Agnieszka Maciąg apeluje do kobiet: „Pomyślcie wreszcie o sobie!”
Robert Wolański

Agnieszka Maciąg apeluje do kobiet: „Pomyślcie wreszcie o sobie!”

Była supermodelka, joginka, autorka książek dla kobiet, Agnieszka Maciąg, przeszła długą drogę do punktu, w którym dziś jest.
Magdalena Żakowska
30.12.2019

Książki Agnieszki Maciąg rozchodzą się w kiludziesięciotysięcznych nakładach. Na organizowane przez nią warsztaty ustawia się wielomiesięczna kolejka. Była modelka, dzisiaj joginka i autorka książek pomaga kobietom w odnalezieniu tego, co w ich życiu najważniejsze. 

Magdalena Żakowska: Trzy lata temu wywiad na łamach „Urody Życia” zakończyłaś słowami: „Najważniejsze jest to, żebyśmy najpierw nakarmiły siebie, swoją duszę. Wtedy możemy szczodrze rozsiewać dary wokół siebie. Z wyschniętej studni nikt się nie napije”.

Agnieszka Maciąg: W teorii to wydaje się oczywiste, ale w praktyce wymaga systematycznej pracy, ponieważ nieustannie się zmieniamy. Relacja ze sobą wymaga troski i zaangażowania, tak jak każda inna relacja w życiu. Wiem, że kochanie siebie jest trudne dla wielu kobiet. Moja nowa książka „Miłość. Ścieżki do wolności” jest właśnie o tym.

O naszej miłości do nas samych. O twojej drodze do pełnej samoakceptacji.

Chociaż wiele lat żyłam w ekstrawaganckim świecie, byłam modelką, to przeżywałam te same kryzysy, które dotyczą nas wszystkich. Nasza wewnętrzna droga jest podobna, niezależnie od tego, jaki wykonujemy zawód.

Możesz już powiedzieć, że kochasz siebie?

To nie jest tak, że powiemy sobie kilka razy: „Kocham siebie” i sprawa załatwiona. To jest głęboki, wewnętrzny proces, zdejmowanie z siebie ograniczających przekonań i wzorców. Ja zaczęłam kochać siebie w pełni dopiero jako dojrzała kobieta. Kiedy miałam 37 lat, całkowicie przewartościowałam i zmieniłam siebie i swoje życie. Zaczęłam ćwiczyć jogę, medytować, inaczej myśleć, zaczęłam pisać książki i blog. Ale proces trwa cały czas.

Co zmieniłaś już w tym procesie?

Na początku to był mój stosunek do ciała. Byłam modelką, ale zaczęłam odczuwać upływ czasu, moje ciało zaczęło się zmieniać. Zamiast się zadręczać, postanowiłam siebie poznać. Kupiłam o dwa numery większe spodnie i zaczęłam jeść to, na co mam ochotę, bez żadnych restrykcji. Zaprzyjaźniałam się z Agnieszką, której w zasadzie nie znałam. To był eksperyment, chciałam poczuć, że nie muszę być przeraźliwie szczupła, żeby się polubić i zaakceptować. W ten sposób odkryłam, że mogę dbać o siebie nie po to, żeby zaspokoić oczekiwania innych czy zasłużyć na miłość. Zaczęłam dbać o siebie, by zatroszczyć się o siebie – dla samej siebie. Teraz wiem, że czuję się dobrze, kiedy jestem lżejsza, zdrowsza, sprawniejsza…

I piękniejsza?

To brzmi jak banał, ale piękno naprawdę jest bardzo subiektywne. Po raz pierwszy zakochałam się w chłopaku, gdy miałam 16 lat. Miałam już wtedy 179 cm wzrostu. Ten pierwszy chłopak zerwał ze mną, bo stwierdził, że „byłam dla niego za wysoka”. Strasznie to przeżyłam, tygodniami płakałam w poduszkę i nie wychodziłam z domu. A potem podniosłam się, uznałam, że to nie może mnie zniszczyć, zaczęłam o siebie dbać, a w konsekwencji zostałam modelką.

