Amy Schumer i Chris Fischer: Kiedy zdiagnozowano u niego autyzm, pokochała go jeszcze mocniej
Ślub Amy Schumer i Chrisa Fischera odbył się w lutym 2018 roku w Malibu. Fot. @amyschumer

Amy Schumer i Chris Fischer: Kiedy zdiagnozowano u niego autyzm, pokochała go jeszcze mocniej

W ciągu zaledwie trzech lat związku przeszli drogę, na którą inne pary potrzebują dekad. Ale ta miłość przetrwa każde trudności.
Magdalena Żakowska
04.12.2020

Amy Schumer, najsłynniejsza amerykańska stand uperka, gwiazda filmów „Wykolejona” i „Jestem taka piękna”, długo przekonywała nas w swoich skeczach i filmach, że nie interesują jej trwałe związki, bo faceci to – używając jej języka – kompletni frajerzy. Chętnie opowiadała o swoich kompromitujących łóżkowych przygodach, aby udowodnić tezę, że mężczyźni traktują kobiety przedmiotowo, że nie szukają kobiet o interesującej osobowości, czy poczuciu humoru, tylko szczupłej sylwetce i ładnej buzi. I rzeczywiście, bardzo długo była singielką. A potem sprawy potoczyły się błyskawicznie.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Biorę ślub. Wpadniesz?

W Hollywood związki zaczynają się równie szybko, co kończą, ale w tym wypadku szybki był tylko początek. Amy Schumer poznała Chrisa Fischera, szefa kuchni, który prowadzi rodzinną farmę Beetlebung Farm na wyspie Martha's Vineyard, zimą 2017 roku, a już rok później została jego żoną. „Jego oświadczyny były dziwne, bo oświadczył mi się rano, a o tej porze oświadczają się tylko emeryci” – opowiadała w programie „Growing” (Netflix). „Na oczach miałam opaskę do spania, a w uszach stopery, kiedy wszedł do pokoju i rzucił mi pudełko z pierścionkiem. Powiedział „Kupiłem ci to. Czy mam uklęknąć?”. Odpowiedziałam, że chyba nie i chwilę później znowu zasnęłam”. 

Amy Schumer i Chris Fischer
„Wyszłam za kucharza. Jestem genialna!”. Fot. @amyschumer

Decyzję o ślubie podjęli dosłownie na kilka dni przed ceremonią. Amy rozesłała zaproszenia SMS-ami: „Biorę pojutrze ślub. Wpadniesz?”. Spora część gości nie wiedziała nawet kim jest pan młody, bo para długo ukrywała swój związek. Amy żartowała nawet w trakcie ślubu. „Masz takie szczęście, że mnie znalazłeś” – powiedziała do Chrisa przyjmując od niego obrączkę. I trudno się z nią nie zgodzić, zwarzywszy na to, co stało się później.

Autyzm jest piękny

„Wyszłam za kucharza, bo jestem, kurwa, genialna!” – żartowała później głaszcząc się po brzuchu. „To tak, jakby Snoop Dog ożenił się z marihuaną. A tak serio: kocham Chrisa. Naprawdę”. Dziś twierdzi, że od początku czuła, że mózg jej męża działa nieco inaczej. Po raz pierwszy przyszło jej to do głowy, kiedy podczas randki w parku poślizgnęła się i upadła. „Dziewięć na dziesięć osób powiedziałoby: „O Boże, nic ci nie jest?”, zamiast tego mój mąż po prostu stanął i przyglądał mi się zdziwiony. Zamarł, zamienił się w latarnię morską. Raz po raz otwierał i zamykał usta. Nie zrobił nic, żeby mi pomóc”.

