Basia Tworek: „Joga pomaga zaprzyjaźnić się z ciałem. Niezależnie, ile masz lat i jak wyglądasz”
zdj. Dominika Cuda

Basia Tworek: „Joga pomaga zaprzyjaźnić się z ciałem. Niezależnie, ile masz lat i jak wyglądasz”

„Joga to nie zaawansowane pozycje, tylko codzienne spotkanie ze sobą w prawdzie” – mówi Basia Tworek, nauczycielka jogi, psycholożka, mama. Jej przygoda z jogą zaczęła się z konieczności – gdyby nie regularna praktyka, skończyłaby na stole operacyjnym i silnych lekach przeciwbólowych.
Dorota Falkowska
12.03.2021

Basia Tworek całe swoje dorosłe życie spędziła na poszukiwaniu połączeń pomiędzy tym, czego o ciele i emocjach uczą joga oraz zachodnia psychologia. Zdobytą wiedzą dzieli się na Instagramie, Facebooku, blogu oraz kanale YouTube. Swoim uczniom pokazuje, jak na nowo mogą zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem i zaufać mu, niezależnie od wieku, stanu zdrowia i wyglądu. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Joga jest dla każdego

Dorota Falkowska: Żyjesz jogą. Skąd pomysł, by praktykować?

Basia Tworek: Mam poważnie krzywy kręgosłup i gdyby nie joga, to skończyłabym na stole operacyjnym i na silnych lekach przeciwbólowych. Praktykuję jogę od 14. roku życia. Popchnęła mnie do tego konieczność, która z czasem zamieniła się w pasję. Moje własne – krzywe, napięte, bolesne, nieposłuszne – ciało posłużyło mi za poligon doświadczalny. Dosłownie – na własnej skórze przekonałam się o tym, że niczego nie można zrobić na siłę. Za to regularna praktyka, w zgodzie z sobą, działa cuda!

Czytaj też: Joga dla początkujących. 10 rzeczy, które musisz wiedzieć, zanim zaczniesz uprawiać jogę

Co joga wniosła w twoje życie? 

Jestem sztywniaczkiem i naprawdę intensywnie muszę pracować każdego dnia nad tym, żeby moje ciało po wstaniu z łóżka nie było drętwe i napięte. To nie jest żaden instagramowy bajer! Nie mam na myśli tego, że nie zrobię rano szpagatu. Ja naprawdę po wstaniu mam problem ze schylaniem się, sięganiem, skrętem, pełnym zakresem ruchu głową...

Regularna praktyka pomogła?

Wybrałam jogę nie dlatego, że jest dla mnie naturalnie łatwa, tylko dlatego, że pomaga mi rozumieć i akceptować moje specyficzne i asymetryczne ciało. Pomaga mi się rozluźniać, roztapiać, zwiększać mobilność tam, gdzie jej brak – np. w piersiowym odcinku kręgosłupa, w biodrach, w stawach skokowych, w barkach – i poprawiać stabilność tam, gdzie ciało potrzebuje wsparcia – w lędźwiach, w zapadającym się śródstopiu, w kolanach. Joga jest dla mnie trudna – codziennie stając na macie, muszę zaczynać od nowa. Często moi nowi uczniowie mają lepsze zakresy niż ja, po 20 latach praktyki... I co z tego? Nic! To jest ok, bo joga to nie zaawansowane pozycje, tylko codzienne spotkanie ze sobą w prawdzie – a to często dużo trudniejsze niż każda asana świata.

Czytaj też: Te proste asany dla początkujących ukoją ciało i duszę!

Masz jakąś radę dla tych, którzy chcieliby zacząć praktykować, ale cały czas coś ich powstrzymuje?

Niezależnie od tego, ile masz lat, gdzie mieszkasz, jak teraz wyglądasz i jaki jest twój stan zdrowia, możesz na nowo zaprzyjaźnić się z ciałem, zaufać mu i cieszyć się tym, że oddychasz, poruszasz się i czujesz. Tak po prostu.

Zaprzyjaźnienie się z ciałem   brzmi łatwo, ale dla wielu osób to rewolucja.

Dobrze jest pamiętać, że każdy jogin jest trochę rewolucjonistą – mierzy się z klasyką, a potem na nowo ustala swoje własne zasady. Znajdujemy to, co działa i w czym czujemy się naprawdę dobrze. Czasem działamy totalnie pod prąd,  po swojemu. Wierzę, że moim najważniejszym zadaniem jest stworzenie moim uczniom bezpiecznej przestrzeni do zbudowania głębokiego, autentycznego kontaktu ze sobą: do uświadomienia swoich unikalnych właściwości, rozwijania własnego potencjału i przekraczania ograniczeń, w swobodnej atmosferze, wolnej od oceniania i rywalizacji.

