Agatha Christie pisała kryminały, ale w życiu była bohaterką tragicznego romansu
Getty Images

Agatha Christie pisała kryminały, ale w życiu była bohaterką tragicznego romansu

„Zaletą posiadania męża archeologa jest to, że im żona starsza, tym bardziej mu się podoba”, powiedział ktoś o ich małżeństwie. To zdanie raniło Agathę Christie przez lata.
Patrycja Pustkowiak
07.09.2020

Agatha Christie bała się kolejnego ślubu jak diabeł święconej wody. A potem bała się rozwodu. Słynna pisarka, autorka ponadczasowych kryminałów z Herculesem Poirotem i panną Marple  przeżyła z drugim mężem Maxem Mallowanem ponad 40 lat, płacąc za to jednak niemałą cenę.

Agata Christie i Max Mallowan – historia wielkiej miłości pisarki

Na życiowe zakręty dobra jest podróż. Jak najdalsza i jak najdłuższa, byle uciec od wspomnień. Agatha Christie długo się nie wahała. „Orient Express: to było marzenie mojego życia” – przyznała, wsiadając do pociągu. Był 1928 rok, sławna już pisarka miała wtedy 38 lat i właśnie rozwiodła się z pierwszym mężem, Archibaldem Christie, który odszedł do innej kobiety. W podróż na Środkowy Wschód ruszyła całkiem sama. I choć obiecywała sobie, że już nie zaangażuje się w żaden związek, pozwoliła, by los raz jeszcze ją zaskoczył. 

„Chudy, ciemnowłosy, bardzo małomówny” – oto pierwsze wrażenia pisarki na temat tego, który miał zostać jej drugim mężem. Max Mallowan był znajomym kierownika wykopalisk w Ur, profesora Leonarda Woolleya i jego żony. Kiedy Christie odwiedziła ich po raz pierwszy podczas swej wyprawy Orient Expressem, nie mogli się spotkać, bo Max leżał z zapaleniem wyrostka. Jak widać, przed przeznaczeniem nie da się uciec. Gdy w marcu 1930 roku pisarka znów przyjęła zaproszenie Wooleyów, 25-letni archeolog był w pełni sił. 

Szybko ją zaintrygował. Bacznie obserwowała go przez cały wieczór podczas kolacji. Podobało jej się, że doskonale radzi sobie z ludźmi, jest inteligentny i taktowny. A to nie koniec jego zalet. „Jest idealnym asystentem” – chwaliła go żona profesora.

Onieśmielony, choć i uradowany, zgodził się oprowadzić niemal 40-letnią pisarkę po okolicy. Woolleyowie zdecydowali, że na tym nie koniec: Max musi zabrać Agathę na wycieczkę na Bliski Wschód. „Wszyscy najwyraźniej się zgadzali, że to całkiem naturalne, jeżeli młody człowiek, który urobił sobie ręce po łokcie na wykopaliskach i akurat miał się wyrwać na swobodę, wyruszy w siną dal, żeby pokazywać widoki obcej kobiecie znacznie od siebie starszej i znającej się na archeologii tyle, co nic” – wspominała Christie. Ale zaproszenie na wycieczkę przyjęła. 

Wspólne wyjazdy prędko weryfikują znajomość: cementują ją albo niszczą. Oni śpiewająco zdali ten test. Pewnego dnia ich auto utknęło w pustynnym piasku. Niezrażona Agatha, nie tracąc dobrego humoru, położyła się w cieniu samochodu i usnęła. 

„Żadnego biadolenia. (...) Słowo daję, w tamtym momencie mi zaświtało, jaka jesteś cudowna” – opowiadał Max. Ona też była zauroczona. Młody mężczyzna czarował ją swoją dobrocią, zrozumieniem i tym, że zawsze potrafił rozproszyć jej czarne myśli. 