Całkiem niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że cały czas skrywałam w głębi żal do tego chłopaka, i dotarło do mnie, jakie to kuriozalne. 50-letnia kobieta, która cały czas nosi w sobie ból 16-latki! Tak czyni większość z nas! I nie ma znaczenia, że minęło ponad 30 lat, że stałam się kobietą, a w zawodzie modelki odniosłam międzynarodowy sukces.

Nieprzerobione emocje tkwią w nas latami. Zrozumiałam, że cały czas działałam, żyłam w kontrapunkcie do tamtej sytuacji. Żeby coś temu chłopakowi i sobie udowodnić. Uważałam, że zostałam skrzywdzona. Oczekiwałam od świata współczucia. Jak mogłam – z moimi pięknymi, czystymi uczuciami – zostać tak odtrącona?! Kompletnie niesłuszne podejście.

To znaczy?

Ten chłopak zrobił coś wspaniałego. Nie oszukiwał mnie, nie unikał. Przyszedł do mnie z bukietem kwiatów i powiedział mi prosto w oczy, co czuje. Jakie to uczciwe i piękne! Powinnam być mu za to wdzięczna. Przecież nie miał obowiązku mnie kochać. Żaden człowiek nie ma obowiązku mnie kochać. Żaden człowiek nie ma obowiązku kochać ciebie ani żadnej z nas. Niepotrzebnie nosimy w sobie ból z tego powodu.

Pielęgnujemy w sobie rany nastolatek.

Warto to sobie uświadomić. Spychamy te emocje na dno podświadomości i o nich zapominamy. Ale one ciągle tam tkwią. To się odkłada latami. Mamy skłonność do budowania w głowie nieszczęśliwych, romantycznych historii na swój temat. To nas wewnętrznie obciąża.

Jednak zalegają w nas nie tylko fikcyjne dramaty, także te realne.

Jasne, że tak. W moim przypadku był to pierwszy poród. Pobyt na oddziale patologii ciąży, fakt, że oddzielono mnie po porodzie od Michała, mojego syna, że przez te pierwsze dni po jego urodzeniu czułam nieustanny głód bliskości. To było w czasach przed akcją „Rodzić po ludzku”. Na oddziale położniczym matki obserwowały swoje dzieci przez szybę. Ale kiedy wyszliśmy ze szpitala i zaczęło się to nowe życie razem, zapomniałam o poczuciu krzywdy. Co nie znaczy, że ono przestało istnieć.

Agnieszka Maciąg o drodze do samoakceptacji

Co sprawiło, że zaczęłaś przerabiać w sobie te zalegające emocje?

Kryzys. Uważam, że kryzysy są nam w życiu potrzebne i powinnyśmy być za nie wdzięczne. To moment zwrotny, szansa na przemianę. Kiedy wydaje ci się, że już dalej nic nie ma, że w tej wersji już nie chcesz albo nie możesz się widzieć, zaczynasz definiować siebie na nowo, zadawać sobie podstawowe pytania, których w innej sytuacji nigdy byś nie zadała. Czy życie, w którym tkwiłam, naprawdę dawało mi szczęście? Czy przypadkiem nie żyłam w iluzji? Czy kocham siebie? Czy bycie ze sobą przynosi mi radość? Jaką kobietą chcę być? Co daje mi poczucie spełnienia, spokoju, harmonii?

Miałaś kilka takich kryzysów w życiu.