Czytaj też: Joga świadoma traumy. „Osoby z traumą zazwyczaj chcą się od ciała odgrodzić”, mówi Carolina Const

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
bliskość nowe
Fot. iStock

Myśliwy, księżniczka, murarz - czy jesteś jedną z tych postaci w związku

Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że nasze złe relacje w związku wynikają z lęku przed bliskością. Taki lęk jest głęboko ukryty, lubi się kamuflować i przywdziewa różne maski. Jak go rozpoznać?
redakcja „Uroda Życia”
26.11.2020

Lęk przed związkiem (inaczej przed bliskością) bierze się zazwyczaj z naszego dzieciństwa i relacji z matką. Długo może pozostać w ukryciu i daje o sobie znać dopiero wtedy, gdy wchodzimy w relacje oparte na miłości, przyjaźni. Utrudnia je, a czasem prowadzi do ich rozpadu. Znana psycholożka i terapeutka Stephanie Stahl w swojej nowej książce „Jak nie bać się bliskości” (wyd. „Otwarte”, Kraków, 2021) nazywa ów lęk demonem, który tkwi w naszej psychice i sprawia, że nie może powstać prawdziwa bliskość. Opisuje też 3 rodzaje relacji, które mają taki lęk u podstaw i nadaje im etykiety myśliwego, księżniczki i murarza (oczywiście odnoszą się do obu płci).   Myśliwy: muszę cię mieć, dopóki jeszcze cię nie mam! Peter właściwie nie był w typie Sonji. Poznali się na przyjęciu. Dobrze im się rozmawiało.Dwa dni później zadzwonił i zapytał, czy nie miałaby ochoty pójść z nim na otwarcie pubu. Sonja uznała, że zaproszenie brzmi zachęcająco. Peter znów z nią flirtował, ona natomiast delikatnie dawała mu do zrozumienia, że na jego zainteresowanie może odpowiedzieć tylko znajomością na stopie przyjacielskiej. Peter wcale nie wydawał się tym zirytowany, był niezmiennie w świetnym humorze i nadal ją podrywał. W kolejnych dniach kontaktował się z Sonją częściej, by się z nią umawiać, proponując przy tym zawsze ciekawe aktywności. Koniec końców pewnego wieczora Sonja przestała się opierać. W jej mieszkaniu Sonja i Peter wypili po kieliszku wina i spędzili razem noc. Po jakimś czasie spędzili wspólnie weekend, to był cudowny wyjazd, po którym Sonja pozbyła się reszty wątpliwości. Stało się dla niej jasne, że naprawdę zakochała się w Peterze i potrafi wyobrazić sobie dłuższy związek z nim. Teraz również Sonja zaczęła inicjować...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Kłótnia w związku – lepsza niż małe,codzienne sprzeczki

Kłótnia czasem pomaga lepiej się poznać. Zaakceptować nie tylko zalety, ale i wady partnera. Lepiej się nawykłócać, nagadać, niż tonąć w codziennym rozdrażnieniu.
redakcja „Uroda Życia”
13.07.2020

Kiedy się poznajemy wszystko jest cudowne. Ale po jakimś czasie bycia razem zaczynamy dostrzegać słabości i wady partnera, to co kiedyś wzruszało, drażni. Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz w swojej nowej książce „Pięknie podzieleni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień” piszą, że kobiety, kiedy przychodzą po poradę często wyznają, że marzy im się, by partner był taki „jak na początku”. A to przecież niemożliwe, bo pierwszy etap miłości ma swoje prawa i już do takiego stanu zauroczenia sobą nie wrócimy. Musimy w pewnym momencie zobaczyć naszego realnego partnera, a nie nasze wyobrażenie o nim. Poza tym wszyscy się zmieniamy. W pewnym sensie trzeba nauczyć się siebie od nowa czy też nauczyć się bycia ze sobą. Zaakceptować, że nasz partner to nie jest rycerz na koniu ani jakiś święty mikołaj, któremu podstawimy pod nos listę życzeń. Tylko nasz (nie)zwykły Wojtek, Grzesiek czy Błażej. Ze wszystkimi swoimi zaletami, ale i słabostkami - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Kłótnia w związku: nauczyć się bycia ze sobą Tracimy immunitet wyjątkowości. W głowie pojawiają się myśli: co się z nim dzieje?, co z nami jest nie tak? Partner już się nie stara. A po co? Wszak odbył już taniec godowy. Już ją zdobył. Zaklepał. Już jest jego na zawsze. Co się będzie dalej wydurniał i piórka stroszył. Ona z kolei staje się coraz bardziej roszczeniowa i zrzędliwa, bo to, na co zupełnie nie zwracała uwagi na etapie zauroczenia, najwyraźniej zaczyna ją mierzić - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Teraz trzeba usiąść, nagadać się, czasem nawykłócać, czasem pomilczeć. Spraw do przegadania będzie mnóstwo. Kto robi zakupy? Kto zajmuje się domowymi zwierzakami? Kto jest od sprawdzania szkolnych zeszytów, a kto zawozi dzieci na...

Czytaj dalej
dobre rady Miller
fot. iStock

Od nudnej pracy po zdradę. Ludzie piszą: Pani Kasiu, co robić gdy…. Katarzyna Miller odpowiada.

