Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń”
East News

Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń”

„Byliśmy sobie oddani jak mało kto, bo przez całe życie każde z nas widziało w drugim nie tylko atrakcyjną kobietę czy mężczyznę, ale ukochanego człowieka” – mówiła o swoim nietypowym małżeństwie Agnieszka Fitkau-Perepeczko.
Kamila Geodecka
26.11.2020

Początek miłości Agnieszki Fitkau i Marka Perepeczki może przypominać klasyczną historię romantyczną. Są piękni i młodzi, poznają się przypadkiem w kolejce do dziekanatu szkoły teatralnej i zakochują się od pierwszego wejrzenia. Kupidyn strzela strzałą. Potem los rozdziela ich na chwilę, by następnie znów połączyć. Ale to tylko początek ich miłości, która przez kolejne 40 lat nie będzie miała nic wspólnego z klasyczną opowieścią o szczęśliwej parze. 

Ich narzeczeństwo i małżeństwo pełne było rozstań i powrotów, zadziorności i kłótni, emigracji i tęsknoty, szczerości i zaufania, ale przede wszystkim oddania i miłości. „Myślę, że byłam mu najbliższa na świecie tak jak on mnie. Na pewno byłam kobietą jego życia i on mężczyzną mojego życia” – mówiła Agnieszka Fitkau-Perepeczko po śmierci męża. W tym szaleństwie musiała więc być metoda.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Miłość wystać w kolejce

Agnieszka Fitkau od dziecka marzyła o byciu aktorką. Marek Perepeczko początkowo chciał zostać architektem, ale ostatecznie postawił na sztuki teatralne. I pewnie tego wyboru nigdy nie żałował, bo dzięki niemu nie tylko stał się rozpoznawalnym aktorem, ale zyskał także miłość życia, którą spotkał w 1961 roku jako 19-latek.

Oboje stali w kolejce, by złożyć dokumenty aplikacyjne na studia. Podobno Marek zapytał wtedy Agnieszki, czy może za nią stanąć. I właśnie wtedy zaczęła się magia. Zrobił na niej piorunujące wrażenie. Podczas krótkiej rozmowy ustalili, że koniecznie muszą się jeszcze kiedyś spotkać, ale zapomnieli ustalić konkretnego miejsca i czasu spotkania. Nie wymienili się też numerami telefonu czy adresami. Być może tutaj ich historia miłosna musiałaby mieć już swój koniec, gdyby młody Marek Perepeczko nie wziął spraw w swoje ręce.

Później żartował, że numer młodej Agnieszki mu się przyśnił. W rzeczywistości jednak poszedł do dziekanatu i przekonał pracujące w nim kobiety, by pozwoliły mu zajrzeć do aplikacji dziewczyn marzących o karierze aktorskiej. W wielkim stosie dokumentów znalazł także te należące do Agnieszki Fitkau.

I chociaż ona nie dostała się wtedy na wydział aktorski, w kolejce do dziekanatu poznała miłość swojego życia. Jak później mówiła, to wszystko za sprawą zielonego kamienia, który trzymała przy sobie na szczęście. Miała go nie tylko podczas pierwszego spotkania, ale też później, w czasie swojego ślubu.

Dwa mocne charaktery

Byli w sobie szaleńczo zakochani, ale mieli też mocne charaktery. Agnieszka pochodziła z bogatego domu, w którym każdy ją rozpieszczał. Mieszkała z rodzicami w pięknej posiadłości w podwarszawskim Milanówku. Podobno wcześniej wszyscy chłopcy zachwycali się samą Agnieszką i jej otoczeniem. Marek nie miał jednak zamiaru zgrywać potulnego chłopaka. Od razu pokazał swój charakter i sprawiał wrażenie, jakby wcale mu na niej nie zależało.

Pierwsza kłótnia w związku tak temperamentnych osób musiała więc prędko nadejść. Młody i pewny siebie Perepeczko miał powiedzieć: „Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nienawidzę kawiarni, dymu papierosowego, alkoholu i głupich bab”. Nie lubił także mocno pomalowanych ust, „babskiego gadania” i mocnych perfum. Fitkau zawsze potrafiła postawić na swoim.

