Andrea Bocelli i Veronica Berti: wielka miłość i życie jak z bajki
East News

Andrea Bocelli i Veronica Berti: wielka miłość i życie jak z bajki

Zamieszkali razem tego samego dnia, gdy się poznali. Dwanaście lat później, we włoskim Livorno złożyli przysięgę przed rodziną i przyjaciółmi.
Sylwia Arlak
18.10.2020

Nasze małżeństwo zaczęło się właściwie w dniu, w którym się poznaliśmy” — wspominał  Andrea Bocelli w wywiadzie dla „Guardiana”. O wszystkim zadecydował przypadek. Słynny tenor i aktorka Veronica Berti znaleźli się na tej samym przyjęciu w 2002 roku. On miał 44 lata, ona 18. Bocelii zaśpiewał dla niej arię, utwór zatytułowany „Occhi Di Fata”. Sam wtedy znajdował się na rozdrożu. Właśnie, po 10 latach małżeństwa, rozstał się ze swoją pierwszą żoną, Enricą Cenzatii, z którą ma dwóch synów: Amosa i Matteo.

Jesienny wieczór z książką? Oto pozycje na każdy nastrój. Jedną z nich szczególnie polecamy!

Wielka miłość i bajkowy ślub

„Zawsze miałem w życiu szczęście i pokochałem Veronicę od pierwszej chwili. Zauroczył mnie jej głos i jej skóra. Wszyscy tam byli. To był naprawdę wspaniały moment. To było szalone, ponieważ zamieszkaliśmy ze sobą tej samej nocy” — mówił w wywiadzie.

„Powiedział mi: »Zostań. Nie trać energii. Nie trać ani chwili. Miłość to coś, o czym się nie myśli«, więc zostałam. Jest inteligentnym człowiekiem i tak wiele mnie uczy. Lubi wyzwania. Gdy tylko powiesz mu: „nie zrobisz tego”, on tego dokona” — wspominała Veronica.

Zostali parą. Początkowo Włosi nie byli z tego zadowoleni. Uważali, że Bocelli powinien jeszcze poczekać, zanim zacznie obnosić się ze swoją miłością. Ale oni nie chcieli tracić czasu. Kolejne kontrowersje wywoływała różnica wieku pomiędzy kochankami. Ludzie zastanawiali się, jak to możliwe, że się dogadują, a sam Bocelli podkreślał, że dzięki tej ponad dwudziestoletniej różnicy „było im łatwiej, a nie trudniej”:

„To tradycja w mojej rodzinie. Moich rodziców też dzieliła spora różnica wieku. Poza tym jestem bardzo religijny, a takie małżeństwa często opisywane są w Biblii” – przekonywał.

Ślub wzięli 12 lat później. Tenor, który jest osobą głęboko wierzącą, uzyskał w Rocie Rzymskiej orzeczenie nieważności poprzedniego małżeństwa. W 2014 roku złożyli przysięgę w towarzystwie najbliższych w Sanktuarium Madonna di Montenero we włoskim Liverno w Toskanii. Ceremonia nad samym morzem wyglądała jak z bajki. Mimo usilnych starań państwa młodych, by zachowań ceremonię w tajemnicy, przed sanktuarium zebrał się tłum fanów.

To był szczególny dzień z jeszcze jednego powodu. Tego samego dnia ich córka Virgina obchodziła drugie urodziny.

„Kiedy dwoje ludzi nadal chce być razem w każdy możliwy sposób po wielu latach, oznacza to, że jedna dusza uzupełnia drugą. Veronica i ja byliśmy bratnimi duszami od samego początku [...] Veronica i ja pobraliśmy się po długiej wspólnej podróży: walczyliśmy razem i żyliśmy razem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i wciąż mamy to samo pragnienie wzajemnego wspierania się każdego dnia” — możemy przeczytać na stronie andreabocelli.com.  

„Przyzwyczaiłam się już do tego, że nie mieliśmy ślubu. Czułam się dziwnie, kiedy w końcu to zrobiliśmy. Nazywaliśmy siebie swoimi »towarzyszami«, ale brzmiało to zbyt neutralnie. Żona jest na zawsze” — podkreślała Berti.