Po kilku miesiącach wspólnego życia zasugerowała mężowi, że powinien się przebadać. „Czy byłem zły? Przeciwnie, szczęśliwy. Amy poświęciła mi tyle uwagi, jak nikt inny nigdy wcześniej. Dzięki temu zorientowała się, że trzeba mnie zdiagnozować. Poskładała po prostu fragmenty układanki” – mówił później Chris w serialu dokumentalnym „Expecting Amy” (HBO Max). Kiedy lekarka ogłosiła im diagnozę: Chris ma spektrum autyzmu, Amy powiedziała do niego: chcę się przytulić. A on odpowiedział dokładnie tak, jak osoba ze spektrum autyzmu: „Z panią doktor?!”. Śmiali się później z tego w wielu wywiadach. 

Objawy autyzmu widoczne mogą być w trzech sferach – komunikacji, interakcjach społecznych oraz powtarzalnych wzorcach zachowań. W przypadku Chrisa objawy występują we wszystkich trzech sferach. Nie potrafi odczytywać, a czasem nie rozumie emocji innych, mimika jego twarzy nie odzwierciedla emocji, które sam czuje, ma nerwice natręctw i nie potrafi kłamać. „Kiedy otrzymaliśmy diagnozę, pomyślałam, że to zabawne, bo wszystkie objawy tego, że jest w spektrum autyzmu to jednocześnie powody, dla których się w nim zakochałam” – mówiła później Amy. „Chris mówi wszystko, co przyjdzie mu do głowy. Nigdy nie udaje. Nie obchodzą go konwenanse, ani oczekiwania innych. Ale też jak nikt inny potrafi sprawić, że czuję się piękna”. 

Amy Schumer i Chris Fischer
„Nie zamieniłabym go na nikogo innego” – mówi Amy. Fot. @amyschumer

Ich stosunek do choroby Chrisa od początku był po prostu piękny – otwarty, pełen akceptacji i zrozumienia. Amy uważa, że Chris jest fantastycznym obiektem żartów. Uwielbia go wkręcać. „Kiedy byłam w szóstym miesiącu ciąży powiedziałam mu, że jestem zmęczona, mam już dosyć i chcę przerwać ciążę. „Serio?!” – zrobił wielkie oczy, naprawdę jej uwierzył!”. Dzięki diagnozie i rozmowach ze specjalistami Amy i Chris nauczyli się, jak lepiej się komunikować, czytać na wzajem swoje emocje i rozumieć świat Chrisa. „Od początku wiedzieliśmy, że chcemy o tym mówić publicznie” – mówił Chris. „Nie wstydzę się autyzmu i chciałbym przekonać innych, że nie ma się czego bać i wstydzić. Tymczasem wciąż zdarza się, że rodzice wstydzą się swoich autystycznych dzieci, a czasem boją się je zdiagnozować ze strachu przed stygmatem choroby”.

Ostatnio Amy opowiadała w programie „Growing” o tym, jak przygotowują się z Chrisem do publicznych wystąpień na czerwonym dywanie. Ponieważ Chris nie potrafi pozując do zdjęć na zawołanie uśmiechać się w naturalny sposób, Amy poradziła mu, żeby myślał wtedy o czymś przyjemnym, o czymś co bardzo lubi. Kiedy stanęli na czerwonym dywanie i rozbłysły flesze aparatów Amy ze przerażeniem odkryła, że Chris ma kompletnie rozanieloną minę, która kompletnie nie pasuje do sytuacji. „O czym myślisz” – zapytała. „O oceanie”. „Pomyśl raczej o sadzawce” – poradziła mu i od tego czasu wychodząc na oficjalne przyjęcia trzymają się tej „sadzawki”.

„Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że jestem taką miłą i odważną dziewczyną, która zdecydowała się na ślub z osobą autystyczną” – mówi Amy. „Zakochałam się w nim, dokładnie takim. I nie wymieniłabym go na nikogo innego”. Amy uważa, że najpiękniejsze w jej mężu jest to, że nie potrafi kłamać. „Czy chciałbyś, żebym była trochę chudsza?” – pyta go w serialu „Expecting Amy”, a on odpowiada: „Dlaczego?! Przecież jesteś idealna”. Kurtyna!

Tylko bez genitaliów!

