Alina Margolis-Edelman, czyli Ala z kultowego elementarza
FOT. SERGIUSZ PECZEK / AGENCJA GAZETA

Alina Margolis-Edelman, czyli Ala z kultowego elementarza

Ala ma kota, a kot ma Alę. Bawią się razem na podwórku w Łodzi, jest przełom lat 20. i 30., jeszcze jest sielankowo. Niestety zaraz rozpocznie się wojna, a dziewczynka jest Żydówką. Oto losy prawdziwej Ali, czyli Aliny Margolis-Edelman.
Kamila Geodecka
16.11.2020

Każdy zna Alę, która miała kota. Nie każdy jednak wie, że Ala tak naprawdę nazywała się Alina Margolis i oprócz tego, że była pierwowzorem dziewczynki z „Elementarza” Mariana Falskiego, przeżyła także w warszawskim getcie wojnę, pomagała w Powstaniu Warszawskim, a następnie została znaną i cenioną lekarką. Swój zawód traktowała jako misję, pomagała w czasie wojen, była członkinią „Lekarzy bez Granic”. Wyszła za mąż za Marka Edelmana, przywódcę powstania w getcie warszawskim. Oto mała Ala, która bawiła się z kotem.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Ala ma kota i sielankowe dzieciństwo

Ala miała dzieciństwo wolne od obaw i trosk. Mieszkała w dużej secesyjnej kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Jej rodzice byli zamożnymi lekarzami oraz działaczami społecznymi, którzy obracali się w inteligenckim gronie.

Mieszkanie przy Piotrkowskiej często odwiedzał Marian Falski, przyjaciel mamy małej Ali. Dziewczynka zapamięta go jako przystojnego mężczyznę o siwiejących i falowanych włosach. Pewnego dnia Ala dostanie od niego prezent. Otworzy pakunek i zobaczy książkę, a w książce dedykację „Ali z Elementarza Autor”.

Niestety kolorowe dzieciństwo jak z obrazka elementarza szybko się skończy, a Ala razem z mamą wojnę będą miały spędzić w getcie warszawskim.

Wojna, getto i pomoc

W getcie mama Aliny była lekarką, a sama Alina uczęszczała do szkoły dla pielęgniarek. Matka wiedziała jednak, że jedyną szansą na przeżycie wojny jest wydostanie się z getta na stronę aryjską. Tak też się stało. Dzięki kontaktom z lekarzami Alina razem z mamą mogły zostać przemycone poza teren getta. Nie siedziały jednak bezczynnie. To właśnie pomagając chorym, Alina poznała swojego przyszłego męża – Marka Edelmana.

„Tam, pod murem, po raz pierwszy w życiu poczułam się naprawdę Żydówką. I że już na zawsze, do śmierci, zostanę z tymi żywcem zwęglonymi, z tymi uduszonymi, zagazowanymi w schronach, z tymi, co walczyli i zginęli, bo nie mogli nie zginąć, z tymi, których losu nie podzieliłam” – napisze potem Alina Margolis-Edelman.

Czytaj także: Wanda Traczyk-Stawska, która w Powstaniu Warszawskim była łączniczką i strzelcem, wspomina lato '44

Czasy powojenne i trudne wybory

Alina po wojnie wzięła ślub z Markiem Edelmanem i zamieszkała razem z nim w domu swojej ciotki w Łodzi. Wspólnie podjęli także studia medyczne, chociaż początkowo Alina myślała raczej o byciu nauczycielką. Przeważył jednak rozsądek: dzięki szkole pielęgniarskiej ukończonej w getcie mogła mieć zaliczony pierwszy rok studiów medycznych.

Wybór padł na pediatrię. Pracowała m.in. w łódzkiej Klinice Pediatrycznej, otwierała też poradnie dla dzieci z cukrzycą oraz chorobami nerek. Działała nie tylko w swojej rodzinnej Łodzi, ale także w Rabce czy Łagiewnikach. Tworzyła sanatoria i ośrodki dla chorych dzieci. Napisała książkę na temat cukrzycy u dzieci, rozwijała się jako naukowiec. Z Markiem Edelmanem miała dwoje dzieci: syna urodzonego w 1951 roku oraz córkę, która przyszła na świat w 1956 roku.

