Amal i George Clooney: Gdyby Hollywood było królestwem, oni siedzieliby na tronie
East News

Amal i George Clooney: Gdyby Hollywood było królestwem, oni siedzieliby na tronie

Amal i George Clooney są spełnieniem wszystkich marzeń: piękni, mądrzy, dobrzy i szczęśliwie zakochani.
Magdalena Żakowska
12.06.2020

Prawniczka o międzynarodowej sławie poślubiła aktora – tak wyglądałyby nagłówki gazet 28 września 2014 roku, gdyby świat nie stał na głowie. Ale stoi, więc o wybitnych osiągnięciach Amal dowiedzieliśmy się dzięki temu, że zaczęła spotykać się z celebrytą, a wówczas jeszcze także niereformowalnym playboyem, George'em Clooneyem. 

Rok po ślubie nikt nie miał wątpliwości, że Clooneyowie to małżeństwo dwojga równie wpływowych ludzi, a Amal stała się co najmniej tak sławna, jak jej mąż. Wystarczy wrzucić do Google jej nazwisko, żeby przekonać ile stron i blogów poświęcono jej stylowi, urodzie, ale przede wszystkim dokonaniom w dziedzinie praw człowieka. „Amal jest prawnikiem, pracowała nad sprawą korporacji energetycznej Enron, czyli jedną z największych afer korupcyjnych w Ameryce, była doradcą Kofi Annana w kwestii wojny domowej w Syrii i została wybrana do trzyosobowej komisji ONZ” – mówiła ze sceny aktorka Tina Fey podczas gali Złotych Globów w 2015 roku. „No więc dzisiaj jej mąż otrzymuje nagrodę za całokształt twórczości”. Nikt nie śmiał się na widowni głośniej, niż George Clooney. 

Bermudy na 5 sposobów!

George Clooney, czyli Dr Jekyll, Mr Hyde

„Ona jest profesjonalistką, ja amatorem” – tak George Clooney określa relacje w swoim związku z Amal. „Przerasta mnie o głowę we wszystkim co robi”. Piękne słowa, choć George jest tu dla siebie zbyt surowy. 

O takich, jak on w Stanach mówi się „silver fox”, czyli bardzo atrakcyjny, przystojny i siwy mężczyzna po 50-tce. Przeważnie samotny, bo nie lubi się wiązać, albo po prostu często zmieniający partnerki. Clooney był silver foksem do potęgi. Nie tylko jednym z najprzystojniejszych aktorów w Hollywood, z majątkiem wartym blisko 500 mln dolarów, ale też długą listą byłych partnerek. Były wśród nich gwiazdy, jak Lucy Liu, Renee Zellweger, czy Charlize Theron, ale też dziesiątki, jeśli nie setki modelek, kelnerek, początkujących celebrytek i prezenterek telewizyjnych.

O roli w „Ostrym dyżurze”, która była jego trampoliną do Hollywoodzkiego sukcesu, pamiętają już chyba tylko patologiczni fani seriali medycznych. Ale faktem jest, że to dzięki niej i dwóm nominacjom do Emmy, Clonney poznał w 1999 roku Stevena Soderbergha, który zaproponował mu główną rolę w trylogii „Ocean's Eleven”. Potem poszło już z górki – reżyserski debiut filmem „Niebezpieczny umysł”, Oscary za rolę w „Syrianie” i produkcję „Argo”, a w 2005 roku wielki artystyczny i polityczny sukces filmu „Good Night and Good Luck”, w którym Clooney wystąpił w trzech rolach: scenarzysty, aktora i reżysera. Od tego czasu jego status bardzo się zmienił. Stał się nie tylko jednym z najlepiej zarabiających aktorów, którego nazwisko na plakacie gwarantuje frekwencyjny sukces, nie tylko jednym z najbardziej wpływowych hollywoodzkich producentów, bez których nie byłoby takich pereł kina, jak „Sierpień w hrabstwie Osage”, ale też wpływowym aktywistą i działaczem politycznym. Od 2005 roku wspiera Demokratów w kolejnych wyborach, walczący o zakaz sprzedaży broni w USA, prawa osób LGBT, finansuje badania nad alternatywnymi źródłami energii, angażuje się w zażegnanie międzynarodowych konfliktów w Darfurze i Syrii. Był Dr Jekyllem i Mr Hyde'em Hollywood, który z jednej strony ciężko pracował na reputację Piotrusia Pana i playboya, a z drugiej stał się intelektualistą z dyplomatycznym doświadczeniem. 