Czytaj także: Temperament i charakter. Co musisz o nich wiedzieć

Pierwsze rozstanie

Burzliwe narzeczeństwo zakończyło się ślubem i weselem. Z racji tego, że uroczystość odbywała się w dniu spektaklu dyplomowego Agnieszki, na stołach nie było alkoholu. Miesiąc miodowy młoda para spędziła w wiejskim domku. „Spaliśmy na sienniku, pod wielką, białą pierzyną, i prawie nie wychodziliśmy na zewnątrz, bo tak byliśmy siebie spragnieni” – wspominała później Agnieszka Fitkau-Perepeczko. Miesiąc miodowy musiał się jednak kiedyś skończyć.

Agnieszka i Marek szybko zetknęli się z szarą rzeczywistością. Młode małżeństwo miało problemy finansowe i ledwo było ich stać na opłacenie czynszu za wynajmowane mieszkanie. Dodatkowo, o ile Perepeczko od początku mógł liczyć na role w teatrach, filmach i serialach, tak kariera jego żony nie mogła się rozkręcić.

W połowie lat 70., gdy Marek był już rozpoznawalny m.in. jako Janosik z kultowego serialu, Agnieszka postanowiła rozpocząć karierę w modelingu. To otworzyło jej wiele drzwi. Dzięki wygranej w konkursie Mody Polskiej mogła wyjechać do Australii, gdzie reprezentowała rodzimy przemysł włókienniczy. Kolorowe życie za granicą spodobało jej się tak bardzo, że w 1981 roku postanowiła, że do szarej ojczyzny już nie wróci.

Raj na ziemi

Życie z dala od dotkniętej kryzysem Polski spodobało się Agnieszce, ale do pełni szczęście brakowało jej ukochanego męża. Pisała do Marka: „Przyjeżdżaj, znalazłam dla nas raj na ziemi”. Mąż musiał na niego poczekać jeszcze kilka lat. W tym momencie w Polsce rozpoczął się stan wojenny i o żadnym wyjeździe nie mogło być mowy.

Agnieszka czuła się odrzucona. W Melbourne poznała  mężczyznę, z którym zaczęła układać sobie życie. Założyła z nim także studio fotograficzne. Jej mąż o wszystkim wiedział i z wyrozumiałością podchodził do nowej rzeczywistości. Zdawał sobie sprawę, że to on nie zdecydował się wyjechać z Polski.

Tęsknota była jednak zbyt wielka. Po czterech latach rozłąki para w końcu się zobaczyła. Perepeczko przyjechał do Australii, w której tak zakochana była Agnieszka. Dla niego ten egzotyczny świat nie był rajem. Jego kariera przystopowała, a znany i rozpoznawalny w ojczyźnie aktor musiał pracować w amatorskim teatrze dla Polonii w Melbourne.

Po kolejnych czterech latach wrócił do Polski. Sam. Ich małżeństwo wcale się jednak nie skończyło. Podobno taka rozłąka miała jedynie umocnić ich związek.           

Czytaj także: Związek na odległość – jak dbać o miłość, kiedy brakuje bliskości fizycznej?

Razem, a jednak osobno

Po życiu na emigracji Perepeczko nie mógł odnaleźć się w Polsce, do której tak tęsknił. Odciął się od znajomych, nie chciał przyjmować żadnych ról teatralnych i filmowych. Jego kariera pomału upadała. W tęsknocie za żoną zaczął także zajadać smutek.

Gdy Agnieszka wróciła do Polski, z przerażeniem zobaczyła, że jej ukochany ma 40 kilogramów nadwagi. Postanowiła działać. Coraz częściej wracała do ojczyzny, co korzystnie wpływało na samopoczucie Perepeczki. Objął on stanowisko dyrektora Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, przyjął także rolę nadkomisarza Władysława Słoika w serialu komediowym „13 posterunek”.

Gdy Fitkau-Perepeczko wróciła na stałe do ojczyzny, mogła znowu cieszyć się mężem. Bywała na jego premierach, wspólnie pokazywali się na imprezach, rozmawiali ze sobą całymi godzinami. Nigdy jednak wspólnie nie zamieszkali. Widywali się co kilka dni. Od przyjeżdżał do niej do Warszawy z Częstochowy na kolację i zostawał na śniadanie.

Mimo tak niekonwencjonalnego podejścia do małżeństwa para była ze sobą szczęśliwa. On cieszył się z każdego jej sukcesu i każdej wydanej książki. Ona odczuła ulgę, że jej ukochany w Częstochowie znalazł swoje miejsce na ziemi.

