5 książek, które sprawią, że się uśmiechniesz…
Adobe Stock

5 książek, które sprawią, że się uśmiechniesz…

…i do których będziesz chętnie wracać, by poprawić sobie nastrój. Wybierasz humor francuski, brytyjski czy czeski? Klasykę czy coś bardziej współczesnego?
Anna Zaleska
21.04.2020
Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

1. Allison Pearson, „Nie wiem, jak ona to robi” (wyd. Albatros)


„Bridget Jones, której marzenia się spełniły” – tak pisano o tej powieści, gdy ukazała się w 2002 roku, stając się bestsellerem i punktem odniesienia dla milionów kobiet, które nie mają już czasu liczyć kalorii, bo usiłują pogodzić pracę na wysokim stanowisku z rolą matki i żony. W czasach gdy do naszych dwóch etatów często dochodzi jeszcze trzeci – nauczyciela (co oficjalnie nazywa się zdalnym nauczaniem), gdy chwilami mamy ochotę „usiąść i płakać”, Allison Pearson sprawi, że usiądziesz i będziesz się śmiała. Z matki, która o świcie deformuje kupione w sklepie babeczki, by wyglądały jak domowe (bo na przedszkolny kiermasz gotowe produkty przynoszą tylko Kobiety, Które Chodzą na Skróty). Z dobrotliwego męża, nie rozumiejącego, że świat to jedna wielka dżungla i zawsze jest ktoś, kto chce ci w firmie podebrać najlepszego klienta. Z krytycznej teściowej („Za bardzo szastacie pieniędzmi. Za moich czasów dziecko nie posiadało się ze szczęścia, jeśli dostało pomarańczę”). I mnóstwa innych postaci, które wydadzą się jakby znajome. Allison Pearson ma też niezwykłą zdolność formułowania spostrzeżeń, pod którymi miałoby się ochotę podpisać obiema rękami. Na przykład: dlaczego mężczyźni potrafią się cieszyć chwilą, podczas gdy my myślimy już, co będzie za dwa tygodnie we wtorek? No właśnie – dlaczego?

okładka Nie wiem jak ona to robi
mat.prasowe

 

 

2. Marcel Pagnol, „Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki” (wyd. Esprit)  


Klasyka francuskiego humoru – książka pełna ciepła, empatii i nieszkodliwej ironii. Marcel Pagnol (1895-1974), francuski pisarz i reżyser, wspomina swoje dzieciństwo spędzane w małym miasteczku w Prowansji. Jego tata jest nauczycielem, mama Augustyna przeuroczą młodą kobietą zajmującą się z czułością rodziną. Ze wzruszeniem czyta się o życiu w małej społeczności, w której wszyscy się znają i pozdrawiają, w parku mieszkańcy mają „swoje ławki”, a dorośli pod okiem instruktorów uczą się jeździć na rowerze (jest początek XX wieku). Sielankowe są też opowieści o wakacjach spędzanych na prowansalskich wzgórzach, wśród dziewiczej przyrody, gdzie z pierwszym przyjacielem można bawić się w Komanczów i tropić skalne kuropatwy, a do domu wraca się dopiero po zmroku. Do tego radosne rodzinne posiłki, celebrowane godzinami, składające się w znacznej mierze z tego, co można przynieść z lasu albo kupić od sąsiadów. Życie, za którym można zatęsknić.

okładka Chwała mojego ojca
mat.prasowe

 

3. Jerome K. Jerome, „Trzech panów w łódce nie licząc psa” (wyd. CiS)


Na wszelkich listach najzabawniejszych książek wszech czasów powieść Jerome’a K. Jerome'a zajmuje czołowe pozycje. Opowiadanie o wyprawie i przygodach trzech londyńczyków miało być pierwotnie przewodnikiem turystycznym po podlondyńskich miejscowościach, zapisem wrażeń z rejsu po Tamizie. Ale opisy widoków i zabytków zdominowało niezrównane poczucie humoru Jerome’a, wymierzone w jego trzech przyjaciół. Panowie George, Harris, J. oraz foksterier Montmorency postanawiają wyruszyć w podróż dla podratowania zdrowia. Przekonują żony, że nadwerężenie mózgów wywołuje ogólną depresję całego systemu nerwowego, a jeśli się zmieni otoczenie i nie trzeba będzie myśleć, szybko można odzyskać równowagę. Niestety okazuje się, że myśleć i tu trzeba będzie sporo: Co spakować? Którędy płynąć? Gdzie nocować? Trzech panów w łódce oznacza zwykle trzy sprzeczne punkty widzenia. Z każdą minutą tej wyprawy narasta przekonanie, że mężczyzn lepiej nie pozostawiać samych sobie…

