Czy joga pomaga w ciąży i w macierzyństwie? Pisze Anna Wolska, joginka i mama
fot. Adobe Stock

Czy joga pomaga w ciąży i w macierzyństwie? Pisze Anna Wolska, joginka i mama

Dotarłam na moje zajęcia cała we łzach, które wycisnął ze mnie mój niespełna półtoraroczny syn. Zbierając siły na to, by za moment stanąć przed grupą moich ukochanych wyznawców vinyasy, usłyszałam, że joginkom jest trudniej być mamą. Czyżby? Myślałam że właśnie nam będzie łatwiej.
Anna Wolska
11.11.2020

Ciąża to wielka zmiana w życiu i nie ominie ona bynajmniej jogowej praktyki. Jeżeli praktykowałaś jogę przed ciążą, czeka cię wiele ograniczeń w praktyce, ale nie musi to oznaczać wyłącznie leżenia na stosie wałków i pracy wyłącznie z krzesłem czy drabinką. Wszystko zależy do ciebie, od tego, jak się czujesz ty i twoje dziecko, a to możesz ocenić sama. Ja miałam wiele szczęścia, by nie tylko praktykować, ale i uczyć dosłownie przez cały czas trwania ciąży. Wioząc się sama na porodówkę, dzwoniłam do studia jogi odwołać moją grupę z 7.00 rano dnia następnego, czując, że chyba mogę po raz pierwszy raz nie dotrzeć do pracy.

Dwa dni przed porodem stawiłam się na weekendowy warsztat do Jurka Jaguckiego, na który docierałam rowerem, któremu nie odpuściłam przez wszystkie trymestry. Osiem godzin praktyki w sobotę i pięć godzin w niedzielę nie były dla mnie problemem. Walczyłam bardziej z własnym ego, które dopominało się dawnej nieograniczonej i intensywnej praktyki niż przesuniętym punktem ciężkości i brzuchem, który przesłaniał widok stóp. Poród miałam taki, jak chciałam – jogiczny, naturalny, bez znieczulenia i tu joga faktycznie pomogła i to bardzo. Potem zaczął się już nowy rozdział, gdzie mimo usilnych prób chwytania się jogicznego spokoju i równowagi, tonęłam w odmętach wzburzonych hormonów i łez, nie radząc sobie z poziomem odpowiedzialności, która była tak nieproporcjonalnie wielka względem człowieka, z którym się pojawiła.

Joanna Luberadzka-Gruca: Najważniejsza dla dziecka jest więź z drugim człowiekiem [ŻYCIOWE ROZMOWY]

Zniknął stan zen

Wpadłam w błędne koło, karciłam się za to, że nie mogę znaleźć wewnętrznego spokoju i ciszy, a przecież kto jak nie ja? Lata praktyki jogi, medytacji i pranajamy jakby nigdy nie miały miejsca. Moim ciałem i umysłem zawładnęła nieznana mi dotąd moc, która zmiotła cały wypracowany stan zen.

Świadomość i uważność, które tak bardzo celebrujemy jako jogini, tylko dolewały oliwy do ognia. Smutek i lęk odczuwałam każdą komórką swojego ciała, a każda moja czakra zdawała się zmieniać swoją wibrację. Trzeba było czasu i pracy, by pozwolić sobie na te emocje, dać im się wykrzyczeć i wybrzmieć. Paradoksalnie joga z jednej strony mnie pogrążyła, a za moment uratowała i nie po raz pierwszy. Po miesiącu od porodu wróciłam do uczenia, choć matę w domu rozwijałam już wcześniej. Mimo iż zaleca się przejście połogu bez praktyki, ja nie doczekałam jego końca. 

Stając przed grupą i ucząc na równe 90 minut, zapominałam o całym świecie, który nagle kurczył się i zamykał w granicach mojej maty i mat moich uczniów. Jakby mój mikrokosmos pieluch, laktatorów, kolek i płaczów przestawał istnieć na ten krótki moment. To była najprawdziwsza medytacja w ruchu. Vinyasa przywróciła uczucie wolności, tej wewnętrznej. Dzięki niej zaczęłam wracać do równowagi, łapać wewnętrzny balans.

Jeżeli myślisz, że praktykując jogę w ciąży, urodzisz małego oświeconego Buddę, to nic bardziej mylnego. Twoje dziecko po prostu będzie sobą, a nie mikro joginem. Mój syn stał się bardzo szybko moim najbardziej wymagającym guru. Obnażał wszystkie moje emocje, oczekiwał zmian natychmiastowych i bezkompromisowych. Stał się lustrem, w którym zobaczyłam siebie jakiej dotychczas nie znałam. I ten stan trwa, bo kiedykolwiek przyzwyczaję się do nowej sytuacji, ta zmienia się tak szybko, jak szybko zmienia się dziecko.