„Oboje szanowaliśmy swoją wolność i niezależność. A fakt, że nie mieszkaliśmy razem, wcale nie oznaczał, że nie byliśmy sobie bliscy. Wręcz przeciwnie, bardzo się kochaliśmy, przyjaźniliśmy i mogliśmy na siebie liczyć w każdej sytuacji. Byliśmy w stałym, codziennym kontakcie” – wspominała swój związek aktorka.

Prawdziwa rozłąka zdarzyła się tylko raz

Marek Perepeczko i Agnieszka Fitkau-Perepeczko byli specyficznym małżeństwem. Wielokrotnie dzielił ich ogromny dystans i przez wiele lat musieli żyć osobno, jednak ich więź była silniejsza niż wszelkie przeszkody. Na prawdziwą rozłąkę z mężem Fitkau-Perepeczko nie była przygotowana.

W listopadzie 2005 roku Marek Perepeczko odwiózł swoją żonę na zlot fanów serialu „M jak Miłość” do Łodzi. Przed snem rozmawiali jeszcze przez telefon. „Powiedział, że jest śpiący i jutro do mnie zadzwoni. Nie wiem dlaczego, ale rano obudziłam się o czwartej i nie mogłam dalej spać. Przeczekałam do siódmej i zadzwoniłam do Marka. Telefon nie odpowiadał...” – mówiła Fitkau-Perepeczko. Telefon nie odpowiedział już nigdy. Aktor zmarł na atak serca w swoim służbowym mieszkaniu.

Po śmierci męża aktorka nie zrezygnowała z kariery, a jej temperament wciąż był widoczny. Media interesowały się jej nowymi znajomościami z młodszymi mężczyznami, jednak dla niej była to jedynie forma cielesnego romansu. Nigdy nie starała się szukać w innych partnerach swojego męża.

„To niemożliwe. On był jedyny i niepowtarzalny. Zdarzają mi się fascynacje, nawet dużo młodszymi mężczyznami, którzy piszą dla mnie wiersze, ale i tak zawsze moje szare komórki wygrywają z namiętnością” – przekonywała. O tym, że para była dla siebie stworzona, mówili także ich znajomi: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń. Byli sobie oddani jak mało kto, bo przez całe życie każde z nich widziało w drugim nie tylko piękną kobietę czy mężczyznę, ale ukochanego człowieka”.

Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko byli małżeństwem ponad 40 lat. Aktor wspominał, że stanął w kolejce do sekretariatu za młodą Agnieszką i z tej kolejki nigdy już nie wyszedł.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Katarzyna Zielińska / Archiwum prywatne

Od „Janosika” po „Grace i Frankie” – 10 ulubionych seriali Katarzyny Zielińskiej

Jeden z nich sprawił, że postanowiła zostać aktorką, przy muzyce innego szła do ślubu, jeszcze inny pozwolił z optymizmem spojrzeć w przyszłość. Katarzyna Zielińska opowiada o ulubionych serialach.
Anna Zaleska
28.07.2020

Zawsze gdy wracam z teatru czy z planu zdjęciowego, a dzieci już śpią, robię sobie herbatę z melisą i z ogromną przyjemnością oglądam seriale. Nawet do późnych godzin nocnych”, opowiada aktorka i producentka Katarzyna Zielińska. Wśród jej ulubionych seriali są takie, które szczególnie mocno zapisały się w jej życiu. Jeden sprawił, że zapragnęła być aktorką, przy muzyce innego szła do ślubu, jeszcze inny oglądała, będąc w ciąży z pierwszym synkiem, utwierdzał ją bowiem w przekonaniu, że dla kobiet nie ma rzeczy niemożliwych. Posłuchajcie jej opowieści: *** „Grace i Frankie” Dla mnie absolutny numer jeden. Ten komediowy serial opowiadający o czwórce przyjaciół po 60., którzy przeżywają drugą młodość, wciągnął mnie i poruszył. Pokazuje, że życie w każdym okresie może być piękne, każdy czas jest dobry na naukę, na rozwój, na przyjaźń, na miłość, a starszych ludzi nie wolno spychać na margines. Oglądając „Grace i Frankie” sama zaczęłam myśleć: co z tego, że skończyłam czterdziestkę, przede mną kilkadziesiąt kolejnych fajnych lat, niesamowity czas, gdy dzieci będą dorastały, pojawią się wnuki… Ale to też serial, który w komediowej formie porusza inne ważne społecznie tematy, takie jak akceptacja związków jednopłciowych, adopcja dzieci czy zapłodnienie in vitro. Patrząc zaś z perspektywy aktorki i producentki – to drugi fach, który mnie fascynuje i któremu chciałabym się poświęcić – widzę tu świetnie napisane dialogi i znakomitą obsadę. Jane Fonda, wiadomo, wspaniała aktorka. Ale Lily Tomlin grająca Frankie to moje absolutne odkrycie. Każdą z postaci kocha się, podziwia i jednocześnie za coś się jej nie znosi. Jak w życiu. „Dom z papieru” To drugi hit, który w tym roku...