Nie chciała jednak poddać się uczuciom. Bardzo przeżyła swój niedawny rozwód. Jej pierwszy mąż, Archibald Christie, nie rozumiał świata żony. Był coraz bardziej zazdrosny o jej pisarską karierę. Odskoczni szukał w grze w golfa. Skutecznie – to na polu golfowym poznał kochankę, dla której porzucił Agathę. Bała się drugi raz sparzyć. „Małżeństwo mnie przerażało. Zdałam sobie sprawę – jak prędzej czy później zdaje sobie sprawę mnóstwo kobiet – że jedyna osoba, która potrafi zranić naprawdę do żywego, to mąż. (…) Już nigdy, postanowiłam, nie wydam się na niczyją łaskę”. 

Pisanie miało odciągnąć jej myśli od młodego Mallowana. Christie wróciła do Anglii i próbowała skupić się na karierze, która zresztą od czasów wydanej w 1920 roku debiutanckiej powieści „Tajemnicza historia w Styles” rozwijała się doskonale. Ale wciąż miała problemy z... koncentracją. 

Wreszcie nie wytrzymała. Pozwoliła, by Max ją odwiedził. I była na jego widok onieśmielona jak nastolatka. 

„Chcę się z tobą ożenić” – podczas kolejnego spotkania Max postanowił zagrać w otwarte karty. „To niemożliwe!” – odpowiedziała przerażona Agatha. Różnica wieku wydawała się jej barierą nie do pokonania. Spierali się przez dwie godziny. „Nie wolno ci wychodzić za mąż – skarciła się – Nie bądź idiotką”. 

Ale następnego dnia zapytała 11-letnią córkę z pierwszego małżeństwa, Rosalind: „Co byś powiedziała, gdybym znowu wyszła za mąż?”. Dobrze trafiła – córka była największą fanką jej adoratora. 

Agatha Christie i Max Mallowan
Getty Images

Ślub wzięli 11 września 1930 roku w Edynburgu. Agatha znów była szczęśliwa. Zrozumiała, że młodość Maxa, może być też zaletą – wciąż ma bowiem szlachetną wizję świata i ideały. Poczuła z nim nić intelektualnego i artystycznego porozumienia. Ona z kolei – znana i zamożna pisarka – bardzo mu imponowała. Wydawało się, że nic nie zmąci ich spokoju. 

I rzeczywiście – pierwsze 10 lat ich związku upłynęło w szczęściu. „Zajęcia, owszem, lecz nie ponad miarę. Ja pisałam swoje powieści, Max książki o archeologii, raporty i artykuły” – wspominała Agatha. W 1930 roku, tym, który przyniósł jej tyle dobrych zmian w sferze osobistej, powołała do życia nową bohaterkę, która podobnie jak detektyw Herkules Poirot, przeszła do historii literatury – pannę Marple. 

Dużo podróżowali, zdecydowali się też na kupno domu w Londynie. Christie z lubością urządzała „własny pokój”. Wreszcie, po latach pisania gdzie popadnie – przy stole w jadalni między posiłkami albo na umywalce z marmurowym blatem w sypialni – doczekała się własnego miejsca. Max z kolei zachwycony był swoim nowym gabinetem wyposażonym w kominek. Prócz tego domu kupili też drugi – na wsi. Odnosząca coraz większe sukcesy pisarka uznała, że może sobie na to pozwolić. 

Pierwszy dramat przeżyli w 1931 roku. Pisarka miała wtedy 41 lat, straciła ciążę i razem z mężem uznali, że nie będą się już starać o dzieci.

„Zaletą posiadania męża archeologa jest to, że im żona starsza, tym bardziej mu się podoba” – powiedział ktoś o ich małżeństwie. Agacie nie wydawało się to dowcipne. Nie cierpiała tego zdania. Różnica wieku powracała w tym związku jak bumerang. Nie da się zatrzymać czasu: podczas gdy Christie wkraczała w wiek średni, jej mąż rozkwitał. Widziała, że podoba się kobietom. Podobno w obawie przed jego utratą, zasugerowała mu w liście, że nie miałaby za złe, gdyby szukał towarzystwa innych kobiet pod warunkiem, że zachowa dyskrecję i jej nie opuści. Zazdrosna była także o więź, jaka łączyła go z jej córką – zawsze potrafili się świetnie porozumieć. 