Kiedy w 2014 roku poznał Amal Alamuddin, z perspektywy tabloidów był po prostu atrakcyjnym tematem do plotek ze względu na liczne romanse, ale dla Amal był kimś innym, mężczyzną, który nie trwoni swojego majątku na kolejne jachty, tylko wykorzystuje je w walce o wyższe sprawy.

Amal-Pro-Bono-Clooney

Amal troskę o wyższe sprawy wyssała z mlekiem matki. Baria Alamuddin jest znaną dziennikarką polityczną, ale w młodości marzyła o tym, żeby zostać prawnikiem. Ojciec Amal pracował z kolei dla ONZ. Urodziła się w Bejrucie, a jej imię, po polsku „Nadzieja”, odnosi się do nadziei na pokój w trwającej w latach 80. libańskiej wojnie domowej. Rodzina Amal często zmieniała miejsce pobytu, dlatego prawniczka mówi biegle w kilku językach, m.in. francusku i arabsku, ale na stałe osiedlili się w końcu w Wielkiej Brytanii. 

Amal skończyła prawo na Oxfordzie, a później odbyła w Nowym Jorku praktykę u Sonii Sotomayor, pierwszego w historii Ameryki sędziego o korzeniach latynoskich i trzecią w historii kobietą powołaną do amerykańskiego Sądu Najwyższego. Z takim doświadczeniem szybko zdobyła pracę w jednej z najbardziej prestiżowych kancelarii prawnych w Nowym Jorku. „Co pamiętam z tego okresu? Że miałam poczucie ogromnego sukcesu, kiedy udało mi się wyjść z biura przed 22” – wspominała w rozmowie z amerykańskim „Vogue”. Ale to właśnie w tym okresie pracowała nad jedną z najgłośniejszych afer korupcyjnych w historii, czyli sprawą koncernu energetycznego Enron oskarżonego o potężne defraudacje finansowe. Niezależnie od wycieńczającej pracy w kancelarii, Amal nie potrafiła zrezygnować z tego, co było dla niej najważniejsze – pracy pro bono na rzecz tych, którzy nie mieli swojego głosu, ani reprezentacji, także w sądzie. W 2004 roku, kiedy George Clooney kręcił drugą część „Ocean's Eleven”, Amal złożyła wniosek o roczną aplikację do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze i spędziła ten rok pracując nad zarzutami w procesie o zbrodnie wojenne przeciwko Slobodanowi Milosevicowi. Znajomi z tego okresu jej życia żartują, że z eleganckiej, młodej i ambitnej prawniczki, w sądzie zmieniała się w  bulteriera. Nikt nie chciałby jej mieć za wroga. 

Kiedy Amal pakowała się już z powrotem do Nowego Jorku, usłyszała o śledztwie ONZ w sprawie zbrodni popełnionych w trakcie wojny domowej w Libanie. Tej wojny, której zawdzięczała swoje imię. „Pomyślałam, że pojadę tam i pomogę, że zajmie to maksymalnie kilka miesięcy, a zajęło 5 lat” – wspomina. Żyła tam odseparowana od świata, otoczona ochroną i żołnierzami ONZ, bo zawód śledczego był tam ekstremalnie niebezpieczny. Dwóch jej współpracowników zginęło w zamachach bombowych. 

Na liście jej dokonań jest znacznie więcej takich historii – reprezentowała Juliana Assange w sprawie o ekstradycję, prezydenta Malediwów, który oskarżył rząd swojego kraju o korupcję, dziennikarzy Al Jazeery aresztowanych przez rząd egipski. Aż któregoś dnia, w gronie wspólnych przyjaciół, zjawiła się na przyjęciu w domu George'a Clooneya nad Jeziorem Como. 

Połączył ich pies i żyrafa

„Oczywiście, że pierwsze co pomyślałem, to że jest piękna! Ale zaraz potem dostrzegłem jej wszystkie inne zalety” – tłumaczył się później Clooney. „Amal jest geniuszką, a jej życie wydawało mi się totalnie ekscytujące i wartościowe. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Na Amen”.   

