7 filmów walczy o tytuł polskiego kandydata do Oscarów! Po raz kolejny szansę ma film Jana Komasy
Fot. Jarosław Sosiński

7 filmów walczy o tytuł polskiego kandydata do Oscarów! Po raz kolejny szansę ma film Jana Komasy

„Sala samobójców. Hejter”, „Śniegu już nigdy nie będzie” a także  „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy” – to tylko trzy z siedmiu propozycji. Który film będzie miał szansę zawalczyć o Oscara w przyszłym roku?
Dorota Falkowska
05.08.2020

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej w związku z pandemią konorawirusa podjęła decyzję o przesunięciu 93. ceremonii rozdania Oscarów na 25 kwietnia 2021 r., a nominacje zostaną ogłoszone 15 marca. Do tego czasu każdy kraj musi wskazać swojego kandydata do nagrody w przywołanej kategorii.

10 sierpnia Komisja Oscarowa wybierze polskiego kandydata do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej w kategorii najlepszy film międzynarodowy. Wśród produkcji, które powalczą o ten status, znalazły się „Sala samobójców. Hejter” Jana Komasy, „25 lat niewinności Tomka Komendy” Jana Holoubka i „Śniegu już nigdy nie będzie" Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta.

Na szczycie listy filmów ogłoszonej przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, znalazła się najnowsza produkcja „Sala samobójców. Hejter” Jana Komasy, którego film „Boże Ciało” walczył o statuetkę Oscara w ubiegłym roku. Za produkcją „Sala samobójców. Hejter” stoi już kilka pierwszych sukcesów. Film zdobył nagrodę podczas tegorocznego Tribeca Film Festival, a po trafieniu na zagranicznego Netflixa zyskał wiele przychylnych recenzji.

W wyścigu o polskiego kandydata do Oscara startuje również „Sweat” Magnusa von Horna, który znalazł się w oficjalnej selekcji festiwalu Cannes 2020. Fabuła przedstawia 3 dni z życia trenerki fitness, która pomimo ogromnej popularności w mediach społecznościowych, w prawdziwym świecie czuje się osamotniona. Film nie ma jeszcze daty premiery.

Na liście nie zabrakło również wspólnego dzieła reżyserki Małgorzaty Szumowskiej i operatora i scenarzysty Michała Englerta, pt. „Śniegu już nigdy nie będzie”. Film ma już za sobą pierwsze sukcesy – został zakwalifikowany do Konkursu Głównego MFF w Wenecji. 

W naborze znalazła się również pełnometrażowa animacja Mariusza Wilczyńskiego „Zabij to i wyjedź z tego miasta”, której światowa premiera odbyła się w lutym br. podczas festiwalu w Berlinie. Jego fabuła brzmi bardzo interesująco. Główny bohater znajduje ukojenie przed nieciekawą rzeczywistością we wspomnieniach, w których towarzyszą mu fikcyjne postaci swojej młodości. Odkrywa jednak, że wszyscy oni się postarzeli.

Szansę na reprezentację kraju w Los Angeles ma także „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy” Jana Holoubka. To obraz inspirowany historią niesłusznie skazanego Tomasza Komendy za popełnienie brutalnego przestępstwa.

Kolejna produkcja, która może zyskać miano polskiego kandydata do Oscara to „Supernova” Bartosza Kruhlika. Film w ub. r. w Gdyni zdobył nagrodę za najlepszy debiut. Fabuła przypadła do gustu zarówno widzom, jak i krytykom. 

Ostatnia produkcja, to „Klecha” Jacka Gwizdały. To historia o działalności ks. Romana Kotlarza, nazywanego „kapelanem radomskiego Czerwca”. Wielu postrzega ją jako odpowiedź „Kler” Wojciecha Smarzowskiego.

Decyzję o tym, kto będzie oficjalnym reprezentantem Polski w kategorii Najlepszy film międzynarodowy, wyda sześcioosobowa Komisja Oscarowa pod przewodnictwem Jana A. P. Kaczmarka. 

W jej składzie zasiadają też: dyrektor PISF, Radosław Śmigulski, producent Leszek Bodzak, reżyser Dorota Kobiela, operator Łukasz Żal oraz szefowa działu produkcji filmowej i rozwoju projektów filmowych PISF Małgorzata Szczepkowska-Kalemba.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
„Sala samobójców. Hejter” – film Jana Komasy
mat. prasowe

Jan Komasa, reżyser „Hejtera” i „Bożego ciała” szczerze o życiu po sukcesie

Jan Komasa z kolejną nagrodą za „Hejtera” – film polskiego reżysera wygrał najważniejszy konkurs Tribeca Film Festivalu w Nowym Jorku, jednego z najważniejszych festiwali filmowych w Ameryce. Jeden z członków jury uzasadniał wybór: „Inspirujący, moralnie potężny, wnikliwy".
Marta Strzelecka
30.04.2020