Rozłąka z mężem i wyjazd do Francji

Rok 1968 był ważny dla wielu żydowskich rodzin w Polsce. Dla Aliny Morgolis-Edelman i jej męża okazał się kluczowy. Chociaż małżeństwo czuło, że to Polska jest ich domem i nie chciało wyjeżdżać ani do Izraela, ani na zachód Europy, przyszedł moment, w którym dalsze życie w ojczyźnie okazało się niemożliwe. Przynajmniej dla Aliny.

Rozprawa habilitacyjna lekarki została odrzucona, w Polsce nie mogła już się rozwijać naukowo. Zapadła więc decyzja: Alina wraz z dziećmi wyjeżdża do Francji, Marek Edelman zostaje w Łodzi. Będą utrzymywali kontakt, ale nigdy nie zamieszkają już razem, a Alina nie wróci na stałe do Polski. 

Czytaj także: Jakub Gierszał: „Zastanawiam się nad tym, dokąd idę”

Pomoc społeczna 

Emigracja nie poprawiła jednak statusu Aliny Morgolis-Edelman. W Paryżu nie mogła nostryfikować swojego dyplomu, dlatego przez wiele lat pracowała jako laborantka. W tym czasie angażowała się w działania organizacji „Lekarzy bez Granic”, a następnie „Lekarzy Świata”, wielokrotnie wyruszając z misją na tereny objęte wojną i konfliktami.

Pomagała m.in. w Salwadorze oraz w Czadzie. Pracowała także na statkach szpitalnych, w których pomagano uciekinierom z komunistycznego Wietnamu. W objętej wojną Bośni utworzyła m.in. ośrodek dla ofiar gwałtów. Nie zapominała także o swojej ojczyźnie i starała się pomagać opozycji demokratycznej w Polsce. W latach 80. umożliwiała polskim lekarzom podjęcie stażu za granicą.

Do Polski na stałe już nie wróciła. Utrzymywała kontakty  z mężem, chociaż były one utrudnione. Alina do ojczyzny po raz pierwszy wróciła dopiero w 1986 roku na pogrzeb swojej matki. Zmarła w 2008 roku w Paryżu, jej ciało pochowano na cmentarzu w Bagneux. Jej symboliczny grób znajduje się również na cmentarzu żydowskim przy ulicy okopowej w Warszawie.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG

Wanda Traczyk-Stawska, która w Powstaniu Warszawskim była łączniczką i strzelcem, wspomina lato '44

Była harcerką, „chłopaczarą”, nie bała się niczego. Wanda Traczyk-Stawska, jedna z żyjących do dziś uczestniczek Powstania Warszawskiego wspomina lata wojny.
Anna Maruszeczko
31.07.2019

Kiedy wybuchła II wojna światowa Wanda Traczyk-Stawska miała zaledwie 12 lat. Jako czternastolatka dołączyła do Szarych Szeregów, działała w „małym sabotażu”. Dwa lata później dołączyła do Powstania Warszawskiego jako strzelec i łączniczka: „Już pierwszego dnia dostałam pistolet od kolegi, Zdziśka Wrony, który zresztą poległ” – mówi.  Anna Maruszeczko: Z czego się bierze u pani ta ciągła potrzeba działania? Wanda Traczyk-Stawska: Z poczucia obowiązku. Przed wojną byłam bardzo pogodnym i aktywnym dzieckiem, ale nie w takim sensie, żebym się miała interesować sytuacją w kraju. Od innych dziewczynek różniłam się tym, że bardzo dobrze grałam w piłkę nożną, chodziłam swoimi ścieżkami, niczego się nie bałam. Dopiero gdy wybuchła wojna, zetknęłam się z tak ciężką traumą, że do dziś czuję, że muszę coś robić dla kraju. Dla jego bezpieczeństwa, dla jego szczęścia. Gdy w 1939 roku zobaczyłam, jak Niemcy strzelali do niemowlęcia, które matka trzymała na rękach w beciku, i ono się rozpadło na mnóstwo kawałków, poczułam, że skończyło się moje dzieciństwo. Myślałam, że oszaleję, nie mogłam poskromić strachu: skoro strzelają do niemowląt?! I chciałam szybko dorosnąć. Po co? Żeby móc walczyć, żeby coś zrobić z tym gniewem, żeby się z tymi Niemcami rozprawić, ale czas jest nieubłagany i nie chce szybciej biec. Chciałam coś zrobić, niezależnie od tego, co robili dorośli. Przed wojną już byłam w harcerstwie. Ale nie chcieli nigdzie przyjmować 12-latek. Dopiero wiosną 1942 roku cały mój zastęp wcielono do Szarych Szeregów. Zaczęły się szkolenia, musztry. Działaliśmy w małym sabotażu. Tam nawet wybierano takie osoby, które dziecinnie wyglądały. Brałam udział w akcji „N”...