Po kilku dniach we Włoszech oboje wrócili do swoich światów i obowiązków. Postanowili, że spróbują kontynuować związek na odległość. Ona pisała długie maile, bo to jej ulubiona forma komunikacji. On pisał do niej smsy, w których wcielał się w rolę swojego ukochanego psa, koker spaniela Einsteina. W każdym z nich przeżywał inną przygodę lub tarapaty błagając Amal o pomoc prawną. Gotowy był stawić się w jej biurze w ciągu kilku godzin (chociaż dzielił ich ocean). I w końcu się zgodziła. 

Przyleciał natychmiast, ale bez Einsteina. I już nigdy się nie rozstali. „to był jedyny moment w moim życiu, kiedy świadomie straciłam nad wszystkim kontrolę. Poddałam się kompletnie tej miłości” – mówiła później Amal. „Miałam 35 lat i szczerze mówiąc przestałam już wierzyć w to, że znajdę tego jedynego. Poza tym, byłam tak zaangażowana w swoją pracę, że nie wyobrażałam sobie siebie w otoczeniu męża i dzieci”. Clooney też nie myślał o małżeństwie, tym bardziej, że jego pierwsze małżeństwo zakończyło się szybko i boleśnie. „Uznałem, że coś takiego jak miłość do grobowej deski po prostu nie jest mi pisana” – mówił. Zmienił zdanie podczas safari w Afryce, kiedy zobaczył Amal rozmawiającą z żyrafą.

„Nie wiem dlaczego, ale żyrafy strasznie do niej lgnęły. Podchodziły tylko do niej. Zrobiłem jej wtedy zdjęcie, uśmiechnęła się do obiektywu. I w tym momencie wiedziałem już, że muszę się jej oświadczyć” – mówił. 

Przyjaciele i rodzina Amal twierdzą, że po ślubie w ogóle się nie zmieniła. Zadziwiająco skutecznie udaje jej się utrzymać równowagę między pracą i rodziną, chociaż z dnia na dzień stała się jedną z najczęściej fotografowanych kobiet na świecie, nauczyła się żyć z paparazzi w symbiozie. 

5 lat miłosnych liścików

Clooneyowie zamieszkali w Sonning-on-Thames, malowniczym miasteczku położonym w zakolu Tamizy, niecałe dwie godziny drogi od lotniska Heathrow.  Ich rezydencja zwala z nóg – jest XIX-wieczny pałac, angielski ogród, oranżeria, basen oraz „strefa imprezowa” – jak nazywają to Clooneye – z barem, foto-budką, kinem i automatem do popcornów. 

Amal i George kochają imprezy i kochają zdjęcia. A najbardziej (oprócz swoich dzieci, 3-letnich bliźniąt Elle i Alexandra), kochają zdjęcia przedstawiające ich samych na imprezach. Mają ich w domu już kilkaset. Co nie znaczy, że zrezygnowali z działalności politycznej i charytatywnej. W 2016 roku założyli wspólnie Fundację Sprawiedliwości, która razem z UNICEF-em organizuje pomoc dla uchodźców z Syrii. 

Każdy, kto obserwuje George'a Clooneya na Twitterze wie, że aktor często i chętnie dzieli się tam swoim życiem prywatnym i uczuciami do żony. Amal przeciwnie, w zasadzie nie udziela wywiadów, jeśli nie ma to związku z jej pracą, nie udziela się w social mediach. Dlatego wszyscy z zapartym tchem czekali na jej przemówienie, kiedy dwa lata temu wręczała mężowi nagrodę za całokształt twórczości Amerykańskiej Akademii Filmowej:

„Kiedy go poznałam, szybko zrozumiałam, że nieważne co by się stało, i tak nigdy nie będę chciała być z nikim innym. Dziś nie potrafię już zasnąć, gdy nie ma go przy mnie. Kiedy go poznałam, pisał do mnie śmieszne sms-y i podrzucał mi do torby miłosne liściki. Minęło 5 lat i nic się w tej sprawie nie zmieniło”. 