okładOkładka Trzech panów w łódce
mat. prasowe

4. Evžen Boček, Ostatnia arystokratka, wyd. Stara Szkoła


Oto powieść, która w Czechach zyskała tytuł najzabawniejszej książki roku 2013. Urodzona w Nowym Jorku Maria Kostka z Kostki na swoje nieszczęście jest potomkinią arystokratycznego rodu. I razem z rodziną musi wracać do ojczyzny, by objąć w posiadanie odzyskaną z rąk komunistów dawną siedzibę. Ojciec Franciszek Antoni Kostka z Kostki, żyjąc w Ameryce, marzył o tym, by być nierzucającym się w oczy nauczycielem literatury, co mu się doskonale udawało. Matka nie ma pojęcia o arystokracji plus nie zna czeskiego. To, że samolotem muszą przewieźć prochy dwanaściorga Kostków z Kostki, którzy zmarli za granicą, okazuje się wcale nie być największym problemem. Dużo trudniejsze będzie dogadanie się z własną służbą. W tej satyrycznej powieści obrywa się arystokratom, turystom, Amerykanom, Czechom, celebrytom, karierowiczom… W kraju Hrabala powieść Evžena Bočeka (na co dzień kasztelan zamku w Miloticach)  tak się podobała, że napisał dalsze części: „Arystokratka w ukropie”, „Arystokratka na koniu” oraz „Arystokratka i fala przestępstw na zamku Kostka”.

Ostatnia arystokratka
mat.prasowe

 

5. J. Maarten Troost „Życie seksualne kanibali. Dwa lata na Pacyfiku”. (W.A.B.)


W kategorii: najdowcipniejsze książki podróżnicze – poważna kandydatka do pierwszego miejsca.  J. Maarten Troost i jego Urzekająca Narzeczona, Niezadowoleni ze swojego Miejsca w Życiu, postanawiają je porzucić i zamieszkać na końcu świata. Ich wybór pada na wyspiarski kraj Kiribati, oddalony o kilka tysięcy kilometrów od najbliższego stałego lądu. Badając temat, niedobór informacji nadrabiają nadmiarem wyobraźni. Na miejscu okaże się, że wybrana przez nich wysepka Tarawa nie jest tym, na co wyglądała w Internecie, a lista rzeczy, których nie zabrali, jest równie długa, co lista rzeczy, które zabrali niepotrzebnie. Przez dwa lata, które tam spędzą, będzie się dużo działo: Autor pokona lęk przed rekinami, by natknąć się na coś o wiele gorszego. Autor doświadczy Niedostatków Żywieniowych i braku Wody oraz Elektryczności. Autor odkryje, że Ocean Spokojny to naprawdę Wielki Żywioł, a Morza Południowe bywają „niebywale i cholernie straszne”. Na okładce tej książki można by napisać: Gwarancja płaczu ze śmiechu albo zwrot pieniędzy.

okładka Życie seksulane kanibali
mat.prasowe

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Agata Komorowska
Iwona Karolak Fotografia

Agata Komorowska poszła na wojnę z domem dziecka. Uratowała życie 16-letniemu Michałowi

„Nie planowałam zakładać rodziny zastępczej, ale nie miałam wyboru, bo nie wyobrażałam sobie, że mogę zrezygnować z Michała” – mówi Agata Komorowska, mama czwórki dzieci, w tym dwojga adoptowanych, i autorka książki „Czy mogę ci mówić mamo” (wyd. Ediprese Ksiażki). 
Sylwia Niemczyk
13.01.2021

Agata Komorowska była samodzielną mamą trójki dzieci, kiedy los postawił na jej drodze 14-letniego Michała. Zbuntowanego, krnąbrnego wagarowicza z domu dziecka, który pierwsze lata życia spędził na ulicy i nie ufał nikomu z dorosłych, bo nieraz go w życiu skrzywdzili. Był przyjacielem z klasy Aleksa, najstarszego syna Agaty. Po dwóch latach stał się jej kolejnym dzieckiem.  Sylwia Niemczyk: Miałaś już trójkę dzieci: zbuntowanego nastolatka, sześcioletniego Krystiana z zespołem Downa, malutką Adę. Byłaś tuż po rozwodzie, właśnie straciłaś firmę. I ty w takim momencie decydujesz się na kolejną adopcję i to w dodatku adopcję nastolatka.  Agata Komorowska: Tak właśnie było, a jeśli pytasz, co mną kierowało, to powód jest tylko jeden. My po prostu Michała pokochaliśmy. Był przyjacielem mojego najstarszego syna Aleksa, razem chodzili do klasy. Kiedy Aleks poszedł do gimnazjum, zaczęli się u nas pojawiać jego nowi koledzy, w tym właśnie Michał. Znałam go z widzenia, ale zupełnie nic o nim nie wiedziałam, zauważyłam tylko, że chłopcy się bardzo zaprzyjaźnili.  Kiedy zwróciłaś na niego uwagę? Któregoś dnia Aleks mimochodem powiedział: „Mamo, wiesz, Michał mieszka w domu dziecka”. Kompletnie mnie to zszokowało, bo ten uśmiechnięty, ułożony chłopak z ciemną czupryną i chochlikami w oczach zupełnie nie pasował do mojego stereotypu nastolatka z domu dziecka. Bo okazało się, że nawet ja, mając już przecież adoptowaną córkę, wcale nie jestem wolna od uprzedzeń wobec „tych dzieci”. Gdzieś głęboko w głowie siedziało mi połączenie: nastolatek z domu dziecka to patologia. Kompletna bzdura.  Chociaż szybko potem przekonałaś się, że Michał wcale nie jest taki grzeczny.  A co to znaczy „grzeczny”? Mój Aleks też wagarował...