W październiku 2018 roku Amy i Chris ogłosili, że spodziewają się dziecka. Zrobili to w typowy dla Amy sposób, na śmiesznie. Przerobili zdjęcie Meghan Markle i księcia Harry'ego, w miejsce ich głów wkładając swoje. Bo para książęca „zaszła w ciążę” w tym samym czasie. „Jesteśmy z Meghan chyba w tym samym dniu ciąży, a ona chodzi w piętnastocentymetrowych szpilkach, ślicznych ubrankach i nie ma brzuszka” – mówiła podczas trasy z ostatnim stand upem przed narodzinami dziecka. „A ja nie mam łatwej ciąży. Cierpię na hyperemesis, czyli natarczywe mdłości. Codziennie rzygam jak ta dziewczynka w „Egzorcyście”. Nie chce mi się nawet pić wina! Dlatego wiem, że to dziecko nie może być moje!” – żartowała.

Amy Schumer i Chris Fischer
Amy Schumer i Chris Fischer na spacerze z synem Gene'em. Fot. East News
6 maja 2019 roku urodził się Gene Attell, syn Amy i Chrisa oraz… Archie Harrison, syn Meghan i Harry'ego. „10:55. narodziło się nasze królewskie dziecko” – tak  Amy opisała zdjęcie ze szpitala. Po narodzinach Gene'a zamieszkali w Nowym Jorku, ale już na początku stycznia 2020 roku zdecydowali się wyprowadzić na farmę Chrisa i tam przeczekać pandemię. Planują już też kolejne dzieci. W kwietniu ogłosili, że zmieniają drugie imię Gene'a. „Ktoś słusznie zauważył, że pierwsze i drugie imię naszego syna – Gene Attell – można przeczytać jako „genital”, czyli genitalny, a razem z nazwiskiem Fisher nawet „genital fissure”, czyli szczelina genitalna. Chcielibyśmy tego uniknąć, dlatego od dziś nasz syn to Gene David Fisher ” – napisali w oświadczeniu. I czy to nie jest naprawdę szczęśliwe zakończenie?

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Przyczyną autyzmu nie są szczepionki
iStock

Szczepionki a autyzm – historia najsłynniejszego oszustwa w medycynie

Niestety wiele osób wciąż wierzy, że bezpośrednią przyczyną zaburzeń ze spektrum autyzmu są szczepionki. To bardzo szkodliwy mit, który został obalony już wiele lat temu!
Karolina Morelowska-Siluk
01.12.2020

„Nauka jest zarówno najbardziej dociekliwą i sceptyczną, jak i najbardziej ufną z ludzkich aktywności. Ogromny sceptycyzm to skutek wyczulenia na możliwość popełnienia błędu, całkowita ufność to brak wyczulenia na możliwość popełnienia oszustwa”, powiedział w 1989 roku Arnold Relman, były redaktor czasopisma „New England Journal of Medicine”. Można sądzić, że jego słowa miały odnosić się do głośnej sprawy sprzed roku – najsłynniejszego oszustwa w historii medycyny. Czytaj też: „Nie popisuj się, nie wychylaj się, już nie bądź taki mądry” – mówimy do dzieci. A one to biorą do siebie Autyzm a szczepionki. Wielkie oszustwo W 1988 roku w brytyjskim naukowym czasopiśmie medycznym „The Lancet” ukazał się artykuł, w którym jego autorzy, lekarz Andrew Wakefield wraz z 12 współpracownikami, zasugerowali ścisły związek pomiędzy podaniem skojarzonej szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) a wystąpieniem „nowego zespołu chorobowego” objawiającego się autyzmem i chorobą jelit. Tuż po publikacji tekstu wybuchła zbiorowa panika. Krytycy kontrowersyjnego artykułu w mig jednak wskazali, że był on opisem bardzo małej liczby przypadków, w pseudobadaniu nie występowała grupa kontrolna, a jego wyniki oparte były w zasadzie wyłącznie na… pamięci (która jest dość wybiórcza) i przekonaniach rodziców zaszczepionych dzieci. To jednak nie pomogło opanować lęku przed szczepionką. Przez kolejne 10 lat prowadzono rozmaite badania dotyczące tej sprawy, żadne z nich nie potwierdziło istnienia związku pomiędzy podaniem szczepionki MMR a wystąpieniem autyzmu ! Ostatecznie artykuł Wakefielda został wycofany po 12 latach od jego publikacji, tuż po zakończeniu postępowania sądowego – najdłuższego w historii przesłuchania...