Jednak Max nieustannie zapewniał ją o swojej miłości. Nazywał przyjaciółką i ukochaną, obiecywał, że nic nie zmąci ich uczucia. I chyba przez długi czas była to prawda. Czarne chmury zebrały się nad tym związkiem dopiero pod koniec lat 40. „Setki młodych osób, w większości kobiet, pada z wrażenia” – tak opisywał swej pasierbicy, Rosalind, reakcje studentek na swoje wykłady. W 1947 roku dostał bowiem Katedrę Archeologii Zachodniej Azji na Uniwersytecie Londyńskim. Rzeczywiście, wykładał tak ciekawie i inspirująco, że garnęły się do niego tabuny młodych dziewczyn. Flirtował z nimi, ale nie traktował zbyt poważnie. Prawdziwym zagrożeniem stała się dopiero poznana kilka lat później Barbara Parker. 

„Pociągająca” – tak określano tę zawsze uśmiechniętą 42-latkę. Z wielkim zaangażowaniem organizowała dla Maxa wykopaliska w Nimrud. Dlaczego się nią zainteresował? Może dlatego, że w związku ze sławną i bogatą żoną zawsze grał drugie skrzypce? A jego asystentka poza nim nie widziała świata. Niektórzy kwestionowali nawet jej archeologiczne pasje. „Max był zafascynowany archeologią, więc i ona się tym interesowała” – mówili. 

Autorka „Morderstwa w Orient Expressie” znów cierpiała. „Przez Barbarę Max zadał Agacie prawdziwe udręki” – wspominali przyjaciele. Ale niczego się tak nie bała jak drugiego rozwodu, ponieważ pierwszy całkiem ją zdruzgotał. Przerażało ją również to, że jako słynna pisarka znów musiałaby się zmierzyć z nagonką prasy. Nie chciała też utracić męża, czuła, że mimo wszystko nadal wiele ich łączy. Miłość, małżeństwo to były dla niej najważniejsze sprawy w życiu. Tak została wychowana. 

Depresja, lęk, nawroty łuszczycy – oto cena, jaką płaciła za jego romans. Mimo to trwała przy jego boku. Samej Barbary też nie potrafiła znienawidzić. Znosiła jej wizyty „w sprawach archeologicznych”. Swojej złości dawała czasem upust w powieściach, w których ukrywała aluzje do życia osobistego. Ludziom się jednak nie żaliła. Uważała, że każdy sam musi poradzić sobie ze zranieniem. 

Agatha Christie i Max Mallowan
Getty Images

„Jakże się rozkoszowałam ową drugą wiosną, która nastaje, kiedy człowiek kończy z życiem uczuciowym, z budowaniem związków, kiedy – powiedzmy, po pięćdziesiątce – odkrywa zupełnie nowy świat, wypełniony myśleniem, studiami, lekturą” – pisała, robiąc chyba dobrą minę do złej gry. Przez 30 lat przymykała oko na „przyjaźń” męża z Barbarą. Może potrafiła to przetrwać dlatego, że miała swój świat? W końcu była przecież najpoczytniejszą autorką piszącą po angielsku. A może z wiekiem potrafiła coraz lepiej akceptować rzeczywistość. 

Ostatnią powieść, „Tajemnicę Wawrzynów”, wydała w 1973 roku. Rok później przeszła zawał i coraz więcej czasu spędzała w łóżku. Zmarła 12 stycznia 1976 roku. Po jej śmierci domem pisarki zajęła się Barbara, z którą Max wreszcie się ożenił. Zmarł na zawał serca w 1978 roku i został pochowany obok Christie. Barbara zmarła w 1993 roku. Chciała spocząć obok Maxa i Agathy, ale rodzina pisarki nie wyraziła na to zgody. 

Czy Agatha żałowała swego drugiego małżeństwa? Nie wydaje się. „Jeśli ktoś nie zamierza podejmować w życiu żadnego ryzyka, równie dobrze może od razu położyć się do trumny!” – napisała. A autorka, która sprzedała na całym świecie około dwóch miliardów książek, musiała chyba wiedzieć, co mówi. 