Czytaj dalej
Konwiccy
Kiedy się poznali w końcu lat 40. on był repatriantem z Wilna i byłym żołnierzem AK, ona maturzystką. Fot. z Archiwum Marii Konwickiej

Danuta i Tadeusz Konwiccy: Słynny autor „Małej Apokalipsy” po odejściu żony rzucił pisanie

Kiedy się poznali, byli parą dzieciaków. Ona miała 19 lat, on 23. Danuta i Tadeusz Konwiccy byli wtedy wyciszeni, delikatni, sceptyczni wobec świata i jego hierarchii. Kto mógł przypuszczać, że przed nimi pół wieku wspólnego życia.
Agata Tuszyńska
22.01.2021

On wybitny pisarz i filmowiec. Autor m.in. „Wniebowstąpienia”, „Kalendarza i klepsydry”, „Małej apokalipsy”. Jako reżyser nakręcił kultowe dzisiaj „Salto” ze Zbigniewem Cybulskim w głównej roli, piękny film „Jak daleko stąd, jak blisko” z Andrzejem Łapickim i Gustawem Holoubkiem, przeniósł na ekran „Dolinę Issy” Miłosza, „Dziady” Mickiewicza. Ona wybitna graficzka, ilustratorka książek dla dzieci. „Może to staroświeckie, co powiem, ale mnie się podoba kobieta, która jedzie w powozie, otoczona jakąś nieuchwytną aurą tajemniczości. Przepadam za kobietą jak za niespodzianą przygodą” – tak pisał autor „Kroniki wypadków miłosnych”. Z taką kobietą „o ogromnej godności wewnętrznej”, nierozpoznawalną i zjawiskową połączył swój los. Czytaj także: Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość *** Miała 69 lat, kiedy odeszła. Córka wielkiego malarza, siostra wybitnego grafika i filmowca, żona kultowego pisarza i reżysera – Tadeusza Konwickiego. Obecność w życiu Danuty Konwickiej tylu utalentowanych mężczyzn przytłumiła może jej własny talent. Rodzinna legenda głosi, że z uprawiania malarstwa zrezygnowała po tym, jak ojciec w odruchu dobrej woli przemalował jej obraz. Wolała ołówek i kartkę papieru. Skończyła warszawską ASP w pracowni Tadeusza Kulisiewicza, mistrza rysunku. I temu rysunkowi – tuszom, kredkom, arkuszom brystolu  pozostała wierna. Ilustrowała swoimi subtelnymi, lirycznymi pracami książki dla dzieci. Mimo wszystko jednak w życiu wybrała rolę cienia. Cienia ojca, brata, męża. Schowała się delikatnie za nimi. Prowadziła dom, wychowywała córki, pilnowała spokoju rodziny. W całym życiu udzieliła tylko jednego wywiadu. Spędzili ze sobą 50...

Czytaj dalej
Rita i Witold Gombrowicz z Psiną, fot. Bohdan Paczowski / FOTONOVA

Witold i Rita Gombrowicz: „Sędziwy polski hrabia wziął ślub z sekretarką!” – pisały gazety na całym świecie

Gombrowicz długo bronił się przed tym uczuciem. „Każdy jest samotny. Wszystkie zwierzęta są samotne. Widziałaś kiedy, żeby psy spacerowały pod rękę?”, pytał zakochaną w nim Ritę.
Anna Zaleska
13.01.2021