Czytaj dalej
linda paul
PAP/Photoshot

To była miłość aż po grób – Linda i Paul McCartney z The Beatles

Przez blisko 30 lat ani jednej nocy nie spędzili osobno. Byli zupełnie różni, ale udało im się jak rzadko której parze. Linda i Paul McCartney byli małżeństwem właściwie doskonałym.
Maria Fedro-Boniecka
03.11.2020

Koledzy McCartneya śmiali się, że bierze za żonę mało seksowną Amerykankę. Ale to Linda wyprowadziła go z depresji, gdy po rozpadzie Beatlesów czuł się bezużyteczny, pił i nie miał żadnego pomysłu na życie. Byli inni. Ona kochała pustynię, łąki i zwierzęta. On uwielbiał miasto i imprezy. A jednak udało się im jak rzadko której parze. Linda i Paul McCartney przeżyli ze sobą blisko 30 lat. „To musiała być magia / Wieczorem, gdy się poznaliśmy / Jeślibym cię nie zatrzymał / Zawsze bym tego żałował / Kilka minut później / Byłabyś już za drzwiami / Ja byłbym samotny / już na zawsze”, śpiewał Paul McCartney o ich pierwszym spotkaniu w piosence „Magic” z płyty „Driving Rain” wydanej niedługo po śmierci Lindy w 1998 roku. I z pewnością tak myślał z perspektywy niemal 30 wspólnie przeżytych lat. Intensywnych lat, w czasie których podobno nawet jednej nocy nie spędzili osobno. Czy istniało drugie takie małżeństwo? Prywatka u „The Beatles" Poznali się wiosną 1967 roku w londyńskim nocnym klubie Bag O’Nails, ale wtedy ani Lindzie, ani Paulowi ten wieczór nie wydał się szczególnie magiczny. 28-letnia amerykańska fotografka Linda Eastman przyleciała do Londynu na premierę płyty Beatlesów „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”. Kilka dni przed konferencją wypatrzyła Paula w klubie, gdzie bawiła się ze znajomymi. On ją też zauważył. Gdy zmierzała już do wyjścia, zagrodził jej drogę i powiedział: „Cześć, jestem Paul McCartney. Wychodzisz już? Może chciałabyś do nas dołączyć, idziemy dalej się bawić”. Linda odparła, że wie, kim jest, i chętnie dołączy. Spotkali się jeszcze na premierze płyty i przyjęciu wydanym z tej okazji. Zamienili kilka zdań. Potem Linda wróciła do Nowego Jorku. Trudno uwierzyć, że ich...

Czytaj dalej
newton
PAP/DPA

„Miłość? To tylko kilka liter”. Wielki fotograf,  Helmut Newton i jego jedyna miłość: June

Mówił, że w życiu liczą się seks i dobra zabawa. Ale to nieprawda. Dla niego liczyła się fotografia, a zaraz po niej... żona. June i Helmut Newton spędzili razem 56 lat. Szczęśliwych!
Dorota Szuszkiewicz
25.10.2020