Czytaj dalej
Kurt Russell i Goldie Hawn
East News

Goldie Hawn i Kurt Russell: obrączki nie są im potrzebne do szczęścia

Goldie Hawn i Kurt Russell są razem od 37 lat, ale do tej pory nie zalegalizowali swojego związku. „Wystarczy, że chcemy być razem” — mówi 75-letnia aktorka.
Sylwia Arlak
10.12.2020

Na przekór standardom Hollywood Goldie Hawn i Kurt Russell tworzą udany związek od prawie czterech dekad. Choć działają w tej samej branży (i oboje byli wielokrotnie nagradzani za swoje role), nie słychać o skandalach z ich udziałem. Pomimo statusów wielkich gwiazd cenią sobie prywatność i życie rodzinne. Uczucie od pierwszego wejrzenia W wywiadzie dla magazynu „People” oboje zgodnie przyznają, że nigdy nie chcieli się pobrać. Nie mają jednak recepty na udaną relację. „Wystarczy, że chcemy być razem. Nie sądzę, że istnieje jakiś lepszy sposób” — mówi Goldie Hawn.  Para opowiedziała także o swoim pierwszym spotkaniu. Russell przyznał, że „Goldie wywarła na nim duże wrażenie”. Mówił: „Uważałem, że jest niezwykle atrakcyjna. A potem zacząłem ją poznawać lepiej i odkryłem, że wiele nas łączy. Wiedziałem, że to idzie w dobrą stronę”. Czytaj też:  Nicole Kidman i Keith Urban: „Spotkanie jej i małżeństwo nie zmieniło mojego życia. Było jego początkiem” Choć nie zalegalizowali swojego związku, tworzą pełnoprawną rodzinę. Wychowali syna, aktora Wyatta Russella (34 lata), a także dzieci z poprzednich małżeństw: syna Russella, Bostona, i dzieci Hawn — aktorkę Kate Hudson (41 lat) i Olivera Hudsona (44 lata), którzy nazywają Russella „tatą”. „Ludziom takim jak my akt małżeństwa nie daje nic, czego byśmy już nie mieli” — podkreśla 69-letni gwiazdor, a Hawn dodaje:  „Cóż, nasz związek nie ma jeszcze czterdziestu lat. Oliver i Wyatt są szczęśliwi w małżeństwie, ale w przypadku Kate to nie wypaliło. Teraz jest ze wspaniałym mężczyzną i nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduje się jeszcze na ślub. Wszyscy próbowaliśmy małżeństwa i wiemy, że to czasami nie działa”....

Czytaj dalej
Judi Dench
Judi Dench. Fot. East News

Kocha seks, brzydkie słowa i pracę. „Emerytura? Wyplujcie to słowo!” – mówi Judi Dench, która skończyła dziś 86 lat

Judi, żyj nam jeszcze sto lat! Oto 10 powodów, dla których z roku na rok kochamy cię coraz bardziej
Magdalena Żakowska
09.12.2020