Czytaj dalej
Iza Kuna
Robert Wolański

Izabela Kuna: „Chyba nie miałam pierwszego chłopaka”

„Ci pierwsi kończyli się, zanim się jeszcze zaczęli…”
Magdalena Żakowska
04.01.2019

Iza Kuna, jedna z najlepszych i najbardziej wszechstronnych polskich aktorek (m.in. „Wołyń”, „Pod mocnym aniołem”, „Lejdis”) w rozmowie z Magdaleną Żakowską mówi o samotnym macierzyństwie, miłości do ojca i żałobie po jego śmierci. Opowiada też, jak poznała prawdziwą miłość.  Magdalena Żakowska „Uroda Życia”: Chodzą słuchy, że Kuna to zwierzę stadne, uzależnione od spotkań towarzyskich. Iza Kuna: To prawda. Nie wyobrażam sobie życia bez przyjaciół. Lubię, gdy wokół jest dużo ludzi, gdy wszyscy siedzą „na kupie”. Uwielbiam spraszać znajomych, gotować dla nich, gadać do rana. Uwielbiam otaczać się ludźmi. Ale moją jedyną prawdziwą przyjaciółką jest Renata Dancewicz. Poznałyśmy się na studiach. A wcześniej nie miała pani przyjaciółek? Miałam koleżanki, ale wolałam towarzystwo chłopców. Miałam kumpli. A kiedy zaczęła się pani oglądać za chłopakami? Nie pamiętam! Zawsze mi się podobali. W podstawówce lubiłam lekcje religii tylko dlatego, że przychodzili na nie chłopcy z innych szkół. Ale miałam coś takiego, że dopóki chłopak mi się podobał, to był luz. Jak zauważałam, że podobam się jemu – natychmiast traciłam całe zainteresowanie tematem. Co to za mechanizm? Nie wiem! Strach  Pod koniec podstawówki byłam na kolonii w Ustce. Na dyskotece poprosił mnie do tańca chłopak, który bardzo mi się podobał i w trakcie piosenki „Dmuchawce, latawce, wiatr” wyznał mi miłość. Uciekłam i unikałam go do końca wakacji. A potem byliśmy w tym samym liceum i nigdy nie powiedział mi nawet cześć, tak to w nim zostało. Pamiętam, jak się nazywał, ale nie będę mu robiła obciachu. Cierpiał... Ile można cierpieć ! Cztery lata ! Bez przesady! Kobiety...