Poważnych dwa. Pierwszy, kiedy rozstałam się z ojcem Michała. Poszłam wtedy na studia, zaczęłam myśleć o sobie, inwestować w siebie, ale nadal byłam tą zestresowaną, zaganianą Agnieszką, która z kieliszkiem wina w jednej ręce, a papierosem w drugiej narzeka na świat i życie – ludzie nazywają to relaksem i rozrywką. Drugi kryzys przeszłam wtedy, kiedy zdecydowaliśmy się z Robertem na separację, żeby – mówiąc górnolotnie – odnaleźć samych siebie. To właśnie ten drugi kryzys spowodował, że się zmieniłam. Jestem dziś kompletnie inną osobą. Szczęśliwą, spełnioną, lubiącą siebie. Ale to nie jest tak, że teraz wszystkie kobiety, na trzy cztery, pod wpływem akcji #wpełnidlasiebie, powinny w sobie coś zmienić. Na pytanie, dlaczego osoby przebudzone nie budzą innych, mistyk i filozof Jiddu Krishnamutri odpowiedział: „Jeśli człowiek śpi, to powinniśmy dać mu się wyspać. Dopiero jak zaczyna się wiercić i chce się obudzić, możemy mu w tym pomóc”. Nie zmieniajmy na siłę siebie ani innych. Nie każdy musi przeżyć kryzys, żeby się rozwijać, chociaż ja nie znam innych przypadków.

Zanim przeszłaś przemianę, chodziłaś też na terapię.

Tak, to trwało rok, ale zrozumiałam, że stale rozgrzebuję te same emocje i ból. Nie doświadczałam uzdrowienia. Przepracowałam swoją przeszłość dokładnie i teraz nie lubię oglądać się za siebie. Dlatego trudno pisało mi się pierwszą część „Miłości”. Mam poczucie, że w tej książce rozprawiam się też z setkami lat patriarchatu. Mam 50 lat, w dorosłość zaczęłam wchodzić w czasach abstrakcyjnych dla wielu młodszych ode mnie kobiet. Komuna, rozdarcie między światem Kościoła a życiem w PRL-u. Nie było telefonów komórkowych ani mediów społecznościowych. Ludzie się nie rozwodzili, od kobiet nie oczekiwano, że będą pracować, a w „Panoramie”, która traktowała jednak o poważnych sprawach, na ostatniej stronie obowiązkowe było zdjęcie „gołej baby”. To był świat mojego dzieciństwa. A przecież każda z nas jest ukształtowana nie tylko przez rodzinny dom, ale też otoczenie. Do dziś wiele jest takich sfer, w których mężczyźni narzucają nam swój sposób myślenia. Napisała do mnie ostatnio dziewczyna, że bardzo chciałaby nauczyć się medytować, ale ksiądz powiedział jej, że medytacja to grzech…

I co ty na to?

Poczułam w sobie bunt! Jest XXI wiek, a nadal mężczyźni mówią nam, jak mamy żyć i w co wierzyć. Kobiety są niezwykłe, robią wspaniałe rzeczy, rodzą i wychowują dzieci, pracują, prowadzą domy, ale nadal przejmują się tym, jak oceniają ich życiowe wybory mężczyźni, którzy nie mają połowy takich wyzwań i doświadczeń jak one – nie spędzili ani jednej nocy przy łóżku chorego dziecka. I to oni mają nam wytyczać standardy naszego życia?!

Ale sama też jesteś katoliczką.

I mówię o sobie, że Jezus jest moim szefem! Marzę o tym, żeby księża katoliccy praktykowali jogę. Bo dzięki jodze mamy sprawne ciało, które lepiej i dłużej nam służy, a my możemy dłużej i lepiej służyć innym. Joga uczy też, w jaki sposób zarządzać energią, jeśli chce się praktykować w zdrowy sposób celibat. Joga i medytacja były dla mnie narzędziami, żebym poczuła się naprawdę wolną.

Co to znaczy „naprawdę wolna”?

Człowiek wolny, to dla mnie taki, którego nic nie ogranicza. Ani kompleksy, ani ego, ani nienawiść czy inne nieprzepracowane emocje, który nie pali papierosów, nie pije alkoholu i jest wolny od wszelkich nałogów.