Joga pomaga czy utrudnia macierzyństwo?

Czy joga pomaga? Tak, dzięki niej jestem lepsza, dla świata, dla siebie dla dziecka. Czy czasem utrudnia? Tak. Bo wymagam od siebie dużo, więcej, chcąc być jogiczną mamą, stosującą yamy i niyamy, oddychającą zawsze głęboko. To nie zawsze się udaje, ale i tak jest pięknie, od kiedy znowu słucham siebie, wiedząc już, że macierzyństwo to nie perfekcyjne zdjęcie w mediach społecznościowych z przyklejonym uśmiechem na zmęczonej, ale wyretuszowanej twarzy, ale kawał ciężkiej pracy, w której jak wszyscy mamy swoje upadki i wzloty.

***
Ania Wolska — podróżniczka i backpacker z krwi i kości, z zawodu adwokat, który porzucił togę dla jogowej maty. Od trzech lat certyfikowana i czynna nauczycielka jogi, rozkochana w vinyasie, ale też praktykująca hatha, yin i ashtanga yoga. Kobieta o wielkim apetycie na życie. Kolekcjonerka wrażeń, przeżyć i doświadczeń. Od półtora roku mama, wciąż szukająca kompromisu między swoją pasją a macierzyństwem.

Współtwórca: Urbanyoga.pl

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
depresja poporodowa
iStock

„Chciałam je mieć, ale dziś bycie mamą jest dla mnie udręką”. Same sobie to robimy!

Wypalenie w macierzyństwie to coraz powszechniejsze zjawisko wśród polskich matek. Nakręcamy spiralę oczekiwań wobec samych siebie i innych matek.
Katarzyna Montgomery
29.01.2020

Zmęczonym mamom radzę zawsze, by szukały przyjaznych dusz, osób, od których nie usłyszymy wyświechtanego: »dasz radę, tylko się postaraj«” – rozmowa z dr Aleksandrą Piotrowską, psycholożką. Katarzyna Montgomery: Co sprawia, że kobieta, dochodzi do takiego skrajnego etapu, w którym macierzyństwo i związane z nim obowiązki stają się przede wszystkim udręką? Ideał funkcjonowania w roli matki i w roli kobiety jest nadmuchiwany. Mamy być sprawne zawodowo, w kuchni gotować według zasad fusion, a w międzyczasie utrzymywać szalenie partnerskie stosunki z naszymi dziećmi, angażować się we wszystkie ich sprawy i zabawy. Tymczasem powłóczymy nogami i ledwo mamy siłę podnieść głowę, żeby spojrzeć na kolejny rysunek naszej pociechy. Ale matkom chyba niezwykle trudno, a nawet wstyd się do tego przyznać? Sądzą, że wina jest w nich, że nie podołały. W kraju wielbiącym matkę Polkę każda kobieta powinna czerpać radość z zajmowania się własnym dzieckiem. Bardzo niewiele kobiet jest w stanie powiedzieć komukolwiek, że dziecko nie jest sensem ich życia, i choć wywiązują się z rodzicielskich obowiązków, to jednak nie przepadają za spędzaniem z nim całego swojego czasu. Albo że są do tego stopnia zmęczone, że w desperacji zostawiają dwójkę maluchów samych w domu i wychodzą na dwie godziny, żeby ochłonąć. Lub zamykają się przed nimi w sypialni.  Wypalenie w macierzyństwie Jak się do tego przyznać?! I czy faktycznie istnieje syndrom wypalenia macierzyńskiego, na podobieństwo wypalenia zawodowego, który tłumaczy nasze zachowania i emocje? Koncepcja Christiny Maslach o wypaleniu zawodowym mówi o trzech składowych tego syndromu. Zaczyna się od wyczerpania emocjonalnego: pojawia się ciągłe zmęczenie psychiczne i fizyczne, zanika radość, a w jej miejsce...

Czytaj dalej
do slow
iStock

Joga i medytacja pomogą nam żyć slow. Nie dajmy się miejskiemu pośpiechowi!