Czytaj dalej
Marek Niedźwiedzki
Darek Kawka

Marek Niedźwiecki: „Pierwsze notowanie Listy zrobiliśmy w kwietniu 1982…”

16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.
Magdalena Felis
17.05.2020

Czy jest ktoś, kto nie zna Listy Przebojów Trójki, nawet jeśli się na niej nie wychował? Nadawana w każdy piątek, prowadzona przez Marka Niedźwieckiego już od 38 lat w wielu domach była tradycją. 16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.  W aktualnym wydaniu „Urody Życia” twórca i prowadzący LP3 Marek Niedźwiecki opowiadał, jak ukochane piosenki wpływały na jego i nasze życie.  Nigdy pan nie żałował, że nie podjął pracy jako technolog budowlany? Rzeczywiście, taki kierunek skończyłem na Wydziale Budownictwa Politechniki Łódzkiej, ale wybrałem tę uczelnię tylko dlatego, żeby dostać się do Studenckiego Radia Żak. I się dostałem – a stamtąd do łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia. Ale gdybym nie trafił do radia, to pracowałbym w bibliotece w Szadku, moim rodzinnym miasteczku. Nic innego mi nie przychodzi do głowy. A to prawda, że rozmowa wstępna na stanowisko prowadzącego Listę Przebojów Trójki trwała niecałą minutę? Mogło to tyle trwać. Pamiętam, że pojechałem do siedziby Polskiego Radia na ulicy Malczewskiego, gdzie miałem spotkać się z Andrzejem Turskim, nowym redaktorem naczelnym Programu III Polskiego Radia. To był 1982 rok.  Wyznaczył mi spotkanie, ale ostatecznie nie miał dla mnie czasu, więc szliśmy tylko korytarzem. Ciągle pamiętam, że był ubrany w kurtkę w kolorze wojskowej zieleni, ale nie wojskową. Biegłem obok niego, kiedy powiedział, że będę prowadził listę przebojów. Zapytałem...

Czytaj dalej
Ida Nowakowska o rodzicach
Iga Maćkiewicz

Ida Nowakowska o rodzicach: „Czuję, że tata wciąż ma mnie na oku”

Jurorka „Dance, dance, dance” jest córką słynnego pisarza, Marka Nowakowskiego. „Kiedy umarł, to był dla mnie koniec świata” – mówi.
Marzena Rogalska
05.09.2019

Ida Nowakowska jest znakomitą, świetnie wykształconą tancerką, udowodniła swoją wiedzę też jako jurorka w show „Dance, dance dance”, a teraz potwierdza swój talent jako prowadząca „Pytanie na śniadanie”. Ale w „Urodzie Życia” Ida Nowakowska opowiada Marzenie Rogalskiej przede wszystkim o relacji z ojcem – Markiem Nowakowskim, nieżyjącym już wybitnym pisarzem, opozycjonistą z czasów PRL, legendą. Posłuchajcie jej opowieści: Najwcześniejsze dzieciństwo Mama urodziła mnie, kiedy była dojrzałą kobietą. Mieszkała w USA, gdzie odniosła sukces – pracowała dla „New York Timesa”, robiła grafiki dla największych firm amerykańskich, studiowała reżyserię i miała praktyki w CNBC TV. Rodzice spotkali się w Paryżu i zakochali. Tata przyjeżdżał do Nowego Jorku. Kiedy skończył się komunizm, tata przywiózł mamę do Polski. Wychowywałam się w Ameryce, Paryżu i Polsce.  Od początku rodzice wszędzie mnie ze sobą zabierali, nosili mnie w koszyku czy torbie, gdzie tylko się dało, na wystawy, do opery. Mama obserwowała uważnie, co mi się podoba, a potem pozwalała mi się rozwijać w tych kierunkach. Uczyłam się gry na pianinie, gimnastyki artystycznej, jeździłam na łyżwach, nartach, ale moją pasją stał się taniec. Mama dbała o to, żebym była pewna siebie i odważna, ale robiła to niezwykle mądrze. Potrafiła mnie krytykować bez piętnowania, uczyła wiary w siebie, ale też, żeby ta wiara była pokorna. Ja w ogóle wychowałam się w wierzącym domu, za co jestem wdzięczna moim rodzicom. Wychowano mnie w wierze, że jest coś większego niż my, że trzeba zawsze ciężko pracować, ale też zachować dystans.  Moje dzieciństwo to także Paryż, do którego chętnie zabierała mnie mama, mieszkał tam i tworzył mój wujek, słynny malarz Jan Lebenstein. Był wybitną postacią i...

Czytaj dalej