Korzystałam z książek: Agathy Christie „Autobiografia” (Prószyński i S-ka 1998) i Jareda Cade’a „Agatha Christie i jedenaście zaginionych dni” (WAB 2014).

***

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 12/2017

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz
Ewa Lipska/Fotonova

Wyjątkowa miłość: Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”

„Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie” – pisała Wisława Szymborska do Kornela Filipowicza. Byli ze sobą 23 lata. I była to wyjątkowa miłość, choć nie mieli ślubu i nie mieszkali ze sobą.
Magdalena Żakowska
01.07.2020

Ich znajomi mówili, że związek poetki Wisławy Szymborskiej i pisarza Kornela Filipowicza był „organiczny”, że tworzyli jedność. A przecież nie byli typową parą, nawet ze sobą nie mieszkali. Za to codziennie pisali do siebie listy. Czułe, intymne, zabawne. „Kocham Cię bezustannie, tylko z przerwą obiadową” –pisze Szymborska, choć wszyscy wiedzą, że kocha go nieustająco. W innym wyznaje: „Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest przy Tobie”. Kiedy w połowie lat 60. zbliżyli się do siebie oboje mieli już za sobą inne małżeństwa, nie byli też młodzi. Wisława Szymborska była po 40, Filipowicz starszy od niej o dziesięć lat po 50. Na czym polegał fenomen tej miłości? Kilka spraw ustalili od razu: będą mieszkać oddzielnie, telefon co najmniej dwa razy dziennie (rano na dzień dobry, wieczorem na dobranoc), spotkania częste. Wszyscy, którzy ich znali i mieli okazję obserwować narodziny tego uczucia, podkreślają, że bardzo do siebie pasowali. Oboje dość staroświeccy, powściągliwi i niezwykle życzliwi. Sprawiali wrażenie melancholijnych samotników. Niełatwo było poznać, że są razem. „Nie manifestowali publicznie swoich uczuć. Wisława nie poprawiała Kornelowi krawata, on nie otulał jej czule płaszczem. Byli niezwykle powściągliwi – wspomina przyjaciółka Szymborskiej, Teresa Walas. – To było obce ich naturze. Nie mieszkali ze sobą, bo nie czuli potrzeby chodzenia w jednym zaprzęgu. Poza tym, jak mówiła sama Wisława, nie wyobrażali sobie pracy w jednym domu. Dwie stukające maszyny do pisania? To by było dla nich nie do zniesienia”. Wisława Szymborska: „Boże, jaki piękny mężczyzna” Na „ty” przeszli gdzieś między grudniem 1966 roku a kwietniem 1967, chociaż poznali się 20 lat wcześniej. Ale wtedy oboje byli jeszcze w innych związkach....

Czytaj dalej
Tom Hanks i Rita Wilson
East News

Tom Hanks i Rita Wilson są razem od 32 lat.  „To moja siódma i ostatnia kochanka: moja żona”.

Żaden inny aktor nie potrafi tak pięknie mówić o żonie, jak Tom Hanks. Jego wyznania miłości wygłaszane podczas radosnych chwil, jak ceremonia rozdania Oscarów, albo trudnych, jak choroba, wzruszają nie tylko Ritę Wilson. I tak już od 32 lat.
Magdalena Żakowska
03.09.2020