Zostałaś ambasadorką naszej akcji „W pełni dla siebie”. Co to hasło oznacza dla ciebie?

Uszanowanie wewnętrznego głosu, swojej wolności, potrzeb i pragnień. Bez oglądania się na opinie innych. XX wiek był w dużym skrócie mentalnym więzieniem kobiet. Nie wszystkie z nas zauważyły, że drzwi tego więzienia zostały otwarte. Wystarczy wstać i wyjść.

Do tego potrzebna jest dojrzałość?

Ale nie w sensie wieku. Są ludzie, którzy dojrzewają w wieku 25 lat, inni w wieku 40 lat, a jeszcze inni nigdy. Dla mnie dojrzałość to odpowiedzialność, gotowość do przeżywania życia – także tych trudnych momentów – bez uciekania w alkohol, używki, zakupy, pobieżne relacje. Branie życia „na klatę” i przepracowywanie wszystkiego uczciwie ze sobą.

Co się wydarzyło w twoim życiu, że te kilkanaście lat temu zdecydowałaś się na separację z Robertem, zaczęłaś szukać dla siebie nowej drogi?

Straciłam radość życia, czułam wewnętrzna pustkę i sama nie wiedziałam dlaczego – osiągnęłam przecież sukces zawodowy, miałam mężczyznę, który mnie kochał i sam robił imponującą karierę. Ale nie potrafiłam powstrzymać tego kryzysu. Rozpadałam się na coraz mniejsze części, a obecność partnera zaczęła mnie przerastać. Udźwignięcie siebie samej przekraczało moje możliwości. Zdecydowaliśmy się na separację. Musiałam najpierw pomóc sobie, zanim zacznę naprawiać nasz związek. To był proces. Dla Roberta to także był trudny moment, ale postanowił poświęcić ten czas na własne poszukiwania, naprawę siebie. Obojgu nam się udało. Ale w jakimś sensie zazdroszczę wszystkim dziewczynom, które jeszcze na tę drogę nie wkroczyły, bo to niebywałe przeżycie. Przygoda, radość, niesamowite odkrycia.

Co to znaczy?

Jesteśmy kształtowani przez świat, działa na nas wiele bodźców, zwłaszcza na kobiety. Z jednej strony wyzwalamy się od dominacji mężczyzn, a z drugiej same narzucamy sobie ograniczenia, na przykład w postaci mediów społecznościowych, w których nieustannie porównujemy się do innych, patrzymy, jakie powinnyśmy być. Joga i medytacja są dla mnie przestrzenią, w której się od tych bodźców odcinam. Uspokajam umysł, zagłębiam się w ciszy, poznaję siebie. Gdybyś zobaczyła mój pokój, przekonałabyś się, jak mnie ten proces fascynuje!

Jak wygląda?

Gdy zaczynałam poznawać siebie, nie miałam własnego miejsca. Miałam dom, w którym byliśmy ja i moja rodzina, ale nie miałam przestrzeni mojego serca. To takie miejsce, którego w żaden sposób nie stylizuję, aby wpisać się w trendy. To miejsce jest wolnym wyrazem tego, co czuję. Mam tam mnóstwo książek, zeszytów, zapisków, aniołów. W tej przestrzeni zaczynam dzień. Wczoraj przeglądałam swój dziennik z 2011 roku, kiedy byłam w ciąży, i zobaczyłam, jak wielką pracę wykonałam. Lubię siebie za to, jak bardzo zaangażowałam się w swój rozwój, jak siebie uszanowałam.

Dojrzałość?

Tak. Bo dojrzałość to równowaga dawania i brania, wyznaczanie swojej przestrzeni, swoich granic. Trzeba dać sobie do tego prawo. Dziś mam te granice wyraźnie wytyczone i moi bliscy to szanują. Potrzebuję rano czasu dla siebie, aby naładować akumulatory. Mam mnóstwo miłości dla mojej córki, ale stawiam jej wyraźną granicę, chociaż ma dopiero siedem lat.