Jak być slow w wielkim mieście, gdy pośpiech to nasza codzienność? Natalia Kraus znawczyni i trenerka jogi oraz slow life napisała o tym książkę i opracowała Złotą Receptę na codzienny slow. Dla każdej z nas!
redakcja „Uroda Życia”
11.08.2020

Wielkie miasta kojarzą nam się raczej z zaganianiem i stresem  niż byciem slow. Niby spowolnił nas trochę covid - przez prace zdalną odpadły przynajmniej męczące dojazdy do pracy i stanie w korkach. Ale biura mamy teraz w domu, na głowie rodzinę, dom, kredyty, itp.  Jak pisze Natalia Kraus w swojej nowej książce „Slow w wielkim mieście” ( wyd. „Sensus” i „Onepress”, 2020) dla nas „żyjących w dużych miastach, termin „slow life” kojarzy się zwykle z czymś, na co po prostu nie możemy sobie pozwolić. Niektórym wydaje się nawet, że życie slow jest wtedy, kiedy rzuca się wszystko, wyjeżdża na wieś, łowi ryby w pobliskim jeziorze i kupuje jedzenie od lokalnych gospodarzy. Aby żyć slow, wcale nie trzeba dokonywać spektakularnych rewolucji. Nie trzeba zmieniać ani pracy, ani miejsca zamieszkania, ani wielu innych czynności, które na co dzień wykonujemy”. Ponieważ – jak tłumaczy Natalia Kraus – slow life można całkowicie wkomponować w twój dotychczasowy tryb życia. Ona sama po wnikliwej obserwacji codziennego życia rodziny i wielu rozmowach na ten temat z przyjaciółmi opracowała kilka podstawowych zasad życia slow na co dzień w dużym mieście. „Jeśli pominiesz choć jedną z nich, wypadniesz z rytmu", opowiada autorka.  „Są ze sobą ściśle powiązane i prowadzą Cię przez kolejne godziny dnia tak, aby przeżyć go we własnym, dobrym tempie. Nazwałam te zasady Złotą Receptą na codzienny slow. Oto one”: 1. Wstań wcześniej. 2. Wykonuj wszystkie poranne czynności w stanie uważności. 3. Zjedz ciepłe śniadanie. 4. Pomedytuj lub pojoguj przed wyjściem.
 5. Jedź do pracy zgodnie z zaleceniami zendrivingu.
 6. W pracy zastosuj zasady Zen to done.
 7. Zjedz zdrowy lunch i pamiętaj o regularnych przerwach na odpoczynek.
 8....

Czytaj dalej
joga na stres
Adobe Stock

Joga pomoże opanować stres i niepokój – pisze jogin Piotr Künstler

Napięcie w barkach, bóle głowy, poczucie wyczerpania, drażliwość, bezsenność – brzmi znajomo? To tylko niektóre z typowych objawów stresu. Doświadczyłem ich dotkliwie, na szczęście z pomocą przyszła joga i medytacja.
Piotr Künstler
01.07.2020

Mechanizm działania stresu na poziomie fizjologicznym jest znany: pod wpływem stresorów, czyli czynników wywołujących stres, następuje natychmiastowa mobilizacja organizmu. Szybka reakcja ma chronić przed zagrożeniem życia. I dobrze. Bo stres krótkotrwały jest potrzebny do przeżycia: stymuluje do działania, wzmacnia odporność i wytrzymałość. Nie bez przyczyny poddawanie sportowców kontrolowanemu stresowi jest podstawą treningów – to jeden z warunków osiągnięcia sukcesu w sytuacji podwyższonej presji na zawodach. Taki stres zwiększa koncentrację i pomaga przekraczać własne ograniczenia. Adrenalina – raz przyjaciel, raz wróg Pierwotnie mobilizacja organizmu związana była z ucieczką przed zagrożeniem, walką o życie lub wysiłkiem zdobycia pożywienia. Ale zawsze po tym następował okres odpoczynku. Organizm usuwa wówczas produkty przemiany materii wytwarzane pod wpływem stresu, wraca właściwe ciśnienie i krążenie krwi oraz normalne procesy metaboliczne. Dzięki temu człowiek jest przygotowany do stawienia czoła kolejnym wyzwaniom. Katastrofa następuje wtedy, gdy ta krótka mobilizacja organizmu przeradza się w przewlekły i stały stan napięcia. Dwa główne hormony stresu: adrenalina i kortyzol, sprzymierzeńcy w sytuacji zagrożenia życia, stają się nagle największymi wrogami. Przyspieszona akcja serca, wzrost ciśnienia, spowolnione trawienie, wzrost stężenia glukozy we krwi, odpłynięcie krwi z kończyn w kierunku mięśni, serca i mózgu, działanie hormonów – stawia organizm w stanie ciągłego pobudzenia. Efektem jest obniżenie odporności, nadmierne obciążenie układu krwionośnego, zwiększone ryzyko nadciśnienia i zawału. To na poziomie fizycznym, ale stres zmienia także nasze zachowania. Stajemy się agresywni i rozchwiani emocjonalnie. Może pojawić się brak apetytu albo...

Czytaj dalej