Na scenie i na wielkim ekranie, Judi Dench spędziła życie nieustannie nas zachwycając. Są setki powodów, dla których uważamy ją za jedną z najwybitniejszych aktorek XX i XXI wieku, ale też wspaniałą, inspirującą kobietę. Oto 10 najważniejszych.   1. Uważa, że seks po osiemdziesiątce jest super... ...i nigdy nie zamierza z niego rezygnować.„Pożądanie czujemy w każdym wieku, moje drogie” – mówi. „To chyba akurat nie przechodzi nigdy!”. Judi Dench poślubiła w 1971 roku Michaela Williamsa, z którym przeżyła szczęśliwie 30 lat. Williams zmarł w 2001 roku. Judi Dench długo pozostawała singielką i dopiero kilka lat temu ogłosiła, że ma nowego partnera, przyrodnika i ekologa Davida Millsa. „Nie wiem, jak go określić, bo nie lubię słowa partner” – mówiła. „Partner kojarzy mi się z tańcem. To okropne słowo. Może przyjaciel? Ale to też nie oddaje sedna sytuacji. Chłopak? Chyba wybiorę określenie: mój facet”.   2. Jest do bólu szczera Obejrzyjcie choć jeden z dziesiątek wywiadów z Judi Dench dostępnych na YouTube'ie, a przekonacie się, co mamy na myśli. Czasem potrafi być szorstka dla dziennikarzy, ale tylko wtedy, kiedy wkurzą ją swoim pytaniem. Nigdy nie kokietuje. Nie uwodzi. Nie stara się za wszelką cenę zdobyć sympatii. Nie ubiega się o uwagę. Ma klasę, którą coraz rzadziej spotyka się w show biznesie. 3. Nigdy nie stawia siebie na pierwszym miejscu Kiedy w maju tego roku cały świat się zatrzymał w związku z pandemią, Judi Dench po raz pierwszy w życiu złamała swoją żelazną zasadę nie dotykania się do mediów społecznościowych, i z pomocą córki wrzuciła na Twittera filmik, na którym biega przebrana za zajączka. Zrobiłam to po to, żeby rozśmieszyć ludzi w tych trudnych czasach....

Czytaj dalej
Meghan Markle
East News

Poronienie nie jest „zbyt osobiste” – kobiety, które o tym mówią, robią ważną rzecz dla nas wszystkich

Martyna Wojciechowska, Meghan Markle, Michelle Obama, Aleksandra Żebrowska, Joanna Koroniewska. Kobiety opisują jeden z najbardziej powszechnych kobiecych dramatów – poronienie. Komentuje psycholożka.
Sylwia Niemczyk
27.11.2020

Po zmianie pieluchy poczułam ostry skurcz. Osunęłam się na podłogę z synkiem w ramionach, nucąc kołysankę, aby uspokoić nas oboje. Radosna melodia zderzyła się z moim poczuciem, że coś jest nie tak. Tuląc moje pierworodne dziecko, wiedziałam, że właśnie tracę drugie”. Tak Meghan Markle w środę na łamach „The New York Timesa” opisała to, co przeżyła w lipcu 2020. Po „poranku, jak każdy inny” poroniła swoją drugą ciążę. Przez kolejne miesiące znosiła spekulacje mediów, czy księżna Sussex w końcu była w ciąży, czy nie – w końcu postanowiła ukrócić plotki i sama opisała swoje poronienie. To jednak nie zamknęło tematu. Przeciwnie, od środy plotkarskie serwisy zastanawiają się, na ile wyznanie Meghan Markle było „zbyt osobiste”. Zestawiają wyznanie Markle z jej decyzją o wycofaniu się z życia publicznego i tropią hipokryzję i ekshibicjonizm.  Środowe wyznanie Meghan Markle zbiegło się w czasie z poruszającym wywiadem o poronieniach, jakiego w „Wysokich Obcasów” udzieliła Aleksandra Żebrowska, żona Michała Żebrowskiego i matka trójki dzieci. Już kilka miesięcy temu napisała na Instagramie: „Są takie sprawy, o których nie da się mówić od razu, o innych nie chce się mówić wcale. »Nieudane« ciąże to temat, o którym rozmawia się ciężko – nawet z najbliższymi. Sama mam kilka takich za sobą – poronienia i na dokładkę ciążę pozamaciczną pod koniec zeszłych wakacji. Oprócz wsparcia kochającej rodziny (i pizzy przemycanej do szpitala przez moje siostry), jedna z rzeczy, które najbardziej podnosiły mnie wtedy na duchu, to świadomość, że tak wiele kobiet ma za sobą podobne historie. Dzieląc się swoimi przeżyciami – dodają innym otuchy i siły. Dlatego ja też się dzielę – będąc w...

Czytaj dalej