Bywasz na nią zła?

Zła nigdy, chociaż zdarza się czasem, że w pośpiechu na chwilę puszczają mi nerwy. Kiedy tak się stanie, szybko ją za to przepraszam, ponieważ to ja nie kontrolowałam swoich emocji. Każde dziecko ma prawo do popełniania błędów, w ten sposób się uczy. Obowiązkiem dorosłych jest zachowanie równowagi i spokoju. Najważniejsze słowo w każdej relacji to: szacunek.

Masz poczucie, że wychowujesz Helenkę inaczej, niż wychowywałaś Michała?

Oczywiście. Dziś jestem świadoma, bardzo odpowiedzialna, na przykład za słowa. Nigdy nie powiedziałabym do Helenki: „Jesteś niedobra”. A do Michała potrafiłam powiedzieć: „Jesteś leniwy”, „Jesteś niegrzeczny”. Takie słowa projektują w naszych dzieciach najgorsze cechy. Współczuję Michałowi, bo przeszedł ze mną wszystkie błędy, jakie popełnia młoda matka, ale takie jest życie. Wierzę, że Michał potrzebował takiej matki, jaką byłam wtedy. Być może dla Michała ważne jest, że na moim przykładzie widzi wyraźnie, jak bardzo można się zmienić. Sam jest teraz w wieku, w którym popełnia się błędy, ale wie, że to nie są cechy jego osobowości, że jest na te błędy w życiu skazany. Wie, że jak tego zapragnie, będzie mógł wybrać inną drogę. Ludziom często się wydaje, że postępują w życiu tak, a nie inaczej, bo „tacy są”. To nieprawda. Ja też długo mówiłam o sobie, że jestem typem „sowy”, lubię nocne życie, a szczyt aktywności i kreatywności osiągam po godzinie 20. Dziś kładę się o 22, a wstaję o czwartej. Nigdy nie byłam szczęśliwsza.

Co powiedziałabyś dziś Michałowi zamiast: „Jesteś leniwy”?

Nauczyłam się dostrzegać w nim najpiękniejsze cechy i w końcu wmówiłam mu, że jest pracowity. Zaczęłam się modlić o to, żeby przejawił swój największy potencjał. Uczyłam go pomagania innym, pracy nad sobą. Wmówiłam mu, że uwielbia pomagać. Na początku się z tego śmiał, ale potem z przyjemnością zaczął wyrzucać śmieci.

Lenistwo to chyba nic złego. Każdy ma jakieś wady.

Jasne. Ja na przykład jestem strasznie uparta, jak to Byk. Upór może prowadzić do konfliktów, może być destrukcyjny. Kiedyś uparcie walczyłam o moją rację, moje zdanie musiało być na wierzchu. A dziś z uporem kończę książkę, z uporem ćwiczę jogę, z uporem medytuję. Każdą cechę można obrócić na swoją korzyść.

Agnieszka Maciąg
Robert Wolański

Myślisz, że jest jakaś granica rozwoju, kiedy powiesz: „Stop. Jestem super”?

Niestety nie. To dobrze i źle jednocześnie. Z jednej strony nie ma „mety”, a z drugiej ciągle jest ciekawie. Kiedyś wydawało mi się, że jak zrobię 40-dniową medytację albo będę przez tysiąc dni praktykowała jogę, to na zawsze będę wolna i szczęśliwa. Gdy wydaje się nam, że to już, otwiera się jakaś nowa furtka. Tak jest też z procesem wybaczania. Kiedyś wydawało mi się, że jeśli przebaczę pewnym osobom, to osiągnę wewnętrzny spokój. Bo ten brak wybaczenia to przecież moja wewnętrzna walka, nie ich. I kiedy wydawało mi się, że już wszystkim w życiu przebaczyłam, to pojawił się w pamięci ten chłopak z kwiatami. Każdemu w życiu trzeba wybaczyć i podziękować za bezcenne lekcje, aby uwolnić się od wewnętrznych blokad. I sobie również trzeba umieć wybaczyć.