Wspólnota, rodzina, samotność to tematy, które mnie fascynują. Zastanawiam się w moich filmach, jak bardzo potrafimy się poświęcić, żeby być wśród innych, i jak bardzo cierpimy, kiedy jesteśmy poza grupą” – rozmowa z reżyserem Janem Komasą, twórcą m.in. filmów „Sala samobójców. Hejter” i „Boże Ciało” Marta Strzelecka, „Uroda Życia” Był pan kiedykolwiek wcześniej tak bardzo zapracowany jak teraz? Jan Komasa: Ostatnio było wyjątkowo, bo mam za sobą intensywną promocję „Bożego Ciała” związaną z Oscarami. Ona zresztą wciąż trwa, film wchodzi do kin w kolejnych krajach. Nikt z nas, jego twórców, nie sądził, że zajdziemy aż tak daleko. Tymczasem z powodu nominacji i związanych z nią nowych obowiązków, musieliśmy przesunąć premierę mojego najnowszego filmu, czyli „Sala samobójców. Hejter”.  Nie wyobrażałem sobie, że dzięki „Bożemu Ciału” od końca sierpnia ubiegłego roku, czyli od festiwalu w Wenecji, bez przerwy będę w trasie promocyjnej. Ale nie narzekam. Zawsze rozwijałem kilka projektów jednocześnie. A teraz prace nad scenariuszami, które od jakiegoś czasu chciałem zrealizować w Stanach, nabierają przyspieszenia, bo stałem się tam po prostu bardziej rozpoznawalny. Czyli nie odpoczywa pan dużo? Niespecjalnie. Ale mam nadzieję, że niedługo razem z rodziną zaszyjemy się w ciszy. Zanim „Hejter” narobi szumu w mediach. Żonie i dzieciom musi być trudno, kiedy tak często pana nie ma. Od lat dużo czasu spędzam w podróżach, poza domem, jak marynarz. Nie jest im łatwo, ale doskonale znają tę sytuację. Koniec ubiegłego roku spędziłem w Stanach, z przerwą na Boże Narodzenie, początek też – dni miałem szczelnie wypełnione od rana do...

Czytaj dalej
„Śniegu już nigdy nie będzie” Festiwal Filmowy w Wenecji
fot. La Biennale di Venezia

Polacy podbijają La Biennale w Wenecji! Fantastyczne recenzje „Śniegu już nigdy nie będzie”

Najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta „Śniegu już nigdy nie będzie” zachwycił światowe media w Konkursie Głównym Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji!
Dorota Falkowska
09.09.2020

W poniedziałek 7 września nowy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta został po raz pierwszy pokazany publiczności na festiwalu w Wenecji. „Śniegu już nigdy nie będzie” walczy o główną nagrodę prestiżowej imprezy La Biennale – Złotego Lwa.  Szumowskiej i Englertowi na czerwonym dywanie towarzyszyła obsada filmu, między innymi: Alec Utgoff, Maja Ostaszewska, Weronika Rosati, Katarzyna Figura i Andrzej Chyra. Premierowy pokaz spotkał się ze świetnym przyjęciem przez międzynarodowe media i przyniósł już pierwsze recenzje. „Szczyt kariery Szumowskiej”, podkreśla Variety. „Hipnotyzujące doświadczenie wizualne, które pobudza wszystkie zmysły” – ocenia The Playlist. „Przesunął granicę”, pisze The Hollywood Reporter.  Czytaj także: Małgorzata Szumowska: „Jestem za rewolucją kobiet” Na tak pozytywne przyjęcie filmu polskich reżyserów w Wenecji liczyli chyba wszyscy. Dziennikarze są zgodni co do tego, że „Śniegu już nigdy nie będzie” ma szanse na najważniejszą nagrodę Konkursu Głównego. Ponętna, klimatyczna opowieść Variety Magiczny The Hollywood Reporter Poetycki, sugestywny. Reżyserzy z łatwością lawirują między gatunkami Cadena SER Satyra niczym z „Edwarda Nożycorękiego” Screendaily Magia i nostalgia La Croix Jeden z ciekawszych obrazów weneckiego konkursu Filmweb Kino, które wymyka się definicjom Beata Kwiatkowska, Program Drugi Polskiego Radia Jeden z najbardziej interesujących filmów duetu Szumowska – Englert Daria Porycka, PAP Nie mogę przestać o nim myśleć Manori Ravindram...