Para jak ognia unika plotek i rozgłosu. Od gwiazdorskiego życia wolą swoje gniazdko, które uwili w toskańskim miasteczku. Ale w środowisku uchodzą za idealną parę. Jaki jest ich sekret?

„Sekret udanego małżeństwa tkwi w sypialni. Mam teorię, że każdym związkiem rządzi chemia. Jeśli się pojawi, razem z nią przyjdzie poezja, harmonia, zrozumienie i miłość. Gdy chemii nie ma, nic się nie uda [...] Udany związek to sztuka. Musi istnieć przyciąganie, albo w relację wkrada się nuda. Sęk w tym, żeby cały czas być dla siebie atrakcyjnym [...]” — mówi tenor.

Jak sam mówił, wiele nauczył się na błędach swojego pierwszego małżeństwa. Był czas, gdy zachłysnął się sławą. Nie był wierny Enrice. Nie pomagały też ciągle podróże i stała obecność mediów. Pewnego dnia więc Enrica powiedziała dość i złożyła pozew o rozwód. Ich synowie Amos i Matteo mieli wtedy 7 i 5 lat.

„Wiele było w tym mojej winy. Jako młody człowiek nie miałem powodzenia u kobiet. Potem gdy przyszła sława, nie potrafiłem im się oprzeć” — przyznał Andrea w jednym z wywiadów.

Czytaj też: Niedokochane kobiety nie wiedzą, jak kochać, mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka

Ustatkował się dopiero przy drugiej żonie.

„Przed naszym spotkaniem nie wiedziałam, że Andrea miał reputację uwodziciela. Jednak się nie zdziwiłam, przecież wszyscy go kochają! On jest bardzo romantyczny, pisze dla mnie wiersze, również erotyczne” — śmiała się Berti, a Bocelli dodał:

„Ostatecznie wybrałem spokój. Oznacza on oświetlony kominek, kieliszek wina, dobrego przyjaciela, z którym można porozmawiać, i żonę, która czeka na mnie w sypialni. Zawsze ceniłem stabilizację. Na wsi, gdzie się wychowałem, moi rodzice, a także ludzie z naszej społeczności  nauczyli mnie miłości do piękna i szacunku do przyrody. A przede wszystkim nauczyli mnie optymizmu”.

Przyjaciółka, kochanka, menadżerka

Wielokrotnie powtarzał, że jego żona świetnie odnalazła się w nowej rzeczywistości. „Zawsze była jak matka dla moich synów z pierwszego małżeństwa. Nawiązała dobre stosunki z moją pierwszą żoną. Prawdę mówiąc, zeszłej nocy byliśmy wszyscy razem na wielkiej imprezie z okazji urodzin mojego syna”

„Wychowujemy razem małe dziecko. Ale choć chłopcy z pierwszego małżeństwa Andrei są nastolatkami i nie potrzebują nas już tak bardzo, gdy byli młodsi, zawsze mają we mnie oparcie. Wszyscy jesteśmy rodziną” — mówiła z kolei Veronica.

Chociaż początek mógł nie wróżyć powodzenia, Andrea i Veronica naprawdę wciąż przypominają parę zakochanych gołąbków. Veronica z podziwem mówi o swoim mężu, że zawsze zachowuje spokój, kiedy ona jest zła. Że jest typem osoby, która wybacza tysiące błędów, ale gdy ktoś przekroczy granice, będzie po wszystkim. Że nic się nie zmienił.

„Przyjaciele, z którymi spotykał się, mając 18 lat, regularnie nas odwiedzają” — dodała.

Veronica jest nie tylko jego żoną, matką jego dzieci i przyjaciółką, ale także — od lat — menadżerem. Towarzyszy mężowi w jego trasach koncertowych i reprezentuje go podczas wielu uroczystości. Nagrali też wspólnie kilka duetów. Widownia zgodnie okrzyknęła, że są „przepełnione romantyzmem”. Muzyka zawsze odgrywała bardzo ważną rolę w ich relacjach. Kochają ten sam rodzaj muzyki, wspólnie słuchają nowych płyt, a potem o nich dyskutują.