Gdy po raz pierwszy się spotykają, Gombrowicz uchodzi za gwiazdę literackiej awangardy. Mimo to jest w fatalnej formie fizycznej i psychicznej. Po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu z powodu męczącej go od dzieciństwa astmy nie wie, co ze sobą zrobić. Tuła się po Francji, chory, słaby i osamotniony. Nie chce wracać do Argentyny, skąd przyjechał. W maju 1964 roku trafia do opactwa Royaumont pod Paryżem, w którym pomieszkują artyści w trudnej sytuacji finansowej. Rita Labrosse, 29-letnia doktorantka z Kanady pod studiach na Sorbonie, dorabia tu jako telefonistka i pisze doktorat o Collette. Na przystojnego, opalonego obcokrajowca w jasnym eleganckim ubraniu zwraca uwagę już wtedy, gdy po raz pierwszy zostaje przedstawiony towarzystwu. W towarzystwie Gombrowicza Gombrowicz liczył na to, że w opactwie ukoi rozstrojone nerwy, ale czuje się wiecznie rozdrażniony. Męczy współbiesiadników absurdalnymi pytaniami, prowokuje i atakuje. Goście opactwa zaczynają go uważać za okropnego osobnika, tymczasem Ricie podoba się coraz bardziej. Ona też nie lubi Francuzów. Drażnią ją swoim nadęciem i pretensjonalnością. Rozprawianiem o ideałach marksizmu, podczas gdy sami mieszkają w zamkach, noszą drogie garnitury i jeżdżą porsche. Ma z nimi na pieńku – na nią jako na przybysza z Kanady patrzą z góry, pokpiwają z jej akcentu. Zaczyna szukać towarzystwa Gombrowicza. Przysiada się do niego na ławce. Wypatruje w parku. Po opactwie zaczynają krążyć plotki, że to karierowiczka, która zarzuca sidła na sławnego pisarza, starszego od niej o trzydzieści lat. W końcu kiedyś przy stole, w obecności innych ludzi, Gombrowicz pyta ją głośno, czy nie dotrzymałaby mu towarzystwa podczas pobytu na południu Francji, gdzie ze względu na stan zdrowia zamierza spędzić trochę czasu. Wcześniej proponował to kilku kobietom, ale odmówiły. Ona się zgadza....

Czytaj dalej
Krajewski: MARIUSZ GRZELAK/REPORTER Braunek: East News

Małgorzata Braunek i Andrzej Krajewski: „Chciałam wyzwolić się z tego życia i uciec z nim na koniec świata”

Kiedy Małgorzata Braunek poznała swojego przyszłego męża, Andrzeja Krajewskiego, była u szczytu popularności. Dla niego wywróciła swoje życie do góry nogami.
Sylwia Arlak
26.01.2021

Gdy się poznali, oboje byli w związkach małżeńskich, mieli małe dzieci. „Miałam świadomość, że ta miłość będzie wymagała poświęceń, bo oboje nie byliśmy wtedy wolni, ale zaryzykowaliśmy i dziś, po latach, wiemy, że było warto” – mówiła Małgorzata Braunek w jednym z wywiadów, a Andrzej Krajewski podkreślał w innym: „To było bolesne jak wyrwanie zęba, ale nie do uniknięcia”. Odkąd się poznali, byli nierozłączni W Andrzeju Krajewskim, pisarzu i buddyście, zakochała się od pierwszego wejrzenia. „Był niezwykle barwną postacią, hipisem, obieżyświatem, a jego opowieści o dalekich podróżach brzmiały jak baśnie z tysiąca i jednej nocy” – wspominała. Krajewski, który na stałe mieszkał w Szwecji, nie rozpoznał w niej Izabeli Łęckiej z „Lalki” czy i Oleńki z „Potopu”. Dla niego była po prostu piękną, interesującą dziewczyną. „Kiedyś mój przyjaciel powiedział: »Wpadnij do mnie wieczorem, będzie fajna dziewczyna, musisz ją poznać«. To był 1974 rok, mieszkałem na stałe w Szwecji, on w Warszawie. A dziewczyna rzeczywiście była piękna. Bardzo ją zbulwersowało, że potraktowałem ją jak »zwykłą dziewczynę«, a ona właśnie była po premierze »Potopu« i była supergwiazdą w zenicie! Ale ja nie wiedziałem o tym. Michał zastawił na mnie pułapkę. To spotkanie zmieniło nasze życie” – mówił Krajewski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Andrzej Krajewski robił ogromne wrażenie na kobietach, ale dla niego liczyła się tylko jedna – Małgorzata Braunek. Byli nierozłączni. Kiedy Braunek grała w serialu „Dom nad rozlewiskiem”, mąż w każdy piątek przyjeżdżał na Mazury, żeby zabrać ją do domu. Kiedyś przyznała nawet, że przez długi czas była uzależniona od grania, a...

Czytaj dalej