Czytaj dalej
Agnieszka Holland
East News

Holland, Szumowska, Smoczyńska – i wiele więcej! Nasze reżyserki podbijają świat

Są silne, bo musiały się przebić w męskim świecie kina. Dlatego tworzą mocne kino o równie silnych kobietach.
Magdalena Żakowska
29.05.2020

Małgorzata Szumowska to pierwsza polska reżyserka od 15 lat, która zrobiła film w Ameryce. Agnieszka Smoczyńska właśnie kręci w Wielkiej Brytanii.  Agnieszka Holland, chyba najbardziej zapracowana polska reżyserka, która pracowała na wielkich planach filmowych zarówno w Europie, jak i w Ameryce, swój najnowszy film zrobiła w Czechach. Wszystkie trzy mają talent, sławę i wielką siłę przebicia w świecie, ale kobiet w polskim filmie jest dziś znacznie więcej. I nie tylko nareszcie doszły do głosu, ale też – choć statystycznie jest ich mniej niż mężczyzn reżyserów – odnoszą co najmniej równie spektakularne sukcesy, co oni. Polskie reżyserki dzisiaj zabierają głos w kinie: polskim i także tym na światowym poziomie. Agnieszka Holland – królowa polskiego kina dla Apple TV Wiadomo, Agnieszka Holland jest tylko jedna. To królowa polskiego kina i jego największa ambasadorka za granicą. Dorobek Holland jest imponujący, a pracowitość wręcz onieśmiela. Nakręciła ponad 30 filmów i wiele kultowych seriali – od „Prawa ulicy” (ang. „The Wire”), przez „The Killing” i „House of Cards” po „The Affair”. To ona była ostatnim przed Małgorzatą Szumowską polskim reżyserem, który nakręcił film w Ameryce: w 2006 roku premierę miała jej „Kopia mistrza”, biograficzna opowieść o starzejącym się Ludwiku van Beethovenie. W filmach Holland grali najwięksi aktorzy Hollywood: Maggie Smith, Albert Finney, Leonardo DiCaprio, Jennifer Jason Leigh, Jennifer Garner i oczywiście największe gwiazdy polskiego kina. Słynie z tego, że prywatnie jest niezwykle łagodną i ciepłą osobą, ale na planie potrafi zamienić się w potwora. Krzyczy, przeklina, rządzi niepodzielnie. Aktorzy się jej boją, ale zagrać u Holland...

Czytaj dalej
Pedro Almodovar i Penelope Cruz
East News

Pedro Almodovar wie o nas wszystko! Zobacz „złotą siódemkę” jego filmów o kobietach i dla kobiet

„Kobiety wydają mi się bardziej interesujące, bogatsze, bardziej złożone, zaskakujące. Mężczyzna jest jakby z jednego kawałka” — mówił w jednym z wywiadów Pedro Almodovar. Jego kobiety są obolałe, doświadczone przez los, często na skraju załamania nerwowego. A jednak z dumą prezentują kolejne blizny.
Sylwia Arlak
02.07.2020

Dorastał wśród kobiet, dlatego wierzy w kobiecą solidarność. Podkreśla, że świat bez płci pięknej byłby nie do zniesienia. Od ponad czterdziestu lat w swoich filmach Pedro Almodovar portretuje nasz świat. Ma na koncie 21 filmów fabularnych, dwa Oscary i pozycję mistrza kina hiszpańskiego. Oto siedem najważniejszych filmów słynnego reżysera. „Ból i blask” „Ból i blask” to ostatni Pedro Almodovara. Najbardziej osobisty, jak dotąd projekt reżysera walczył w tamtym roku o Oscara w kategorii najlepszy film międzynarodowy. Twórca wspomina w nim swoje własne dzieciństwo, przygląda się emocjonalnym bliznom i stawia czoła niepowodzeniom. W roli matki głównego bohatera, młodego Salvadora, widzimy muzę  reżysera, Penelope Cruz.   Z kolei w roli dorosłego Salvadora, starzejącego się filmowca zmagającego się z pustką i poczuciem beznadziei, wystąpił Antonio Banderas (uznany w tym czasie za najlepszego aktora na festiwalu filmowym w Cannes), z którym Almodovar nakręcił łącznie osiem produkcji. Podobno Salmodovar nosi ubrania, które pochodzą z szafy samego reżysera. Charakterystyczna grzywa też przywołuje nam na myśl hiszpańskiego twórcę, również mieszkanie bohatera wzorowane jest na prawdziwym domu Almodovara. „Sam siebie przekonuję, że mówię o postaci. Ale w głębi duszy wiem, że mówię o sobie” — przyznał twórca filmu w wywiadzie dla „The Guardian”. „Wszystko o mojej matce” Żaden inny hiszpański film nie otrzymał tylu nagród i nominacji. Za „Wszystko o mojej matce”, Almodovar otrzymał m.in. Oscara (w kategorii film obcojęzyczny) i nagrodę dla najlepszego reżysera w Cannes. Główna bohaterka, Manuela (Cecillia Roth) po śmierci syna wybiera się w daleką podróż. Szuka...

Czytaj dalej