„Veronica jest moją towarzyszką, moim najlepszym przyjacielem, moją kochanką, moim partnerem w radości i bólu. Ona jest moją ulubioną osobą, wnosi pokój i jedność do naszej rodziny. Ona jest także moim menedżerem. Mogę powiedzieć, że miałem szczęście dzielić nie tylko moje życie prywatne, ale także zawodowe z kobietą, którą kocham” — możemy przeczytać na oficjalnej stronie tenora.

Zajmują się też działalnością charytatywną. Veronica była współinicjatorką Andrea Bocelli Foundation, której misją jest pomoc ludziom dotkniętym ubóstwem, analfabetyzmem, chorobami albo wykluczeniem społecznym, a teraz jest jej wiceprezesem. Zajmuje się zbieraniem funduszy i promowaniem fundacji. 

Dzięki zaangażowaniu Bocellich udało się m.in. odbudować szkołę muzyczną, po trzęsieniu zmieni w środkowych Włoszech. A to dopiero początek, bo para podpisała porozumienie z UNESCO o współpracy nad projektami w zakresie edukacji muzycznej. Zbierali też pieniądze na akcję pomocy związanej z COVID-19.

„Niesamowite życie, które otrzymaliśmy, daje nam przywilej, aby zaoferować mniej uprzywilejowanym i słabszym większe możliwości. Chcemy przyczynić się do budowania lepszego świata” — oświadczyli.

Bocelli żartował, że pokochał swoją żonę od pierwszego wejrzenia. „Piękno to dla mnie również dobroć, ale nie myślcie, że nie wiem, co to fizyczna atrakcyjność. Do 12. roku życia widziałem, więc jeśli położę dłonie na jakiejś osobie i rzeczy, mogę im nadać kształty i kolory. Twarze moich dzieci i żony znam lepiej niż ktokolwiek inny”— podkreśla tenor, który jako nastolatek doznał wylewu krwi do mózgu, kiedy grał w piłkę nożną. Tego dnia całkowicie utracił wzrok.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Sophia Loren i Carlo Ponti – ich miłość potępił Watykan, jego za bigamię ścigał sąd. Byli razem 40 lat

Ich związek bulwersował, nikt nie wierzył, że im się uda. Wbrew temu ich miłość trwała 40 lat. Po śmierci Carla Pontiego, Sophia Loren powiedziała: „Nigdy nikogo nie pokocham tak, jak kochałam jego”.
Sylwia Arlak
16.09.2020

Sophia Loren bała się, że powtórzy los swojej matki – Romilda Villani też była piękną, aspirującą aktorką, która wpadła w oko bogatemu mężczyźnie z dobrej, włoskiej rodziny. Ale chociaż urodziła mu dwójkę dzieci, nigdy nie wziął z nią ślubu. Gdy znalazł sobie nową kobietę, zapomniał o niej i swoich córkach. Romilda, pozbawiona środków do życia, żebrała na ulicach, żeby wykarmić córki. Przez lata żyły w ubóstwie. Sophia Loren nigdy nie wybaczyła tego swojemu biologicznemu ojcu. Ale Carlo Ponti, choć żonaty i z dwójką dzieci, w oczach Sophii był ideałem. „Przy nim czułam się stabilnie w świecie, który był niepewny i wydawał się wciąż wirować” — mówiła lata później w jednym z wywiadów. To on zrobił z Loren międzynarodową gwiazdę Poznali się podczas konkursu piękności. 16-letnia Sophia była jedną z kandydatek, włoski reżyser i producent filmowy 37-letni Carlo Ponti, sędzią. Tuż po konkursie, zaprosił ją na spacer. Zaproponował, by następnego dnia spotkali się w jego biurze, gdzie będą mogli na spokojnie porozmawiać. Od kiedy tylko ją ujrzał, wiedział, że dziewczyna z taką urodą i charyzmą na pewno znajdzie miejsce branży. Sophia natychmiast się zgodziła. Starszy mężczyzna imponował jej wiedzą i doświadczeniem. Chciała go lepiej poznać, choć dobrze wiedziała, że jest żonaty z piękną prawniczką Giulianą Fiastri, z którą ma  dziecko. Ponti chciał uczynić z młodej dziewczyny międzynarodową gwiazdę. „On razu wiedziałem, że jest kimś niezwykłym. Bił od niej niezwykły blask” — przyznał lata później. To dzięki niemu Sophia zaczęła statystować w filmach i zmieniła nazwisko na bardziej światowe. W gabinecie uznanego producenta wisiał plakat znanej aktorki...