Amerykanie traktują Toma Hanksa i Ritę Wilson jak narodowe dobro. Hanksowie stanowią wzór w wielu kategoriach: szczęśliwego, kochającego się małżeństwa z 30-letnim stażem, ludzi sukcesu, którym nie przewróciło się w głowie, skromności i po prostu normalności. Kiedy dyskretnie, bez epatowania sensacją, poinformowali świat o tym, że zarazili się w Australii koronawirusem, dla Ameryki przekaz był jasny: jeśli spotkało to ich, to znaczy, że może spotkać każdego z nas. Hanksowie pokazali, jak przejść przez ten trudny czas godnie, nie popadając w histerię i zachowując pogodę ducha. W każdym wpisie na Instagramie dziękowali lekarzom za opiekę, Tom żartował z wybitnych osiągnięć Rity w prostych grach zręcznościowych, które ściągnęła na telefon w czasie kwarantanny, publikował zdjęcia kanapek z wegetariańską pastą Vegemite, regionalnym przysmakiem Australijczyków, który u większości pozostałych mieszkańców Ziemi wywołuje nudności. Tak jak do wszystkiego w życiu, podeszli do choroby z optymizmem i poczuciem humoru. Wyzdrowieli, a Ameryka odetchnęła z ulgą. To był happy end w amerykańskim stylu, który w tych trudnych czasach dawał wszystkim nadzieję.  Tom Hanks: „Znałem ją długo przed pierwszym spotkaniem” Po raz pierwszy spotkali się na planie serialu komediowego „Bosom Buddies”. Tom miał na sobie różową sukienkę i cieliste szpilki. Łatwo sobie wyobrazić, że zrobił na Ricie piorunujące wrażenie.  Oboje mieli po 24 lata i w zasadzie czyste konto zawodowe. On tkwił w nieudanym małżeństwie, z dwójką dzieci (Elizabeth i Colin) i wieczną dziurą na koncie. Ona twierdziła, że nigdy się nie zakocha, ale na wszelki wypadek się zaręczyła. „Wszyscy to robili: zaręczali się, brali śluby, mieli dzieci. Nie chciałam być gorsza” – żartowała potem. Kto...

Czytaj dalej
East News

Margaret Atwood: czarownica na miarę XXI wieku

Margaret Atwood to dzisiaj jedna z najpoczytniejszych pisarek na świecie. Jej najsłynniejsza powieść „Opowieść podręcznej” znana jest milionom czytelników, a serial zrealizowany na jej podstawie to współczesny antyrządkowy manifest, pod którym podpisują się tysiące kobiet.
Sylwia Arlak
04.06.2020

Kiedy Margaret Atwood miała sześć lat, w drodze ze szkoły do domu ułożyła w myślach swój pierwszy wiersz. Gdy tylko znalazła się w swoim pokoju, zapisała go – i jak sama opowiadała w wielu wywiadach, to właśnie ten moment stał się początkiem długiej i pięknej przygody z literaturą. Mówią o niej, że jest feministką, ale ona sama podkreśla, że współcześnie źle interpretujemy to pojęcie. Podziwiają, że przewiduje przyszłość, ale ona tłumaczy, że jedynie uczy się na błędach przeszłości. Jedno jest pewne — warto słuchać Margaret Atwood, bo możemy się od niej wiele nauczyć o świecie i o sobie samych. Margaret Atwood: wnuczka czarownicy Po koniec XVII wieku niejaka Mary Webster z miasteczka Hadley w okolicy Salem, została przez sąsiadów posądzana o czary. Rozpoczął się proces, ale sąd nie znalazł żadnych dowodów na „winę” kobiety, więc ją uniewinnił. Sąsiedzi jedna nie pogodzili się z wyrokiem i sami próbowali powiesić kobietę. Cudem ocalała: wisiała całą noc, a kiedy sąsiedzy rano przyszli odciąć ją ze sznura, okazało się, że ciągle oddycha. Cieszyła się jeszcze dobrym zdrowiem przez kilkanaście lat, do końca życia nazywano ją Wpół-Powieszoną Mary.  Kiedy Margaret Atwood miała ponad 20 lat, dowiedziała się, że Wpół-Powieszona Mary była jej przodkinią. Przez kolejne lata niosła to dziedzictwo z dumą. To właśnie Mary kanadyjska pisarka zadedykowała „Opowieść podręcznej”. Sama Margaret Atwood może przypominać swoją pra, pra, prababkę. Burza siwych loków, ironiczny uśmiech – i takież riposty, przenikliwość obserwacji, wreszcie – książki, o których czytelnicy mówią: prorocze – to wszystko pozwala ujrzeć w autorce „Opowieści podręcznej”  współczesną czarownicę...

Czytaj dalej