Co robić, gdy mąż ogląda porno, dzieci nawzajem sobie dokuczają, a w pracy jest toksycznie - Katarzyna Miller wnikliwie odpowiada na pytania ludzi, którzy szukają pomocy w mniej lub bardziej codziennych sprawach.
Agnieszka Dajbor
26.11.2020

W swojej nowej książce „Droga Kasiu,jak żyć lepiej?” Katarzyny Miller zaczyna się od wspomnienia jej najważniejszego listu w życiu. „Był to mój list do siebie samej, w którym zgodziłam się na siebie. Napisałam go w momencie, gdy odkryłam, jak potrzebne jest to, by stawać się coraz bardziej dorosłą i odpowiedzialną za siebie samą” – tłumaczy Katarzyna Miller. Do niej samej ludzie piszą zwykle o tym, co ich boli, z czym nie potrafią sobie poradzić. Historie są różne, ale nasze lęki, smutki i potrzeby podobne. Można się więc tymi listowną terapią inspirować. Zdrada w związku Mnóstwo tu tematów i wątków. Pierwszy z brzegu, zdrada. „Tydzień temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradza. Zawalił mi się świat –  pisze jedna z kobiet. I jak wiele z nas, które tego doświadczyłyśmy dodaje: Nie jem, nie śpię, nie mogę zajmować się córką. Poprosiłam o pomoc mamę, bo nie daję rady. W przypływie furii spakowałam jego rzeczy i poczułam, że wcale nie chcę , by się wyprowadzał. On najpierw próbował się wszystkiego wyprzeć, potem to umniejszał, twierdząc, że to nic nie znaczy (ale jak to może nic nie znaczyć?!), a potem wykrzyczał w nerwach, że to wszystko przeze mnie, i wyszedł z domu. Mama mi tego nie ułatwia. Jest załamana. Nie lubiła go nigdy, twierdzi, że powinien się wynieść z domu, abym mogła tę sytuację przemyśleć. Jestem jej mimo wszystko wdzięczna, że zajmuje się Julką. Wczoraj nie spałam całą noc. Pomyślałam, że go już nie chcę, że nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek miała z nim pójść do łóżka, brzydzi mnie wszystko, co się z nim wiąże. Boję się o córkę. Ma tylko siedem lat, widzi, że dzieje się coś złego, martwi się. Wczoraj popłakała się bez powodu. Nie mogłam jej...

Czytaj dalej
Wywiad z Igą Kruk-Żurawską
Zdj. Justyna Długoborska-Ciołko, strona: www.4plus8.pl

Iga Kruk-Żurawska, nauczycielka Ashtanga Jogi: „Joga jest dla wszystkich!"

Najbardziej bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia praktyki jogi był dla Igi jej kręgosłup, który w związku z siedzącą pracą doskwierał coraz bardziej. „Kiedy zaczęłam budzić się z bólem pleców, uznałam, że muszę coś z tym zrobić, bo za kilka lat w ogóle już z tego łóżka nie wstanę".
Anna Paciorek
11.11.2020

Iga Kruk-Żurawska jest redaktorką i nauczycielką jogi, a także absolwentką Wiedzy o Teatrze na warszawskiej Akademii Teatralnej. Prowadzi stronę  www.justbreathe.pl . Swoją przygodę na macie zaczęła od jogi Ashtanga, bo jak sama przyznaje, gruntuje ją ona w codzienności. Od kilku lat pokazuje światu, że jogę może praktykować każdy, niezależnie od stopnia skrzywienia kręgosłupa, poziomu gibkości czy wagi.  Anna Paciorek: Jak długo praktykujesz? Co sprawiło, że postawiłaś pierwszy krok na macie? Iga Kruk-Żurawska:  Praktykuję od ponad sześciu lat – poszłam na zajęcia ze względu na mój kręgosłup, który wtedy właśnie zaczął mi bardziej doskwierać. To był czas tuż po skończeniu studiów, pracowałam jako redaktor-freelancer, więc liczba godzin spędzanych przed komputerem rosła, a ilość ruchu wyraźnie zmalała. Kiedy zaczęłam budzić się z bólem pleców, uznałam, że muszę coś z tym zrobić, bo za kilka lat w ogóle już z tego łóżka nie wstanę. A na jogę zdecydowałam się dlatego, że miałam w moim otoczeniu kilka osób, które praktykowały dość długo i regularnie i dzieliły się swoimi przeżyciami i doświadczeniami w mediach społecznościowych. Dość długo kręciłam się wokół tematu, można powiedzieć, że obwąchiwałam go, aż w końcu po prostu poszłam na zajęcia. Nie muszę chyba mówić, że moje intuicje okazały się słuszne. Za co pokochałaś Ashtangę? Dlaczego akurat ona? Od Ashtangi zaczęłam – i od razu wsiąkłam. Myślę, że na początku to była przede wszystkim zasługa nauczycielek, na które trafiłam. Miałam naprawdę ogromne szczęście, bo były to osoby, przy których ja i mój skrzywiony kręgosłup czuliśmy się bezpiecznie, nie miałam poczucia, że jestem...

Czytaj dalej