Czytaj dalej
miłość w związku
iStock

Jak kochać długo i szczęśliwie? Prof. Bogdan Wojciszke: „Miłość to nie połówki jabłka, ale wspólna wyboista droga”

Sylwia Niemczyk
09.10.2020

Gonimy w życiu za miłością, a jednocześnie niewiele o niej wiemy i rzadko się nad nią tak naprawdę zastanawiamy. Tymczasem tak jak rozwijamy swoje umiejętności w pracy, tak samo możemy uczyć się, jak lepiej kochać i dbać o miłość – przekonuje prof. Bogdan Wojciszke, psycholog, autor „Psychologii miłości”. Sylwia Niemczyk: Panie profesorze, zawsze chciałam o to zapytać: skąd właściwie u pana wzięło się zainteresowanie miłością? Wrodzony romantyzm? Prof. Bogdan Wojciszke: To było tak strasznie dawno temu, już prawie 30 lat temu, że sam dobrze nie pamiętam. Ale na pewno więcej niż mojego romantyzmu było w tym mojej przekory. W latach 90., kiedy zaczynałem swoje badania, w polskiej psychologii kompletnie nikt się miłością nie zajmował, co bardzo mnie dziwiło, bo przecież to jedna z najważniejszych spraw w życiu człowieka. Więc pomyślałem, że może ja spróbuję. Dzisiaj sytuacja jest już zupełnie inna, współcześnie miłość jest intensywnie uprawianym polem badawczym.  I co już o niej wiemy? Że jest nieuchwytna, różnorodna i wyjątkowo trudna do zbadania. Okazuje się, że badać ją to trochę tak, jakby badać naturę wiatru na postawie tego, co się nam udało zamknąć w słoiku. Ale dla mnie właśnie ta nieuchwytność i różnorodność miłości jest najciekawsza.  Naprawdę nie możemy o niej powiedzieć trochę więcej? Gdyby na przykład jutro na Ziemi wylądował kosmita i zapytał: „Czym jest ta wasza miłość?”, to co by pan mu odpowiedział? Pewnie zacząłbym od tego, że miłość to pewna nasza emocja, czyli bardzo zmienna rzecz, ale też pewien stosunek do drugiego człowieka. Który też jest zmienny: inny będzie na początku związku, inny po 20 latach bycia razem – ale już w jaki sposób będzie się zmieniał, nie umiemy powiedzieć. Jeszcze do niedawna...

Czytaj dalej
John Lennon i Yoko Ono / East News

John Lennon i Yoko Ono: wiedźma, czarownica, złodziejka mężów!

Była najbardziej znienawidzoną kobietą na Wyspach Brytyjskich. Oskarżano ją o rozpad Beatlesów, opętanie Johna Lennona i wciąganie go w narkotyki. 40 lat po jego śmierci, gdy emocje ostygły, związek Johna Lennona i Yoko Ono wygląda już inaczej.
Anna Zaleska
09.10.2020

