstern zapisał się we Wrocławiu na studia rolnicze. Chciał zostać leśnikiem. Przyroda, las, ale przede wszystkim otwarte przestrzenie – chodziło o to, że już nigdy nie będzie zamknięty. Po roku studiów spotkał przypadkiem na ulicy kolegę z dawnych czasów, Kurta Webera (później znanego operatora, autora zdjęć do „Bazy ludzi umarłych” Petelskiego czy „Zaduszek” Konwickiego). Weber opowiedział mu o szkole filmowej w Łodzi. Na tyle zachęcająco, że Kuba z dnia na dzień rzucił studia rolnicze i pojechał na egzaminy do Łodzi. Dostał się bez problemu. W pokoju w akademiku miał Kutza, Bareję i jeszcze dwóch innych kolegów – spali na piętrowych łóżkach. W pokoju obok Andrzej Wajda. Nigdy mu o tym nie powiedzieli, ale...

Czytaj dalej
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel
Piotr Tarczyński i Jacek Dehnel. Fot. Kuba Dąbrowski

Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński o nowej książce, permanentnej okupacji Polski i rocznicy ślubu 

Co konserwatywna profesorowa Szczupaczyńska powiedziałaby na Strajk Kobiet? Publicznie kręciłaby głową na „nieprzystojne zachowanie pań”, ale w głębi duszy wiedziałaby, że mają rację – mówią twórcy serii kryminałów o polskiej Pannie Marple
Magdalena Żakowska
24.11.2020

Minęło dokładnie 120 lat od najsłynniejszego mezaliansu minionego stulecia – ślubu krakowskiego poety Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną. Wbrew przewidywaniom opinii publicznej i rodziny pana młodego, małżeństwo Rydlów było bardzo udane. Świadkiem na ich ślubie był Stanisław Wyspiański, a wesele przyjaciół opisał później w słynnym dramacie. Teraz Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński wprosili na ślub i wesele do Rydlów swoją profesorową Szczupaczyńską , główną bohaterkę  serii kryminalnej, którą piszą wspólnie pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa. Właśnie ukazał się trzeci tom cyklu, „Złoty róg” (Wydawnictwo Znak Literanova), w którym Zofia Szczupaczyńska tropi sensacje na weselu w Bronowicach, a przy okazji wpada na trop mordercy.  Magda Żakowska: W poprzednich tomach pokazaliście Kraków, jako miasto zafascynowane rytuałem pogrzebu, teraz ślubem. Ale czy ślub Lucjana Rydla naprawdę budził aż takie zainteresowanie, jak w waszej książce? Piotr Tarczyński: O tak, ówczesny Kraków ekscytował się absolutnie wszystkim – niewiele się w mieście działo, więc każda znaczniejsza uroczystość, czy to pogrzeb kogoś znanego, czy to ślub, urastało do rangi prawdziwego wydarzenia. A Lucjan Rydel, syn rektora uniwersytetu i młody poeta, po pierwsze był w Krakowie dość rozpoznawalną postacią, a po drugie sam umiejętnie podsycał zainteresowanie, utrzymując datę uroczystości do końca w tajemnicy. No i nie zapominajmy o wymiarze klasowym. Ślub inteligentna z chłopką budził zrozumiałe – choć często niezdrowe – zaciekawienie… Jacek Dehnel: …które potem zresztą przeniosło się na zainteresowanie dramatem Wyspiańskiego. Część publiczności nie szła wcale na sztukę wybitnego pisarza, tylko chciała przynajmniej tak...

Czytaj dalej
Marek Grechuta z żoną Danutą
Jakub Guca / Newspix.pl

To dla niej Marek Grechuta śpiewał: „I ty, tylko ty, będziesz moją panią”. Historia miłości Marka i Danuty Grechutów

W piosenkach pisanych dla żony był liryczny i romantyczny, ale na co dzień Marek Grechuta nie nadużywał wielkich słów. Proponując ślub, przekonywał ją: „To jest sprawa szybciutko do realizacji i zakontraktowania”.
Anna Zaleska
07.09.2020

To o swojej żonie, Danucie, Marek Grechuta śpiewał: „Cicha jak sen / dobra jak ten / promyk jej ciepłych oczu / Wierna jak cień / w pogodny dzień / w twoim życiowym roztoczu...”. Ona z kolei mówiła o nim: „Marek jest jak chmurka”. Był wrażliwy, delikatny, życiowo nieporadny. Ale też jak nikt umiał ją rozśmieszyć, wzruszyć i zachwycić. Właśnie od zachwytu ich historia się zaczęła. Pani pachnie jak tuberozy… Na Sylwestra 1967 roku – byli wtedy studentami – oboje przyszli z innymi partnerami. I z tymi innymi też jeszcze nad ranem wyszli. Marek odprowadził już towarzyszącą mu dziewczynę i wracał do swojego akademika, gdy na ścieżce natknął się na blondynkę, która się do niego uśmiechnęła. Potem mówił, że to właśnie jej uśmiech go zaciekawił. Zagadnął: „To ty tu mieszkasz?”. Próbował od razu dopytać o numer pokoju, ale dobrze wychowana panienka odpowiedziała: „A tego nie mogę ci powiedzieć”. Przyszły ferie, Marek wyjechał z Krakowa, ale zaraz po powrocie rozpoczął poszukiwania dziewczyny. I pewnego dnia zapukał do drzwi jej pokoju. Jeśli chciał zrobić wrażenie, nie mógł wybrać lepszego momentu – akurat w radiu akademickim puszczali jego „Serce”, o artyście z wydziału architektury zaczynało być głośno. Dana nie odmówiła, gdy zaprosił ją na występ kabaretu Anawa, który założył z kolegami z wydziału. Wieczorem w klubie Bambuko po raz pierwszy usłyszała: „Pani pachnie jak tuberozy / to nastraja i to podnieca…”. Marek śpiewał, patrząc tylko na nią, ona czuła się tak, jakby dla niej. Ale nie byli jeszcze parą, uczucie rodziło się powoli. Przychodził po nią, wyciągał na spacery po Krakowie, dużo rozmawiali. Któregoś dnia znów wyjechał do domu, a wkrótce potem przyszedł list. Dana...

Czytaj dalej