A potem zwróciła się bezpośrednio do męża: „Dałeś mi miłość, o której zawsze marzyłam. Jesteś najlepszym mężem i ojcem. Wypełniasz nasz dom śmiechem i szczęściem. Jestem z ciebie dumna. A kiedy nasze dzieci zorientują się już, że „dada” jest filmowym Batmanem i przyjacielem Mary Poppins, będą dumne co najmniej tak, jak ja”. W tym momencie płakali już nie tylko Amal i George, ale też połowa zebranych gości. Bo nie ma nic bardziej wzruszającego, niż miłość w wykonaniu tych, którym nie była pisana.  

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Leonardo DiCaprio i Kate Winslet
Getty Images

Kate Winslet i Leonardo DiCaprio – przyjaźń na wieki wieków!

20 lat temu w „Titanicu” Kate Winslet i Leonardo DiCaprio stworzyli legendarną filmową parę. Do dzisiaj najbliższymi przyjaciółmi. Albo jak mówią o sobie „parą kundli w świecie rasowych wyjadaczy”.
Magdalena Żakowska
12.06.2020

Nigdy się nie poddawaj, przyrzeknij mi!” – pamiętacie scenę z „Titanica”, kiedy Jack (DiCaprio), tonąc w Atlantyku, wypowiada te słowa do dryfującej na kłodzie Rose (Winslet), a chwilę później znika na zawsze pod wodą? Oczywiście, że pamiętacie. Oczywiście, że płakałyście. Bo kto nie płakał?! „Titanic” to najsłynniejszy romans wszech czasów, zdobył 11 Oscarów, a Rose i Jack przeszli do historii kina jako najpiękniejsze wcielenie motywu nieszczęśliwych kochanków. Bo sekret sukcesu „Titanica” nie polegał przecież na tym, że widzowie kochają filmy o katastrofach, statkach czy górach lodowych. To para głównych bohaterów, lub raczej aktorów, zagwarantowała ten sukces (no, może jeszcze piosenka Céline Dion).  Na zawsze Jack i Rose Oboje chętnie obracają w żart każdą próbę uczynienia z nich hollywoodzkiej legendy. Kate powiedziała w programie Jimmy’ego Kimmela, że właściwie mogła uratować Jacka, bo na kłodzie, na której jej bohaterka przeżyła katastrofę, było wystarczająco dużo miejsca dla dwojga. Ale czy ze szczęśliwym zakończeniem mogliby liczyć na 11 Oscarów? Raczej nie. Bo „Titanic” to kolejna wersja mitu o wielkiej miłości, którą przerywa śmierć jednego z kochanków, czyniąc uczucie nieśmiertelnym.  Kiedy rozpoczynały się zdjęcia do „Titanica”, Leo był już gwiazdą. Miał za sobą role upośledzonego umysłowo chłopca w „Co gryzie Gilberta Grape’a”, Artura Rimbauda w „Całkowitym zaćmieniu” Agnieszki Holland i tytułowego bohatera w uwspółcześnionej ekranizacji „Romea i Julii”. Jego udział w „Titanicu” gwarantował filmowi sukces. Kate była dziewczyną znikąd, sprzedawczynią kanapek w małej angielskiej miejscowości Reading,...

Czytaj dalej
Amaryllis Fox
Amaryllis Fox w kwietniu 2020 roku. Fot. Jesse Stone

Amaryllis Fox, była agentka CIA, przebija szklany sufit: „Kobiety są lepszymi szpiegami!”

Amaryllis Fox przez blisko 10 lat pracowała jako agentka CIA w 16 różnych krajach. Swoje przeżycia opisała w książce „Tajne życie”, a platforma Apple TV właśnie kręci serial na jej podstawie. Amaryllis zagra Brie Larson!
Magdalena Żakowska
08.06.2020