O tym, jak się poznali John Lennon i Yoko Ono, krążą legendy. Najpowszechniejsza – że John podczas wernisażu wystawy Yoko wszedł na drabinę i na zawieszonym przy suficie płótnie przez szkło powiększające zobaczył słowo „yes”. Ale w tej wersji nie zgadzają się daty i fakty. Bardziej prawdopodobna opowieść wygląda tak: w listopadzie 1966 roku J ohn Lennon wybrał się do galerii sztuki awangardowej Indica w Londynie, słysząc od znajomego, że jakaś dziewczyna będzie tam… nago siedzieć w torbie. „Pomyślałem, hm, wiesz…, o seksie”, opowiadał potem didżejowi BBC Andy'emu Peeblesowi. Tą dziewczyną okazała się 33-letnia artystka konceptualna Yoko Ono. Mało kto o niej wtedy jeszcze słyszał. Wcześniej mieszkała w Japonii i Nowym Jorku, miała już drugiego męża, a na koncie niewiele sukcesów. Liczyła, że pobyt w Londynie odmieni jej życie. Póki co mówiło się o jednym z jej performansów, gdy uczestnicy wielkimi nożyczkami odcinali po kawałku fragmenty jej czarnej sukienki, aż Yoko została zupełnie naga. John Lennon i Yoko Ono – początki miłości Gdy John Lennon przyjechał do galerii, Yoko Ono podeszła do niego i wręczyła mu kartkę ze słowem „Oddychaj”. Podobno nie wiedziała, kim są Beatlesi. Ale wspólny znajomy powiedział jej, kim jest Lennon, określając go jako „bardzo bogatego”. Zwróciła uwagę, że jest przystojny, miły i „chyba też czuły”. Minęło kilka miesięcy zanim znów się spotkali, też na otwarciu wystawy. Kiwnęli do siebie głowami i uśmiechnęli się z daleka. Wkrótce potem do Lennona zaczęły jednak przychodzić dziwne kartki od Yoko Ono. Pisała na nich: „Tańcz”, „Oddychaj”, „Obserwuj świat aż do świtu”, „Jestem chmurą, szukaj mnie na niebie”. Potem poprosiła go...

Czytaj dalej

Katarzyna Kobro  i Władysław Strzemiński: kochali i nienawidzili się do szaleństwa

Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński – byli wielkimi artystami, którzy poświęcili tak wiele sztuce, że dla siebie nawzajem nie starczyło im serca.
Magdalena Żakowska
17.10.2020

Kiedy w 2016 roku Andrzej Wajda zrealizował swój słynny ostatni film „Powidoki”, poświęcił go właśnie Władysławowi Strzemińskiemu – jednemu z najwybitniejszych malarzy XX wieku. Nikt nie spodziewał się, że odniesie taki sukces. Film, ze wspaniałą rolą Bogusława Lindy, opowiadał mało znaną historię wielkiego, prześladowanego artysty, który w czasach stalinowskich, nie godzi się, w imię sztuki na żadne polityczne ani artystyczne kompromisy. Wajda pominął w filmie prywatną stronę biografii Strzemińskiego – jego małżeństwo z Katarzyną Kobro. Związek tych dwóch wielkich awangardowych twórców miał w sobie całą gamę uczuć – od wielkiej miłości, do wielkiej nienawiści. Mówiono o nich para gwałtowników, oboje zmarli w latach 50. w osamotnieniu, a jedynym łącznikiem między nimi była córka Nika. Jak zaczęła się ta niezwykła historia, która choć całkiem prywatna miała ogromny wpływ na polską sztukę? Moskwa 1916 Szpitalna sala, dziesiątki łóżek. Duszący zapach środków dezynfekcyjnych, jęki rannych, nieprzytomnych, operowanych. Apogeum pierwszej wojny światowej. Całkiem nieromantyczna sceneria pierwszego spotkania Kobro i Strzemińskiego. Katarzyna, panienka z dobrego domu, pół Rosjanka, pół Niemka, wraz z koleżankami dogląda pacjentów. Podaje wodę, karmi, asystuje przy zmianie opatrunków, czyta i pisze za nich listy do rodzin. Jednym z jej podopiecznych jest Władysław. Wyróżnia się spośród setek rannych, i stopniem kalectwa, i… urodą. 23-letni oficer saperów, z pochodzenia Polak, trafia do szpitala już w maju 1915. W wybuchu granatu stracił dwie trzecie prawej nogi i ponad połowę lewego przedramienia. Odłamek uszkodził mu też prawe oko, dlatego ciągle je mruży i lekko zezuje. Ma bóle fantomowe i nie...

Czytaj dalej