Pierwszy krok w drodze do pokochania siebie to...

...szacunek. Po pierwsze do siebie. Zamiast walczyć o namiastki uwagi ze strony świata, same dajmy sobie tę uwagę. Zamiast ganiać za uznaniem i miłością, lajkami na Instagramie, dajmy sobie tę miłość same. Nie ma co się obrażać na rzeczywistość, narzekać na media społecznościowe, to my decydujemy, co i w jakim stopniu wpuszczamy do naszego życia. Żyjemy w niezwykle interesujących czasach, cieszmy się nimi świadomie. Zarządzajmy sobą, swoim czasem, swoim światem. To nasze wybory.

Trzy kolejne kroki w drodze do rozwoju to wybaczenie i zaufanie?

Oraz odwaga. Brzmi trochę banalnie, ale to działa! Jest takie zdanie: jeśli zrobisz jeden krok w kierunku Boga, on zrobi tysiąc kroków w twoim kierunku. Trzeba na ten krok znaleźć przestrzeń i czas. Bez poczucia winy, że robi się to kosztem innych relacji. Od kiedy w naszym życiu jest Helenka, taką moją chwilą tylko dla siebie jest właśnie poranek. Wstaję o czwartej, śpiewam mantry i medytuję. Mój święty czas. Nikomu nie zabieram, daję sobie. I codziennie widzę, ile mi to daje szczęścia. To mój prezent dla siebie samej. Mam poczucie, że jak sobie dam taki prezent, to później jestem lepszym, szczęśliwszym człowiekiem. Przez te lata powstało we mnie mnóstwo siły, której kiedyś nie miałam. Nie jestem już dziś w stanie pójść na kompromis względem siebie, żeby na przykład zadowolić mojego partnera. I tak samo nie chcę, żeby on rezygnował z siebie.

Gdzie jest twoim zdaniem granica między egocentryzmem a potrzebą rozwoju?

Na pewno trzeba nauczyć się odróżniać zachcianki od potrzeb oraz świat ego od świata duszy. Manikiur to nie jest spotkanie ze sobą. Rozwój i inwestycja w siebie daje światu silną, zadowoloną i stabilną emocjonalnie kobietę, żonę, matkę. Badania pokazują, że zaledwie 10 minut medytacji dziennie powoduje, że kobiety stają się bardziej cierpliwe, opanowane, wyrozumiałe i pełne miłości. A do tego nie trzeba ani pieniędzy, ani mistrza, ani wyjazdu do Indii. Ja nigdy nie byłam w Indiach. A znam dziewczyny, które systematycznie praktykują jogę, chociaż nigdy nie były na zajęciach jogi – wszystkiego nauczyły się z internetu. Podarujmy sobie chwilę czasu i spokoju, żeby siebie usłyszeć. W tym połączeniu każda z nas jest swoim własnym mistrzem. Nie szukajmy drogowskazu na zewnątrz. Szukajmy go w sobie.

Rozmowa z Agnieszką Maciąg ukazała się w „Urodzie Życia” 9/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Agnieszka Maciąg
Robert Wolański

Agnieszka Maciąg w akcji „Urody Życia” #wpełnidlasiebie – zobacz wideo

Nowa akcja „Urody Życia” jest mi bardzo bliska – mówiła Agnieszka Maciąg.
Sylwia Niemczyk
09.08.2019

„Żaden człowiek nie ma obowiązku mnie kochać. Żaden człowiek nie ma obowiązku kochać ciebie ani żadnej z nas. To my same musimy pomyśleć o sobie, nauczyć się szanować siebie” – mówi Agnieszka Maciąg w nowej „Urodzie Życia”. Zobacz, jak wyglądała sesja zdjęciowa byłej modelki i pisarki do nowego numeru „Urody Życia”!