Amaryllis Fox miała w CIA status tajnej agentki bez osłony dyplomatycznej. To jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów na świecie. W razie wpadki nikt by się za nią nie ujął, a CIA zaprzeczyłoby wszelkim powiązaniom z nią i jej misjami. Zajmowała się terroryzmem na Bliskim Wschodzie. Śledziła czarny rynek broni, przechwytywała substancje, który mogłyby posłużyć terrorystom do budowy broni nuklearnej. Udając handlarkę dziełami sztuki, werbowała współpracowników wśród handlarzy bronią. Mimo że pracę w Agencji zaczęła świeżo po atakach z 11 września 2002 roku, w atmosferze nienawiści do terrorystów i całego świata arabskiego, za swoją prywatną misję postrzegała doprowadzenie do pokojowego zakończenia wojny z terrorystami, a w każdym wrogu starała się przede wszystkim dojrzeć człowieka. W końcu, po blisko 10 latach służby, zdecydowała się odejść z CIA. Czuła się wypalona, miała problemy z odbudowaniem swojej własnej, prawdziwej tożsamości.  Dziś Amaryllis Fox pomaga uchodźcom, resocjalizuje więźniów i prowadzi zwykłe życie rodzinne. W 2018 roku poślubiła Roberta Kennedy'ego III , potomka legendarnej rodziny prezydenckiej, z którym wychowuje dwójkę dzieci. Napisała wspomnienia, „Tajne życie”, które właśnie ukazały się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarna Owca, a platforma Apple TV+ przygotowuje już serial na ich podstawie. W rolę Amaryllis Fox wcieli się niezwyciężona Kapitan Marvel z serii o komiksowych superbohaterach, czyli Brie Larson.   Magdalena Żakowska: Zagra cię Brie Larson. Jak oceniasz ten wybór? Amaryllis Fox: Jestem zachwycona! Poznałyśmy się, Brie jest błyskotliwa, inteligentna, ma niezwykle silną osobowość. Nie wyobrażam sobie aktorki, która pasowałaby lepiej. Serial, który Apple TV+ kręci na...

Czytaj dalej
Arthur Miller Marilyn Monroe
26 czerwca 1959 r. Nowy Jork. Marilyn Monroe i Arthur Miller w drodze ze szpitala po poronieniu ciąży. Fot. East News

Tak pięknie niedobrani! Marilyn Monroe i mężczyzna jej życia

Marilyn Monroe całe życie próbowała pokazać, że jest kimś więcej niż tylko blondynką. Ale nawet wtedy, kiedy poślubiła nagrodzonego Pulitzerem Arthura Millera, świat nie chciał brać jej poważnie.
Magdalena Żakowska
03.06.2020

Pisali o nich: „tytan intelektu i bogini seksu”, „mistrz i afrodyta”, „moralny guru i naiwna blondynka”. Ale żadna z tych etykietek nie oddawała tego, jacy byli naprawdę. Dziś, kiedy wszystkie tajemnice Marilyn Monroe zostały już odkryte i sprzedane na aukcjach za miliony dolarów, wiemy, że jej życie niemal od początku naznaczone było traumą , że przez wiele lat odważnie z nią walczyła, a tragedia, która ją spotkała była nierozłącznie związana z jej kobiecością.  Molestowanie, 13 aborcji i „Ulisses” Marilyn Monroe cierpiała na endometriozę, niezwykle bolesną chorobę kobiecą, na którą do dziś nie ma skutecznego lekarstwa. To właśnie choroba była pierwszym powodem dla którego zaczęła przyjmować środki przeciwbólowe, które ostatecznie ją zabiły. Kobiecość nie kojarzyła jej się z niczym przyjemnym – ból związany z endometriozą nasila się podczas miesiączki i stosunku seksualnego.  A jakie cechy uczyniły z niej „tę” Marilyn Monroe? Po pierwsze łatwość skracania dystansu w relacjach z mężczyznami – na zdjęciach bez żenady uwieszała się na szyjach kolejnych mężczyzn, często zupełnie przypadkowych. Po drugie karykaturalny wręcz seksapil, który wiązał się z nieustanną potrzebą podkreślania atrybutów kobiecości – jej sukienki zawsze były o numer za małe. Po trzecie dziecinny głosik, naiwność i towarzysząca jej przez całe życie potrzeba posiadania starszego mężczyzny, który się nią zaopiekuje i obroni przed światem. Takim obrońcą miał być silny i wysportowany bejsbolista Joe DiMaggio, a potem największy erudyta i moralny rugu epoki, Arthur Miller. Wszystkie te cechy Marilyn Monroe to podręcznikowe symptomy wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie. To, co stało się jej znakiem rozpoznawczym, wynikało tak...

Czytaj dalej