13 listopada do kin wejdzie  film „Piękno i bestia” o legendarnym fotografie mody Helmucie Newtonie. W dokumencie opowiadają o nim jego gwiazdy i modelki m.in. Catherine Deneuve, Claudia Schiffer, Grace Jones, Isabella Rossellini. Newton lubił seksualizować swoje modelki, ale nawet rozebrane czy w kajdankach nie wyglądały na ofiary. Były piękne i silne. Taka też była jego żona – June. Ale kiedy się w niej zakochał, od razu zaznaczył, że fotografia będzie jego pierwszą miłością. Ona może być drugą. I że nie znosi odpowiedzialności. I myśli tylko o sobie. Jak to możliwe, że spędzili razem szczęśliwych 56 lat? Helmut Newton urodził się w 1920 w Berlinie, jako Helmut Neustädter, w bogatej żydowskiej rodzinie. Mieszkał w 10-pokojowym apartamencie otoczony liczną służbą i kolejnymi opiekunkami. Matka stroiła go jak lalkę – w piękne ubrania z miękkiego aksamitu – i strzygła na pazia. Kiedy poszedł do szkoły, stał się obiektem kpin kolegów. Z powodu zbyt dziewczyńskiego wyglądu, ale też dlatego, że jako jedyny przyjeżdżał do szkoły samochodem z własnym szoferem. W wieku 12 lat za trzy i pół marki kieszonkowego kupił pierwszy aparat fotograficzny. W wieku 16 lat porzucił szkołę i zaczął praktykę u znanej berlińskiej fotograficzki mody Elsy Neuländer-Simon – Yvy. Dziewictwo stracił jako 14-latek i od tej pory seks i fotografia stały się sensem jego życia. Z Berlina, uciekając przed hitlerowcami, wyjechał w 1938 roku do Singapuru. Rodzice popłynęli kilka miesięcy później do Ameryki Południowej. Ojca już nigdy nie zobaczył, Neustädter senior zmarł wkrótce po opuszczeniu Niemiec. Żyć jak w Hollywood W Singapurze Helmut był, jak wspomina, żigolakiem. Miał 18 lat, wdał się w romans z 34-letnią rozwódką Josette Fabien, właścicielką agencji reklamowej. Pomogła mu...

Czytaj dalej
East News

Andrea Bocelli i Veronica Berti: wielka miłość i życie jak z bajki

Zamieszkali razem tego samego dnia, gdy się poznali. Dwanaście lat później, we włoskim Livorno złożyli przysięgę przed rodziną i przyjaciółmi.
Sylwia Arlak
18.10.2020

Nasze małżeństwo zaczęło się właściwie w dniu, w którym się poznaliśmy” — wspominał  Andrea Bocelli w wywiadzie dla „Guardiana”. O wszystkim zadecydował przypadek. Słynny tenor i aktorka Veronica Berti znaleźli się na tej samym przyjęciu w 2002 roku. On miał 44 lata, ona 18. Bocelii zaśpiewał dla niej arię, utwór zatytułowany „Occhi Di Fata”. Sam wtedy znajdował się na rozdrożu. Właśnie, po 10 latach małżeństwa, rozstał się ze swoją pierwszą żoną, Enricą Cenzatii, z którą ma dwóch synów: Amosa i Matteo. Wielka miłość i bajkowy ślub „Zawsze miałem w życiu szczęście i pokochałem Veronicę od pierwszej chwili. Zauroczył mnie jej głos i jej skóra. Wszyscy tam byli. To był naprawdę wspaniały moment. To było szalone, ponieważ zamieszkaliśmy ze sobą tej samej nocy” — mówił w wywiadzie. „Powiedział mi: »Zostań. Nie trać energii. Nie trać ani chwili. Miłość to coś, o czym się nie myśli«, więc zostałam. Jest inteligentnym człowiekiem i tak wiele mnie uczy. Lubi wyzwania. Gdy tylko powiesz mu: „nie zrobisz tego”, on tego dokona” — wspominała Veronica. Zostali parą. Początkowo Włosi nie byli z tego zadowoleni. Uważali, że Bocelli powinien jeszcze poczekać, zanim zacznie obnosić się ze swoją miłością. Ale oni nie chcieli tracić czasu. Kolejne kontrowersje wywoływała różnica wieku pomiędzy kochankami. Ludzie zastanawiali się, jak to możliwe, że się dogadują, a sam Bocelli podkreślał, że dzięki tej ponad dwudziestoletniej różnicy „było im łatwiej, a nie trudniej”: „To tradycja w mojej rodzinie. Moich rodziców też dzieliła spora różnica wieku. Poza tym jestem bardzo religijny, a takie małżeństwa często opisywane są w Biblii” –...

Czytaj dalej