Czytaj dalej
Świadomy oddech
Adobe stock

Doceń prostotę, bo jest w niej ogromna siła – pisze Kasia Bem, joginka, nauczycielka medytacji

Tak jak trzepot skrzydeł motyla może spowodować trzęsienie ziemi, tak proste rzeczy: oddech, medytacja, sposób myślenia – mogą odmienić twoje życie.
Kasia Bem
12.06.2020

Im coś jest prostsze, tym mniej temu ufamy. Lubimy rzeczy skomplikowane, tym wydają nam się bardziej wartościowe. Im więcej pracy musimy w coś włożyć – tym bardziej to cenimy. Im droższe – tym bardziej chcemy to mieć. Lekceważymy rzeczy, które dostajemy za darmo: piękne widoki, oddech, czas. Joginka i nauczycielka medytacji, Kasia Bem podpowiada, dlaczego warto docenić prostotę.  *** Inspiracja: „Tylko to, co proste i łatwe w realizacji, może odmienić całe życie” – Ute Lama Nauczę cię  oddechu, który jeszcze kilkanaście lat temu był sekretem dostępnym tylko wielkim mistrzom i najwytrwalszym uczniom, a wiedzę o nim sprzedawano zachodnim turystom za kilka tysięcy euro” – powiedział mój nauczyciel, wprowadzając mnie w tajniki zaawansowanej praktyki oddechowej wspierającej procesy samoleczenia organizmu. Okazała się prosta, choć wymagała dużego skupienia. Kilka tygodni później uczestniczyłam w  bezpłatnym wykładzie prowadzonym przez Mistrza tradycji medycznej i mistycznej z  klasztoru na górze Emei w Chinach. „Teraz pokażę wam kilka praktycznych sposobów na pozbycie się problemów z szyjnym i  piersiowym odcinkiem kręgosłupa”, powiedział Mistrz i zademonstrował ultraproste ćwiczenia. Tego dnia dużo pisałam i czułam przeciążenia w kręgosłupie. Te banalne ćwiczenia natychmiast mi pomogły. Kilka obrotów barkami, nadgarstkami, głowa w  prawo, głowa w lewo. Tak jak z oddechem za kilka tysięcy euro – bardzo proste!  Za proste. W dodatku „za free”. Pomyślałam, że większość ludzi Zachodu nie doceniłoby mocy i skuteczności tych praktyk, gdyby dostało je za darmo z zaleceniem, żeby stosować je każdego dnia. Ja też na co dzień przekazuję proste jogiczne metody dbania o  zdrowie i wiem, że tylko nieliczni...

Czytaj dalej
choroby psychosomatyczne
Adobe Stock

Praca ponad siły, stres, pośpiech. Nasz styl życia funduje nam choroby psychosomatyczne

Nawet dziesięć na sto dolegliwości, z którymi zgłaszamy się do lekarzy, ma podłoże psychosomatyczne. Nie łagodzą ich farmaceutyki, ale otwarta rozmowa z lekarzem i umiejętne radzenie sobie ze stresem.
Katarzyna Podhorecka
12.06.2020

Lekarze zazwyczaj bardzo nie lubią pacjentów z objawami psychosomatycznymi. Z prostej przyczyny – że zwykle nie wiedzą, jak im pomóc. Dlatego bywa, że chorzy z dolegliwościami psychosomatycznymi są traktowani w gabinetach lekarskich jak hipochondrycy, którzy próbują skupić na sobie uwagę, opowiadając o swoich wyimaginowanych dolegliwościach. Albo jeszcze gorzej: jak zwykli naciągacze, którzy próbują wyłudzić zwolnienia lekarskie. Lekarze w takiej sytuacji na odczepnego przepisują suplementy diety w nadziei, że pacjentowi „przejdzie samo”, albo że zmienią lekarza – problem w tym, że ludzie, którzy zmagają się z objawami psychosomatycznymi, nie symulują! Oni naprawdę odczuwają fizyczny ból i potrzebują pomocy.  – Najczęściej to ból głowy, brzucha, stawów, częste są także bóle w klatce piersiowej, duszności albo uporczywy kaszel, omdlenia, uczucie kołatania serca, zawroty głowy – wymienia dr Anna Plucik-Mrożek, specjalistka chorób wewnętrznych z Centrum Medycznego Medicover w Warszawie i dyrektor Fundacji Exercise is Medicine Polska. Rzadziej, ale zdarzają się też szumy uszne czy pogorszenie widzenia. Osobom, które pracują głosem, z powodu nadmiernego napięcia zdarza się go stracić. Muzykom z niewyjaśnionych przyczyn sztywnieją nadgarstki.  Jeszcze inni pacjenci nie mają konkretnych dolegliwości, ale tracą apetyt, od rana czują się wyczerpani, a wieczorem nie mogą zasnąć. Tym, co łączy ich wszystkich, jest źródło dolegliwości – czyli emocje, najczęściej przewlekły stres, którego doświadczają w związku z pracą czy sytuacją rodzinną.  – To wcale nie musi być traumatyczne przeżycie, np. nieuleczalna choroba kogoś bliskiego czy utrata pracy – mówi dr Izabela Pawłowska, psycholog zdrowia,...

Czytaj dalej
maciag aga
Robert Wolański

Agnieszka Maciąg: „Ja nie przekwitam, ja się rozwijam”

To od nas zależy, jaki będzie czas naszej dojrzałości, czy będziemy nosić koronę złotą, czy cierniową – pisze Agnieszka Maciąg. Właśnie ukazuje się jej książka „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości".
Agnieszka Maciąg
03.06.2020

Menopauza to trudny czas w życiu każdej kobiety. Może dlatego obrosła mnóstwem negatywnych stereotypów i kojarzy się nam się zwykle z definitywnym końcem młodości, utratą kobiecości i seksapealu,  spadkiem sił witalnych. Menopauza na pewno przynosi zmianę, ale czy na gorsze?  Agnieszka Maciąg podchodzi do niej w sposób spokojny  i naturalny, traktuje ją jako kolejny rozdział w życiu, rozdział który służy naszemu rozwojowi, pozwala bowiem jeszcze lepiej i głębiej poznać siebie samą. Nasze życie jest naprawdę w naszych rękach, a to, jak będziemy się czuły i jak spędzimy następne lata w ogromnym stopniu zależy od nas – naszych nawyków jedzeniowych, aktywności fizycznej, dbałości o dobry sen, relacje z bliskimi. Ale też od nastawienia. „Nie wiedziałam dlaczego tak dobrze się czuje, skoro ta menopauza jest taka okropna" – pisze Agnieszka Maciąg.   24 czerwca ukaże się jej nowa książka „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości"( Wydawnictwo „Otwarte”, Kraków, 2020). Bowiem, jak tłumaczy  postanowiła zjawisko menopauzy „przytulić do serca" i naprawdę zgłębić. Agnieszka Maciąg i jej „Zaskakujące odkrycie"                   W pewien jesienny dzień – pisze Agnieszka Maciąg , pachnący liśćmi i wiatrem, mój mąż rozpalał ogień w kominku, a ja zaparzyłam herbatę z pomarańczą i cynamonem. Ukroiłam świeżo upieczone ciasto z dyni o barwie intensywnej jak zachodzące słońce. Usiedliśmy przy stole, a obok nas nasi dawno niewidziani przyjaciele. Zaczęliśmy opowiadać, co u każdego z nas się wydarzyło. Nasze ścieżki rozeszły się na kilka lat, aby tego dnia spleść się ponownie w serdecznym uścisku przyjaźni.          ...

Czytaj dalej